Sarevok zerwał się gwałtownie z łóżka, nieomal nie zrzucając z niego przytulonej do jego pleców Cythandrii. Kobieta jęknęła z bólu i uniosła się, opierając na łokciach, by spojrzeć na swojego kochanka.

„Co się stało?" Zapytała.

„Nic."

Cythadria usiadła na łóżku.

„Znowu miałeś te swoje sny."

„Nie twoja sprawa."

„Możesz mi powiedzieć." Dotknęła delikatnie jego pokryte bliznami plecy. Sarevok odwrócił się i spojrzał na nią tak, że cofnęła rękę jakby ukąsił ją wąż. Mężczyzna nie odpowiedział, tylko wstał z łóżka i podszedł do okna. Widok jego potężnej, nagiej sylwetki sprawił, że Cythandrii zaschło w ustach. Przełknęła ślinę. Sarevok sprawiał jednak wrażenie, jakby zupełnie zapomniał o jej istnieniu. Bezwiednie pocierał dłonią swoją najstarszą bliznę – ślad po rozległym oparzeniu, który rozpoczynał się na jego lewym ramieniu i ciągnął w stronę pleców, aż za łopatkę. Po chwili potrząsnął głową, jakby odpędzając jakieś wizje, ubrał się w pośpiechu i wyszedł z sypialni. Szedł odruchowo, w stronę komnat, jakie zajmował jego mentor, Winski Perorate. Zapukał krótko i, nie czekając na odpowiedź, wszedł do środka. Mag nie spał. Siedział przy biurku i pochylał się nad zwojami zapisanymi ciasno ładnym, równym pismem. Podniósł głowę na dźwięk otwieranych drzwi. Gdy zobaczył, kto przez nie wszedł, początkowa irytacja w jego spojrzenia została zastąpiona przez oczekiwanie.

„Widzę, że nie tylko ja nie mogę spać." Powiedział z uśmiechem.

Sarevok usiadł na fotelu naprzeciwko Winskiego.

„Ja natomiast widzę, że czujesz się już dobrze."

„Chwilowa niedyspozycja. Nie to, co dwa lata temu, gdy ruszyłeś w podróż do Candlekeep. Nie mogę odżałować, że nie było mnie wtedy z tobą."

„Poradziłem sobie."

„Oczywiście. Jednak okazja na spojrzenie na ich zbiory nie zdarza się często."

Sarevok uśmiechnął się.

„Może kolejna okazja zdarzy się szybciej, niż przypuszczasz."

Winski poruszył się niespokojnie za biurkiem.

„Wyruszasz znowu do Candlekeep? A jak cię ktoś rozpozna?"

Wojownik wzruszył ramionami i nie odpowiedział. Stary mag przyglądał mu się przez chwilę.

„Zew Ojca nie daje ci spać?" Zapytał znowu.

Sarevok zasępił się.

„Znowu śniła mi się świątynia."

„Opowiesz mi?"

„Leżałem na tym samym ołtarzu." Wojownik zaczął mówić cichym, nieswoim głosem. „Widziałem kapłanki, które pochylały się nade mną. Wszystkie trzymały w dłoniach te same kościane sztylety. Słyszałem płacz innych dzieci. Nagle ogień ogarnął wszystko wokół. Zupełnie jak wtedy. Zerwałem się do ucieczki. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Obejrzałem się i zobaczyłem ją. Ale nie była dzieckiem. Wyglądała jak dorosła kobieta, którą jest teraz. Trzymała mnie mocno, a ja czułem jak ogień pali moje ramię. 'Jak ojciec, takie potomstwo.' Powiedziała, zanim ogień ogarnął i ją, i mnie. Wtedy się obudziłem."

Winski przyglądał się Sarevokowi w milczeniu. Młody mężczyzna spojrzał na swojego mentora i zapytał:

„Co to oznacza, Tropicielu?"

„Że wasze losy są ze sobą splecione."

Wojownik parsknął pogardliwie.

„Ona umrze, jeśli się spotkamy znowu."

Winski wzruszył ramionami.

„Może i tak."

Sarevok zmrużył groźnie oczy.

„Wątpisz w to?"

Starszy z mężczyzn nie odwrócił wzroku.

„Mogłeś ją zabić, jednak nie zrobiłeś tego. Dlaczego? Dlaczego teraz nasyłasz na nią zabójców, zamiast samemu się jej przeciwstawić? Wiesz, że w konfrontacji z tobą ona nie ma żadnych szans. A tymczasem bawisz się z nią w kotka i myszkę, zamiast zakończyć sprawę raz a dobrze. Ty zwlekasz, a ona rośnie w siłę. Zakończ to, zanim naprawdę będzie mogła ci zagrozić."

„Niedługo nikt nie będzie mógł mi zagrozić. Ani ona, ani ty, ani nikt inny."

„Nigdy nie chciałem ci zagrozić, Sarevoku. Nie zapominaj, że to ja pokazałem ci, kim jesteś. Ja odkryłem przed tobą twoją prawdziwą naturę. Ja pomogłem ci, i nadal ci pomagam, rosnąć w siłę."

Wojownik pochylił się nad magiem.

„Wiesz Winski, zawsze zastanawiało mnie, co ty chcesz z tego mieć. Bo nie wmawiaj mi, że robisz to wszystko bezinteresownie."

Winski uśmiechnął się i przeczesał ręką siwiejące, niegdyś kruczoczarne, włosy.

„Ja chcę mieć swoje miejsce w historii. Chcę umrzeć ze świadomością, że miałem wpływ na losy Krain. Nie wszyscy się do tego urodzili, jak ty, czy... ona. Niektórzy muszą sami wykuć swój los."

„Każdy sam wykuwa swój los."

„Daj spokój, przecież sam w to nie wierzysz. Znasz przepowiednie na pamięć."

„Tak... ale sposób, w jaki się spełnią, zależy ode mnie."

„Skoro uważasz, że to ma znaczenie..."

Zapadło milczenie. Świeca dopaliła się w całości, ale obaj mężczyźni tego nie zauważyli, bo pierwsze nieśmiałe poranne promienie słońca wpadły przez okno i oświetliły zakurzone regały biblioteczki, w którą Winski zamienił swoje pokoje.

„Kiedy odprawimy kolejny rytuał?" Zapytał w końcu Sarevok.

„Podczas nowiu. Pod miastem są ruiny starej świątyni, nadadzą się idealnie."

„Mało czasu."

„Wszystko przygotuję. Ty przemyśl tylko to, co powiedziałem. Nie baw się z nią, zakończ to."

Sarevok uśmiechnął się drapieżnie.

„Zakończę. Jak tylko ona wypełni swoje zadanie."