Pergamin wypadł z dłoni elfki i osunął się z szelestem na podłogę. Imoen schyliła się szybko, podniosła go i zaczęła czytać. Po chwili spojrzała na siostrę. Lenaia stała bez ruchu, wpatrując się w swoją dłoń, w której jeszcze przed chwilą trzymała list. Popołudniem wreszcie udało im się znaleźć kogo trzeba i uzyskać dostęp do pięter zajmowanych przez stałych mieszkańców Candlekeep. Pokoje dziewczyn już dawno były zajęte przez innych lokatorów. Ale zachowała się skrzynia z ich dawnymi rzeczami. W tej skrzyni Lenaia znalazła trochę pieniędzy, kilka zwojów i list. List dla niej od Goriona.
Witaj Lenaia,
To, że czytasz te słowa, oznacza, że ja już nie żyję, w sposób ostateczny. Chciałbym ci teraz powiedzieć, że lepiej po mnie nie rozpaczać, jednak czuję się dużo lepiej, myśląc, że w tej chwili w twoim sercu gości smutek. Są rzeczy, które muszę ci przekazać w tym liście, a które być może już kiedyś ci mówiłem. Gdyby jednakże moja śmierć nadeszła zbyt prędko, w ogóle nie miałbym takiej szansy. Tak więc, po pierwsze – ja nie jestem twoim biologicznym ojcem, gdyś to określenie należy się istocie znanej jako Bhaal. Bhaal, o którym tu mówię, jest tym samym, którego ty znasz jako boga. Podczas kryzysu znanego jako Czas Niepokoju, gdy bogowi stąpali po ziemiach Faerunu, również Bhaal został zmuszony do przywdziania śmiertelnej powłoki. W jakiś sposób został ostrzeżony przed śmiercią, k+tóra miała go w niedługim czasie spotkać. Z powodów, które są mi nieznane, wybrał kilka należących do wszystkich ras kobiet i posiadł je, zmuszając do uległości. Twoja matka była jedną z nich i, jak wiesz, umarła podczas porodu. Byłem jej przyjacielem, a także, od czasu do czasu, kochankiem. Czułem, że jest moją powinnością wychowanie cię jak własnego dziecka. Zawsze o tobie tak myślałem i mam nadzieję, że ty ciągle myślisz o mnie jako o swoim ojcu. Jesteś bardzo szczególnym dzieckiem. W twoich żyłach płynie krew bogów. Jeśli zrobisz użytek z naszej ogromnej biblioteki, przekonasz się, że jej założyciel Alaundo w wielu przepowiedniach przewidział nadejście potomków Bhaala. Jest wielu takich, którzy chętnie posłużyliby się tobą dla swych własnych celów. Najbardziej niebezpiecznym wśród nich jest ten, który nazywa siebie imieniem Sarevok. Myślę, że on również jest potomkiem Bhaala. Studiował on tutaj, w Candlekeep, w związku z czym wie bardzo dużo zarówno o tobie, jak i twojej historii i dziedzictwie.
Gorion
„Nie... nie rozumiem." Powiedziała rudowłosa dziewczyna. „Jak możesz być dzieckiem Bhaala?Lenaia zwinęła dłoń w pięść, a następnie rozprostowała palce. Sprawiała wrażenie, jakby w ogóle nie usłyszała siostry. Imoen podała list Viconii.
„Len?" Zapytała nieśmiało.
Elfka przeczesała dłonią włosy i w końcu spojrzała na siostrę.
„To... wiele wyjaśnia." Powiedziała cicho.
„Jak to wiele wyjaśnia? Nic nie wyjaśnia!" Zdenerwowała się Imoen.
„Wiele w tobie niespodzianek, abbil. Jednak jesteś kimś lepszym niż darthiir. Może nawet lepszym niż drow." Rzekła z podziwem Viconia.
„Bhaal był bogiem morderców, Viconio." Odpowiedziała Lenaia ze spokojem. Sama nie wiedziała, skąd ten spokój się bierze. Może stąd, że wreszcie miała wrażenie, że powoli rozwiązują się wszystkie tajemnice.
„Czyli miał całkiem sporo wyznawców." Mruknął pod nosem Yeslick. „Nie martw się dziewczyno." Dodał po chwili. „Dzieci nie zawsze idą w ślady swoich rodziców."
„Czyli Sarevok jest twoim bratem?" Zapytał nieśmiało Kivan.
Lenaia potrząsnęła głową.
„Nie wiem, kim on dla mnie jest. Ale na pewno nikim z mojej rodziny."
„Dzielicie esencję Bhaala. Biologicznie nie macie ze sobą nic wspólnego." Powiedziała pewnie Viconia. „Nie uważam jednak, że to powinno mieć dla ciebie jakieś znaczenie. Brata zabić jest równie łatwo, wiem, co mówię."
Lenaia nagle poczuła się bardzo, bardzo zmęczona.
„Mógł mi powiedzieć." Szepnęła.
„Kto? Sarevok?" Nie zrozumiała drowka.
Elfka potrząsnęła głową.
„Gorion. Mógł mi powiedzieć dawno temu. Wiedziałabym, czego się spodziewać."
Yeslick oparł jej dłoń na ramieniu.
„Chciał ciebie chronić przed tą wiedzą. Kto wie, do czego by cię ona popchnęła. Spójrz na Sarevoka."
„Jak możesz porównywać Len z tym mordercą i potworem!" Wybuchnęła Imoen.
„Jesteś młoda, wiewiórko. Mało wiesz o życiu. Ja już trochę rzeczy w swoim widziałem. I lepiej stawać twarzą w twarz z pewnymi faktami, mając już na karku jakiś bagaż doświadczeń. Kto wie, co by przyszło dzieciakowi do głowy, gdyby mu się na nią zrzuciło takie brzemię."
„Patrząc, kim jesteś teraz, mellonamin, myślę, że twój przybrany ojciec podjął słuszną decyzję." Powiedział uspokajająco Kivan.
Lenaia potrząsnęła głową, nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo zza drzwi dobiegł rozkazujący głos:
„W imieniu straży wyjdźcie i poddajcie się!"
Wymienili między sobą zdziwione spojrzenia. Lenaia kiwnęła głową i wyszli z pomieszczenia służącego za prowizoryczny magazyn, w którym stała skrzynia. W okamgnieniu zostali otoczeni przez straż. Żołdacy wymierzyli w nich swoją broń, ostrza ich mieczy niemal dotknęły twarzy przyjaciół.
„To musi być jakaś pomyłka!" Powiedziała zdumiona elfka, cofając się o krok.
Spomiędzy żołnierzy podeszli do nich dwaj mężczyźni, których dobrze znały. Jednym z nich był przełożony straży, zwany Strażnikiem Bramy, a drugim był Ulraunt. Obecność tego drugiego sprawiła, że Lenaia zaczęła mieć paskudne przeczucia. Zwłaszcza, że z całej jego postawy biła mroczna satysfakcja.
„Strażniku Bramy, o co chodzi?" Zapytała wstrząśnięta Imoen.
Strażnik Bramy wyglądał na wyjątkowo zmęczonego.
„Zostaliście oskarżeni o zamordowanie Brunosa Costaka, Thaldorna Tenhewicha i Rieltara Ancheva. Oddajcie broń."
„Nikogo nie zamordowaliśmy." Jęknęła Imoen.
„Widziano was, jak uciekaliście z miejsca zbrodni. Mieliście krew na ubraniach."
„Na tych samych ubraniach, które mamy na sobie?" Zapytała gorzko Lenaia, wskazując na ich podniszczone, ale mimo wszystko dość czyste ubrania podróżne.
Strażnik Bramy wzruszył ramionami.
„Jeśli rzeczywiście jesteście niewinni, to jestem pewien, że wszystko się wkrótce wyjaśni. Tymczasem oddajcie broń i udajcie się z nami."
Elfka zawahała się. Nie mieli jednak szans z liczną grupą uzbrojonych po zęby strażników. Zresztą sama myśl o przelewaniu krwi w murach Candlekeep napawała ją obrzydzeniem. Kiwnęła głową. Gdy strażnicy skonfiskowali im broń, podszedł do niej Ulraunt.
„Zbezcześciłaś imię swojego ojca, plugawiąc jego dom i niszcząc pokój, który tu trwał od wieków. Mam nadzieję, że zostaniecie ukarani stosownie do swoich win." Splunął jej pod nogi. Zmrużyła oczy ze złością.
„Ktoś temu rivvilowi powinien dać surową nauczkę." Syknęła Viconia i zrobiła krok w jego stronę.
Czarodziejka w duszy zgodziła się z drowką, chwyciła ją jednak za ramię. Nie wyglądałoby to dobrze w ich obecnym położeniu.
„Lenaia jest niewinna." Powiedział spokojnie Kivan. „A ty jesteś zaślepionym głupcem, starcze."
„Możemy wiedzieć, na jakiej podstawie nas oskarżasz, człowieku?" Zapytał Yeslick.
„Widziano was na miejscu zbrodni. Wasze motywy też są dla mnie czytelne. Jak mi doniesiono, próbujecie zwalić wszystkie nieszczęścia, jakie spadły na Wybrzeże Mieczy, na barki Żelaznego Tronu. Nietrudno zgadnąć, że zostaliście zwerbowani przez Amn, aby wprowadzić zamieszanie w naszych stronach przed amnijską inwazją."
„Co zamierzacie z nami zrobić?"
„Zostaniecie odesłani do Wrót Baldura, gdzie wymierzą wam odpowiednią karę."
„Nigdy mnie nie lubiłeś, prawda? Nigdy nie zgadzałeś się w niczym z Gorionem." Zapytała Lenaia, z trudem powstrzymując wybuch złości.
Ulraunt spojrzał na nią z nienawiścią.
„Najwyraźniej miałem rację. Stary głupiec nigdy nie chciał mnie słuchać." Po czym odwrócił się i odszedł.
Strażnicy zabrali im broń i odprowadzili do celi. Lenaię i jej przyjaciól odprowadzały zszokowane twarze mnichów. Gdzieś w oddali zobaczyła zatroskany wzrok Karana. Na dolnym piętrze mignęła jej Phlydia, która zrobiła krok w ich stronę, ale została powstrzymana przez stojącego obok niej Shistala. Piękny powrót do domu, nie ma co. Zazgrzytała zębami ze złości.
Zamknęli ich w celi w piwnicy. Przed celą nie postawili strażników, ale Lenaia wiedziała, że nie muszą, bo magicznie uciec się z Candlekeep nie dało, a na zewnątrz było ich aż nadto. Gdy drzwi za nimi zostały zamknięte, zapadła cisza. Przyjaciele popatrzyli po sobie, nikt jednak nie zdążył nic powiedzieć, bo przed celą otworzył się nagle magiczny portal, z którego wyszedł wysoki, szczupły mężczyzna.
„Tethtoril!" Krzyknęła cicho Lenaia.
„Witaj dziecko." Odpowiedział mag. „Przykro mi, że spotykamy się w tak smutnych okolicznościach."
„Tethtorilu, przysięgam ci, nie zamordowaliśmy nikogo..." Zaczęła mówić gorączkowo Lenaia, ale przerwał jej podniesieniem dłoni.
„Znam cię zbyt dobrze, aby wierzyć, że zarzuty które na tobie ciążą, są prawdziwe." Powiedział, a elfka odetchnęła z nieukrywaną ulgą. Nie zniosłaby, gdyby i on miał uważać ją za morderczynię.
„Możesz nam pomóc?"
Kiwnął głową.
„Ulraunt chce wysłać cię z rana do Wrót Baldura, gdzie ma ci być wymierzona kara śmierci. Ale jestem pewien, że Gorion nie chciałby, aby jego jedyne dziecko zostało stracone zaledwie kilka tygodni po jego śmierci. Pomógłbym ci przez sam wzgląd na jego pamięć."
„Co mamy zrobić?"
„Pokażę wam wejście do katakumb, jest w tej piwnicy. Prowadzą do ukrytego wyjścia z twierdzy. W podziemiach jednak musicie bardzo uważać. Nie na darmo nikt z nas się tam prawie nigdy nie zapuszcza. Lepiej jednak, abyście znaleźli się tam, niż zostali tutaj."
„Co nas tam może spotkać?"
„Pułapki, duchy, cienie, kto wie, co teraz się tam gnieździ. Cokolwiek tam jest, to skutecznie broni dostępu do twierdzy."
„Mamy tam iść bez broni?"
„Przyniosłem wam waszą broń." Mag kiwnął głową w stronę niewielkiej torby, którą położył przy wejściu. „Jeśli masz jeszcze jakieś pytania, to teraz jest ostatni moment, aby je zadać."
„Wiedziałeś?"
Tethtoril spojrzał na Lenaię i od razu wiedział, o co dziewczyna pyta. Wyczytała w jego wzroku smutek i żal.
„Większość z nas wiedziała. I ja, i Karan, i Ulraunt. Ulraunt nigdy nie mógł pogodzić się z tym, że Gorion nie posłuchał jego rady i nie odprawił cię z twierdzy."
„Gorion napisał w liście, że kochał moją matkę."
Mag wzruszył ramionami.
„Nic nie wiem o twojej matce. Wiem, że Gorion i grupa innych Harfiarzy zrobili rajd na świątynię Bhaala. Mówili, że było tam dużo dzieci, starszych, młodszych. Kapłani zginęli, a świątynię spalono. Po tym wszystkim Gorion wrócił do Candlekeep z niemowlakiem na ręku."
„A pozostałe dzieci?" Lenaia zadała pytanie, bojąc się jednocześnie odpowiedzi.
„Część zginęła, część uciekła na własną rękę. Ale wszystkie były dziećmi Bhaala. Nie rozgłaszałabym tego. Potomkowie Bhaala wzbudzają w ludziach strach i nieufność, w większości zasłużenie."
Elfce nagle, nie wiedząc czemu, przypomniał się mężczyzna poznany w bibliotece.
„Znasz kogoś o imieniu Koveras?"
Tethtoril potrząsnął głową.
„Nie znam nikogo takiego, ale Koveras pisane wspak daje Sarevok, a to imię młodego mężczyzny, który przybył tu kiedyś w imieniu Żelaznego Tronu. Rozmawiamy już jednak za długo. Chodźcie za mną."
Otworzył celę i poprowadził ich krętym, wąskim korytarzem. Dziewczyny w dzieciństwie zapuściły się do piwnic tylko raz, za co musiały czyścić wychodki w bibliotece przez okrągły miesiąc. Gorion zwykle nie bywał surowy, jednak tego postępku szybko im nie wybaczył. Teraz miały się przekonać, dlaczego. Wkrótce Tethtoril pożegnał się z nimi, a przed oczami drużyny ukazało się długie przejście, prowadzące do samego serca podziemi Candlekeep.
