Gdy zobaczyli bezchmurne niebo nad głowami odetchnęli z nieukrywaną ulgą. Wszystko poszło dobrze. Nie zdobyli co prawda dowodów przeciwko organizacji, ale zrobili, o co prosił ich Książę Eltan, uzyskali trochę informacji i mogli mieć nadzieję, że co najmniej nie zostaną ukarani za przeciwstawienie się rozkazom. Kivan skierował się w stronę znajdującej się niedaleko kwatery Płomiennej Pięści, ale Lenaia chwyciła go za ramię.

„Elfia delegacja zatrzymała się w oberży przy Pałacu Książęcym. Jeśli ktoś nas obserwuje, wzbudzimy nieufność, jak od razu pobiegniemy do Scara."

„To co proponujesz?"

Lenaia odwróciła się do Corana.

„Wiesz, o jaką oberżę im chodzi?"

„Blisko pałacu są trzy gospody: Spłoniona Syrena, Pod Trzema Baryłkami i Pod Napuszonym Jesiotrem."

„Spłoniona Syrena?" Zaśmiała się elfka.

Na twarzy Corana pojawiło się zakłopotanie.

„Nie sądzę, aby to w niej zatrzymała się oficjalna elfia delegacja."

„Nie? Dlaczego?" Zainteresowała się Lenaia, widząc dyskomfort na twarzy swojego kochanka.

„Bo to bardziej przybytek... ekhm... oferujący różne usługi niż typowa oberża."

Elfka pochyliła na bok głowę, wyraźnie coś analizując.

„I myślisz, że elfy nie chodzą do tego typu przybytków?" Zapytała w końcu lekkim tonem.

„Te z Evereski nie." Odpowiedział pół-żartem, pół-serio Coran. „Daj spokój, skarbie. Spotkałaś kiedyś elfa stamtąd? Trzymają nosy tak wysoko, że tylko cudem nie rozbijają ich sobie o te swoje wymuskane drzewa."

„Właściwie to spotkałam." Powiedziała Lenaia, przypominając sobie Xana. „Ale był tak chory, że nie miał siły chodzić, a co dopiero zadzierać nosa."

„No to poznałaś ich od przyjemniejszej strony, zapewniam cię."

„No to jak nie Spłoniona Syrena, to gdzie?"

„Obstawiałbym Trzy Baryłki, jest największa i najbardziej luksusowa z nich wszystkich."

Ruszyli na wschód. Niedaleko targu, znajdującego się w centrum miasta, Lenaia przywołała dłonią jedno z obdartych dzieci, kręcących się przy straganach.

Dziewczynka, na oko dziesięcioletnia, spojrzała na elfkę z nadzieją wymalowaną na brudnej twarzy.

„Znasz Elfią Pieśń?" Zapytała, schylając się nad dzieckiem.

„Znam, dobra pani."

„A umiałabyś przekazać wiadomość naszym przyjaciołom, którzy tam mieszkają?"

„To zależy." Mała uśmiechnęła się szelmowsko.

„Za piątaka?"

„Jasne, już się robi!" Dziewczynka aż podskoczyła z radości. Lenaia nabazgrała parę słów na kartce.

„Daj tę kartkę elfce takiej jak ja, tylko z białymi włosami i czarną skórą. Zapamiętasz?"

„Pewnie!" Mała wyrwała Lenai kartkę z ręki wraz z pieniędzmi i wbiegła w sąsiednią uliczkę.

Ruszyli dalej. Po godzinnym spacerze ponownie znaleźli się w bogatszej części Wrót Baldura.

„Baryłki są tam..." Coran wskazał dłonią i otworzył usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mu zdziwiony okrzyk.

„Coran?"

Odwrócili się wszyscy, jak na komendę. Parę metrów za nimi stała młoda, jasnowłosa kobieta, przyglądając im się w zdumieniu. Zrobiła kilka kroków w ich stronę. Na jej twarzy w parę sekund odmalowała się cała gama różnorakich uczuć: od zdziwienia, poprzez radość, do niemal skrajnego oburzenia.

„Coran! A więc wróciłeś do miasta, tchórzu! Co cię tu sprowadza? Szukasz kolejnej dziewki, której mógłbyś zawrócić w głowie? Czy może chciałbyś wiedzieć, że masz córkę?"

Wyraz twarzy elfa był bezcenny i Lenaia roześmiałaby się głośno, gdyby nie raniące słowa kobiety. Coran rzucił na elfkę szybkie, zakłopotane spojrzenie i zwrócił się do kobiety.

„Mam córkę? To...to...eee... cudownie." Wyjąkał w końcu.

„Zdziwiony? Przecież udało ci się uniknąć wszelkich konsekwencji. Mój mąż nie był zadowolony, gdy moja córka okazała się być w połowie elfem! Yago wpadł w furię i mało mnie nie zabił. A jeśli sobie przypominasz, miał trochę magicznej mocy. Wystarczająco, żeby przekląć naszą córeczkę. Mała Namara nie doczeka swoich pierwszych urodzin." Słowa wylewały się z kobiety potokiem. Na chwilę głos jej się załamał, ale opanowała się i mówiła szybko dalej. „Ty, Coranie, jesteś jej ojcem, więc jej pomożesz. Zmusisz Yago, żeby zdjął klątwę."

Coran wyglądał, jakby znajdował się w innym świecie.

„Ma na imię Namara..." Powiedział bardziej do siebie, niż do innych. „Klątwa? Jaka klątwa?" Dotarło do niego nagle. Jasnowłosa kobieta nie spuszczała z niego wzroku, mrużąc oczy.

„Yago ostatnio spędza cały swój czas w Pochyłej Latarni. To burdel w Portowej Dzielnicy, na pewno wiesz, gdzie. Porozmawiaj z nim. Jak to zrobisz, przyjdź do mnie, zapewne jeszcze pamiętasz, gdzie mnie znaleźć." Kobieta rzuciła jeszcze przelotne spojrzenia na Lenaię i Kivana, odwróciła się i odeszła szybkim krokiem.

Elfka przeniosła spojrzenie z pleców kobiety na swojego kochanka.

Coran odchrząknął zakłopotany, unikając jej wzroku.

„Właściwie nie powinnam być chyba zdziwiona." Powiedziała w końcu Lenaia zrezygnowanym tonem.

„Wybacz, Len." Elf w końcu spojrzał jej prosto w oczy. „To była Brielbara. Spotykałem się z nią jak ostatnio byłem we Wrotach Baldura."

Lenaia zamyśliła się chwilę.

„Ta kobieta, o której mi mówiłeś? Przed której mężem i jego sojusznikami musiałeś uciekać?"

Coran kiwnął głową, patrząc na nią badawczo.

„Co teraz?" Odważył się w końcu zapytać.

Elfka wzruszyła ramionami.

„Pomożemy twojej córce, rzecz jasna."

Coran uśmiechnął się z wdzięcznością i postanowił przezornie nie zadawać więcej pytań.

Resztę drużyny spotkali w karczmie „Pod Trzema Baryłkami". Na tyłach karczmy przebrali się w swoje zwyczajne stroje, a te otrzymane od Fey schowali przezornie na ewentualne inne okoliczności. Zdali też pokrótce relację z ostatnich wydarzeń.

„A więc jesteś ojcem, elfie." Mruknął pod nosem Yeslick. „Jak się czujesz z ciężarem odpowiedzialności?"

Coran podrapał się zakłopotany po głowie.

„Odpowiedzialności?"

„To takie pojęcie sugerujące, że ktoś umie przyjąć konsekwencje swojego postępowania."

Elf rzucił krasnoludowi zirytowane spojrzenie.

„Dobrze, bardzo dziękuję." Prychnął. „Jakieś rady specjalisty od wychowywania dzieci?"

„Jedna. Nie pozwól małej iść w swoje ślady."

„Nie wydaje wam się, że widok Corana może nie zachęcić męża Brielbary do współpracy?" Wtrąciła się Imoen, w porę zapobiegając eskalacji emocji.

„Jakim magiem jest Yago?" Zapytała Lenaia.

Elf zastanowił się chwilę i wzruszył ramionami.

„Nie wiem, chyba niezbyt potężnym. I braki w tej potędze odbijał sobie na Briel wiele razy."

„Jeśli ta kobieta nie potrafiła nic z tym zrobić, to zasłużyła na swój los." Z pogardą odrzekła Viconia.

Lenaia w duchu przyznała kapłance rację, głośno powiedziała jednak:

„Ale mała Namara nie jest niczemu winna."

„Jacy rodzice, taki los dziecka." Odparła kapłanka.

„Czyli Lenaia ciebie też powinna zostawić na łasce rycerzy zakonnych, skoro sama sobie nie mogłaś z nimi poradzić?" Widać było, że słowa drowki dotknęły Corana do żywego.

„Tamci tchórze tylko w całej grupie przeciwko jednej kobiecie byli odważni. Zresztą nie pozwoliłam ci odzywać się do mnie, tchórzliwy jaluku." Syknęła Viconia.

„Dość!" Warknęła Lenaia i uderzyła dłonią w stół, przy którym siedzieli. Spod dłoni elfki prysnęły iskry, a gdy ją cofnęła, na blacie pozostał wypalony ślad. Cała drużyna zamilkła gwałtownie. Czarodziejka nagle poczuła, jak strach, złość i żal nagromadzone przez ostatnie godziny skumulowały się w tej jednej chwili. Zacisnęła dłonie w pięści.

„Czy Yago będzie skłonny do współpracy?" Zapytała tonem świadczącym o tym, że z trudem powstrzymuje wybuch złości.

Coran pokręcił głową.

„To arogancki, zły człowiek. Będziemy musieli mieć dobre argumenty."

„Czy sztylet przy gardle będzie dla niego wystarczająco dobrym argumentem?" Zapytała już nieco spokojniej elfka.

„Może być. Ale to tchórz, jeśli pomyśli, że jest w sytuacji bez wyjścia, będzie się bronił jak szczur zapędzony w ślepy zaułek."

Elfka zwróciła się w kierunku Viconii.

„Viconio, Yeslicku, czy wy umielibyście zdjąć klątwę?"

„Nie wiem, abbil." Odpowiedziała drowka. „Prostą klątwę tak. Ale jeśli ten mag odprawił rytuał, to będzie ją mógł zdjąć tylko inny mag. I to tylko wiedząc dokładnie, jak klątwa została rzucona."

Yeslick kiwnął ponuro głową, potwierdzając słowa kapłanki.

Lenaia postukała palcami w blat stołu.

„Czyli potrzebujemy tak naprawdę jego księgi z czarami." Stwierdziła.

Viconia wzruszyła ramionami.

„Ty lepiej znasz zwyczaje magów."

„Jeśli ten wasz mag zobaczy nas wszystkich idących w jego kierunku, ucieknie." Zauważył Yeslick.

Lenaia zamyśliła się głęboko.

„Ta Pochyła Latarnia..." Powiedziała w końcu. „To duży...lokal?"

„To stary statek." Odrzekł Coran. „Każde piętro to osobny pokład statku. Najwyżej jest zwykła karczma. Im niższy pokład, tym bardziej... interesująco." Umilkł zakłopotany.

„Wpuszczą nas niżej?"

„Jak zapłacimy."

Pokiwała głową.

„No to chodźmy."

Gdy dotarli do Dzielnicy Portowej w karczmach zaczynało robić się tłoczno. Powoli zamykano sklepy, a kupcy ściągali towar ze straganów i to, czego nie udało im się sprzedać, na powrót chowali w magazynach. Rzemieślnicy wypraszali ostatnich klientów. Marynarze kończyli ostatnie załadunki i coraz większymi grupami udawali się do licznych tutaj przybytków wątpliwych przyjemności. Pochyłą Latarnię zlokalizowali bez problemu, po muzyce i odgłosach tłuczonego szkła. Jeden z marynarzy malowniczo przewieszony przez reling wymiotował właśnie prosto w morską wodę obmywającą kadłub statku, w którym znajdował się lokal.

„Urocze miejsce." Mruknęła Lenaia.

„Jesteś pewna, że chcesz tam wejść, siostrzyczko?" Zapytała Imoen.

Elfka spojrzała rozbawiona na siostrę.

„Lepsze to niż Żelazny Tron." Odpowiedziała.

Do karczmy wchodziło się przez właz w pokładzie. Gdy przekroczyli jego próg w nozdrza uderzył ich zapach tanich perfum, fajkowego ziela, skwaśniałego wina i przepoconych ubrań, którego nie maskowały rozpalone tu i ówdzie kadzidła. Miejsc do siedzenia nie było. Gdy podeszli do schodów prowadzących na niższy pokład, dwóch strażników zagrodziło im przejście.

„Ile?" Zapytała po prostu Lenaia.

„Gadajcie z Adelą." Starszy ze strażników wskazał im dłonią na przystojną kobietę w średnim wieku, uwijającą się pomiędzy stolikami. Gdy do niej podeszli, obdarzyła ich pięknym, wystudiowanym uśmiechem.

„Witajcie w naszych skromnych progach, kochani. Czego sobie życzycie?"

„Znasz może mężczyznę o imieniu Yago?" Zapytała Lenaia.

Kobieta rzuciła jej spojrzenie spod długich, przyczernionych rzęs.

„Tu przychodzi dużo mężczyzn."

Elfka wcisnęła jej w dłoń mieszek pełen monet.

„Jedno z was może się rozejrzeć. Sugerowałabym dwa piętra niżej, w lewo od schodów i do końca korytarza." Powiedziała Adela, po czym odeszła, kołysząc uwodzicielsko biodrami.

Lenaia spojrzała bezradnie na towarzyszy.

„Jedna osoba sobie może nie poradzić z doświadczonym magiem." Powiedziała cicho. Viconia parsknęła oburzona.

„Nie obrażaj mnie wael. Jeden drow jest więcej wart niż dziesięciu rivvin, magowie czy nie."

„Może więc, w swej łaskawości, zechcesz nam zaprezentować swój plan?" Burknął do niej Coran. Kapłanka rzuciła mu pogardliwe spojrzenie, po czym podeszła do strażników pilnujących wejścia na podpokład. Szeptała coś do nich przez chwilę, widać było również, jak strażnicy zerknęli w stronę kręcącej się niedaleko Adeli i w końcu odsunęli się od przejścia. Viconia nawet nie spojrzała za siebie, tylko od razu zeszła na dół.

Mijały minuty, potem godzina. Lenaia zaczęła się niepokoić.

„Może powinniśmy iść zobaczyć, co się stało." Powiedziała do reszty.

„Bardziej prawdopodobne, że drowka wreszcie znalazła sobie miejsce, gdzie czuje się jak ryba w wodzie." Mruknął milczący dotychczas Kivan.

„Viconia ani razu nas nie zawiodła." Stanęła w obronie kapłanki Imoen.

„W przypadku drowów pytanie nie brzmi 'czy' ale 'kiedy'."

„Przemawiają przez siebie uprzedzenia, mellonamin." Powiedziała do łowcy Lenaia. Kivan nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym momencie w przejściu pojawiła się Viconia, trzymając w jednej dłoni długi bicz, a pod pachą drugiej ogromną księgę. Z pogardą wcisnęła księgę Coranowi, a bicz oddała Lenai, mrugając do niej porozumiewawczo.

„Skąd to wytrzasnęłaś" Zapytała elfka, jak już odzyskała mowę.

„Pożyczyłam od jednej z dziwek. Te żałosne kobiety nawet nie wiedzą, jak się tym posługiwać."

„Yago współpracował?"

Kapłanka uśmiechnęła się paskudnie.

„W końcu tak. Nawet nie wiesz, co bicz i nóż w dłoniach kobiety mogą uczynić z mężczyzną. Ale jeśli zechcesz, to mogę cię nauczyć, abbil."

Lenaia przewróciła oczami, nie patrząc na drowkę. Viconia uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wyraźnie w doskonałym nastroju. Wzięła elfkę pod ramię i powiedziała:

„Chodźmy stąd, bo ten smród przylgnie do nas tak, że przez następne dni nie będziemy mogły wyjść na ulice."