Angelo Dosan poprawił zapięcia lekkiej, idealnie dopasowanej zbroi z wielkim emblematem Płonącej Pięści wymalowanym na napierśniku, nie spuszczając przy tym z oka zbliżającej się do niego Tamoko. Kobieta wyglądała tego wieczoru wyjątkowo pięknie, w długiej, dopasowanej sukience koloru koszenili, wysoko zapiętej pod szyją srebrną zapinką w kształcie róży. Podkreślone czarną kredką oczy i karminową szminką usta dopełniały obrazu doskonałości. Angelo westchnął dyskretnie i podał dziewczynie ramię, które ta ujęła nieco niepewnie.
„Wyglądasz dziś wyjątkowo pięknie, moja pani." Powiedział mężczyzna.
Tamoko zmrużyła groźnie oczy.
„Od kiedy jestem 'twoją panią'?"
„Od kiedy zdjęłaś zbroję i pozwoliłaś mi zauważyć, że jesteś kobietą." Odpowiedział nie do końca zgodnie z prawdą. „Chodźmy już." Dodał szybko, bojąc się, żeby dziewczyna nie odczytała między wierszami jego prawdziwych myśli. „Jesteśmy spóźnieni."
„Nie ja stałam przed lustrem godzinami." Burknęła Tamoko w odpowiedzi.
Angelo roześmiał się głośno.
„Taka okazja jak bankiet w Pałacu Książęcym wymaga odpowiedniej oprawy."
„Byłeś na poprzednich dwóch, prawda?"
Mężczyzna kiwnął głową.
„ Czego mogę się spodziewać?"
„Tego, że wszyscy mężczyźni będą na każde twoje skinienie, moja droga." Angelo ujął dłoń Tamoko i podniósł do ust, mrugnąwszy jednym okiem. Widział, że dziewczyna bardzo stara się ukryć zdenerwowanie. Na ten bankiet pierwszy raz wszyscy przyjaciele Sarevoka otrzymali imienne zaproszenia. Angelo zdawał sobie sprawę, że był to dowód na rosnącą pozycję Sarevoka na dworze książęcym i cieszył się z sukcesu przyjaciela. Zwłaszcza, że sukces ich przywódcy rozciągał się na osobiste korzyści dla nich wszystkich, tak jak w tej chwili.
Do pałacu dotarli dość mocno spóźnieni. Gdy weszli na salę bankietową, zabawa trwała już w najlepsze. Angelo omiótł wzrokiem całe pomieszczenie, zauważając z zadowoleniem nieobecność jego przełożonego, Harolda Loggersona, zwanego przez większość Scarem, oraz naczelnego dowódcy, samego Wielkiego Księcia Eltana. Oznaczało to, że był najwyższym rangą oficerem Płomiennej Pięści w pobliżu i Angelo zdecydowanie lubił uczucie władzy, jakie się z tym wiązało. Uśmiechnął się do swojej towarzyszki zadowolony, orientując się jednak po chwili, że Tamoko nie zwraca już na niego najmniejszej uwagi. Kobieta nie spuszczała oczu z siedzącego nieopodal wejścia Sarevoka. Wojownik zauważył dwójkę przyjaciół i na widok aprobaty w jego spojrzeniu Tamoko nagle rozpromieniła się i ruszyła w jego kierunku. Angelo westchnął, tym razem głośno, i podążył za nią.
„Wreszcie jesteście." Powiedział Sarevok. „Znowu sterczałeś przed lustrem?"
„Nie powiesz mi, że pięknie wyglądam?" Angelo wykrzywił twarz w udawanym smutku.
„Tobie nie." Młodszy z mężczyzn uśmiechnął się do Tamoko. Nad jego ramieniem Angelo z satysfakcją zauważył wściekłe spojrzenie Cythandrii. Nie lubił jej. Wielokrotnie zastanawiał się, co jego przyjaciel widzi w tej kobiecie, zwłaszcza mając w pobliżu piękną i utalentowaną Tamoko. Chociaż widząc wzrok, jakim Sarevok obdarzył jego towarzyszkę, stwierdził, że ten doszedł do tych samych wniosków, do których on sam doszedł już bardzo dawno temu.
„Masz szczęście, Angelo." Wtrącił się do rozmowy siedzący dalej Semaj, wyrywając go z rozmyślań. Jego obecność na tego typu spotkaniu była dość wyjątkowa. Mag zwykle preferował swoje duszne kwatery, w których przeprowadzał samotnie eksperymenty, o których większość wolała nic nie wiedzieć. „Ominęło cię najnudniejsze przemówienie pod słońcem."
„Srebrna Tarcza wygłaszał mowę?"
„A jakże. Nareszcie zauważyli, że zbliża się wojna. Jeszcze trochę, a przybiegną z płaczem do starego, żebrząc o broń."
„W dziwny sposób wyrażają swój niepokój." Angelo wskazał głową w stronę sali, zajmując jego z dostępnych krzeseł. Akurat w chwili, gdy gromada służących wnosiła na stoły kolejne dania, wśród których były pieczone przepiórki nadziewane jabłkami, małże z wód na północ od Waterdeep w sosie kawiorowym czy duszone mięso jaszczurek z puszcz Rashemenu. Wszystko okraszone dużymi ilościami najlepszego dostępnego wina, w tym słodkiego wina sprowadzanego wprost z elfickich winnic, niebotycznie drogiego.
„Gdyby wojny toczono na uczty, to nasi książęta byliby niepokonani." Winski wzniósł do góry w geście toastu kielich wypełniony czerwonym płynem.
Angelo potrząsnął głową.
„Nie lekceważyłbym Eltana w kwestiach wojennych. Ten człowiek zna się na rzeczy." Powiedział cicho.
Winski parsknął.
„I dlatego, jako jedynego z książąt, nie ma go tu dzisiejszego wieczora."
„Tak samo jak Scara." Zauważył Sarevok. „Wiesz Dosan, co knują?"
„Nie, ale się dowiem."
„Zrób to." Młody mężczyzna nalał wina do kielicha i podał go Tamoko. Kobieta przyjęła go z uśmiechem i pociągnęła łyk. Kropelka płynu pozostała jej na wargach. Sarevok sięgnął dłonią i delikatnie ją starł, dotykając palcami ust kobiety. Widząc to, Cythandria odstawiła z trzaskiem swój kielich na stół, aż pojawiła się na nim rysa od pęknięcia, wstała gwałtownie od stołu i ruszyła w stronę wyjścia, zamiatając za sobą spódnicami pięknej, zielono-złotej sukni. Jeśli Sarevok zauważył tę manifestację, nie okazał tego. W przeciwieństwie do jego towarzyszy, którzy odprowadzili kobietę złośliwymi uśmiechami. Najwyraźniej Angelo w swoich opiniach nie był osamotniony.
Mijały minuty, potem godziny, a za ich plecami bal nabierał tempa. Wynajęci bardowie przestali bezsensownie brzdąkać na lutni do kolacji, a uderzyli w żywsze nuty. Parkiet powoli zapełniał się tańczącymi. Doskonałe wino uderzało do głowy, rozwiązując języki i popuszczając wodze przyzwoitości. Na schodach przed wejściem stoczono co najmniej jeden pojedynek. Pokonany w bandażach i wstydzie opuścił pałac, pozostawiając zwycięzcę ze swoją towarzyszką chichoczącą na jego kolanach. Angelo ponownie omiótł wzrokiem salę. Winski poruszał się z wdziękiem po parkiecie, trzymając w ramionach samą Wielką Księżną Liię. Kozakurczykowi przemknęło przez myśl złośliwie, że Księżna nie miałaby tak zadowolonej miny, jakby wiedziała o przeszłości Winskiego. Semaj siedział sam przy stole, nakładając właśnie kolejne porcje serwowanych przekąsek na stojący przed nim talerz. Apetyt Semaja był ciągłym obiektem kpin przyjaciół, zwłaszcza, że szczupła, niemal chuda sylwetka maga w żaden sposób nie zdradzała jego upodobań. Tamoko tańczyła z nieznanym Angelo młodym człowiekiem, widać jednak było, że taniec nie sprawia jej przyjemności, a jej spojrzenie co jakiś czas wędrowało w jednym kierunku. Angelo podążył za jej wzrokiem i zauważył Sarevoka rozmawiającego z mężczyzną, na oko dwudziestoletnim, o dziwnie znajomych rysach. Widać było, że chłopak jest wzburzony, zbyt wzburzony, żeby właściwie odczytać wyraz twarzy rozmówcy. Angelo ten wyraz znał aż za dobrze. Było mu prawie żal młodego głupca. Zrobił kilka kroków w stronę przyjaciela i zaczął nasłuchiwać.
„... obaj zniknęli. Zaraz po tym, jak przekazali kontrolę nad Ligą Kupiecką Żelaznemu Tronowi. Nie wmawiaj mi, że to przypadek." Mówił chłopak. Angelo nagle przypomniał sobie, skąd wydał mu się znajomy. Kilka razy, zanim awansował w szeregach Płonącej Pięści, pił z jego bratem, Dabronem Sashenstarem, ilekroć ten wracał z wypraw kupieckich. Młodzieniec musiał być Aldethem, młodszym z dwóch synów miejscowej rodziny szlacheckiej, podobieństwo do starszego brata nie pozostawiało wątpliwości. Dabrona od dobrych kilku miesięcy nie widziano we Wrotach Baldura. Angelo zastanawiał się, co się z nim stało.
„Zjeżdżaj, głupcze." Warknął Sarevok. Ale Aldeth był albo bardzo odważny, albo bardzo pijany, albo bardzo głupi.
„Nie zostawię tego tak. Za dwa dni mam audiencję u Księcia Eltana. Dowiem się, co się stało. I Żelazny Tron za to odpowie."
Sarevok odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się głośno. Młodzieniec zbladł, odwrócił się i lekko chwiejnym krokiem wrócił na swoje miejsce.
A więc pijany. Pomyślał ze smutkiem Angelo. Nie obchodził go los chłopaka, ale lubił jego brata, który ani trochę nie przypominał rozwydrzonego, szlacheckiego syna, któremu odziedziczony majątek uderzył do głowy. Sarevok podszedł do Angela.
„Coś się kiepsko bawisz, przyjacielu. To do ciebie niepodobne." Stwierdził.
Angelo wzruszył ramionami i powiedział:
„Nie wiedziałem, że towarzystwo Aldetha Sashenstara nazywasz dobrą zabawą."
„Znasz tego szczeniaka?"
„Znam jego brata. Porządny człowiek."
„Rozsądny?"
Angelo spojrzał na Sarevoka z uwagą i przez chwilę się zamyślił, po czym potrząsnął z żalem głową.
„Nie w tym sensie."
Zamilkli obaj, przyglądając się Tamoko. Gdy muzykanci na chwilę przestali grać, dziewczyna wyswobodziła się z pewną trudnością z ramion młodego człowieka, z którym tańczyła i podeszła do nich lekkim krokiem. Sarevok uśmiechnął się do niej. Chłopak, który sprawiał przez chwilę wrażenie, że zamierza podążyć za Kara-turanką, widząc jej towarzysza, w widoczny sposób stracił zapał. Angelo westchnął i rozejrzał się po sali. Po chwili dostrzegł to, czego szukał, mrugnął do Tamoko i oddalił się od stojącej pary. Jego uwagę przykuła samotnie siedząca kobieta, która, jak wiedział, była żoną bogatego kupca z Waterdeep. Jej męża służba jakiś czas temu wyniosła zupełnie pijanego z sali. Angelo wbrew wszelkim pozorom zamierzał się dobrze bawić.
Kilka godzin później Angelo wyplątał się z objęć śpiącej kobiety. Żona kupca pochrapywała niespokojnie, w jej oddechu czuć było zanikającą woń słodkiego wina. Mężczyzna ubrał się cicho, starając się za wszelką cenę nie obudzić swojej niedawnej kochanki. Na wszelki wypadek złożył dłoń w magiczny gest i wyszeptał proste zaklęcie. Oddech kobiety stał się głębszy, bardziej spokojny. Angelo spojrzał po raz ostatnio na śpiącą kobietę, starając sobie przypomnieć jej imię. Nie udało mu się. Wzruszył ramionami i w promieniach wschodzącego słońca udał się do siedziby Żelaznego Tronu.
W tej samej siedzibie, w kwaterach na górnym piętrze, Tamoko przytuliła się mocno do pleców śpiącego Sarevoka. Mężczyzna leżał nieruchomo, odwrócony w stronę przeciwną, tak że nie widziała jego twarzy. Nagle drgnął gwałtownie, wyrywając kobietę z sennego letargu. Nie obudził się jednak, wyszeptał tylko przez sen pojedyncze słowo. Brzmiące jak „ogień". Kobieta przylgnęła do niego jeszcze mocniej, oplatając dłońmi jego klatkę piersiową, zastanawiając się, jaki ogień prześladuje jej mężczyznę w jego snach.
W tym samym czasie, w kanałach pod Dzielnicą Portową, wychudzony szczur obwąchiwał stygnące ciało Aldetha Sashenstara. Ciało pachniało krwią i śmiercią, i stłumionym aromatem pachnideł z Sembii, o których szczur kanałowy nie wiedział nic, poza tym że były obce i nieprzyjazne. Ale szczur był głodny, a niedaleko znajdowało się gniazdo pełne jego równie głodnych dzieci, więc instynktownie wbił żółte drobne zęby w miękką tkankę na twarzy mężczyzny.
