Sarevok zsunął się z czarnego wierzchowca i stanął na ubitym kamieniami trakcie wiodącym do Candlekeep. Towarzyszący mu Semaj i Tamoko wymienili spojrzenia i podążyli za jego przykładem. Mag wyprostował plecy i skrzywił się, gdy ból przeszył jego kręgosłup. Nienawidził jeździć konno i podejrzewał, że Sarevok tylko z tego powodu zabrał go ze sobą.
„Mogłeś wysłać kuriera." Mruknął do młodszego z mężczyzn.
„Kurier może zginąć na trakcie. List może zostać skradziony. Albo Rieltar mógłby nie uwierzyć w papier, ostatnimi czasy zrobił się nerwowy i nieufny jak dziewica. Poza tym potrzebuję was do odwrócenia uwagi." Sarevok tłumaczył przyjacielowi z rzadko spotykaną u niego cierpliwością.
„Mam dużo zajęć. Jestem pewien, że Angelo wolałby przyjechać tu z tobą."
„Angelo ma inne zadania."
„Albo ta twoja dziwka, która panoszy się w kwaterze głównej. Mielibyśmy ją przynajmniej z głowy na jakiś czas."
Wojownik wyszczerzył zęby, wyraźnie w dobrym nastroju.
„Jak będę chciał burzyć mury twierdzy, to zabiorę ją ze sobą." Odparł. „Tymczasem wolę pozostać mniej lub bardziej anonimowy."
Semaj wzruszył ramionami.
„Jak sobie życzysz. Pamiętaj tylko, że to ty kazałeś mi zastąpić Winskiego w jego poszukiwaniach."
„Nigdy niczego nie zapominam. Ten głupiec Gorion przekonał się o tym na własnej skórze nie tak daleko od tego miejsca."
„Zemsta może zaślepić nawet największego mędrca." Mruknął filozoficznie mag.
Sarevok uśmiechnął się ironicznie.
„Zemsta może i jest ślepa, ale za to cholernie przyjemna." Odpowiedział.
„Wolę inne przyjemności życia. Co o tym myślisz, Tamoko?" Pytanie Semaja wytrąciło dziewczynę z zamyślenia, widać było, że nie poświęcała rozmowie mężczyzn większej uwagi, wbijając spojrzenie w majaczące nad drzewami mury Candlekeep.
„Ja nie wierzę w sens zemsty." Powiedziała po chwili wojowniczka. „Może i jest przyjemna, ale to gorzka i krótka przyjemność, która pozostawia po sobie przykrą pustkę."
„Niech będzie i tak." Sarevok spojrzał przeciągle na Tamoko i ruszył w kierunku twierdzy. Wkrótce przeszli przez bramę, uiszczając standardową opłatę w formie cennej książki. Dzień powoli dobiegał końca, więc Sarevok odesłał przyjaciół do gospody, a sam skierował kroki ku wewnętrznemu murowi i drzwiom prowadzącym do centralnej biblioteki. Komnatę, którą zajmował Rieltar, znalazł bez problemu. Zapukał krótko i, nie czekając na odpowiedź, wszedł do środka. Ojciec zerwał się gwałtownie z fotela, na którym siedział, ale widząc Sarevoka odprężył się wyraźnie i opadł z powrotem na siedzenie.
„Nie spodziewałem się ciebie, Sarevoku." Powiedział mag. „Myślałem, że będziesz miał pełne ręce roboty, próbując utrzymać w ryzach naszych najemników."
„Jutro rano wracam do obozu." Odrzekł młodszy z mężczyzn. „Tymczasem mam wieści, które chciałem przekazać tobie osobiście."
„Tak?" Rieltar spojrzał na syna z wyraźnym strachem.
Sarevok odczekał chwilę, ciesząc się reakcją ojca.
„Najemnicy, którzy przysporzyli nam ostatnio tyle problemów..." Powiedział w końcu. „Nie będą nas więcej niepokoić. Osobiście się nimi zająłem."
Rieltar odetchnął z wielką ulgą.
„To doskonała nowina. Miałem ostatnio wrażenie, że zabójcy czają się za moimi plecami na każdym kroku." Wzdrygnął się.
Sarevok kiwnął głową.
„Zanim umarli, byli bardzo wylewni w swoich zeznaniach. Tak jak przypuszczałem, nie byli agentami Harfiarzy, tylko Zhentarimów."
„Cholerne bękarty." Mruknął Rieltar. „Nie chcę nawet myśleć, ile złota kosztowało mnie ich działanie."
„Złota nam nie brak."
„Na razie tak. Ale grozi nam wojna. A wojna nie sprzyja naszym interesom."
Sarevok spojrzał na ojca z niedowierzaniem.
„Mamy w swoich rękach jedyne dobre żelazo w okolicy. Nawet jeśli kopalnia w Nashkel ruszyła, to większość żelaza wciąż pozostaje zanieczyszczona. I mimo zniszczenia Kopalni Otulisko zdążyliśmy wydobyć go tyle, żeby długo nie musieć martwić się o brak surowca."
„Co nam po surowcu, skoro zaraz nie będzie miał go kto kupować. Napięta sytuacja, wzajemne oskarżenia i podejrzenia, to i owszem, wspomaga handel. Ale wojna oznacza zerwanie szlaków handlowych, niespodziewane embarga, dodatkowe podatki, o setkach czy tysiącach potencjalnych kupców mniej nie wspominając. Nie synu, wojna zdecydowanie nie leży w naszym interesie, dlatego zamierzam zrobić wszystko, aby do niej nie dopuścić."
Sarevok przyglądał się przez chwilę ojcu, analizując jego słowa.
„Stąd to spotkanie z Rycerzami Tarczy." Stwierdził bardziej niż zapytał.
„Tak." Odpowiedział Rieltar rzeczowo. „Mają większe wpływy w Amn niż my. I skoro twierdzisz, że ci przeklęci najemnicy nie mieli nic wspólnego z Harfiarzami, może uda nam się namówić i ich do współpracy. Dobrze by było zyskać trochę wdzięczności w ich szeregach."
Sarevok wykrzywił usta w parodii uśmiechu, z trudem powstrzymując się od zgrzytania ze złości zębami.
„Harfiarze nigdy nie sprzymierzą się z Żelaznym Tronem. Są na to zbyt dumni i zbyt zadufani w sobie."
Rieltar wzruszył ramionami.
„Ich głównym celem, jak twierdzą, jest utrzymanie równowagi." Powiedział. „Co lepiej pasuje do tego zadania niż powstrzymanie wojny?"
„Chyba, że wiedzą, że to Żelazny Tron próbował przyczynić się do jej wywołania."
„Nie Żelazny Tron, tylko Zhentarimowie. Tym głupcom od Harfy będzie wygodnie tak myśleć. Obie organizacje nienawidzą się od lat."
„Widzę, że wszystko przemyślałeś." Powiedział powoli Sarevok. Wściekłość gotowała się w nim tak, że całą siłą woli musiał powstrzymywać się od wybuchu. Rieltar niczego nie zauważył, tylko podniósł do ust kielich wypełniony winem.
„Wszystko idzie zgodnie z planem." Rzekł po chwili z zadowoleniem. „Twoje wieści sprawiły mi ogromną przyjemność. Jesteś lojalnym synem."
Wojownik milczał.
„Nie to co matka." Stwierdził nagle. Ojciec rzucił na niego szybkie spojrzenie, ale nie odpowiedział. Sarevok nie spuszczał wzroku z twarzy Rieltara.
„Błagała mnie, abym obronił ją przed tobą." Dodał po chwili.
Wściekłość wykrzywiła rysy maga.
„Po co mi o tym mówisz?" Warknął.
„Zacisnąłeś swój pas na jej szyi." Kontynuował spokojnie wojownik.
„Nie powinna mnie zdradzać."
Sarevok przyglądał się ojcu.
„Nie powinna." Zgodził się w końcu. „Dobranoc ojcze."
