Sarevok obrócił w dłoni pusty kielich po winie. Zazwyczaj kunszt wykonania zwykł doceniać jedynie w zbroi i orężu, ale trzymane przez niego naczynie było wyjątkowo piękne. Cienki, nieskazitelny kryształ otoczony był nitkami srebra, upstrzonymi drobnymi, misternie rzeźbionymi listkami, które zbiegały się centralnie tworząc wygodną, poręczną nóżkę. Gdy podniósł go w stronę światła wpadającego do namiotu, na przeciwległej ścianie rozbłysły czyste, wyraźne barwy tęczy. Młody wojownik uśmiechnął się do stojącej niedaleko Tamoko i podał jej kielich, aby ponownie napełniła go winem. Tazok zdobył kilka beczułek naprawdę wyśmienitego elfickiego trunku.
Jakby w odpowiedzi na jego myśli, wpadające do środka promienie powoli chylącego się ku zachodowi słońca zasłonił ogromny cień i do namiotu, posapując, wszedł ogromny półogr. Gdy zobaczył Sarevoka, zatrzymał się przed nim i uklęknął na jedno kolano. Nawet wtedy dorównałby wzrostem normalnemu człowiekowi.
"Panie." Warknął krótko.
"Widzę, że nie wszystko straciłeś w ogniu, który strawił twój namiot." Powiedział, uśmiechając się ironicznie Sarevok, podnosząc kielich wypełniony na powrót czerwonym płynem.
"Będę płatami zrywał z nich skórę za tę zniewagę." Odpowiedział Tazok i splunął na ziemię. "Za twoim przyzwoleniem."
"Masz dla mnie jakieś wieści?"
"Jest, jak mówiłeś. Mordercy twojego ojca zostali rozpoznani i pojmani. Zdołali jednak zbiec. Pozwól mi, abym ich znalazł i zabił."
Sarevok machnął jednak lekceważąco ręką.
"Wiedziałem, że wymkną się strażnikom z rąk. Mnisi nie odmówiliby pomocy ukochanej córce jednego z nich."
Tazok spojrzał na swojego przywódcę bez zrozumienia. Po chwili rzucił okiem na Tamoko, dziewczyna jednak nie spieszyła się z wyjaśnieniami, więc zwrócił się na powrót w stronę siedzącego mężczyzny.
"Panie. Pozwól mi ruszyć ich śladem, a schwytam ich i zrobię z nimi co zechcesz."
Sarevok potrząsnął głową.
"Angelo się nimi zajmie. Ty dołączysz do mnie."
"We Wrotach Baldura?" Wycharczał półogr.
"Pomożesz Winskiemu przy przygotowaniach do rytuału. Już czas."
Tazok wyszczerzył swoje kły, co dało wyjątkowo upiorne wrażenie. Przygarbił się jednak po chwili i spuścił wzrok.
"Panie, jestem na twoje rozkazy."
"Wyślij oddział twoich najemników do Żelaznego Tronu, niech czekają na moje rozkazy. W międzyczasie niech słuchają we wszystkim Angela. Tylko ludzi, Tazok. Żadnych podobnych tobie cudaków. I skontaktuj mnie ze Slythem i Kristin. Będę ich znowu potrzebował."
"Ilu ludzi potrzebujesz?"
"Dwa tuziny powinny wystarczyć aż nadto. Niech Angelo rozda im kilka mundurów. Mają rozstawić posterunki na mostach i drogach prowadzących do miasta. Ale z wszystkimi działaniami mają się wstrzymać i czekać na rozkazy Angela. Zrozumiałeś Tazoku?"
Półogr mruknął coś przypominającego "Tak jest", choć równie dobrze mogło tak brzmieć warknięcie niedźwiedzia.
"Znaleźliście Daveorna?" Zapytał po chwili Sarevok.
Tazok pokręcił głową.
"Pojmaliśmy kilku niewolników zbiegłych z kopalni. Wszyscy na mękach wyznali to samo, o grupie najemników, którzy wdarli się do kopalni. Niektórzy słyszeli o walce na dolnych poziomach, chwilę przed tym, jak ktoś otworzył śluzę kopalni. Nikt potem nie widział Daveorna. Możemy chyba założyć, że nie udało mu się uciec."
Sarevok zazgrzytał zębami ze złością.
"Jestem winien mojej… siostrze kilka dodatkowych tortur za te wieści."
"Siostrze?" Zapytał, niczego nie rozumiejąc, Tazok. Ale Sarevok machnął ręką, dając swojemu słudze do zrozumienia, że rozmowa jest skończona.
Gdy półogr opuścił namiot, do Sarevoka podeszła Tamoko. Mężczyzna chwycił ją za rękę i spróbował przyciągnąć ją do siebie, wymknęła się jednak zwinnie. Wojownik spojrzał na nią pytająco, dziewczyna patrzyła jednak gdzie indziej. Gdy w końcu odwróciła się w jego kierunku oczy błyszczały jej niepokojem.
"Naprawdę chcesz to zrobić?"
"Wątpisz we mnie?"
"Nigdy w ciebie nie wątpiłam, ani nigdy nie zwątpię. Nie chcę cię jednak stracić."
"Co masz na myśli?"
Dziewczyna zawahała się. Bardzo nie chciała go rozzłościć.
"Chcesz wywołać wojnę, prawda?"
Sarevok zmrużył oczy.
"Przecież wiesz, po co to wszystko robimy. Bóg domaga się krwi."
"Który bóg?" Zapytała cicho. "Ten, który od lat pozostaje martwy? On już nie może niczego się domagać. Ale zew twojej krwi… to co innego. Esencja twojego ojca szepce do ciebie, a ty słuchasz tego głosu. Ale boska esencja w twoich żyłach to nie jest bóg..."
"Ojciec wybrał mnie na swojego następcę, a ty uważasz, że powinienem zignorować jego wolę?" Wojownik podniósł się nieco z fotela, a jego oczy zalśniły lekko żółtym blaskiem. Tamoko odsunęła się i potrząsnęła szybko głową.
"Boję się tylko, że staniesz się kimś innym, niż jesteś teraz." Wyszeptała.
Sarevok opadł z powrotem na siedzenie, a jego oczy odzyskały swój zwykły, ciemnobrązowy kolor.
"Taki mam zamiar. Gdy sięgnę po moc, która mi się należy, nic już nie będzie takie, jak dotychczas. Czego się obawiasz? Będę potężniejszy niż wszyscy nasi wrogowie razem wzięci. Będę równy bogom!"
"Nie znam bogów. Wiem jednak na pewno, że nie dzielą się chętnie swoją władzą."
"A więc sam im ją zabiorę. Ale najpierw… najpierw wywołamy wojnę, o jakiej będą śpiewali przez wieki bardowie. Wojnę, która sprawi, że Faerun spłynie krwią, a ja wykorzystam moc tej krwi! I stanę się jej nowym panem. I biada tym, którzy wejdą mi w drogę!" Oczy Sarevoka na powrót rozjaśnił żółty blask, intensywniejszy niż dotychczas. Tamoko potrząsnęła głową, ale nie zauważył tego. Zapatrzony w wizje swojej pełnej chwały przyszłości nie zauważył też niepokoju w jej wzroku, ani przygarbionych smutkiem pleców.
"A twoja… ta elfka, Lenaia?" Zapytała po chwili cicho kobieta. "Będzie próbowała cię powstrzymać."
"Nikt nie jest w stanie mnie powstrzymać. Alaundo przepowiedział to już wieki temu. Śmierć Lenai przysłuży się tylko naszej sprawie."
"Jest mądrzejsza od tamtych. I nie jest sama."
Sarevok wpatrywał się w Tamoko zmrużonymi oczami, starając się wyłapać coś, czego ewidentnie nie chciała mu powiedzieć wprost.
"Czy ty jesteś o nią zazdrosna?" Zapytał w końcu. Kącik ust drgnął mu, jakby próbował powstrzymać śmiech. Dziewczyna spojrzała w stronę wyjścia namiotu, unikając jego wzroku.
"Mogłeś ją zabić już tyle razy, ale wciąż się wzbraniasz." Odrzekła w końcu. "Ostatnio w Candlekeep. Nikt by ciebie nie powstrzymał. A ty wolałeś stać i obserwować ją z ukrycia."
Sarevok odrzucił głowę w tył i wybuchnął śmiechem.
"Jak bym słyszał Winskiego." Powiedział, gdy już się opanował i ponownie spróbował przyciągnąć do siebie Tamoko, dziewczyna jednak po raz kolejny odsunęła się poza zasięg jego rąk. Zniecierpliwił się.
"O co ci chodzi?" Warknął. "Lenaia niedługo będzie w rękach Angela i jej los zostanie przypięczętowany. Będziesz przy tym, jak chcesz. I powtarzam: nikt nie powstrzyma już moich planów. Wkrótce będę Wielkim Księciem i będę miał pełnię władzy w mieście. Żelazny Tron jest na nasze skinienie. Tak jak i Płomienna Pięść. Wojska Amnu gromadzą się przy granicy. Rytuał będzie wkrótce gotowy." Zamilkł nagle. Zapadła cisza, przerywana tylko szelestem płacht namiotu, poruszanych przez wieczorny, ciepły wiatr. Z oddali dochodził do nich odgłos zwykłego życia obozowego.
"Nigdy nie wątp we mnie." Powiedział Sarevok po dłuższej chwili.
Tamoko wyprostowała się nagle, podeszła do niego szybkim krokiem i położyła mu dłonie po obu stronach twarzy.
"Kocham cię, Sarevoku." Powiedziała szybko, patrząc mu głęboko w oczy. "Ty z kolei nigdy w to nie wątp. Jestem z tobą i będę do samego końca, jaki by on nie był." Mówiła dalej. "Pamiętaj o tym, gdy będziesz Wielkim Księciem, bogiem czy kimkolwiek chcesz być."
Sarevok na te słowa chwycił dziewczynę za rękę i pociągnął w swoją stronę. Nie opierała się już. Ani jak ją całował, ani jak niósł w stronę posłania.
