Obietnicę łatwiej było jednak złożyć niż wypełnić – doszła do wniosku Lenaia kilka godzin później, po dłuższym rozmyślaniu o powierzonej im misji. Nie chcąc zbyt wielu rzeczy pozostawiać przypadkowi, udała się ponownie do sklepu Hallbazara Drina i po dłuższym targowaniu się za lwią część zarobionych pieniędzy zaopatrzyła się w kilka zwojów z zaklęciami, komponentów do czarów oraz ładnie oprawiony zeszyt do kopiowania wyuczonych zaklęć. Zdawała sobie sprawę, że w tym typie czarowania pozostaje boleśnie w tyle za magami, którzy przez wiele lat ćwiczyli swoją wolę i umysł, aby móc czerpać magię ze Splotu. Potrafiła uczyć się czarów i korzystać z nich, ale jej czarowanie opierało się głównie na jej naturalnym połączeniu ze Splotem. Gdy sięgała do niego po moc, instynktownie czuła przepływającą przez nią siłę, którą kształtowała jej wola i uczucia, nie zdyscyplinowany latami ćwiczeń umysł. Jej zaklęcia mimo jej młodego wieku były potężne, ale zdawała sobie sprawę, że ich repertuar był żałośnie krótki. Co więcej, im bardziej intensywne były jej uczucia, tym zaklęcia wydawały się silniejsze, a wiedziała, że w przypadku wyuczonych czarów kluczem do sukcesu było zachowanie zimnej krwi i koncentracja. Co prawda Gorion uczył ją, jak osiągnąć jedno i drugie i miała nadzieję, że jego nauki nie poszły na marne. Wkrótce się przekonamy. Pomyślała, rozkładając zwoje na niewielkim stoliku w zajmowanym przez nią i Corana pokoju. Elf przezornie usunął się z jej pola widzenia, rozumiejąc, że nauka czarów wymaga możliwie maksymalnego skupienia, choć Lenai nie umknął zawiedziony wyraz jego twarzy. Dziewczyna z lekkim niepokojem rozwinęła zakupione zwoje, świadoma ryzyka związanego z czytaniem zaklęć, których nie znała i rozpoczęła mozolne kopiowanie skomplikowanych znaków. Po kilku godzinach przetarła zaczerwienione oczy i przyjrzała się krytycznie swojemu dziełu. Nie wygląda źle – pomyślała i rozpoczęła uczenie się na pamięć zaklęć, starając się przy tym ze wszystkich sił nie zasnąć ze zmęczenia.
Następnego ranka Lenaia, Coran i Kivan wystroili się w otrzymane od Fey szaty. Elfka przyjrzała się krytycznie swemu odbiciu w lustrze. Musiała przyznać, że handlarka doskonale potrafiła ocenić swoich klientów. Niebieska suknia czarodziejki, podbita szarym atłasem, idealnie harmonizowała z jej jasną cerą i czarnymi włosami. Dekolt i rozcięcie spódnic były głębokie, na tyle głębokie, żeby wychowana w klasztorze dziewczyna czuła się nieswojo. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Obaj elfowie już na nią czekali. Gdy wyszła z pokoju jej wzrok padł na Kivana i aż rozdziawiła usta ze zdumienia. Elf wyglądał... cóż, zupełnie nie jak Kivan. Nie miał na twarzy swoich zwykłych symboli, a ciemne włosy puścił wolno, aż opadały mu na jedno oko. Zniknęła jego stara zbroja, którą zastąpił elegancki, lekki, doskonale dopasowany pancerz ozdobiony delikatnymi motywami roślinnymi. Jedyną rzeczą, którą elfka poznawała, była rękojeść jego miecza, ale również wpasowana w gustowną pochwę przypiętą do ozdobnego pasa. Widać było również, że elf jest bardzo urodziwy, zwłaszcza, że z jego twarzy zniknął dotychczasowy ponury wyraz, zastąpiony przez widoczne zakłopotanie. Coran, stojący obok łucznika, nie przejawiał tego typu uczuć. Widać było, że w ozdobnych szatach czuje się jak ryba w wodzie. Jak zwykle się uśmiechał. Zmierzył Lenaię wzrokiem od stóp do głów i rozpromienił się jeszcze bardziej.
„Czy mówiłem ci kiedyś, skarbie, jak bardzo jesteś piękna?" Zapytał, biorąc elfkę pod ramię.
„Co najmniej sto razy." Mruknął pod nosem Kivan i próbował poprawić pas, co skończyło się tym, że mało co nie urwał jednej z przypiętych do niego ozdób.
„Len!" Dobiegł do elfki głos Imoen. „Wyglądasz... wow! Zupełnie inaczej niż zwykle."
„Dzięki." Mruknęła Leinaia, nie wiedząc, czy roześmiać się, czy rozzłościć za ten wątpliwy komplement. „Chyba o to chodziło?"
„Jasne! Jejku, chciałabym zobaczyć minę Karana, jak by cię zobaczył w tym stroju."
„A kto to Karan?" Zapytał Coran z nagłym zainteresowaniem.
„Nasz nauczyciel. Miał dość staroświeckie poglądy na to, jak powinna się ubierać młoda dama."
„Może po prostu nie lubił różowego?"
Imoen zamiast odpowiedzieć, trzepnęła go tylko lekko po głowie i odwróciła się ponownie do Lenai, poważniejąc.
„Uważajcie tam na siebie, siostrzyczko. Wracajcie, jak tylko się czegoś dowiecie."
„Jeśli przy okazji wyślecie do Dziewięciu Piekieł kilku z tych skurczybyków, świat będzie wam wdzięczny." Dodał Yeslick, który dołączył do nich wraz z Viconią. Kapłanka zmierzyła Leinaię wzrokiem pełnym aprobaty.
„Wreszcie wyglądasz stosownie, abbil. Ci głupcy nie będą mogli oderwać od ciebie oczu, nawet jak będziesz im je powoli wycinać z oczodołów."
„Rzeczywiście, takie działanie wymaga odpowiedniej oprawy." Odpowiedziała Lenaia z kamiennym wyrazem twarzy. Zdążyła się przyzwyczaić do podobnych stwierdzeń drowki i wolała się nad nimi zbyt głęboko nie zastanawiać.
Około południa ruszyli do siedziby Żelaznego Tronu. Zaopatrzeni w stosowne pisma bez większych trudności zostali przepuszczeni przez pilnujących wejścia strażników. Gdy weszli do środka, zatrzymali się zdumieni. Wnętrze budynku było ogromne. Gdy Lenaia zadarła głowę, z trudem dostrzegała sklepienie. Wewnętrzne ściany otoczone były przez krużganki, od których odchodziły liczne, boczne korytarze. W górę wiodły schody zlokalizowane po przeciwnych stronach budowli. Zauważyli też inne schody, mniej ostentacyjne, prowadzące w dół budowli, być może do piwnic czy podziemi. Wszędzie kręcili się strażnicy, którzy spoglądali w ich kierunku znacznie częściej niż troje elfów by sobie życzyło. Nie zatrzymywali ich jednak. Lenaia szybko otrząsnęła się z oszołomienia i uśmiechnęła się czarująco do jednego z nich.
„Powiedz mi, dobry człowieku, gdzie znajdę waszego przywódcę?"
„Przywódcę? Gardusha?" Wybąkał strażnik, któremu wzrok podejrzanie ześliznął się z twarzy elfki w kierunku jej dekoltu. Lenaia poczuła, jak ogarnia ją złość.
„Nie wiem, kim jest ten Gardush, pytam o Rieltara Ancheva, z którym mieliśmy się tu spotkać." Strażnik potrząsnął głową.
„Ma swój gabinet na drugim piętrze. Ale nie ma go, wyjechał kilka dni temu."
„A jego syn, Sarevok?"
Strażnik wzdrygnął się zauważalnie i odwrócił wzrok.
„Nie wiem, gdzie jest i modlę się, abym jak najdłużej pozostał w tej nieświadomości." Rozejrzał się spłoszony. „Pozwólcie, że was zostawię waszym interesom." I odszedł szybkim krokiem.
„To było co najmniej dziwne." Mruknął Lenai do ucha Coran. „Kim jest ten Sarevok, że taki lęk wzbudza w podwładnych swojego ojca?"
„Gdzie teraz?" Zapytał rzeczowo Kivan. Łowca opanował już nieźle swoją rolę, a przynajmniej skutecznie powstrzymywał się od ciągłego poprawiania stroju. Elfka spojrzała niepewnie na swoich towarzyszy.
„Może rozejrzymy się na drugim piętrze?" Zaproponowała.
„Myślisz, że strażnicy przymkną oko, jak będziemy myszkować w gabinecie ich szefa?"
„Zostawcie to mnie." Zaoferował się Coran. Ruszyli w kierunku schodów. Na drugim piętrze zaczepił ich kolejny strażnik.
„Kim jesteście?" Warknął, mierząc ich wzrokiem.
„Poselstwo z Evereski." Odpowiedziała spokojnie Lenaia, odwdzięczając się podobnym spojrzeniem. „Jesteśmy umówieni z Rieltarem Anchevem, więc bądź tak uprzejmy i zaprowadź nas do niego."
„Nie ma go." Odpowiedział jeszcze bardziej nieprzyjemnym tonem. Lenaia zaczęła zastanawiać się, czy nie lubi odwiedzających, czy po prostu elfów.
„Wskaż nam w takim razie drogę do pomieszczeń, gdzie znajdziemy jego syna, Sarevoka."
Strażnik cofnął się o krok.
„Ma swoje komnaty na najwyższym piętrze. Ale nie wiem, czy tam jest. Zapytajcie jego ludzi, którzy się tam kręcą."
„Dziękuję. Nie omieszkamy wspomnieć, jak bardzo byłeś pomocny." Odpowiedziała Lenaia, uśmiechając się słodko. Strażnik zrobił się biały jak ściana. Pochylił się w stronę elfki.
„Błagam... Nie wspominajcie im nic o mnie." Ton jego głosu zmienił się zupełnie, zniknęła cała arogancja, pozostał jedynie strach. Czarodziejka zmierzyła go wzrokiem.
„Czy na tym piętrze jest ktoś, kto mógłby nam powiedzieć, kiedy Rieltar wróci?" Zapytała, ignorując błagalne spojrzenie strażnika.
„Jest jego asystent. Ma tam gabinet." Machnął ręką w stronę jednego z korytarzy. „Albo siedzi u starego, to tamte duże drzwi." Znowu wskazał palcem.
„Dziękuję." Powiedziała Lenaia, uśmiechając się uspokajająco. Strażnik odetchnął zauważalnie i ruszył w kierunku schodów, najwyraźniej starając się szybko zniknąć im z oczu. Gdy tylko to zrobił, ruszyli w kierunku masywnych, ładnie rzeźbionych drzwi z czerwonego drewna. Lenaia zapukała delikatnie. Odpowiedziała im cisza. Wstrzymała oddech i nacisnęła klamkę. Zamknięte. Rzuciła przelotne spojrzenie w stronę Corana. Złodziej uśmiechnął się, wyjął wytrych i uklęknął obok drzwi. Lenaia zerkała niespokojnie w kierunku korytarza, ale ich działania nie przyciągnęły niczyjej uwagi. Po chwili drzwi stanęły otworem i wszyscy wślizgnęli się cicho do środka.
Pokój był duży, o prostokątnym kształcie. Po jednej ze stron, naprzeciw ozdobionego witrażami okna, stało ogromne biurko. Pod ścianami ustawione były regały obładowane książkami, wygodne fotele i kilka kredensów. Elfka przełknęła ślinę, zdając sobie sprawę, że przeszukanie wszystkiego zajmie im zdecydowanie więcej czasu, niż prawdopodobnie mieli. Coran najwyraźniej nie podzielał jej wątpliwości, bo bez wahania ruszył w kierunku biurka.
„Uważaj na pułapki." Szepnęła. Elf tylko uśmiechnął się w odpowiedzi, usiadł obok biurka i metodycznie zaczął oglądać jego szuflady. Pułapek nie znalazł, natomiast chwilę czasu zajęło mu otworzenie skomplikowanych zamków. Gdy już się uporał z zadaniem, całą trójką pochylili się nad zawartością szuflad. W jednej znaleźli spory mieszek złota, który Coran schował szybko do kieszeni. W kolejnych znaleźli długie listy towarów, wiele nazwisk potencjalnych kupców, liczne obliczenia i rachunki oraz kilka map, które przedstawiały tereny daleko na wschód od Wybrzeża Mieczy. Przejrzeli wszystko pobieżnie, ale nic nie przykuło ich uwagi. W ostatniej szufladzie leżały listy. Jeden z nich, całkiem niedawny, był podpisany imieniem Tuth i proponował spotkanie z Rieltarem i jego współpracownikami w interesach na neutralnym gruncie. W Candlekeep.
„Pojechał do Candlekeep?" Elfkę coś ścisnęło w gardle.
„Na to wygląda." Coran spojrzał na Lenaię z wyraźną troską w oczach. „Pokażmy te listy Eltanowi na dowód, że zrobiliśmy to, o co nas prosił."
Czarodziejka kiwnęła głową. Było mało prawdopodobne, żeby w regałach i komodach znajdowało się coś godnego uwagi, a im dłużej zwlekali, tym większą szansę mieli na wykrycie. Wymknęli się po cichu. Mieli szczęście, nikt im nie przeszkodził, jak zbliżali się spokojnie do wyjścia. Gdy opuścili siedzibę Żelaznego Tronu, w jednym z korytarzy na drugim piętrze wysoki, szczupły, o przyprószonych siwizną czarnych włosach mag gestem dłoni rozproszył ciemność, którą sam tam stworzył i uśmiechnął się pod nosem.
