Czarnowłosa kobieta o posągowej sylwetce czytała spokojnie list, który rano dostarczyła jej sowa. Nie mogła uwierzyć, że tak nagle dostała propozycję pracy w Hogwarcie. Nigdy nawet nie starała się o posadę nauczycielki, praca Aurorki w Węgierskim Wydziale Sprawiedliwości Magów była nad wyraz dobrze płatna i zapewniała wysoki status społeczny. Nie miała nawet pojęcia co działo się w jej dawnej szkole. Ponad 20 lat temu uciekła z Anglii i od tamtej pory kompletnie ignorowała wszelkie doniesienia o centrum Czarodziejskiego Świata. Nawet ostatnia wojna nie zdążyła jej dobrze dosięgnąć, gdy gruchnęła wiadomość o śmierci Lorda Voldemorta z rąk samego młodego Pottera.

-Nie… To nie ma sensu - mruknęła i już planowała wrzucić list do tlącego się kominka, gdy zobaczyła podpis autora listu.

Ponownie sprawdziła datę w rogu kartki, porównała ją z nagłówkiem w gazecie, która leżała tuż obok obok otwartej koperty i westchnęła.

-Cudownie. List zza grobu - szepnęła, wczytując się najprawdopodobniej w jeden z ostatnich listów wysłanych przez Dumbledoore'a.

Szybkim ruchem chwyciła swoją torebkę, wrzuciła do niej wszystko, co znajdowało się na jej biurku i ruszyła w stronę kominka, przeczuwając, że prędko tu nie wróci.


Minerwa McGonagall, mimo wielu nowych obowiązków, jakie na nią spadły, zdawała się dość dobrze łączyć nadzorowanie szkoły oraz wypełnianie ostatniej woli Albusa. Zwłaszcza, że ta ostatnia wola nie była do końca jasna dla kogokolwiek.

Tydzień po pogrzebie okazało się, że Dumbledoore w noc swojej śmierci wysłał bliżej nieokreśloną ilość listów do czarodziejów z całego świata z propozycja poprowadzenia w hogwarcie zajęć w ramach nauki pojedynków. Miał to być nowy przedmiot, prowadzony pod okiem Severusa, który miał uzupełniać obronę przed czarną magią. Albusowi niewątpliwie zależało na bardzo dobrze wyszkolonej kadrze bo listów wysłał o wiele więcej niż było to potrzebne, uwzględnił w swoich listach cały Zakon Feniksa i jeszcze wiele nieznanych im osób, jednak Minerwa doskonale rozumiała dlaczego. Ilość odmów była przytłaczająca, a coś z tyłu głowy podpowiadało jej, że Dumbledoore wiedział coś, czego nie zdążył im wszystkim przekazać i w ich najlepszym interesie było wypełnić jego wolę.

Jak zdążyła się dowiedzieć, Dumbledoore w każdym liście (o którym było jej wiadomo), na dzień spotkania nowej kadry wskazał właśnie ostatnią niedzielę października, bez konkretnej godziny. Poprosiła więc Snape'a, żeby zjawił się w południe i razem z nią starał się przekonać tych, którzy zjawią się jeszcze nieprzekonani. Poza tym, obecność przyszłego potencjalnego przełożonego mogła tylko pomóc pertraktacjom.

-Potter, posłuchaj - zaczęła, zwracając się do Harry'ego, który zjawił się z samego rana. - Albus nie skonsultował ze mną wysyłki tych listów z propozycjami prowadzenia zajęć w Hogwarcie, więc nie wiem nawet, jak mogę Ciebie przekonać...

-Zgadzam się - odparł chłopak, po czym westchnął. - Poczekam tu z Panią. W liście była napisana konkretna data, więc może moja obecność przekona niezdecydowanych.

Spojrzał tępo w okno, z którego rozpościerał się widok na błonia Hogwartu. Jesień była w tym roku wyjątkowo ładna, zdając się kompletnie nie pasować do nastrojów, jakie wszyscy wokół wyczuwali. Plotka o ostatnich słowach Dumbledore'a dość szybko się rozniosła jednak historia lubi się powtarzać i podobnie jak kilka lat temu, Świat Czarodziejów zbagatelizował ostrzeżenia o czyhających złych siłach. Nikt nie uwierzył w słowa Pottera o powracającym Voldemorcie tak jak i teraz ostatnie słowa Albusa zostały uznane za mrzonki umierającego starca.

Do gabinetu po cichu wszedł Lupin, witając się i siadając obok Harrego. Wszyscy obecni znali jego decyzję i byli mu wdzięczni, więc dla jego komfortu nie próbowali zaczynać żadnych pogawędek i jedyne skinęli mu głową na przywitanie.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu, które zostało przerwane przez świst kominka.

-Syriusz - powiedział Harry wstając i z uśmiechem witając się ze swoim ojcem chrzestnym. - Dziękuję.

-Nie tak szybko - zaczął mężczyzna, z zawadiackim uśmiechem kłaniając się McGonagall i szczerze ściskając się z Remusem. - Jeszcze musimy porozmawiać na temat mojego przyszłego szefa.

Minerwa westchnęła. Zdawała sobie sprawę, że może na tym polu wystąpić kilka konfliktów, zwłaszcza, że musiała ponownie patrzeć na sytuację, która już dawno spędzała jej sen z powiek. Potter (inny, jednak uderzająco podobny), Lupin i Black w kontrze do Snape'a. Tym razem co prawda rozkład sił był zdecydowanie inny niż za czasów szkolnych, jednak czuła w kościach, że może to się zakończyć dość nieciekawie.

-Dobrze - powiedziała. - Rozmawiajmy.

-Nie ma opcji, żeby zgodził się dla niego pracować - zaczął wzburzony Black. - Może i Wy wszyscy uwierzyliście w tę piękną historyjkę o przemianie, może i biednej Granger wyprał mózg ale ja nie mam zamiaru pracować dla zabójcy Jamesa i...

-I nie będziesz - odpowiedział mu cichy głos. O dziwo, to Lupin był tym, który przerwał jego tyradę. - Bo zabójca Lily i Jamesa to Voldemort, a on nie żyje.

-Doskonale wiesz, o co mi chodzi - odpowiedział Syriusz z wyrzutem. - Nie rozumiem jak możesz…

-Nie mogę. - mruknął Remus. - Ale źli ludzie robią czasem dobre rzeczy. A dobrzy ludzie robią złe. I nie wiem, którym przypadkiem jest Snape ale wiem, co zrobił przez ostatnie lata, żeby chronić Harrego. Chryste, Syriusz, Ty, Ty nie widziałeś tego, co widzieliśmy my wszyscy, nie widziałeś tej myślodsiewni, to było… Cholera!

Minerwa zacisnęła usta na wspomnienie tego, co było dane im zobaczyć tuż po bitwie. Tamto wejście do przeszłości Severusa było niemalże traumatyzujące. Nie dziwiła się zupełnie, że młody Potter tak szybko mu wybaczył i z taką łatwością zrozumiał, jak wiele musiał ten człowiek poświęcić, aby odkupić swoje winy. Robienie ze swojego umysłu parku rozrywki dla Voldemorta było zdecydowanie przepotworne, nie wspominając o reszcie rzeczy, które czuł i widział jako śmierciożerca.

Zerknęła niepewnie na Pottera. Ten jedynie milczał, wpatrując się w kominek. Po chwili przeniósł wzrok na drzwi, w których pojawił się sam zainteresowany.

-Witam - powiedział cicho, patrząc na wszystkich zebranych. W milczeniu zajął miejsce obok McGonagall. Nie miał zamiaru zaszczycić nikogo dodatkowym komentarzem, wystarczająco już usłyszał zbliżając się do gabinetu.

-A Hermiona? - Spytał Harry, marszcząc niepewnie brwi. Przez chwilę zaniepokoił się, że ich przyjaźń z jakiegoś powodu nagle na tyle osłabła, że dziewczyna nawet go nie poinformowała o zmianie zdania co do dołączenia do nowo powstałej kadry.

-Przyjdzie - odparł, machając dłonią na znak, żeby chłopak się nie martwił. - Wróciła z biblioteki o świcie i… - nie zdążył jednak dokończyć, bo przerwało mu warknięcie Syriusza.

-Nic dziwnego, że woli spędzać czas po nocach z książkami, a nie z Tobą.

Snape nie zaszczycił jednak tego przytyku żadnym komentarzem i jedynie pokręcił głową z niedowierzaniem.

Tym razem cisza, która zapadła potrwała chwilę dłużej. Do tego stopnia, że Harry zaczął marzyć w duchu, aby w końcu ktoś ją przerwał. Doskonale wiedział, że wystarczyło słowo o tym, o czym rozmawiali z Dumbledoorem od miesięcy i momentalnie wszyscy przestali by się na siebie wściekać, jednak obietnice, jakie składał byłemu dyrektorowi były zbyt wiążące, aby złamać je tylko i wyłącznie dla zakończenia sporu między trzema dorosłymi mężczyznami.

Sam był rozdarty. Rana po śmierci rodziców bolała wciąż przeokropnie. Zdrada Snape'a zdecydowanie mogła temu zapobiec, jednak z drugiej strony jego zachowanie przez lata nauki Pottera w Hogwarcie chociaż skrajnie złośliwe, to jednak go chroniły. No i życie podwójnego agenta. Z drugiej strony Dumbledoore, który był dla niego tak wspierający całe życie, okazał się mieć ukryty motyw w chronieniu go. Miał przez chwilę ogromne poczucie niesprawiedliwości o to, że znowu wszyscy z jego tragedii rodzinnej robią sobie przestrzeń do prywatnych wycieczek i zapragnął, żeby Hermiona jak najszybciej odespała tę nieszczęsną noc w bibliotece i pojawiła się tu jak najszybciej.

Zamiast jej jednak ponownie usłyszeli świst kominka i oczy wszystkich zebranych zebranych z ciekawością skierowały się na nowo przybyłą postać. Dla Harrego była to kompletna nieznajoma, jednak widząc wzrok pozostałych zrozumiał, że nie jest to ktoś obcy dla reszty.

Do gabinetu weszła kobieta, której wieku nie potrafił bliżej określić. Mogła być dojrzale wyglądającą dwudziestolatką jak i niesamowicie dobrze trzymającą się czterdziestolatką. Miała porcelanową cerę i lśniące czarne włosy, a jej błękitne oczy zdawały się przenikać ich wszystkich na wskroś. Była wysoka i szczupła, jednak wyraźnie było widać biust rysujący się pod czarnym golfem, w jaki była ubrana.

Skinęła głową wszystkim obecnym i przez chwilę zawiesiła zaciekawiony wzrok na Harrym. Nie dane było jej jednak nic powiedzieć bo ktoś inny odezwał się jako pierwszy.

-Dorcas - wyszeptał Syriusz. - Nie wierzę.


Hermiona otworzyła oczy i zerwała się z łóżka w obawie, że zaspała. Rozejrzała się po pokoju i jej wzrok spoczął na karteczce, która leżała na poduszcze obok. Przebiegła wzrokiem po treści listu.

"Możesz się wyspać, nie zwolnię Cię. P.S Nie lubię podlizywania się, zmień tym razem nastawienie do prowadzącego Klub Pojedynków".

Dziewczyna spłonęła okropnym rumieńcem czytając ten przytyk do jej dawnych zachwytów nad Lockhartem. Przez chwilę chciała zwalczyć poczucie zażenowania swoim zachowaniem za czasów drugiej klasy, jednak dreszcz wstydu nie opuszczał jej na tyle długo, że zmusiła się do wstania i zaczęła się pospiesznie ogarniać, chcąc zająć myśli czymkolwiek innym. Znała Severusa i nawet się nie łudziła, że była to ostatnia kąśliwa uwaga z jego strony. Może i ją kochał, jednak nawet w imię tej miłości nie miał zamiaru rezygnować z podstawy swojego charakteru.

Zerknęła pobieżnie na swoją torbę, z którą wróciła nad ranem z biblioteki. Upewniła się, że żadna książka nie wystaje zza materiału i rozejrzała się niepewnie po komnacie. Ciężko było utrzymać sekret przed kimś, z kimś dzieliło się swoją sypialnię, pracownię czy nawet jego sypialnię. Nie przepadała za ideą chowania czegokolwiek przed Severusem, jednak z drugiej strony rozmowa na temat jej nocnych wycieczek do biblioteki jawiła się jeszcze bardziej nieprzyjemnie.

Z cichym westchnieniem wsunęła torbę z książkami pod swoją część łóżka i omiotła wzrokiem komnatę. Upewniając się, że zostawiła po sobie względny porządek, ruszyła w stronę gabinetu dyrektora. Po drodze modliła się w duchu, aby zastała na miejscu chociaż jedną osobę, która nie była im wszystkim znana. Strasznie dużo osób im odmówiło i jeżeli mieliby zostać z tym "Klubem Pojedynków" tylko ze starym składem Zakonu Feniksa (a raczej z tymi, którzy przeżyli) to czekało ich niemało pracy.

Z niepokojem otworzyła drzwi gabinetu i westchnęła z ulgą widząc nieznaną jej postać. Jednak miny pozostałych obecnych momentalnie zbiły ją z tropu. Jedynie Harry, tak jak ona, zdawał się nie wiedzieć co się dzieje.

Chrząknęła cicho, dając reszcie znak o swojej obecności. Momentalnie poczuła, jak wszyscy przenieśli na nią wzrok. Harry jako pierwszy podszedł do niej i przytulił przyjaciółkę z poczuciem ulgi, że wreszcie nie musi znosić tego festiwalu niezręczności sam.

-Cześć - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko, wtulając się w Harrego. Nowy przedmiot w szkole jawił się jej jako samo problemy, z wyjątkiem faktu, że ponownie miała widywać Pottera częściej niż raz na kilka tygodni. Bała się, że wpadając w wir obowiązków jako nauczycielka, ciężko będzie jej się spotkać z kimś szkolącym się na aurora, teraz jednak z poczuciem ulgi przyjmowała fakt, że przynajmniej przez najbliższy rok będą mieć stały kontakt.

-Dziewczyna młodego Pottera? - Spytała nagle nieznajoma, wskazując na Hermionę. Ta jednak nie zdążyła jej odpowiedź.

-Oh nie - mruknął sarkastycznie Syriusz. - Nie zgadniesz, kto z naszej trójki - nakreślił dłonią trójkąt między sobą, Snapem i Lupinem - sypia z rówieśniczką dziecka Potterów.

Hermiona zamrugała gwałtownie oczami. Doskonale wiedziała, że Syriusz był cięty na Severusa, jednak miała poczucie, że po Ostatniej Bitwie i nowinach, jakie się rozniosły, obaj mężczyźni mieli bardziej neutralne stosunki niż wrogie. Tymczasem taki wybuch złości był niespodziewany, nawet jak na Blacka.

-Jeżeli macie odstawiać takie sceny, to prosze to robić za tymi drzwiami - warknęła Minerwa niespodziewanie wskazując na drzwi prowadzące do prywatnej komnaty dyrektora, którą teraz ona zajmowała. - Nie mam zamiaru odstraszać każdej nowej osoby waszymi pyskówkami!

Nowo przybyła kobieta uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na McGonagall.

-Zupełnie jak w szkole - odparła. - Zresztą jak Pani widzi, w innej kwestii też nic się nie zmieniło. Black zachowuje się jak dzieciak, a my wszyscy za to musimy obrywać.

Syriusz spojrzał na nią i już szykował się do odpowiedzi, kiedy w słowo wszedł mu Lupin.

-Wasza trójka musi sobie faktycznie sporo wyjaśnić. Ja z Dorcas odbyliśmy tę rozmowę ponad dwadzieścia lat temu, ale Wy - wskazał na pozostałych - lepiej, żebyście zrobili to teraz. Na osobności.

Czarnowłosa kobieta skinęła głowa i posłusznie udała się w kierunku drzwi. Tuż za nią podniósł się z westchnieniem Severus i odwrócił się do Hermiony.

-Jak ktoś będzie miał pytania, a my nie skończymy tego… - machnął ręką w kierunku Syriusza - cyrku, odpowiadaj za mnie.

Hermiona skinęła zszokowana głową i w milczeniu zaczekała, aż Syriusz dołączy do nich. Kiedy tylko zamknęły się za nimi drzwi, oczy jej i Harry'ego skierowały się na Remusa.

-No dobrze - odparł mężczyzna, trąc skroń.