Gdy Lenaia otworzyła oczy, pierwszą rzeczą, jaka dotarła do jej zmysłów był szum morza. Potem poczuła wiatr muskający jej mokrą twarz. Nad sobą spostrzegła dwa czerwone punkty, które po chwili rozpoznała jako oczy pochylonej nad nią Viconii. Uniosła głowę, ale prawie natychmiast pożałowała tego ruchu, gdy ból w skroniach niemal ponownie pozbawił ją przytomności. Opadła z jękiem na coś miękkiego, co okazało się być piaskiem na plaży.
„Leż spokojnie, Len." Powiedziała kapłanka. W jej głosie przebijało ogromne zmęczenie. „Nie wiem, czy wyleczyłam wszystkie twoje obrażenia."
„Co się stało?" Zapytała elfka.
„Wyczerpałaś życiowy limit szczęścia w ciągu zaledwie godziny, siostrzyczko." Do uszu elfki dobiegł głos Imoen. „Po tym jak wysadziłaś tego ogra, podmuch wybuchu rzucił nas w odnogi wyprowadzające ścieki bezpośrednio do morza. Na szczęście akurat jest przypływ, więc w większości uniknęliśmy morskich skał, wpadając do wody. Ty byłaś nieprzytomna, ale Coran cię szybko wyciągnął z wody. Myśleliśmy przez chwilę, że..." Tu głos dziewczyny się załamał i nie powiedziała nic więcej.
„Wszyscy są cali?"
„Mniej więcej. Yeslick zgubił kolczugę, a ja, upadając, złamałam rękę, ale już Yeslick mi ją nastawił z powrotem."
„Nie zgubiłem kolczugi." Mruknął krasnolud. „Musiałem ją zrzucić, bo bym się w niej utopił. Nie jestem rybą."
Lenaia ponowiła próbę podniesienia się, chęć by na własne oczy przekonać się, czy wszyscy wyszli bez szwanku, okazała się nie do odparcia. Osiągnęła mały sukces, głównie dlatego, że nagle silne ręce chwyciły ją i oparły o coś mokrego, pachnącego bardzo znajomo.
„Napędziłaś mi niezłego stracha, skarbie." Szepnął jej do ucha Coran. Przytuliła się do niego mocno. Viconia podała jej buteleczkę z miksturą leczniczą, którą dziewczyna wypiła z ulgą. Ból głowy zrobił się jakby mniejszy.
„Dasz radę wstać?" Zapytała kapłanka. Lenaia kiwnęła lekko głową i z pomocą Corana stanęła na nogach. Znajdowali się na plaży, na zachód od miastowych doków. W oddali majaczyły miejskie budynki otoczone warownym murem.
„Powiedz mi, dziewczyno, czego w słowach „nie baw się ogniem" nie zrozumiałaś?" Zwrócił się do elfki Yeslick nieprzyjemnym tonem. Mina krasnoluda nie pozostawiała wątpliwości, co ten myśli o jej zaklęciach.
„Gdybym nie rzuciła ognistej kuli w tunel, gdzie stał ten ogr, on zrobiłby to pierwszy." Zaczęła się bronić.
„Czemu wy, magowie, tak lubicie ten ogień? Odrobina zimna by was zabiła czy jak?"
„Daj jej spokój, krasnoludzie." Imoen stanęła w obronie siostry. „Wracajmy do miasta."
Yeslick machnął ręką. Wypełnione nieczystościami kanały i niefortunny koniec w morskiej wodzie musiały mocno nadwyrężyć krasnoludzkie poczucie godności.
Lenaia spojrzała na niebo. Było już dobrze po północy, a nocą bramy miasta pozostawały zamknięte dla podróżnych. Rozbili więc obóz na plaży. Powoli zapominali o strasznych obrazach widzianych w kanałach, o stertach ciał zamordowanych ludzi, o niemal śmiertelnym finale ich starcia z ogrzym magiem. Szum morza działał uspokajająco, dla Leinai i Imoen wychowanych w nadmorskiej twierdzy był niemal jak matczyna kołysanka. Jedynie Viconia spoglądała na ciemne fale z nieufnością, niepewna czego spodziewać się po tym ogromie słonej wody, jakiego nie widziało się nigdzie w Podmroku.
Niedługo potem zerwał się zimny, północny wiatr. Mimo ciepłego lata zrobiło się chłodno. Mokre ubranie kleiło się do ciał, potęgując nieprzyjemne odczucie zimna. Kivan rozpalił ogień, który podsycał wyrzuconymi przez morze wyschniętymi szczapami drewna, z których większość niepokojąco przypominała deski, jakich używa się do budowy statków.
„Brrrr, ale zimnica." Wymruczała Imoen w szyję siostry. Siedziały przytulone do siebie, dzieląc się swoim ciepłem, tak jak robiły w Candlekeep, gdy nadchodziły zimowe, ciemne wieczory, a ciepło dochodzące z nielicznych, porozpalanych kominków nie dawało rady ogrzać grubych, kamiennych murów twierdzy.
Lenaia parsknęła.
„Nie tak dawno wybierałaś się do Doliny Lodowego Wichru."
„Ja? Nie. Ja chciałam zobaczyć Waterdeep. A potem iść na południe, do Calimshanu."
„Wiesz, że najlepiej tam dopłynąć statkiem?"
„O nie, siostrzyczko, żadnych statków." Imoen skrzywiła się z niesmakiem. „A ty, Yeslicku, byłeś w Calimshanie?" Zapytała po chwili krasnoluda.
„Byłem."
„Jak tam jest?"
„W Calimporcie paskudnie. Wszędzie kłamcy, szantażyści, skrytobójcy. Ale nie byłem w Maszerujących Górach. Mówi się, że gdzieś w sercu tych gór leżą ruiny zapomnianego krasnoludzkiego królestwa."
„Nie takiego zapomnianego, jak słyszę." Zaśmiała się Imoen.
„Zapomnianego przez wszystkich, poza krasnoludami. My mamy długą pamięć."
„Tak jak elfy?"
Yeslick sapnął ze złością.
„Nie obrażaj moich pobratymców, dziewczyno. My nie siedzimy i nie użalamy się nad sobą, rozpamiętując wszystkie krzywdy, jakich doznaliśmy od ludzi. My znamy naszą historię i pielęgnujemy pamięć o naszych przodkach. Nasze budowle są w stanie przetrwać tysiąclecia. Nie masz nic mocniejszego nad krasnoludy i wytwory ich rąk. To, co zapisane w kamieniu i w pamięci naszych klanów, jest wieczne."
„A co się dzieje, jak krasnolud traci klan?" Nieśmiało zapytała Imoen.
Yeslick wzruszył ramionami.
„Wędruje, aż znajduje nowy zapewne. Jak każdy. Różnimy się tylko od innych ras tym, że jesteśmy bardziej lojalni, bardziej wierni. Mocni w sercu, jak nasze budowle. Jak raz zdobędziesz przyjaźń krasnoluda, to masz ją zawsze, nawet i 200 lat później."
„Chyba że niechcący wylejesz jego własne piwo na jego nową kolczugę – wtedy przyjaźń kończy się szybko wśród odgłosów tłuczonego szkła i łamanych krzeseł." Dodał Coran, zajęty dotychczas nadziewaniem na kij znalezionych przez Kivana grzybów z zamiarem upieczenia ich nad ogniskiem. Yeslick, ku zdumieniu wszystkich, nie zareagował jednak na zaczepkę typowym dla siebie oburzeniem. Spojrzenie jasnoniebieskich oczu utkwił gdzieś daleko w wzburzonych falach Morza Mieczy, a w wyrazie jego twarzy Lenaia bezbłędnie odczytała tęsknotę i żal za czymś, co dawno utracił.
„Jak to się wszystko skończy, to spróbuję odnaleźć tych, co zostali." Powiedział po chwili krasnolud. „ Spróbuję odbudować to, co zostało zniszczone. Modlę się tylko do Clangeddina, aby zostało mi wystarczająco sił."
„A ty Len, chciałabyś wrócić do Candlekeep?" Zapytała Imoen po dłuższej chwili milczenia.
Elfka zastanowiła się głęboko.
„Nie." Powiedziała w końcu. „Nie zrozum mnie źle, Im." Dodała szybko, widząc oszołomione spojrzenie siostry. „Chciałabym zobaczyć wszystkich, którzy tam zostali, tęsknię za nimi tak samo jak ty. Ale nie wyobrażam sobie mieszkania znowu za murami twierdzy, nie kiedy poza nimi tyle jest do poznania i zobaczenia."
„Niektórzy dorastają, wiewiórko." Mruknął Yeslick. „Ale nie martw się, nie sądzę, aby tobie to groziło."
„To, że tęsknię za domem, nie znaczy że jestem dzieckiem." Odcięła się Imoen. „Może zbyt dobrze wiem, jak to jest nie mieć domu."
„A ile ty właściwie masz lat?" Zainteresował się Coran.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
„A bo ja wiem? Coś koło dwudziestu."
„Nie wiesz?"
„Nie, nie wiem. Len też nie wie. Czemu jej nie dręczysz takimi pytaniami?"
„Ona umie strzelać ogniem z rąk."
„Kivan, a ty? Masz rodzinę w Shilmiście?"
Kivan potrząsnął głową.
„Mój ojciec i moi bracia zginęli dawno temu."
„Co się stało?" Drążyła dalej Imoen. Kivan zawahał się chwilkę, ale najwyraźniej w końcu zdecydował się odpowiedzieć na pytanie dziewczyny.
„Grupa wyznawców Talony postanowiła zaatakować naszą siedzibę. Nasłali na nas ogry. Napad został odparty, ale wielu z nas przypłaciło to życiem, w tym mój ojciec i bracia."
„Ja... przepraszam, Kivanie. Nie powinnam była pytać."
Elf spojrzał na Imoen, ale w jego wzroku nie było urazy. Wręcz przeciwnie, znaleźć można było w nim rzadko kiedy ujawnianą łagodność.
„Nic się nie stało, Imoen."
„Wiesz Kivan," Głos dziewczyny brzmiał niemal nieśmiało. „Myślę, że Deheriana miała naprawdę szczęście, że cię poznała."
„Szczęście?" Odpowiedział gorzko. „Odciągnąłem ją od bezpiecznego schronienia, zbyt pewny siebie, zbyt młody i głupi. Poprowadziłem mela en'coiamin na śmierć. To moja miłość posłała ją żywcem na tortury... A ja okazałem się zbyt wielkim tchórzem, żeby jej tego oszczędzić, kiedy jeszcze mogłem..."
Imoen spojrzała na elfa, wyraźnie nie rozumiejąc znaczenia jego słów.
„Żałujesz, że jej nie zabiłeś, gdy was pojmali?" Powiedziała prawie szeptem Lenaia. „A gdyby potem okazało się, że była szansa ucieczki? Jak byś się czuł? Śmierć jest straszliwie ostateczną alternatywą. I prawie nigdy słuszną."
„Nie wiesz, co jej zrobili. Nie widziałaś potem jej ciała, pociętego, spalonego..."
„Przestań, elfie!" Warknął nagle Yeslick. „Elfie... Kivan, wątpię, aby twoja kobieta chciała, abyś w ten sposób ją pamiętał. Z tych wspomnień nic dobrego ci nie przyjdzie. Rozumiem twoją zemstę, ale nie krzywdź siebie bardziej, niż tamci."
Kivan zerwał się gwałtownie ze swojego posłania, warknął coś niezrozumiałego dla reszty pod nosem i odszedł szybkim krokiem w stronę brzegu morza. Zatrzymał się na skraju i zastygł nieruchomo, wpatrzony w fale, zupełnie jak Yeslick kilka chwil wcześniej. Pozostali wymienili spojrzenia, nie wiedząc, jak zareagować. Po chwili Coran wstał i podszedł do Kivana. Rozmawiali długo, ale reszta nie słyszała ich słów. Gdy wrócili do ogniska obaj, nikt nie odważył się odezwać. W milczeniu doczekali do mglistego wschodu słońca.
Następnego dnia nie zdecydowali się na audiencję u Scara. Byli na to zbyt zmęczeni, zbyt obolali i zbyt przesiąknięci zapachem kanałów, więc Lenaia zdecydowała o pozostaniu w gospodzie, co reszta przyjęła z nieukrywaną ulgą. Elfka, czysta po pluskaniu się w przygotowanej przez Vincenza wannie, z ulgą wtuliła głowę w chłodną pościel łóżka, nie dała jednak rady zasnąć. Ból głowy wywołany uderzeniem powrócił, nie mogła jednak poprosić Viconii ani Yeslicka o więcej czarów leczących, bo oboje wyczerpali wczoraj cały ich asortyment. Coran, widząc jak dziewczyna przykłada do skroni dłoń i marszczy czoło, żartami próbował odwrócić jej uwagę, ale kilka warknięć wystarczyło, aby dał sobie spokój. Parszywy nastrój elfki trwał do wieczora, gdy Viconia po kilkugodzinnej medytacji mogła już ulżyć jej cierpieniu. Lenaia wyczerpana rzuciła się na łóżko i zapadła w niespokojny sen do samego rana.
O świcie udali się do kwatery Płomiennej Pięści. Scar wysłuchał ich relacji, kiwając głową z aprobatą, gdy opowiadali o walce z ogrem i jego zwierzątkami. Gdy wręczyli mu pierścień znaleziony przy ciele zabitej szlachcianki, w jego oczach pojawił się smutek.
„Dopilnuję, aby został zwrócony jej rodzinie. Jestem wam wdzięczny za rozwikłanie tej sprawy. Zasłużyliście na nagrodę." Mówiąc to, wręczył Lenai pokaźny mieszek złota. Dziewczynę kusiło, żeby do niego zajrzeć, ale opanowała się szybko.
„Nie o pieniądze cię prosiliśmy." Powiedziała stanowczo. Scar uśmiechnął się i kiwnął głową.
„Chodźcie za mną."
Poprowadził ich znajomymi już korytarzami, nie zatrzymał się jednak w głównej sali, gdzie pierwszy raz się z nimi spotkał. Ruszył w kierunku prowadzących na wyższe piętro schodów, a oni, chcąc nie chcąc, podążyli za nim, aż znaleźli się w niewielkim gabinecie. W pomieszczeniu, przy długim stole, siedział mężczyzna w sile wieku. Był bogato ubrany, jednak na jego kosztowny ubiór narzucona była ciemna kolczuga, a u pasa widać było wysadzaną klejnotami rękojeść długiego miecza. Miał ciemne, poprzetykane pasemkami siwizny włosy i taką samą, elegancko przystrzyżoną brodę. Gdy weszli, obdarzył ich przenikliwym spojrzeniem spod krzaczastych brwi. Scar ukłonił się krótko i powiedział:
„Przedstawiam wam Wielkiego Księcia Eltana, jednego z panów miasta, dowódcę Płomiennej Pięści oraz członka Porozumienia Lordów."
Drużyna wymieniła między sobą spojrzenia i większość pochyliła głowę w mniej lub bardziej udanej wersji ukłonu zaprezentowanego przez Scara. Jedynie Viconia nie drgnęła, wpatrując się w Wielkiego Księcia przymrużonymi czerwonymi oczami. Lenaia wiedziała już wystarczająco o kulturze drowów, by zrozumieć, że dawnej kapłance Lolth nie mogło nawet przejść przez myśl, że miałaby okazać szacunek jakiemukolwiek mężczyźnie, w dodatku pochodzącemu z podrzędnej wobec mrocznych elfów rasy. Lenaia uśmiechnęła się pod nosem, czując zarówno lekką zazdrość o pewność siebie drowki, jak i niepokój. Książę Eltan, nawet jeśli zauważył ten brak szacunku, nie dał nic po sobie poznać.
„Cieszę się, że przyszliście." Powiedział nawykłym do rozkazywania głosem. „Nie jest to może typowe spotkanie audiencyjne, ale chciałem uniknąć niepożądanych spojrzeń. Powiedzcie mi proszę, co wiecie o Żelaznym Tronie?"
Lenaia starannie przemyślała słowa.
„Wiemy, że przejęli starą, krasnoludzką kopalnię żelaza i zanieczyścili żelazo w kopalni w Nashkel, żeby zmonopolizować jego handel w rejonie. Wynajęli dwie kompanie najemników, aby zakłócić handel pomiędzy Wrotami Baldura i Amn i wywołać niepokoje, a może nawet wojnę, a tym samym zyskać na rosnących cenach surowca. Próbowali przejąć kontrolę nad jednym z konsorcjów kupieckich, aby jeszcze bardziej kontrolować rynek."
Książę Eltan kiwnął z aprobatą głową.
„Zgadza się to z informacjami, które otrzymuję. Zbyt łatwo przychodzi ludziom obwinianie za to całe zamieszanie Zhentarimów. Dowody świadczą przeciwko nim, ale nie widzę dla nich żadnych korzyści z tych działań, a to właśnie Żelazny Tron na nich najwięcej korzysta. Zwłaszcza, że ostatnio kilka stowarzyszeń kupieckich przekazało im swoje udziały, w tym szanowana i ciesząca się zaufaniem Liga Kupiecka. Słyszałem również, że Żelazny Tron żywi wobec was szczególną niechęć. Mogę spytać, dlaczego?"
Elfka spojrzała z zakłopotaniem na swoich towarzyszy.
„Wiedzą, że odkryliśmy ich spisek w Nashkel oraz zniszczyliśmy interes w kopalni Otulisko."
Eltan ponownie kiwnął głową.
„Pozostaje jednak zasadnicza kwestia." Powiedział spokojnie, nie spuszczając z elfki wzroku. „Macie na swoje słowa jakieś dowody?"
Lenaia dzielnie wytrzymała jego spojrzenie.
„Mamy listy, które są dowodem na to, że w spisek zamieszane są kompanie najemników. Nie mamy dowodów jednak, że opłaca ich Żelazny Tron, poza rzeczami, które widzieliśmy i słowami, które usłyszeliśmy."
Książę westchnął rozczarowany.
„Wierzę wam." Powiedział po chwili milczenia. „Jednak bez dowodów ich winy mam związane ręce i nie jestem w stanie nic zrobić przeciwko Żelaznemu Tronowi." Widać było, że nad czymś się zastanawia. „Organizacja nie darzy was miłością, to pewne, dlatego myślę, że mogę wam zaufać w tej kwestii. Potrzebuję małej grupy szpiegów. Wnikniecie do ich siedziby i zdobędziecie dowody na to, że mają związek z napadami na karawany."
Zapadła chwila ciężkiego milczenia. Lenaia otworzyła usta i po chwili zamknęła je, nie wiedząc co powiedzieć. Cały pomysł wydał jej się tak absurdalny, że szukała panicznie słów, żeby to uzmysłowić Księciu, jednocześnie nie obrażając go.
„To niemożliwe." Pisnęła za jej plecami Imoen. „Żelazny Tron ściga nas po całym Wybrzeżu Mieczy, a my mamy robić za szpiegów w jego głównej siedzibie?"
Lenaia wstrzymała oddech, słysząc słowa siostry. Książę Eltan zimno spojrzał na rudowłosą dziewczynę, a elfka zdała sobie sprawę, po jak cienkim lodzie stąpają. Władca nie nawykł do tego, aby ktoś mu się sprzeciwiał. Zamknęła oczy, modląc się w duchu, żeby Viconia się nie odezwała. Niepotrzebnie się martwiła, instynkt kapłanki, który pozwolił jej przetrwać dziesiątki lat w Podmroku, wciąż działał i mroczna elfka milczała.
Książę zmierzył ich wzrokiem i gdy nikt z nich nic nie powiedział, odrzekł:
„Scar wyjaśni wam szczegóły. Udzieli wam też wsparcia finansowego, jeśli takie będzie potrzebne. Nie zawiedźcie mnie, a nagroda was nie ominie." A gdy zawiedziemy, to kara będzie równie pewna. Pomyślała Lenaia. Audiencja była skończona. Udali się za Scarem do jego prywatnego gabinetu. Gdy mężczyzna zamknął za nimi drzwi, elfka wybuchła:
„To ma być nagroda za udzieloną wam pomoc? Samobójcza misja?"
Scar podniósł uspokajająco rękę.
„Zaufajcie Księciu, zapewniam was, że nie zleciłby wam misji, jeśli by nie uważał, że nie ma szans powodzenia."
„Nie narażę nas na takie ryzyko." Elfka uniosła brodę w geście uporu. Scar uśmiechnął się, widząc tą manifestację.
„Już jesteście na nie narażeni, zapomniałaś?"
„To, co proponuje twój książę, bardziej przypomina dobrowolne wejście w paszczę czerwonego smoka!"
„Usiądźcie proszę, a wyjaśnię wam, na czym polega plan Eltana." Kontynuował komendant. „Do siedziby Żelaznego Tronu niemal codziennie przybywają posłańcy z nawet dalekich rejonów Wybrzeża Mieczy. W Pałacu Książęcym gościmy posłannictwo elfów z Evereski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jakby przedstawiciele elfów rozglądali się za nawiązaniem interesów handlowych z rosnącą w siłę gildią kupiecką."
„Mamy udawać elfy z Evereski? Ledwo wiem, gdzie to jest."
Scar wzruszył ramionami.
„Zapewniam cię, że ludzie, którzy znajdują się w Żelaznym Tronie, wiedzą jeszcze mniej."
„Jesteś pewien, że nikogo nie zdziwi ta nagła przyjaźń elfów do szemranej ludzkiej organizacji?"
Scar uśmiechnął się przebiegle.
„Nie taka nagła. Delegacja dostała oficjalne zaproszenie do siedziby Żelaznego Tronu. O którym, rzecz jasna, niczego nie wie."
„I przypuszczam, że wysłała nawet oficjalną odpowiedź?" Zapytał przewrotnym tonem Coran.
Uśmiech Scara był jedyną reakcją.
Lenaia czuła, że ogarnia ją desperacja.
„Scar, znają nas tam. Wysyłali za nami listy gończe, które zawierały opisy naszego wyglądu. Nigdy nie wejdziemy nierozpoznani."
Komendant nie tylko nie przejął się słowami czarodziejki, ale wydawał się wręcz nimi rozbawiony.
„Wierz mi, przyjaciółko, że ludzie widzą to, co chcą widzieć." Powiedział. „Zakładasz, że wszyscy w organizacji znają wasze twarze. Zapewniam cię, że dla niewprawnego oka człowieka wszystkie elfy wyglądają podobnie. Oprócz ich mrocznych kuzynów oczywiście." Rzucił przelotne spojrzenie w stronę Viconii i ciągnął dalej: „Na szlaku łatwo was poznać, wyróżniacie się wśród podróżnych, zwłaszcza jak jesteście razem. Ale jeśli do siedziby Tronu wejdą trzy bogato ubrane elfy i powiedzą, że są wysłannikami z Evereski, to żaden człowiek nie rozpozna w nich szukanych przez jego szefa obdartych poszukiwaczy przygód."
„Trzy elfy?" Zapytała Lenaia, zresztą niepotrzebnie, bo już znała odpowiedź.
„Bogato ubrane?" Zawtórował jej Coran i roześmiał się.
„Nie możecie iść wszyscy, tu się z tobą zgodzę, że wtedy na pewno zwrócilibyście czyjąś uwagę. Idźcie do Fay Tahalai, ma sklep w centralnej części miasta i powiedzcie, że ja was przysłałem. Będzie wiedziała, co robić."
Wkrótce opuścili siedzibę Płomiennej Pięści. Fay Talahai okazała się półelfką, prowadzącą sklep z wyszukanymi strojami dla bogatszej części Wrót Baldura. Obejrzała ze wszystkich stron Lenaię, Corana i Kivana i zniknęła w dalszych pomieszczeniach sklepu. Wkrótce wróciła, niosąc dumnie naręcza różnobarwnych materiałów, które zręcznie zapakowała w poręczne pudełka i wręczyła elfce. Mrugnęła do nich konspiracyjnie, po czym niemal wypchnęła ich ze sklepu tylnym wejściem.
„Nie podoba mi się to, dziewczyno." Mruknął do Lenai Yeslick, jak wszyscy wrócili do gospody.„Wleziecie tym sukinsynom prosto w ręce."
„Masz lepszą propozycję?" Zapytała rozgoryczona elfka.
„Rashemen wydaje się wystarczająco odległy."
Lenaia zerknęła zdziwiona na krasnoluda.
„Nie spodziewałam się, że propozycja ucieczki padnie akurat od ciebie, Yeslicku."
Kapłan wzruszył ramionami.
„Nie mam nic przeciwko rozbiciu kilku łbów i nie boję się śmierci. Ale ty jesteś młoda, dziewczyno. Masz przed sobie wiele setek lat życia. Nie chciałbym widzieć twojego sponiewieranego ciała gdzieś w lochach Żelaznego Tronu."
Elfka ku zdziwieniu wszystkich, a najbardziej samej siebie, pochyliła się i objęła mocno krasnoluda.
„Nie zobaczysz." Mruknęła. „Obiecuję."
