Sarevok odetchnął głęboko chłodnym, zakurzonym powietrzem biblioteki. Kamienne ściany twierdzy dawały ulgę od panującej na zewnątrz duchoty. Poza tym ciężkie od książek półki kryły w sobie wiedzę czekającą tylko na to, aby ją zdobyć, tajemnicę, której odkrywanie samo w sobie było niezwykle kuszące. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, wspominając, ile dała mu na drodze do jego potęgi poprzednia wizyta w bibliotece. Bibliotece, pod którą, jak głosiły plotki, spoczywały prochy jej założyciela, samego wieszcza Alaunda. Legendy mówiły, że przemawiał głosem bogów, którzy jego ustami obwieszczali Krainom swoją wolę. A Sarevok wiedział, że wkrótce jedna z jego przepowiedni miała się spełnić. Mężczyzna stanął i zaczął nasłuchiwać. Po chwili do jego uszu dobiegł szelest przewracanych kartek, wskazując mu kierunek. Uśmiechnął się złośliwie i ruszył bezszelestnie w jego stronę.
Zobaczył ją po chwili, sam niewidoczny, skryty w cieniu masywnych regałów. Siedziała przy stoliku, pochylona nad książką, rozłożoną na niewielkim kamiennym stoliku, oświetlonym jedynie jednym, chybotliwym w zamkowym przeciągu płomieniem świecy. Wyglądała inaczej, niż ją zapamiętał. Może to cienie, a może przeżycia ostatnich tygodni dodały ostrości jej wcześniej miękkim, niemal dziecięcym rysom twarzy. Wyglądała na starszą, bardziej dorosłą, bardziej pewną siebie. Sarevok bezbłędnie zauważył podkrążone z niewyspania oczy i z determinacją zaciśnięte usta. Obserwował z ukrycia, jak co i raz kosmyk ciemnych włosów kobiety opada jej na oczy, a ona bezwiednie odgarnia je za spiczasto zakończone ucho. W końcu, przy którymś razie, elfka westchnęła, chwyciła włosy w dłonie i sobie tylko znanym sposobem zawiązała je w ciężki węzeł z tyłu głowy, odsłaniając szczupłą, bladą szyję. Sarevok przesunął wzrokiem po włosach i karku kobiety, myśląc, jak łatwo mógłby zakończyć jej życie tu i teraz. Niemal słyszał jej ostatni oddech, zatrzymany uciskiem jego dłoni, prawie widział rozszerzające się z przerażenia oczy. Przymknął powieki, czerpiąc przyjemność z tej wizji, opanował się jednak szybko i poruszył się. Kobieta musiała go usłyszeć, bo podniosła gwałtownie głowę i spojrzała w jego kierunku.
Sarevok przybrał neutralny wyraz twarzy i wyszedł zza regałów. Jego ciemne oczy spotkały zaskoczone spojrzenie ciemnoniebieskich oczu kobiety.
„Tak myślałem, że ciebie tutaj znajdę." Powiedział wojownik. Czarodziejka zmierzyła wzrokiem całą jego imponującą sylwetkę. Sarevokowi nie umknął lekki błysk podziwu w oczach elfki, który widział tak często w spojrzeniach kobiet i nieco wbrew sobie uśmiechnął się kpiąco. „Pozwól, że się przedstawię..." Dokończył.
„Nie krępuj się, proszę." Odpowiedziała spokojnie typowym dla elfów, melodyjnym głosem, w dalszym ciągu bezczelnie mierząc go wzrokiem.
„Nazywam się Koveras i znałem twojego ojca." Sarevok zauważył z zadowoleniem, że na wspomnienie Goriona kobieta wyprostowała się gwałtownie, cała nonszalancja zniknęła z jej postawy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. „Pracowałem kiedyś dla niego, nosiłem wiadomości pomiędzy nim a jego przyjacielem od Harfy w Waterdeep..." Pozwolił, aby jego słowa zawisły w powietrzu. Elfka nie odezwała się, wyraźnie czekając, co powie dalej. Za jej plecami Sarevok usłyszał szelest i po chwili u boku kobiety stanęła druga, też elfka, o ciemnej skórze i białych włosach. Wojownik wiedział, kim jest, udał jednak zaskoczenie i strach, jakie odczułby niemal każdy człowiek, stając nagle twarzą w twarz z drowem. Pozwolił, by te fałszywe emocje odmalowały się na jego twarzy, po czym ponownie zwrócił się do Lenai, która wciąż milczała, co zaczynało go irytować.
„Przekazał mi ten pierścień, zanim zło go dopadło i prosił, abym przekazał go tobie." Mężczyzna wyjął z kieszeni srebrny pierścień, inkrustowany szafirami i podał go kobiecie. Elfka wyciągnęła odruchowo dłoń, ale zatrzymała ją w powietrzu i cofnęła po chwili wahania.
„A jakież to zło go dopadło?" Zapytała cicho.
„Byłaś tam przecież i widziałaś wszystko. Opancerzoną postać, kobietę i dwa ogry. Magia Goriona niewiele mu pomogła przeciwko nim, prawda? A ty uciekłaś z podkulonym ogonem i pomiędzy drzewami czekałaś aż do świtu. Ale krąg się zamyka. Żelazny Tron jest tak blisko i twoja zemsta jest na wyciągnięcie ręki."
Elfka wzdrygnęła się zauważalnie, nie mogąc oderwać od Sarevoka spojrzenia. Otworzyła usta, pragnąc coś powiedzieć, ale uprzedziła ją stojąca obok niej kapłanka.
„A gdzie byłeś wtedy ty, rivvil, skoro wiesz tak wiele?" Mężczyzna zmierzył wzrokiem obie kobiety. Zauważył, że dłoń mrocznej elfki przesunęła się nieznacznie w stronę sztyletu zatkniętego za pasem. Lenaia przyglądała mu się w milczeniu, ale Sarevok czuł magię kumulującą się wokół czarodziejki. Zmrużył ostrzegawczo oczy, schował pierścień do kieszeni i powiedział:
„Jesteś tak pozbawiona zaufania do ludzi, że dziwię się, że zaszłaś tak daleko. Nieważne. Idź szukać zemsty albo zgiń z rąk Żelaznego Tronu. Ja umywam od tego ręce. Żegnaj." I odszedł, nie poświęcając już elfkom więcej uwagi.
Złość gotowała się w nim niczym wrzący olej i jak szedł pomiędzy regałami jego oczy ponownie zaczęły lśnić żółtym blaskiem. Opanował się szybko. Pierwsza część planu nie poszła tak, jak się spodziewał. Dziewczyna mu nie uwierzyła. Mógł się domyślić, że tak będzie. Prawda była taka, że chciał ją zobaczyć, ocenić, sprawdzić, czy będzie silniejszym przeciwnikiem niż dotychczas. Wbrew sobie uśmiechnął się. Spodobała mu się. Było mu niemal przykro, gdy pomyślał o jej rychłej śmierci.
Sarevok narzucił kaptur na głowę i skierował się bocznymi schodami na niższe piętra. Wiedział, że gdzieś w twierdzy jest jego ojciec. Nie mógł ryzykować, że go zobaczy. Rieltar wierzył, że syn jest w obozie daleko stąd, spotykając się z najemnikami Chłodu i Szponów. Mężczyzna przyspieszył kroku, kierując się do wejścia do piwnic twierdzy. Mnisi zachowali dostęp do kilku najbliższych korytarzy i cel, które kiedyś pełniły rolę lochów więziennych, ale rzadko się tam zapuszczali. Sarevok wiedział, że pod Candlekeep znajduje się cała sieć głębszych korytarzy i jaskiń, ale nie udało mu się znaleźć do nich wejścia. Przypuszczał, że było chronione silną magią, tak jak całe mury biblioteki. Nałożone na nie zaklęcia sprawiały, że każda próba magicznego przedarcia się do budowli bez zgody mnichów skończyłaby się tragicznie dla pechowego czarodzieja. Oznaczało to również, że mury twierdzy były więzieniem niemal doskonałym. Idealne miejsce dla przeprowadzenia jego planów.
Drzwi do piwnic uchyliły się z cichym skrzypieniem. Sarevok oświetlił przejście trzymaną w dłoni świecą i powoli opuścił się w dół schodów. Jego oczom ukazał się długi korytarz, po którego bokach widniały drzwi do poszczególnych cel.
„Kizska!" Szepnął mężczyzna. Cichy szelest wskazał mu kierunek. Z jednej z cel wyłoniła się przygarbiona postać mnicha.
„Nareszcie." Głos mnicha był wysoki i nieprzyjemny. „Mamy dość siedzenia w tej norze."
„Przyjrzałeś się im uważnie?"
Mnich nie odpowiedział i nagle na oczach Sarevoka zaczął się zmieniać. Jego ciało wyprostowało się, wyszczuplało, zniknął gdzieś mnisi habit, z łysej i chwilowo bezkształtnej głowy wyrosły długie, czarne, falujące włosy. Po chwili przed młodym mężczyzną stała elfka, którą widział nie tak dawno w bibliotece. Kobieta uśmiechnęła się kusząco. Sarevok z podziwem zauważył, że Kizska nie pominął żadnych szczegółów. Jego kopia miała to samo uważne, badawcze spojrzenie, lekko podkrążone oczy oraz nosiła identyczny, dopasowany do sylwetki szaro-niebieski strój podróżny. Zaszeleściło po obu stronach korytarza i po chwili u boku elfki stanęli jej towarzysze – rudowłosa, piegowata ludzka dziewczyna, piękna drowka, elf z ponurym wyrazem twarzy oraz krasnolud, którego kiedyś jego ojciec zwerbował w szeregi Żelaznego Tronu. Brakowało szóstego, urodziwego, jasnowłosego elfa, ale Sarevok wiedział, że nie przybył z resztą drużyny do Candlekeep. Mężczyzna pokiwał z uznaniem głową.
„Jesteś niezastąpiony, Kizska."
Sobowtórniak ponownie przywołał na twarz ciepły, lekko kpiący uśmiech, tak charakterystyczny dla kobiety, pod którą się podszył.
„Do usług." Odpowiedział miłym, elfim głosem. „Dobrze nam płacisz, przyjacielu."
„Wiesz, co robić?"
Kizska pokiwał głową. Ciemny kosmyk włosów opadł mu na twarz, a on odgarnął go ruchem, który ponownie wprawił Sarevoka w podziw nad zdolnościami zmiennokształtnego.
„Po wszystkim opuście szybko twierdzę i udajcie się do obozu Tazoka w kniei Larsa. Tam czekajcie na dalsze rozkazy. Tylko porzućcie ten wygląd jak tylko wykonacie zadanie."
„Będzie jak zechcesz."
„Rieltar i inni są na drugim piętrze, w sali spotkań. Postarajcie się, żeby was widziano."
Kizska położył drobną dłoń na sztylecie wiszącym u pasa.
Sarevok zawahał się i potrząsnął głową, wyciągając z kieszeni długi sznurek.
„Nie. Użyjcie garoty."
