Nie sądziłam, że się uda, ale oto jest: krótkie, słodkie i miłe opowiadanie w zimowo - świątecznym klimacie. (Moje, to nie jest tłumaczenie) Przyjemnej lektury :)

Oczywiście wszystkie prawa należą do J.K Rowling.


I don't want a lot for Christmas

There is just one thing I need

I don't care about the presents underneath the Christmas tree

I just want you for my own

More than you could ever know

Make my wish come true

All I want for Christmas is you

Mariah Carey - All I Want For Christmas Is You

Obróciła się na bok, dłonią instynktownie szukając ciepłego ciała, które powinno obok niej leżeć. Niczego jednak nie wyczuła. Była tak przyzwyczajona do jego obecności, że budząc się ciągle zapominała o tym, że Severus jest na konferencji w Ameryce. Dziś nie martwiła się tym zbytnio. Uśmiechnęła się, bo uświadomiła sobie, że jeszcze kilkanaście godzin i znowu będą razem. Otworzyła powoli oczy i zerknęła na zegarek - dochodziła dziewiąta. Nie miała ochoty jeszcze wstawać. Lubiła rozkoszować się każdą minutą spędzoną w ciepłej pościeli, szczególnie teraz, gdy zaczynała urlop, na zewnątrz był mróz i nadchodziły święta.

Święta. Magiczny czas, który tak uwielbiała i chciała doświadczyć w nim jak najwięcej pozytywnych emocji, stworzyć jak najwięcej wspomnień, zrelaksować się i cieszyć.

Nie wstała od razu. Zamiast tego przeciągnęła się, ułożyła wygodniej i leżała, zastanawiając się co będzie dzisiaj robić i po prostu doceniając to co ma.

To były drugie święta, które ona i Severus spędzali razem, ale pierwsze w ich własnym domu. Oboje chcieli mieć miejsce tylko dla siebie, z dala od zgiełku, gdzie będą mogli odpocząć, mieć spokój i prywatność. Mały domek wiejski na uboczu, wśród wzgórz i lasów, do którego prowadziła stara, kamienna dróżka i drewniana furtka był zatem spełnieniem ich marzeń. Prezentował się przepięknie o każdej porze roku i Hermiona czuła się jak w bajce, kiedy wiosną wszystko zaczynało kwitnąć, latem mogła wdychać, unoszący się w powietrzu zapach traw i kwiatów, jesienią spacerowała rozmokłą leśną ścieżką, a zimą siedziała przy kominku i oglądała padający za oknem śnieg.

A w tym wszystkim był on - miłość jej życia i ich wspólny czas, którego każdą minutę celebrowała.

Nie było go ledwie tydzień, a ona tęskniła za nim tak, jak gdyby minął przynajmniej rok. Z konferencji, na którą został zaproszony, a w której bardzo nie chciał uczestniczyć, miał wrócić dopiero jutro. Sama namówiła go do tego, żeby się tam pojawił i była z niego bardzo dumna. Jako mistrz eliksirów zajmował się nie tylko ich produkcją, ale także pracą badawczą, regularnie publikując artykuły. Poza tym był sławny, czy tego chciał czy nie, nic więc dziwnego, że był chętnie zapraszany na różnego rodzaju konferencje i wykłady.

Do świąt pozostały niecałe dwa tygodnie. Kupa czasu - jak powiedziałby jej tata, ale ona dobrze wiedziała, że ten czas upłynie bardzo szybko, a miała jeszcze tyle do zrobienia, chcąc przy tym trochę poleniuchować i nacieszyć jedyną w swoim rodzaju atmosferą.

Wstała, z niechęcią zostawiając za sobą ciepłą i miękką pościel, zarzuciła na siebie szlafrok i zeszła na dół. Stare drewniane deski skrzypiały jej pod nogami i chociaż ciągle na nie narzekali, jednocześnie zarzekając się, że muszą je wreszcie naprawić, to jakoś nie mogli się do tego zabrać. Dom był stary i wymagał jeszcze wielu poprawek, po i tak gruntownym remoncie, który wspólnie przeprowadzili, ale w tym tkwił cały jego urok.

Parząc kawę zastanawiała się, co będzie dzisiaj robić. To był pierwszy dzień jej urlopu i właściwie nie miała ochoty robić niczego oprócz leniuchowania. Praca nauczycielki w Hogwarcie była satysfakcjonująca i czuła się tam jak w domu, ale bywała także męcząca i obciążona wieloma obowiązkami. Chciała więc wykorzystać część wolnego czasu zarówno na same przyjemności i relaks jak i na świąteczne przygotowania.

Póki co, leniuchowanie odeszło jednak na dalszy plan. Postanowiła, że po śniadaniu wybierze się na zakupy do wioski a później upiecze piernik, zmieni pościel, ugotuje obiad a jeśli starczy jej czasu i ochoty może stworzy bożonarodzeniowy wieniec i powiesi go na drzwiach wejściowych.

Ponieważ pogoda dopisywała, było bardzo zimno, dobre dziesięć stopni poniżej zera, ale przy tym świeciło słońce a niebo miało piękny, błękitny kolor, Hermiona postanowiła iść pieszo. Śnieg skrzypiał jej pod butami a mróz szczypał w nos i policzki, ale jej to nie przeszkadzało. Od środka rozgrzewało ją szczęście na samą myśl, że już jutro zobaczy się ze swoim ukochanym.

Wioska, w której mieszkali była mała, urocza i bajkowa. I oczywiście całkowicie pozbawiona czarodziei - oprócz ich samych. Doceniali tę anonimowość i fakt, że wszyscy traktowali ich normalnie. Tutaj nikt nie wiedział kim naprawdę są - byli zwykłymi ludźmi.

Po drodze Hermiona spotkała sąsiadów - starsze małżeństwo, które mieszkało niedaleko nich. Nie obyło się bez krótkiej rozmowy, zaproszenia na herbatę i pierniczki oraz partyjkę szachów. Hermiona musiała ich zapewnić, że oboje z Severusem z pewnością wpadną, bo bez tego nie pozwoliliby jej odejść. Pożegnali się i gdy każde ruszyło w swoją stronę, Hermiona uśmiechnęła się i pokręciła głową. Severus z pewnością będzie zachwycony.

W sklepie trochę się rozgrzała, kupiła co trzeba i chwilę poplotkowała ze sprzedawczynią. Tutaj większość ludzi się znała, a oni choć byli nowym dodatkiem do wioski, zostali w niej szybko zaakceptowani i zyskali sobie sympatię mieszkańców.

Dzień upłynął jej bardzo szybko i nim się obejrzała było już popołudnie i zaczynało robić się ciemno, choć wcale nie było późno - ledwie dochodziła szesnasta. Zrobiła wszystko co sobie na dzisiaj zaplanowała, właśnie kończąc projektować wieniec. Stworzyła go w większości posługując się magią, ale także i tradycyjnymi sposobami. Podłoga zasypana była igłami, w tle rozbrzmiewała świąteczna muzyka a w powietrzu ciągle unosił się zapach pieczonego rano piernika i gotowanego później obiadu.

Przyglądając się krytycznie swojemu dziełu stwierdziła, że właściwie jest zadowolona z efektu końcowego. Zarzuciła na siebie bluzę i wyszła ozdobić drzwi. Z pomocą magii poszło jej to szybko i już miała wchodzić do domu, myśląc o gorącej herbacie z imbirem, gdy nagle wydało jej się, że usłyszała trzask aportacji. Obejrzała się za siebie. Było ciemno, a jedyne światło dawała lampa wisząca nad drzwiami i widok na drogę był ograniczony. Nie spodziewała się dzisiaj żadnych gości, a jednak ktoś rzeczywiście się zbliżał i słyszała jego kroki na zmrożonym śniegu. Zabrzęczał dzwoneczek zamontowany przy furtce i szybko okazało się, że to…

- Severus! - zawołała Hermiona, rzucając mu się na szyję.

- Oczywiście, że to ja. Spodziewałaś się kogoś innego?

- Nie, ale przecież miałeś wrócić dopiero jutro!

- Konferencja skończyła się wcześniej, a ja szczerze powiedziawszy miałem już dość i tylko czekałem na to, żeby stamtąd uciec.

- Było aż tak źle? - spytała. - Chodźmy. Opowiesz mi wszystko w domu, bo zaraz tutaj zamarznę.

- Widzę, że wieszasz pierwsze ozdoby - powiedział, wchodząc za nią.

- Tak, podoba ci się?

- Bardzo - odparł. Zamknąwszy za sobą drzwi westchnął i stwierdził, że nie ma to jak w domu.

- Nie było cię ledwie tydzień - zaśmiała się, idąc do kuchni.

- O tydzień za długo - powiedział, odwieszając płaszcz i przywracając swoją walizkę, którą wyciągnął z kieszeni do normalnych rozmiarów.

- Tęskniłeś za mną? - spytała, wyciągając kubki z szafki.

- Też mi pytanie.

Poczuła jego silne ręce obejmujące ją od tyłu i doznała uczuć, które zawsze towarzyszyły jej w jego obecności - bezpieczeństwo, miłość, szczęście i poczucie, że cokolwiek by się nie działo, razem dadzą sobie radę ze wszystkim. Odwróciła się powoli i spojrzała mu w oczy.

- Tak się cieszę, że już jesteś. Smutno mi było bez ciebie i żałowałam, że nie pojechałam z tobą. Ten tydzień strasznie się dłużył.

- Następnym razem - jeśli taki kiedykolwiek nastąpi - nie popełnimy już tego błędu.

- Oby. Ale na szczęście już jesteśmy razem i tylko to się liczy.

Hermiona uśmiechnęła się. Ten dzień nie mógłby być lepszy.

- Wiesz czego mi brakuje? - spytał.

- Czego?

- Nie powiesiłaś jeszcze jemioły w przedpokoju.

- No nie powiesiłam - zaśmiała się. - Choinki też jeszcze nie mamy, a ty mi mówisz o jemiole.

- Choinka, choinką, ale wiesz co się robi pod jemiołą.

- Tak się składa, że wiem. Wiem także, że możesz zrobić to, o czym teraz oboje myślimy i bez niej.

- Czyżby? - spytał, tym swoim niskim głosem, dobrze wiedząc jaki tym samym wywołuje efekt.

- Tak - odparła i unosząc się na palcach, szepnęła mu do ucha. - Możesz zrobić to i o wiele więcej.

W jego oczach malowało się wszystko to, co tak w nim kochała. Pod naporem tego spojrzenia czuła jednocześnie tak wiele rzeczy… Wstrzymała oddech, a on jednym zwinnym ruchem posadził ją na blacie. Jeden z kubków, który wcześniej wyciągnęła przewrócił się, robiąc przy tym sporo hałasu.

- O rety, jeszcze się stłucze - zawołała.

- Nie myśl teraz o kubku.

- A o czym? - spytała, drażniąc się z nim.

W odpowiedzi pocałował ją, a jej nie schodził z twarzy uśmiech. Wsadziła mu dłonie pod bluzkę, ciesząc się, że zanim wrócił ubrał zwykłe ciuchy, rezygnując ze swoich oficjalnych szat, które musiał nosić przez cały tydzień. Jego skóra była ciepła, naznaczona tu i ówdzie kilkoma bliznami, które znała już jak własną kieszeń.

- Severusie?

- Tak?

- Czy byłoby przesadą, gdybyśmy już się wykąpali, przebrali w piżamy i spędzili ten wieczór nie robiąc absolutnie nic oprócz oglądania filmów i świątecznych programów w telewizji?

- Jest… - zerknął na zegar - wpół do piątej. I oboje nie mamy nic lepszego do roboty. Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Chętnie odpocznę po całym tygodniu wykładów, odpowiadania na głupie pytania i udawania, że wspaniale się bawię. A zanim ty się wykąpiesz minie pewnie godzina, więc to nawet lepiej żebyś wcześniej zaczęła swoje łazienkowe rytuały.

- Nieprawda! Nie zajmuje mi to aż tyle!

- Zdążyłem kiedyś zasnąć, czekając aż wyjdziesz z łazienki.

Roześmiała się tylko na te słowa, wiedząc, że ma rację. Nie lubiła się spieszyć przy kąpieli.

- A więc postanowione. Ale ty idź pierwszy. Ja w tym czasie ogarnę kuchnię i zrobię coś do jedzenia. A później chcę usłyszeć wszystko o tych głupich pytaniach i wykładach.

- Byłbym zapomniał. Kupiłem ci kilka książek. Tamtejsze księgarnie są o wiele lepiej zaopatrzone niż nasze.

- Nie mów mi, że była ta książka o magii natury, którą tak chciałam!

- Była. I oczywiście, że ją kupiłem.

- Naprawdę? Dziękuję! Ależ się cieszę - powiedziała, obsypując go całusami. - Ty wiesz, co lubię.

- Mhm.

- Severus!

- Co?

- Nie rób takiej miny!

- Jakiej? - spytał, przesuwając powoli dłonie od jej ud, po talię. Chciał dotrzeć wyżej, ale go powstrzymała.

- Takiej. Teraz nic nie wskórasz, kochanie.

- Okrutna kobieto.

Pocałowała go mocno i zeskoczyła z blatu.

- Nie martw się. Im szybciej się ogarniemy, tym więcej czasu będziemy mieli później. Oczywiście na same przyjemności.

- Kocham cię, wiesz o tym?

- Oczywiście. Ja ciebie też kocham, nigdy o tym nie zapomnij.

Resztę wieczoru spędzili tak, jak sobie to zaplanowali - przy trzaskającym na kominku ogniu, oglądając świąteczne filmy, objadając się piernikiem i kanapkami i rozmawiając o tym, jak każde z nich spędziło ten samotny tydzień.

A później… No cóż. Severus dopiął swego, a Hermiona pozwoliła mu na to z największą przyjemnością. Jak zwykle w swoich ramionach odnaleźli tylko to, co najlepsze. Budząc się następnego dnia, przytulona do niego, Hermiona nie miała wątpliwości, że jest najszczęśliwszą kobietą na świecie.