„Masz mi coś do powiedzenia, magu?" Sarevok pochylił się nad przesłuchiwanym mężczyzną. Ten zamknął oczy i zakwilił coś cicho. Siedział nagi, przywiązany do skomplikowanego krzesła, które podwładni Tazoka pod jego nadzorem zamienili w zmyślne narzędzie służące do wydobywania z więźniów potrzebnych informacji. I niepotrzebnych również, bo te nagle mogły okazać się potrzebne. Półogr niczego nie pozostawiał przypadkowi. Sarevok skinął dłonią stojącemu obok Gardushowi. Mężczyzna umieścił kilka drewienek wśród węgli znajdujących się pod krzesłem z nieszczęsną ofiarą i podpalił. Związany mężczyzna szarpnął się z całych swoich sił, niewiele mu to jednak dało. Oprawcy wiedzieli, co robią.

„Zmusili mnie!" Zawył rozpaczliwie. „Napadli na mnie i torturowali mnie!"

„Torturowali?" Sarevok powiedział wolno, przeciągając sylaby. „Zdradź mi zatem, mój przyjacielu, gdzie masz rany po tych torturach."

„Błagam! Związali mnie, a ta elfka przyłożyła mi nóż do gardła! Byłem pewien, że mnie zabiją! Ta ruda by mi nic nie zrobiła, ale te elfy! Uwierz mi, proszęęęęę..." Słowa przeszły w krzyk, gdy nagły podmuch piwnicznego powietrza rozżarzył mocniej tlące się pod mężczyzną węgle.

Sarevok kiwnął ponownie dłonią, a jego towarzysz sypnął nieco piasku na koksownik.

„Tranzig, zawiodłeś mnie. Normalnie bym obdarł z ciebie skórę kawałeczek po kawałeczku... Zaraz po tym, jak bym zrobił kilka innych nieprzyjemnych dla ciebie rzeczy. Ale dziś jestem w wielkodusznym nastroju. Masz ostatnią szansę, aby opowiedzieć mi wszystko składnie i po kolei, to może zachowasz na sobie nieco zdrowej skóry."

Tranzig pokiwał gorliwie głową. Znał opowieści o słynnych przesłuchaniach w piwnicach Żelaznego Tronu, ale umyślnie je zignorował i uczepił się tej odrobiny nadziei, którą rzucił mu Sarevok.

„Była ich trójka. Dwa elfy i dziewczyna, taka ruda i piegowata. Elfka pasowała do opisu od Tazoka. Elf miał wymalowane dziwne znaki na twarzy i łuk na plecach. Od razu zaczęli o Tazoka pytać."

„A ty im wszystko grzecznie powiedziałeś". Sarevok przysunął swoja twarz jeszcze bliżej więźnia, a ten odchylił się najdalej, jak na to pozwalały więzy, byleby tylko odsunąć się od przesłuchującego go mężczyzny.

„Ta elfka... powiedziała, że mnie zabije. Byłem pewien, że to zrobi." Wyszeptał Tranzig.

„Zabije." Powtórzył Sarevok. „Wiesz, że to nic, w porównaniu z tym, co ja ci mogę zrobić?"

„Błagam..." Drżący głos maga był ledwo słyszalny.

„I co było dalej?"

Tranzig zawahał się, ale wystarczyło, że Sarevok zmrużył lekko oczy, a mag zaczął mówić dalej.

„Dałem jej listy!"

„Jakie znowu listy?"

„Polecające, dla Khos..." Nie dokończył, bo Sarevok z rozmachem uderzył go w twarz, łamiąc mu nos, szczękę i kilka zębów. Słowa maga przeszły w żałosne skomlenie, a z oczu pociekły mu łzy.

„Twoje tchórzostwo, głupcze, ujawniło część moich planów, zagroziło powodzeniu całej misji i na dodatek kosztowało mnie niemało złota." Powiedział cicho Sarevok, wkładając powoli obszyte metalowymi płytkami rękawice. Tranzig śledził szeroko otwartymi oczyma każdy jego ruch. Ale wojownik wstał i uśmiechnął się. Więzień zaczął bełkotać coś niezrozumiale, ale Sarevok nie zwracał na niego więcej uwagi.

„Zostawiam go w twoich rękach." Powiedział do Gardusha, który pokiwał ochoczo głową. „Spraw, aby czuł, jak bardzo mnie zawiódł."