Tytuł: Logiczny podstęp
Oryginalny tytuł: Logical Ruse
Autor: AngeliaDark
Zgoda na tłumaczenie: Jest
Para: Shigaraki Tomura/Midoriya Izuku
Tłumaczenie: Lampira7
Beta: Tazkiel
Link: /works/18477820/chapters/43781590
Porządek neutralności 1: Logiczny podstęp
Rozdział 1
Izuku wpatrywał się w Ochako, zdumiony jej nagłym odejściem, a potem westchnął.
Świetnie. Pierwsza wycieczka z większością klasy i był sam. Jeszcze raz. Był pewien, że gdyby zastanowił się nad tym dostatecznie mocno, ujrzałby w tym pewien wzór i byłby tym bardziej przerażony.
— Och, to ktoś z Akademii Bohaterów! Wspaniale, daj mi swój autograf! — Izuku podniósł wzrok w chwili, gdy ktoś zarzucił na niego ramię. Zesztywniał na nagłą inwazję na swoją przestrzeń osobistą, ale starał się być uprzejmy. — To ty zostałeś sponiewierany na festiwalu sportowym w Akademii Bohaterów. Mylę się?
— Tak — odpowiedział Izuku, starając się skupić i stłumił jak najlepiej umiał odczuwaną rezerwę, nie chcąc zrobić z siebie idioty przed ewentualnym fanem.
— A czy nie byłeś też jednym z tych gości, którzy spotkali Zabójcę Bohaterów podczas incydentu w Hosu? — Osoba mówiła dalej, a jego słowa sprawiły, że Izuku zamarł.
— ...z pewnością wiele wiesz… — mruknął.
— Człowieku, naprawdę nie mogę w to uwierzyć… — Powietrze wokół Izuku wydawało się gęstnieć. — Nie mogę uwierzyć, że ponownie cię widzę i to w takim miejscu.
Izuku zamarł całkowicie, zaczynając rozpoznawać ten głos.
— To sprawia, że czuję, że coś w tym jest. Coś w rodzaju losu…
Zimne palce owinęły się lekko wokół jego szyi, gdy zaryzykował spojrzenie w górę.
—... lub przeznaczenia.
O cholera, o kurde, o Boże, o cholera.
— Ale sądzę, że z twojej perspektywy wydaje ci się, że nie spotkaliśmy się od czasu ataku na Akademię, hm?
Izuku był teraz w stanie zobaczyć znajome niebiesko-szare włosy i czerwone oczy oraz złośliwy uśmiech na twarzy nie zasłoniętej przez rękę truposza.
— Dlaczego nie napijemy się herbaty, Izuku Midoriya?
Tomura Shigaraki.
Obaj stali nieruchomo pośrodku tętniącego życiem centrum handlowego. Wszyscy przechodzili obok tak, jakby byli niewidzialni. Izuku ze wszystkich sił starał się nie panikować, nie krzyczeć, a może nawet siłowo wydostać się z tej sytuacji.
— Zachowuj się naturalnie — powiedział Shigaraki, ściszając głos. — Jakbym był starym przyjacielem. Nie rób zamieszania. — Miłosiernie trzymał luźny uchwyt na szyi Izuku. — Uspokój się i złap oddech. Chcę z tobą porozmawiać. To wszystko.
Porozmawiać ze mną?! Izuku wrzasnął w głowie, jednak posłuchał rady Shigarakiego i zmusił się do lekkiego rozluźnienia się, chociaż jego umysł pędził, by znaleźć wyjście z tego lepkiego uścisku na swojej szyi.
— Spróbuj i zrób coś śmiesznego. — Drugi mężczyzna odezwał się ponownie, jakby wyczuwając jego myśli. — To będzie łatwizna. W chwili, gdy wszystkie moje palce dotkną twojej szyi, zaczniesz rozkładać się począwszy do skóry twojego gardła. — Izuku czuł, jak inne palce drgnęły, gdy piąty, jeszcze niewyczuwalny na skórze palce, wygiął się lekko. — Zamienisz się w pył w mniej niż w minutę.
Cholera.
Izuku przełknął, czując, jak palce zacisnęły się na jego szyi. Bez wątpienia wyczuwały, jak szybko biło mu serce, kiedy walczył z paniką na makabryczne przypomnienie ramienia Aizawy podczas ataku, wyobrażając sobie, że to staje się z jego własnym gardłem, a nawet jeszcze gorzej.
Albo co gorsza innym ludziom, którzy nie są z nimi związani, uświadomił sobie. Musiał zagrać w tę grę z zakładnikiem i modlić się, by Shigaraki chciał jedynie porozmawiać, tak jak twierdził. Było oczywiste, że przestępca nie chciał być zauważony, bo inaczej pociągnąłby Izuku, nie mówiąc już o tym, że nie pozwoliłby mu najpierw się uspokoić.
Zachowuj się naturalnie, jakbyście byli starymi przyjaciółmi.
Cóż, biorąc pod uwagę, że jego jedynym "starym przyjacielem" był Kacchan…
Nie. Musiał to zrobić.
Przygotuje się na tę "rozmowę".
Shigaraki już miał się odezwać, zastanawiając się, czy młodszy chłopiec, jakimś cudem zemdlał na stojąco ze strachu i niemal podskoczył, gdy poczuł, jak ramię owinęło się wokół jego talii. Zmrużył oczy, gotów postawić Izuku kolejne ultimatum, gdy chłopiec podniósł głowę i uśmiechnął się do niego.
Co do licha?
— Och, Tomu, prawie cię nie poznałem! — zaświergotał, a jego uśmiech był zbyt szeroki, nawet według standardów Midoriyi, żeby można było go uznać za prawdziwy. — Herbata, powiedziałeś? Znam świetną kawiarnię w pobliżu. Chodźmy tam!
Co?
Shigaraki był w szoku. Natychmiast zaklął, gdy ustawili się w kolejce do małej kawiarni, czując, że ramię Izuku wciąż obejmowało jego talię. Nie miał czasu, by zażądać surowo, aby ten nonsens dobiegł końca, zanim nadeszła ich kolej. Izuku podszedł do lady i od niechcenia poprosił o mrożoną herbatę matcha i kanapkę.
— A ty co chcesz, Tomu? — zapytał mały głupek, utrzymując w głosie optymistyczny akcent z nutą desperacji.
Shigaraki oparł się chęci spojrzenia na niego morderczo i zacisnął mocno zęby, czując, jak jego palce robią to samo z czystej wściekłości.
Barista spojrzał na nich z wyraźnym zmartwieniem.
— Młody człowieku, czy wszystko w porządku?
Zapytał Izuku, a jego spojrzenie przesunęło się na palce, które wciąż były owinięte wokół szyi nastolatka.
Kurwa - pomyślał Shigaraki, zastanawiając się, czy puścić, czy może zmienić dzieciaka w popiół i mieć z nim teraz i tutaj spokój.
— Och, jest w porządku! — powiedział wesoło Izuku. Jego głos był piskliwy i głośny, gdy chcąc zamaskować panikę, powiedział pierwszą rzecz, która przyszła mu do głowy. — To fetysz związany z ręką, proszę pana! Nie trzeba się tym martwić!
Co za suki…
Shigaraki posłał Izuku spojrzenie, które praktycznie krzyczało: "Co do kurwy nędzy?!", ale Izuku właśnie spojrzał nie niego z… czy to było wyzwanie?!
— Mocniej, Tomu, proszę — jęknął.
Shigaraki i barista przybrali ten sam wyraz twarzy, wpatrując się w Izuku, jakby ten właśnie wypatroszył królika tuż przed nimi. Policzki Izuku wciąż były zarumienione, ale w dalszym ciągu uśmiechał się do Shigarakiego, nie okazując skruchy.
Starszy chłopiec poczuł, że odrobinę umarł wewnętrznie, wiedząc, że wszechświat dodał kolejny punkt dla Izuku na tablicy wyników i niechętnie zabrał palce z jego szyi.
Kurwa.
— Czarna herbata. Gorąca. I sezamowe ciastko — powiedział, opierając się chęci sięgnięcia do własnej szyi, czując się nieopisanie brudny. W ten zły sposób.
Barista niepewnie nabił zamówienie. To był jego drugi dzień w pracy, dlaczego musiało się to dziać właśnie teraz?
— To będzie 2079 jenów.
— Znajdę dla nas stolik, Tomu! — zaświergotał radośnie Izuku, puszczając Shigarakiego i ku zdumieniu złoczyńcy siadając przy pobliskim stole, uśmiechając się i machając do niego.
To małe gówno zostawiło mu rachunek do zapłacenia.
Do jasnej cholery.
Shigaraki wepchnął rękę z kciukiem na zewnątrz do kieszeni dżinsów i wyciągnął trzy zwinięte banknoty o wartości 1000 jenów, kładąc je na blacie.
— Zatrzymaj resztę — warknął, odwracając się, by podejść do Izuku, ignorując biednego baristę wołającego, że ich zamówienie zostanie wkrótce dostarczone.
Shigaraki wyciągnął krzesło stojące naprzeciwko Izuku i przyciągnął je do rogu najbliżej chłopca. Opadł na siedzenie, rzucając Izuku ponure spojrzenie.
Izuku udawał, że tego nie zauważył, trzymając ręce na stole w obrazie doskonałej niewinności.
Cholera. Kurwa.
— Chciałeś porozmawiać, Tomu? — zapytał, uśmiechając się z nutką wysiłku, aby podtrzymać podstęp.
Boże, Shigaraki chciał położyć ręce wokół jego szyi i sprawić, aby żałował, ale stłumił tę potrzebę herkulesową powściągliwością i zamiast tego wziął sprawy z powrotem w swoje… W każdym razie złapał Izuku za nadgarstek, trzymając swój środkowy palec w górze, próbując wrócić do momentu, w którym jego tok myśli został tak nagle przerwany.
— Tak — powiedział, biorąc się w garść i przechodząc do interesów. — Właściwie nienawidzę wszystkich i wszystkiego, ale w tej chwili Zabójca Bohaterów jest tym, co mnie naprawdę wkurza. — Skrzywił się, nie patrząc na nic konkretnego.
Izuku uniósł brew.
— Czy on z tobą nie pracował? — zapytał, autentycznie zaciekawiony.
Tomura prychnął, lekko kręcąc ramionami, czując w nich fantomowy ból z czasu, gdy przeszyło je ostrze.
— Tak myśli społeczeństwo, nawet jeśli żaden z nas się na to nie zgodził — odpowiedział. — I to jest mój cholerny problem…
— Oto wasze zamówienie! — krzyknęła kelnerka, zaskakując Shigarakiego na tyle, że niemal położył swój piąty palec na nadgarstku Izuku, gdy ich zamówienie zostało postawione przed nimi.
Izuku uniósł głowę, uśmiechając się promiennie w podziękowaniu.
— Dziękuję bardzo — powiedział radośnie chwytając swoją mrożoną matchę.
Kelnerka klasnęła w dłonie i zapiszczała, patrząc na nich, sprawiając, że Shigaraki zaczął się zastanawiać, czy lata pracy w handlu zbytnio nie namieszały jej w głowie, skoro uznała za normalną rzecz widok słodkiego chłopaka z piegami, któremu towarzyszył trupio blady włóczęga.
— Co za urocza z was para!
Och, na miłość boską…
Izuku odstawił herbatę i pomimo spojrzenia Shigarakiego, które absolutnie mówiło "Ani się waż", położył dłoń na tej, która ściskała jego nadgarstek, a jego głos ociekał nadmierną słodyczą, gdy odpowiedział:
— Och, dziękuję, to nasza sześciomiesięcznica! — Poklepał dłoń Shigarakiego, a starszy chłopak poczuł chęć złamania mu kończyny.
Kelnerka ponownie klasnęła, niemal podskakując w miejscu.
— Och, jak słodko! Ach, młoda miłość.
Obróciła się i ruszyła z powrotem za ladę, a Shigaraki musiał mocno zacisnąć dłoń i przycisnąć ją do stołu, żeby nie wylać swojej gorącej herbaty na jej głowę.
— W każdym razie, co mówiłeś, Tomu? — zapytał od niechcenia Izuku, popijając herbatę przez słomkę.
Shigaraki poczuł, jak drga mu powieka, a migrena zbliża się wielkimi krokami. Upił łyk herbaty, żeby ją odeprzeć.
— Nasze ataki na akademię i ośrodek znalazły się przez niego w cieniu — kontynuował, przysięgając na każdego boga jakiego znał, że jeśli chociaż jedna osoba mu teraz przerwie to wpadnie w morderczy szał, niech konsekwencje będą przeklęte. — Nikt nie zwraca na nas uwagi. — Jak sądzisz, dlaczego tak jest? Co sprawia różnicę?
Izuku wpatrywał się w niego, po czym pociągnął długi łyk z okropną rozwagą, rozciągając ciszę przed odpowiedzą tylko po to, aby go jeszcze bardziej zirytować. Chłopiec zamyślił się przez chwilę, po czym wzruszył ramionami.
— Cóż — powiedział — po pierwsze, chociaż nie mogę zaakceptować tego, co zrobił, rozumiem jego powody. Mimo wszystko ma to trochę sensu. — Wziął kolejny długi łyk. — W twoim przypadku nie pochwalam twoich działań ani nie rozumiem, co robisz albo dlaczego. Jesteś po prostu… cóż, szczerze mówiąc, jesteś pewnego rodzaju kutasem.
Że co?!
— Co?
Izuki poczuł, jak dłoń wokół jego nadgarstka zacisnęła się, ale kontynuował.
— Miał powód dla którego robił to, co robił. To nie było dla zabawy, nie robił tego dla przyjemności. Jego metody były złe, ale kierował się swoim przekonaniem, niezależnie od tego, czy to co robił było dobre czy złe. Ty po prostu poddałeś się i uciekłeś z podkulonym ogonem, gdy tylko przestało to być dla ciebie zabawne. — Jego spojrzenie było zaskakująco surowe. — Nikt nie lubi łobuzów, ale ludzie mogą przynajmniej szanować kogoś za jego przekonania.
Shigaraki wpatrywał się w niego, a kropki, które zaczęły się łączyć, pojawiły się w jego głowie. Łobuz? Tak?
— Kurwa, jesteś irytujący — syknął, mrużąc oczy. — Wkurzasz mnie, Zabójca Bohaterów mnie wkurza, cholerny All Might mnie wkurza! Zachowujesz się, jakbyś był prawy i tak doskonały, jakby nie było nic złego w tym, co robisz…
Jego tyrada została przerwana, gdy Izuku wepchnął mu w usta kawałek sezamowego ciastka. Zamarł posyłając nastolatkowi mordercze spojrzenie i poruszył uniesionym palcem, zanim Izuku położył swój na jego wargach.
— Byłeś zbyt głośno — mruknął Izuku, kierując spojrzenie na małą grupkę osób przy sąsiednim stole, która zaczynała spoglądać w ich stronę. Uśmiechnął się promiennie, przechylając głowę. — Och Tomu, przeżuwaj odpowiednio swoje jedzenie, ty moja głupia fasolko!
Głupia fasola? Co do kurwy…
Shigaraki zmusił się do przeżucia i tylko niewątpliwa smakowitość ciastka powstrzymała jego wściekłość od przekroczenia granicy szału. Odgryzł kawałek i wyjął resztkę z ust, rzucając Izuku zabójcze spojrzenie, gdy przeżuwał i połykał (zanotował sobie również w pamięci, by wziąć kolejne ciastko na drogę). Przynajmniej dało mu to czas na ochłonięcie i przemyślenie tego, co powiedział Izuku.
Ale Izuku trochę się mylił. Od początku miał swoje przekonania i powód, dla którego robił to, co robił. Potrzebował tylko rozsądnego pomysłu co do tego, jak chciałby to wszystko popchnąć we właściwym kierunku.
— Czemu właściwie tak się zamartwiałem ? — wymamrotał, przyciskając ciastko do ust, zanim ugryzł kolejny kęs. Jego dłoń zacisnęła się na nadgarstku Izuku, kiedy poczuł, że młodszy chłopiec szykował się, aby odsunąć się. — Cieszę się, że porozmawialiśmy, Midoriya. Podążę właściwą dla mnie ścieżką…
— Dobrze, czy możesz puścić mój nadgarstek? Potrzebuję obu rąk, żeby zjeść tę kanapkę.
Shigaraki spojrzał na niego z niedowierzaniem, jego uścisk rozluźnił się na tyle, że Izuku mógł się uwolnić. Chłopak rzeczywiście chwycił swoją kanapkę i zaczął jeść. Shigaraki oparł się chęci powiedzenia czegoś na ten temat, ugryzł kolejny kęs ciastka i popił je herbatą.
— Deku!
Podniósł wzrok, w momencie kiedy Izuku to zrobił, widząc, jak chłopak spoglądał na taras kawiarni. Zerknął do tyłu, chowając się za swoją bluzą i ujrzał dziewczynę, z którą Izuku był tuż przed tym, jak spotkał się z nim. Siedzący obok niego nastolatek wypił resztkę swojej mrożonej herbaty i wstał.
— Czas na mnie — powiedział czystym i nieco głośniejszym głosem, niż powinien, ogłaszając swoje odejście.
Shigaraki zdał sobie sprawę, że chodziło o to, by uniknąć robienia zamieszania.
Sprytny, mały bachor. Przynajmniej dostał to, po co przyszedł.
— Och, zostawił swojego chłopaka dla dziewczyny! — Dobiegł do niego głośny szept od sąsiedniego stolika, sprawiając, że jego ramiona zesztywniały. — Jak skandalicznie.
Och, litości…
Dłoń na ramieniu i pocałunek na głowie sprawiły, że prawie zmiażdżył filiżankę herbaty trzymaną w dłoniach.
— Muszę zrobić zakupy z moim najlepszym przyjacielem! — powiedział wesolutko Izuku, jakby w ogóle nie słyszał, jak siedząca obok nich grupa mówiła, że porzucił swoją "randkę" na rzecz kogoś innego. — Do zobaczenia, Tomu! — Chwycił swoją kanapkę i pośpiesznie wyszedł naprzeciw Ochako.
Shigaraki obserwował, jak Izuku wymachiwał rękami przepraszając za tak gwałtowne odejście, być może mówiąc coś o zjedzeniu lunchu, zanim oboje odeszli. Nie był na tyle głupi, by sądzić, że Izuku ot tak pozwoli, aby ten incydent nie został zgłoszony. Postanowił chwycić jeszcze jedno ciastko i…
I nagle zdał sobie sprawę, że zmarnował wszystkie pieniądze na tę "randkę".
Do cholery jasnej.
OoO
Shigaraki nie wyglądał lepiej po powrocie ze swojej wycieczki. Był bardziej zdezorientowany niż wcześniej, choć, jak zauważył Kurogiri, z nutką psychicznego zmęczenia. Mądrze postanowił nie komentować tego i tylko patrzył, jak Shigaraki opadł na stołek barowy i patrzył ponad palcami Ojca na błyszczący blat.
— Kurogiri?
— Tak?
— Zamierzam zabić tego dzieciaka.
Zdecydowanie nie musiał pytać, kim był "ten dzieciak", ale pytaniem było co zrobił "ten dzieciak", aby doprowadzić Shigarakiego do takiego stanu.
— I nigdy więcej nie pójdę na kolejną randkę.
Chwila, co?
