Lenaia podjęła decyzję o kilkudniowym odpoczynku. Po przygodach w kopalni potrzebowali wytchnienia i leczenia. Imoen wciąż nosiła ślady po magicznym ataku Daveorna, a Yeslick nie był w tak dobrym stanie, jak deklarował. Dni niewoli i tortur nie pozostały bez echa, więc krasnolud z dobrze ukrywaną ulgą zadomowił się w gospodzie i już wkrótce widziano go siedzącego z kuflem piwa we wspólnym pokoju. Viconia jak zwykle zaszywała się w pokoju, który zajęły dziewczyny, a gdy przebywała wśród ludzi, naciągała nisko kaptur, zasłaniając twarz. Nie byli pewni, jaki efekt może wywołać wśród miejscowych widok mrocznego elfa. Drugiego dnia ich pobytu Lenaia zapłaciła miejscowemu bardowi za opowiadanie historii o życiu Drizzta Do'Urdena, drowa, który uciekł z Podmroku i stał się bohaterem krain, mrocznym elfem, którego szlachetności i dobrych uczynków nikt w chwili obecnej już nie kwestionował. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Tego samego dnia Lenaia kazała Viconii zdjąć w oberży kaptur. Kapłanka przyciągnęła dużą liczbę spojrzeń, ale tylko kilka zdecydowanie posępnych, które zresztą zostały szybko zgaszone przez ostentacyjną przyjaźń okazywaną drowce przez większość drużyny. Byli w Beregoście wystarczająco sławni, aby jedną z nich nawet wrogo nastawieni zostawili w spokoju.
„Powiedz mi, Lenaia, dlaczego to robisz?" Zapytała elfkę jednego wieczora Viconia. Siedziały we dwie we wspólnej izbie karczmy, popijając rozwodnione wino.
„Co masz na myśli?"
„Nie masz żadnych powodów, aby mi ufać. Wiem, jak moi pobratymcy są odbierani na powierzchni. A ty nie tylko uratowałaś mi życie, zabijając przy tym dwóch ze swoich, a w dodatku okazujesz mi naiwne zaufanie, najwyraźniej wierząc, że nie stanowię dla ciebie żadnego zagrożenia."
Elfka obrzuciła kapłankę długim, nieco już rozmytym przez wino spojrzeniem i wzruszyła ramionami.
„Nazwij to przeczuciem. Poza tym pomogłaś nam nie raz. Nie sądzę, abyś nas zdradziła. Sama powiedziałaś, że jesteśmy towarzyszami."
„Twój jaluk, który mnie tak nienawidzi, ma rację w jednym: my, mroczne elfy, kłamstwo i zdradę mamy we krwi. Słowa to wiatr, iluzja mająca zapewnić bezpieczeństwo. Mamy w Podmorku takie powiedzenie: 'Lil alurl velve zhah lil velkyn uss', oznacza ono mniej więcej: 'Najlepszy nóż to ten, którego nikt nie widzi'."
„Co mam ci powiedzieć, Viconio? Ufam ci. Wierzę, że kiedy będzie trzeba, będziesz stać murem za moimi plecami i bynajmniej nie ze sztyletem w ręku. Może i jestem naiwna. Ale jeśli w każdym będę widzieć wroga, wkrótce zacznę lękać się własnego cienia. Wtedy równie dobrze mogę położyć się od razu do grobu, bo zbyt będę się bać, aby zrobić choćby jeden krok naprzód."
„Jesteś głupcem, Lenaia." Viconia zmrużyła krwistoczerwone oczy. „I kiedyś stanie się to źródłem twojego upadku."
Elfka uniosła trzymaną w ręku karafkę i wyszczerzyła zęby.
„Napijmy się za to. Za szczęście głupca. Abyśmy jak najdłużej były szczęśliwe, pijane i umiały cieszyć się każdym dniem."
Kapłanka parsknęła pogardliwie, ale uniosła szklankę. Wypiły.
„Tamten młody człowiek w prawym rogu nie spuszcza z ciebie oka." Zauważyła po chwili Lenaia, kiwając głową we wskazanym kierunku. „Jeszcze trochę i ślina z wywieszonego języka będzie mu kapać na podłogę."
Viconia ponownie prychnęła z wyższością.
„Nie sądzę, aby któryś z naziemców był w stanie sprostać namiętnościom mrocznego elfa."
„Jak byś chciała sprawdzić, to przez następne kilka godzin nie mam zamiaru wracać do pokoju." Powiedziała Lenaia z niewinną miną.
Zamilkły. Viconia przez dłuższą chwilę przyglądała się obserwującemu ją młodzieńcowi, który, widząc jej spojrzenie, najwyraźniej postanowił udawać, że wyjątkowo zafascynowały go pajęczyny wiszące na suficie. Po chwili drowka wstała, podeszła do niego i powiedziała mu cicho do ucha kilka słów, po czym z typowym dla siebie wdziękiem ruszyła po schodach na górę. Chłopak najpierw spłonął karmazynowym rumieńcem, siedział kilka chwil oszołomiony, po czym ruszył za nią, potykając się na schodach z pospiechu. Lenaia uśmiechnęła się zwycięsko. Po chwili z pewnym wysiłkiem zogniskowała wzrok na Imoen, która weszła do oberży i zajęła zwolnione przez Viconię miejsce.
„Nie wracaj do pokoju przez jakiś czas." Powiedziała elfka do siostry.
„Dlaczego?"
„Viconia potrzebuje trochę prywatności."
Imoen rzuciła jej zaciekawione spojrzenie, ale Lenaia najwyraźniej nie zamierzała kontynuować tematu. Złodziejka westchnęła i przywołała barmankę skinieniem ręki. Obfita w kształtach dziewczyna przyniosła po chwili kolejną karafkę wina. Imoen sięgnęła do torby i położyła na stole jakiś niewielki pakunek owinięty w lekką skórę i przewiązany rzemieniem.
„Co to jest?" Zapytała elfka.
„Prezent dla ciebie."
Lenaia zaintrygowana odwinęła opakowanie i jej oczom ukazała się książka oprawiona ładnie w bydlęcą, mocno garbowaną skórę. Nie miała tytułu. Dziewczyna przewertowała kartki i zobaczyła, że są puste. Spojrzała pytająco na siostrę.
„To dziennik." Pospieszyła z wyjaśnieniem Imoen. „Pomyślałam... pomyślałam, że może będziesz chciała kiedyś spisać swoje przygody. No wiesz... każdy bohater w końcu spisuje swoje wspomnienia dla potomnych, itp. Wszystkie szlachetne czyny, których dokonał." Dziewczyna zarumieniła się. „Wszystkie przygody i romanse."
Lenaia roześmiała się. Imoen najwyraźniej była bardzo dumna z prezentu.
„Dziękuję. Na pewno zrobię z niego dobry użytek. O ile przeżyję wystarczająco długo, aby coś w nim zapisać."
„Och, nie mów tak, dobrze? Póki co idzie nam nieźle. I mamy dobry plan. Kiedy wyruszamy do Wrót Baldura?"
„Myślę, że jutro. Jeśli ty i Yeslick czujecie się już na siłach."
„Czuję się dobrze. Yeslick najwyraźniej też, bo zdążył już oberżystę doprowadzić do płaczu, wypijając w dwie godziny beczułkę najlepszego krasnoludzkiego pełnego. Nawiasem mówiąc, gdzie reszta?"
„Yeslick u kowala, kompletuje ekwipunek. Kivan robi coś dla Thalantyra, a Coran stwierdził, że musi odetchnąć leśnym powietrzem i poszedł na polowanie."
„Nie pytam, na co." Zauważyła złośliwie Imoen. Ilekroć Coran pojawiał się w gospodzie, cycata barmanka wyglądała, jakby ktoś rzucił na nią wyjątkowo skuteczne zaklęcie uroku. W efekcie elf miał kubek najlepszego piwa, najbardziej soczyste kęsy mięsa w potrawie i w miarę nieużywaną wodę w łaźni. I jako jedyny dostał osobny pokój, w którym prawie nie było pcheł.
„O wilku mowa." Wskazała elfka. Jak na zawołanie Coran wkroczył do gospody, jakby była co najmniej jego własnością. Pomachał wesoło do dziewczyn na powitanie i usiadł przy kontuarze. Lenaia mogłaby przysiąc, że barmanka użyła teleportacji, by w tej samej znaleźć się obok niego. Dłuższą chwilę później do gospody wrócił Kivan i usiadł obok dziewczyn. Lenaia podsunęła mu kubek wina, który przyjął z wdzięcznością.
„Jutro wyruszamy." Powiedziała elfka. Kiwnął głową zadowolony.
„Cieszę się, mellonamin. Za długo już zwlekamy."
„A kiedy już znajdziesz Tazoka i go zabijesz, co zamierzasz potem robić?" Zapytała nagle Imoen. Elf spojrzał na nią z uwagą.
„Nie wiem, Imoen. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Być może wrócę w swoje rodzinne strony. I tam już zostanę."
„Mógłbyś zostać z nami." Wypaliła dziewczyna. Kivan nie wiadomo czemu zaczerwienił się mocno i spojrzał w stronę siedzącego wciąż przy barze Corana.
„Jak już powiedziałem, nie zastanawiałem się nad tym." Rudowłosa złodziejka wyłapała ton kategorycznie kończący rozmowę. Po chwili Kivan wstał i poszedł do pokoju zajmowanego wspólnie z Yeslickiem.
„Niech mnie Mask ma w opiece, jeśli kiedykolwiek zrozumiem elfy." Westchnęła teatralnie Imoen. Lenaia nie odpowiedziała. Obserwowała właśnie ponurym wzrokiem, jak Coran szepce coś do ucha barmanki, a ta, chichocąc, siada na jego kolanach. Elfka zacisnęła ze złością usta i zmusiła się do odwrócenia wzroku. Nie zauważyła więc, jak Coran obrzucił salę wzrokiem, zatrzymując go chwilę na elfce, po czym szepnął coś do ucha siedzącej dziewczynie, wsunął jej do ręki monetę i delikatnie, choć stanowczo podniósł ją ze swoich kolanach. Wstał, rzucając kolejną monetę oberżyście i zajął miejsce przy stoliku przyjaciół. Barmanka stała przez chwilę w miejscu jakby wrosła w ziemię, potem gwałtownie odwróciła się i chwiejnym krokiem powędrowała w stronę kuchni.
„Coś ci popsuło miły wieczór, Coranie?" Zapytała Lenaia z lekko złośliwym uśmiechem.
Rozłożył ręce w przepraszającym geście.
„Najwyraźniej z kim innym wolałbym go spędzić." Uśmiechnął się porozumiewawczo. Imoen na te słowa podniosła się ze swojego miejsca, mruknęła coś niewyraźnie o niezałatwionych sprawach i zniknęła, tak jak tylko ona to potrafiła.
„Powinnaś mnie przeprosić, Lenaia." Powiedział po chwili elf z wyrzutem. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
„A niby za co?"
„Bo to twój nagi wizerunek pojawił się nieproszony w moich myślach i sprawił, że żadna inna kobieta nie może wzbudzić we mnie podobnych uczuć."
Elfka prychnęła. Wciąż była zła. Coran westchnął.
„Powiedz mi, Lenaia, co mam zrobić, aby dowieść szczerości swoich zamiarów? Bo słowom moim najwyraźniej nie wierzysz."
„Słowa to wiatr." Powiedziała pierwsze, co przyszło jej do głowy. Aż się roześmiała. „Daj mi księżyc z nieba w całej swojej krasie i gwiazdy do towarzystwa, a spędzę z tobą noc."
Spojrzał na nią z uwagą, po czym wstał i pochylił się nad nią.
„Trzymam cię za słowo." Powiedział cicho, odwrócił się i pomaszerował schodami do góry. Elfka została sama we wspólnym pokoju. Po chwili musiała spławiać podpitego marynarza, który postanowił dotrzymać jej towarzystwa. Złość jej zdążyła już przejść i pożałowała, że tak ostro potraktowała Corana. Wystarczająco dobrze zdawała sobie sprawę, że jest nim równie mocno zauroczona, jak on deklarował w stosunku do niej. Westchnęła i wyciągnęła dziennik, który dostała od Imoen. Przeciągnęła dłonią po gładkiej oprawie. Poczuła delikatne mrowienie magii. Zaskoczona odsunęła dłoń i po chwili skupiła się ponownie na książce, wypowiadając zaklęcie identyfikacji. Po chwili wiedziała już, że słowa zapisane na jej stronach odczyta tylko autor, dla pozostałych pozostaną tajemnicą. Zachęcona wzięła do ręki pióro.
15 Flamerule, 1369
Beregost, „Wesoły Żongler"
Dziwnymi ścieżkami los nas gna, nieodgadnionymi dla zwykłego śmiertelnika. Jeszcze niedawno prowadziłam beztroskie życie w klasztorze Candlekeep, położonym na wysokich, białych klifach Wybrzeża Mieczy, pod czujnym okiem przybranego ojca, Goriona. Nasza ucieczka z Candlekeep i zabójstwo Goriona rozpoczęło ciąg tragicznych i niezwykłych wydarzeń, w konsekwencji których nasze kroki skierowaliśmy ku Wrotom Baldura, dużemu, portowemu miastu na szlaku łączącym Amn z Waterdeep. Obecnie znajdujemy się w Beregoście, karczmie o nazwie „Wesoły Żongler". Ja jestem Lenaia, elfka z Candlekeep i nie znam swojego prawdziwego nazwiska. Wychował mnie człowiek i całe swoje dzieciństwo spędziłam wśród ludzi, przypuszczam więc, że niewiele elfich cech we mnie zostało, choć nie umiem tego bezstronnie ocenić. Nie wiem, kim byli moi prawdziwi rodzice, nie wiem, skąd pochodzili i skąd elfie dziecko czystej krwi znalazło się w ludzkiej siedzibie. Mam około dwydziestudwóch lat. Właściwie niewielu rzeczy na swój temat mogę być pewna. Mam wrodzoną zdolność posługiwania się magią, mam przybraną siostrę o imieniu Imoen oraz przyjaciół, których los złączył ze mną na tej krętej ścieżce. Zostałam wplątana w polityczną intrygę z powodów, których nie znam i których nawet nie jestem w stanie się domyślić. Ścigają mnie wynajęci zabójcy, a jedyna osoba, która mogła rzucić jakiekolwiek światło na tę sytuację, nie żyje. Czuję się, jakbym błądziła w gęstej mgle, w której kształty pojawiają się przed moimi oczyma, by zniknąć, zanim będę w stanie rozpoznać choć jeden z nich. Jednak czasem mam wrażenie, że rozwiązanie zagadki znam, a jednocześnie boję się go, jakby przynieść miało tylko ból i klęskę. Jakby tego było mało, w nocy nawiedzają mnie dziwne obrazy i jestem pewna, że nie mają nic wspólnego z moim oddaniem i czcią dla Sehanine, Pani Księżyca i Nocnych Marzeń. Poprzedniej nocy znowu miałam taki sen. Tym razem widziałam wodę, która zalewała miasto. Wdzierała się między budynki, wpływała oknami, zalewała wszystkie myśli, uczucia i uczynki. Pędziła dalej, przykrywając Krainy, ich lasy i pola, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że to krew, nie woda. Porwała mnie ze sobą, unosząc aż na krawędź świata, grożąc strąceniem w pustkę. Wiem, że wydała mi się wtedy osobnym bytem, siłą, potworem, którego nic i nikt nie jest w stanie zatrzymać, który na moich oczach zaleje cały świat. Zauważyłam jednak, że nurt nie jest jednorodny. Tu i ówdzie tworzyły się szalone wiry, kiedy w innych miejscach toń była spokojna i łagodna. Wytężyłam swoją wolę i nagle ciecz płynęła w kierunku, jaki jej nadałam, a ja zaczęłam czerpać przyjemność z bycia niesioną przez wartki nurt. Nagłe uderzenie fali położyło kres mojej podróży, zupełnie jakby żywioł posiadał wolę, której przeszkadzała moja radość. Obudziłam się gwałtownie i do rana nie zmrużyłam już więcej oka.
Lenaia odłożyła pióro i przetarła dłonią zmęczone oczy. Było już dobrze po północy. Powietrze było gęste i duszne, przesiąknięte zapachem jedzenia, ludzi i rozmaitych napitków. Elfka dopiła resztkę wina z karafki, zebrała swoje rzeczy i ruszyła po schodach do pokoju.
„Późno kładziesz się spać, skarbie." Dobiegł ją głos Corana u szczytu schodów. Spojrzała. Siedział w przedsionku w fotelu, swobodnie przewieszając nogi przez oparcie. Nie palił światła, podobnie jak ona dobrze widział w ciemnościach. W mroku oczy lśniły mu czerwonawym blaskiem.
„Nie możesz zasnąć?" Zapytała.
„Samemu? Ciężko." Uśmiechnął się i wstał. „Chciałem ci coś pokazać." Dodał szybko, chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę otwartych drzwi swojego pokoju, zanim zdążyła zaprotestować. Pomieszczenie było małe i duszne, ledwo mieściło się w nim łóżko, stolik i krzesło, na którym leżał ekwipunek podróżny. Niemal całą przeciwległą ścianę zajmowało okno, które elf otworzył na pełną szerokość. Gdy weszli, zasłony załopotały od podmuchu ciepłego nocnego wiatru, wiejącego od strony nie tak daleko znajdującego się morza. Cały pokój skąpany był w jasnym, białym świetle księżyca, który pysznił się w swojej pełni nad koniuszkami drzew, przyćmiewając swoim blaskiem nawet najjaśniejsze gwiazdy. Lenaia wyjrzała przez okno, zafascynowana niemal magicznym widokiem.
„Zostań ze mną." Powiedział Coran, zbliżając się do niej bezszelestnie. Odwróciła się i spojrzała na niego. „Powinienem być mądrzejszy." Mówił dalej cicho. „Nie powinienem był pozwolić, byś opanowała mnie tak doszczętnie. Odwracasz się, a ja tonę w smutku, uśmiechasz się do mnie, a ja staję się szczęśliwy ponad wszystko. Jestem chory, Lenaia, chory z miłości i..." Zamilkł, gdy czarodziejka położyła mu delikatnie palce na ustach.
„Dina ar' tula sinome." Szepnęła znowu. Coran na te słowa nie odpowiedział, ale jedną ręką zatrzasnął drzwi, drugą pchnął ją lekko w ich kierunku i pocałował. Pocałował ją tak, że aż jęknęła i jeśli miała dotychczas jakiekolwiek wątpliwości, czy powinna mu na to pozwolić, to wszystkie pierzchły jej z głowy niemal natychmiast. Po chwili nie istniało dla niej nic, tylko jego zapach, jej dłonie wplecione w jego włosy, po chwili jego usta na jej piersiach, a potem on cały między jej nogami. W końcu opadli z sił i nad ranem zasnęli, wciąż spleceni ze sobą. Po raz pierwszy od czasu opuszczenia Candlekeep nie śniło się jej nic.
Gdy obudziła się, słońce już na dobre zadomowiło się na niebie. Coran spał, obejmując ją ramionami, jakby bał się, że zniknie z pierwszymi promieniami poranka. Spróbowała delikatnie wyswobodzić się z jego uścisku, ale nagle objął ją mocniej i przyciągnął do siebie.
„Skoro już cię mam, to nie widzę powodu, aby tak łatwo cię wypuścić." Mruknął zaspanym głosem. Roześmiała się.
„Puść mnie, bo zaraz zaczną nas szukać, jak nie pojawimy się do śniadania. Mieliśmy dziś ruszać do Wrót Baldura."
„Jestem niemal pewien, kochanie, że Wrota Baldura będą stały niezależnie od tego, kiedy się do nich wybierzemy. Poza tym..." Spojrzał na ścianę wymownie, „Jestem przekonany, że wszyscy wiedzą, gdzie jesteśmy." Przyglądał się jej przez chwilę, jak zbierała swoje rzeczy i ubierała się. „Jesteś piękna."
Uśmiechnęła się do niego i powiedziała:
„Wyruszamy za pół godziny."
„I bezlitosna." Przeciągnął się w łóżku jak kot.
Wróciła do pokoju dziewczyn. Czas stawić czoło demonom. - mruknęła do siebie, mając na myśli Imoen. Skrzywiła się. Siostra miała irytujący zwyczaj dopytywania się o intymne szczegóły jej życia, podczas gdy Lenaia uważała, że powinny zostać tam, gdzie dotychczas – pomiędzy nią, a samym zainteresowanym.
Drużyna siedziała przy śniadaniu gotowa do drogi. Elfka napotkała ciekawskie spojrzenie siostry, ganiące Viconii oraz nieco troskliwe Yeslicka i Kivana, nikt nie powiedział jednak nic. Wkrótce dołączył do nich Coran i kilka chwil później wszyscy szli traktem na północ od Beregostu, zostawiając za sobą dobrze już znane mury miasta.
