Nad ranem ruszyli zdać relację Wielkiemu Księciu z ich małej eskapady do jaskini smoka. Poszli w piątkę, bowiem Coran nie wrócił jeszcze od Brielbary. Lenaia nie chciała na niego czekać. Może dlatego, że cierpliwość nigdy nie była jej mocną stroną, a może też dlatego, że dziewczyna nie chciała się zbyt wiele zastanawiać nad sytuacją, woląc stawić czoło problemom bardziej namacalnym. Imoen za to przecierała niewyspane oczy, ziewając szeroko. Gdy zauważyła spojrzenie siostry, mrugnęła szelmowsko. Elfka zanotowała w pamięci, żeby pod żadnym pozorem nie zadawać pytań, aby przypadkiem nie dowiedzieć się więcej, niż by sobie życzyła.
Gdy powiedzieli strażnikom, z czym przychodzą, szybko znaleźli się ponownie przed obliczem Księcia Eltana. Książę nie był sam, towarzyszył mu Scar oraz dwóch innych ludzi, których przedstawiono drużynie jako nadwornych magów władcy.
„Cieszę się, że was widzę." Powiedział władca, uśmiechając się z zachęcająco. „Powiedzcie mi, czego się dowiedzieliście."
Lenaia pochyliła głowę.
„Niestety nie znaleźliśmy żadnych obciążających Żelazny Tron dowodów. Wiemy natomiast, że przywódcy organizacji kilka dni temu pojechali do Candlekeep na spotkanie z kimś o nazwisku Tuth."
Elfka wyciągnęła list i pokazała go Księciu. Ten uważnie obejrzał widniejącą pod nim pieczęć i oddał list Scarowi.
Książę Eltan zamyślił się.
„Znam tę pieczęć." Powiedział po chwili. „To znak Rycerzy Tarczy."
Elfka spojrzała na Księcia wyczekująco.
„To organizacja zrzeszająca szemranych kupców i szlachtę. Zajmują się handlem różnym towarem, szpiegostwem, niektórzy uważają, że nawet morderstwami na zlecenie, przez co ponoć jakiś czas temu weszli w konflikt z Zentharimami. Nieustannie próbują zwiększyć swoje wpływy na Wybrzeżu Mieczy, z różnym skutkiem."
„Sojusznicy czy konkurenci dla Żelaznego Tronu?"
„Mogą być jednym i drugim." Odpowiedział Książę, wstał ze swojego miejsca i zaczął przechadzać się w jedną i drugą stronę. Nagle przystanął i szepnął coś jednemu z magów. Ten się krótko ukłonił i wyszedł z pomieszczenia. Władca spojrzał na drużynę.
„Wy się dowiecie, co Rieltar i Tuth robią w Candlekeep. Z tego co mi powiedziano, pochodzisz stamtąd. Nie powinnaś mieć problemów z uzyskaniem informacji."
Lenaia potrząsnęła głową.
„Nie wpuszczą mnie tam." Powiedziała smutno. „Biblioteka już dawno przestała być moim domem."
„Wobec tego wejdziecie tam, jak każdy inny wędrowiec. Po uiszczeniu opłaty." Do pokoju wszedł z powrotem mag, niosąc ostrożnie księgę, którą podał na znak Księcia elfce. „Znasz zwyczaje mnichów. Daj tę księgę Strażnikowi Bramy, a wpuści was do twierdzy." Lenaia naprędce schowała księgę do torby, niemal bezwiednie odczytując napisany po elficku tytuł: „Myth Drannor" i oczy rozszerzyły jej się ze zdumienia. Zdała sobie sprawę, jak cenną rzeczą okupi wstęp do swojego dawnego domu.
„Kiedy mamy wyruszyć?" Zapytała.
„Natychmiast oczywiście." Odpowiedział spokojnie Książę. „I to nie drogą. Rieltar opuścił miasto kilka dni temu, więc ma nad wami znaczną przewagę. Moi magowie teleportują was pod mury twierdzy."
„Ale..." Lenaia pożałowała nagle, że nie poczekała rano na powrót Corana. „Jeden z naszych towarzyszy został w tyle, a w tak ważną misję wolałabym wyruszyć w komplecie."
„Będziecie musieli poradzić sobie bez niego." Powiedział Książę stanowczo i dał znak obu magom. Mężczyźni stanęli po obu stronach pomieszczenia i rozpoczęli skomplikowaną inkantację. Po chwili przed oczami drużyny pojawił się opalizujący błękitny portal. Książę Eltan wskazał go dłonią i powiedział:
„Powodzenia."
Lenaia przymknęła na chwilę oczy. Doskonale wiedziała, jakie ryzyko wiąże się z magiczną teleportacją i miała tylko nadzieję, że magowie przyłożyli się z odpowiednią starannością do stworzenia tego przejścia. Rzuciła ostatnie zdesperowane spojrzenie w stronę swojej drużyny i weszła w błękit. Poczuła jak coś ją ciągnie coraz mocniej i mocniej, po chwili obróciło ją w miejscu i nagle miała wrażenie że spada w przepaść bez dna. Zaparło jej dech w piersi i otworzyła usta do krzyku, gdy nagle runęła z impetem na twardą, pachnącą trawą powierzchnię. Przetoczyła się szybko w bok, w samą porę, bo w miejscu, w którym leżała, spadł dzwoniąc kolczugą Yeslick, a zaraz na nim wylądowali Kivan i Imoen. Tylko Viconia uniknęła upadku i wyszła z wdziękiem z portalu, który zamknął się za jej plecami. Gdy zobaczyła swoich towarzyszy kotłujących się na trawie, pogardliwy uśmiech wykrzywił jej piękną twarz. Yeslick warknął głośno, gdy Imoen wbiła mu łokieć w oko, próbując stanąć na nogi i zrzucił z siebie zarówno dziewczynę, jak i Kivana jednym ruchem.
„Jejku..." Jęknęła Imoen, podnosząc się. „To było prawie tak samo okropne jak podróż statkiem. Tylko trwało krócej." Rozejrzała się. Lenaia stała niedaleko, nieruchoma jak skała, z wzrokiem skierowanym przed siebie. Złodziejka podążyła za jej spojrzeniem i westchnęła. Przed nimi wznosiły się piękne, wysokie i surowe mury Candlekeep.
29 Flamerule, 1369
Candlekeep
Ciężko opisać uczucia, które mną owładnęły, gdy spojrzałam ponownie na mury twierdzy, która przez tyle lat była moim domem. I mimo że nie zamierzałam tu wracać, wzruszenie spowodowane widokiem tego miejsca sprawiło, że musiałam mocno mrugać, aby przepędzić z oczu zbierające się w nich łzy. Imoen podeszła do mnie i przytuliła się do mego boku. I stałyśmy tak w zamyśleniu, rozkoszując się widokiem biblioteki, która kiedyś była naszym najbardziej bezpiecznym schronieniem. Nasi przyjaciele stanęli niedaleko, najwyraźniej nie chcąc zakłócać nam tego powitania z dawnym domem. Albo byli, tak samo jak my kiedyś, onieśmieleni surowym majestatem twierdzy. Gdy otrząsnęliśmy się z zadumy, ruszyliśmy w stronę wejścia. Strażnik bramy nie okazał specjalnej radości na mój widok, nigdy zresztą nie poznałam go dobrze, a obecnie nie pamiętałam nawet jego imienia, jeśli w ogóle je kiedykolwiek znałam. Ale wziął od nas księgę, pouczył moich towarzyszy o zasadach zachowania się w murach biblioteki i wpuścił nas do środka, informując, że mamy tydzień wolnego dostępu do zbiorów zgromadzonych w Candlekeep. Gdy przekroczyliśmy bramę, niemal natychmiast usłyszałam okrzyk pełen zdziwienia i czyjeś mocne ramiona porwały mnie w duszącym uścisku.
„A oto ktoś, kogo nie miałem nadziei zobaczyć przez tysiąc lat!" Wysapał nad moim uchem Hull, niemal miażdżąc mnie w objęciach.
„Puść mnie!" Zdołałam jęknąć. Mężczyzna odsunął się ode mnie, mierząc mnie wzrokiem. Po chwili zobaczył Imoen i rozpromienił się jeszcze bardziej.
„Imoen? Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że was widzę."
„Wzajemnie, Hull." Odpowiedziałam z uśmiechem. Hull nagle spoważniał. Opowiedział nam o tym, jak znalazł ciało Goriona leżące na trakcie, którym szedł do Beregostu, jak martwił się o nasz los, dopóki nie zobaczył listu, który wysłałyśmy do Winthropa z Pomocnej Dłoni. Zapewnił mnie, że mój ojciec miał godny pochówek. Smutne wspomnienia zgasiły radość, którą czułam po spotkaniu dawnego przyjaciela. Hull zauważył te zmianę nastroju, bo zapytał nagle, co sprowadza nas na powrót w stare mury twierdzy. Gdy pokrótce opowiedziałam mu o naszej misji, zamyślił się.
„Chyba wiem, o kim mówicie. Od kilku dni zresztą kręcą się po bibliotece obcy ludzie. Kilkoro z nich zamknęło się na drugim piętrze, w pokoju zebrań i radzą nad czymś. Myślę, że to ci, których szukacie. Winthrop pewnie wie więcej."
Wspólnie z Hullem udali się więc do karczmy. Gdy tylko weszli do środka, powitał ich gromki okrzyk:
„No i masz łotrzyka!" Imoen pisnęła w odpowiedzi i rzuciła się w kierunku Winthropa. Karczmarz podniósł ją i zakręcił, niemal nie strącając stojących na półkach butelek. Gdy odstawił dziewczynę, przytuliła się do niego mocno.
„Na Dziewięć Piekieł, Brzuchaczu, dobrze być w domu!" Roześmiała się szczęśliwa.
„No młoda damo... jesteś mi sporo winna za te zmartwienia, które mi przysporzyłaś, kiedy uciekłaś!" Powiedział Winthrop z udawaną surowością, mierzwiąc rude włosy dziewczyny.
„Wiem... przepraszam. Jejku, tak dobrze cię znowu widzieć!"
„Ja też się cieszę, że znowu widzę twoją psotną twarz." Rozejrzał się i zobaczył Lenaię.
„A i drugiego łotrzyka też przywiodło z powrotem." Roześmiał się głośno, przyciągając elfkę do siebie i ściskając mocno.
„Winthrop, ty bawole jeden." Wymamrotała mu w szyję. „Nie wiem, kto komu więcej figli spłatał. Gdybym dostała strzałę za każdy z twoich, to miałabym co najmniej cały kołczan!"
Mężczyzna przytulił jeszcze raz obie dziewczyny, po czym odsunął je od siebie i zaczął przyglądać im się z troską.
„Teraz zaspokójcie ciekawość starego człowieka i powiedzcie, co się z wami działo."
„Próbujemy rozgryźć ten cały kryzys z żelazem. Myślimy, że odpowiedzialna za to jest pewna gildia kupiecka. Żelazny Tron. Słyszałeś coś o nich?"
„Żelazny Tron..." Karczmarz zasępił się wyraźnie. „Nie ma większego i bardziej nikczemnego konsorcjum handlowego w całych Zachodnich Krainach. Zostali wygnani z Cormyru za stosowanie nielegalnych praktyk. Trzymajcie się od nich z daleka, tyle wam powiem."
Lenaia wymieniła spojrzenia zresztą drużyny.
„Na to trochę za późno." Mruknęła. „Przedstawiciele Żelaznego Tronu spotykają się w Candlekeep z Rycerzami Tarczy."
Winthrop kiwnął głową.
„Tak słyszałem. Ale nie widziałem ich. Przybyli wieczorem kilka dni temu, od razu udali się do biblioteki i nie wyszli stamtąd ani razu. Dużo obcych się tu kręci ostatnio. Sama wiesz dobrze, że nikt nie ma takich zbiorów jak Candlekeep."
Zanim elfka zdołała odpowiedzieć, za ich plecami rozległ się odgłos kroków, trzask drzwi i chwilę później cały rytuał śmiechów i uścisków rozpoczął się od nowa. Dreppin i Fuller dołączyli do kompanii. Przez parę kolejnych godzin wszyscy wymieniali się opowieściami. Hull obiecał Lenai, że strażnicy będą mieli na oku Rieltara, więc elfka mogła się odprężyć i cieszyć towarzystwem przyjaciół. W ten sposób doczekali późnych godzin nocnych, kiedy Winthrop z ojcowską troską wygonił wszystkich do spania w wygodnych, przytulnych pokojach oberży.
