Lenaia zasnęła jak tylko dotknęła głową poduszki. Sen jednak miała niespokojny. Nawiedzające ją koszmary wróciły ze zdwojoną siłą, jakby chcąc dziewczynie zburzyć całą radość, jaką czerpała z powrotu do domu. Obudziła się wyczerpana, jeszcze przed wschodem słońca. Przetarła zmęczone oczy i ubrała się. Gdy wyszła z gospody nad twierdzą wisiało duszne, ciężkie powietrze. Na dotychczas bezchmurnym niebie pojawiły się pierwsze, szare obłoki. Pomachała zaspanym strażnikom, oczekującym niecierpliwie zmiany warty i wymknęła się z twierdzy. Kierowała się w stronę wykutych w skale schodów, prowadzących w dół, ku plaży. Jako dziecko uwielbiała tu przychodzić. To tutaj, pluskając się pomiędzy skałami, nauczyła się pływać. Tu też ćwiczyła większość czarów, bezpiecznie oddalona od każdego, komu mogłaby nieudanym zaklęciem wyrządzić krzywdę. Przysiadła na jednym z kamieni, zanurzając bose stopy w wodzie. Uśmiechnęła się do wspomnień, zapatrzona w horyzont i zasłuchana w cichy szum fal. Wkrótce słońce wzeszło w całej swej chwale, z rzadka przysłaniane przez szare chmury. Zrobiło się jeszcze bardziej duszno i gorąco. Cień klifów, który padał na małą plażę, ochraniał jednak elfkę przez najbardziej palącymi promieniami słońca.
Nagle Lenaia usłyszała za sobą lekkie kroki. Ktoś szedł cicho, ostrożnie i jednocześnie pewnie po śliskich kamieniach, z których zbudowana była ścieżka. Nie odwróciła głowy, kroki te rozpoznałaby i w samych Dziewięciu Piekłach.
„Len?"
„Imoen."
Rudowłosa dziewczyna z gracją przeskoczyła kilka ostatnich kamieni i usiadła obok siostry. Elfka nie oderwała wzroku od morskiego horyzontu. Nagły podmuch wiatru potargał jej przesiąkniętymi słoną wilgocią włosami. Zbierało się na burzę.
„Tak myślałam, że cię tu znajdę." powiedziała Imoen. „Dziwnie tu być znowu." Dodała po chwili cichym głosem.
Odpowiedziało jej milczenie.
„Len... co z tobą?" Zapytała po chwili.
Elfka wreszcie odwróciła głowę i spojrzała na nią. Imoen drgnęła. W spojrzeniu siostry było coś dziwnego, coś, czego nie widziała nigdy wcześniej i nie potrafiła zrozumieć. Nie podobało jej się to.
„Chodzi o Corana?" Zapytała nieśmiało.
„O Corana?" Elfka zamrugała oczyma, jakby wyrwana ze snu.
„No wiesz, o całą tę sprawę z Brielbarą. Nie udawaj, że jest ci to obojętne, znam cię zbyt dobrze."
„Nie, nie chodzi o Corana."
„No więc o co?"
„Nie wiem, Im. Mam wrażenie, jakby zaraz miało zdarzyć się coś bardzo złego. Jakbym to ja miała zaraz coś złego zrobić."
„Znowu miałaś koszmary?"
Lenaia kiwnęła głową.
„Opowiesz mi?" Zapytała Imoen. Jej głos brzmiał nieswojo, nie było w nim śladu typowej dla niej wesołości. Elfka ponownie wbiła wzrok w horyzont.
„Śniło mi się Candlekeep. Stałam na podwórzu, przy fontannie. Gorion wszedł do środka twierdzy i po chwili usłyszałam dobiegające z jej wnętrza podniesione głosy. Zdziwiłam się, bo Gorion rzadko krzyczał."
Imoen uśmiechnęła się blado, bez cienia radości.
„Nagle drzwi otworzyły się na oścież. Wypadł z nich Ulraunt. Spojrzał na mnie z gniewem, po czym odwrócił się i powiedział w kierunku drzwi: 'Możecie zostać. Ale zapamiętajcie moje słowa: ten dzieciak przyniesie nam śmierć'. Spojrzałam na fontannę. Na jej szczycie siedział kruk. Wlepiał we mnie złe spojrzenie czarnych jak antracyt oczu. 'Jaki ojciec, takie dziecko.' Powiedział nagle do mnie. Zadrżałam i nie mogąc znieść jego spojrzenia odwróciłam wzrok ku tafli wody. Jej falująca powierzchnia przyciągnęła mnie jak magnes i spojrzałam w nią jak w lustro. Zobaczyłam swoje odbicie. Moje oczy były całe czarne, zupełnie jak oczy kruka. 'Jaki ojciec, takie dziecko' Powtórzyło za krukiem moje odbicie. Wtedy się obudziłam."
„Jak myślisz, Len, co to znaczy?"
„Myślę, że Gorion nie powiedział mi zbyt wielu rzeczy."
„Może niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć."
Elfka potrząsnęła głową.
„Jak mamy się wtedy przygotować na to, co może nadejść?" Zapytała spokojnie.
„Zawsze możemy improwizować." Odpowiedziała rudowłosa dziewczyna. W jej spojrzeniu na powrót zagościła wesołość. Przytuliła się do siostry. „Nie martw się, Len. Cokolwiek będzie się działo, zawsze masz mnie do pomocy."
Lenaia nie odpowiedziała. Nieporadnie poklepała siostrę po ramieniu. Z oddali dobiegł pierwszy odgłos nadchodzącej burzy.
Wróciły do twierdzi i wkrótce udali się wszyscy do centralnej biblioteki. W drzwiach prawie zderzyli się z Karanem, który przywitał dziewczyny zdumionym okrzykiem, zupełnie niepasującym do statecznego mnicha. Gdy pokrótce opowiedziały o swojej sytuacji, przyglądał im się przez chwilę z troską.
„Zmieniłyście się od czasu, kiedy was uczyłem. Dorosłyście obie."
Lenaia uśmiechnęła się z czułością.
„Wiele razy chciałam ci podziękować za twoje nauki. Gdyby nie one, nie wiem, czy stałabym teraz przed tobą."
„Miłe słowa dla starego człowieka, który czasem pragnie być potrzebnym. Nie wiem nic o Żelaznym Tronie, ale może wciąż mógłbym wam w czymś pomóc?"
Elfka zastanowiła się głęboko.
„Powiedz mi, widziałeś może ostatnio coś... osobliwego?"
Karan pokiwał gorliwie głową.
„Takiego właśnie określenia bym użył, gdyby przyszło mówić mi o Koverasie. To jeden z przybyłych do klasztoru w poszukiwaniu wiedzy. Widziałem, jak zdejmował proroctwa Alaunda z ich miejsca na półce i je czytał. Słyszałem jego głos, poznawałem słowa Wieszcza wygłaszane cicho i spokojnie, kiedy jednak zerknąłem na niego kątem oka, zobaczyłem coś zdumiewającego – miał zamknięte oczy, jakby strona po stronie cytował Wizjonera z pamięci! Jeśli ten Koveras jest człowiekiem niebezpiecznym, to obawiam się, że jestem zbyt stary i zbyt dużo czasu spędziłem pośród ksiąg, żeby mu w czymkolwiek przeszkodzić. Wybacz mi teraz dziecko, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że porozmawiamy jeszcze przed twoim odejściem." Nauczyciel uśmiechnął się do nich raz jeszcze i wyszedł przed masywne drzwi biblioteki. Gdy zostali sami, Kivan pochylił się w stronę Lenai i powiedział:
„Twój nauczyciel nie wydawał się poruszony, widząc, jak maszerujemy przez to sanktuarium wiedzy uzbrojeni po zęby, a trwoży się na widok mężczyzny, który recytuje zwoje z pamięci? To doprawdy osobliwa biblioteka..."
Lenaia potrząsnęła głową w zamyśleniu.
„Karan to mądry człowiek." Powiedziała w końcu. „Nie lekceważyłabym jego słów."
„Myślisz, że ten cały Rieltar gdzieś tu jest?" Zapytała po chwili Viconia.
„Niedługo się przekonamy." Odrzekła elfka i skierowała swoje kroki pomiędzy biblioteczne regały. W centralnej bibliotece nie było wielu ludzi. Gdzieniegdzie słychać było szelest kartek dobiegający spomiędzy regałów, gdzie, jak wiedziała elfka, stały biurka i wygodne krzesła dla tych, którzy chcieli oddać się lekturze. Kilku michów spotkanych po drodze kiwnęło jej uprzejmie głowami, ale nie widziała nigdzie swoich dawnych nauczycieli czy przyjaciół. Nie zdziwiło jej to, swoje komnaty mieli na wyższych piętrach, tam, gdzie dostęp mieli tylko mieszkańcy twierdzy. Miała cichą nadzieję, że uda jej się spotkać Tethorila i zapytać, czy może udać się do swojej dawnej komnaty lub komnaty Goriona.
