Gdy wydostali się z podziemi była noc. Lenai zajęło chwilę, zanim zorientowała się, że znajdują się na południowy wschód od Candlekeep. Po przeżyciach w tunelach blask gwiazd nad głowami przywitali z niewyobrażalną ulgą, nawet Viconia pozwoliła sobie na uśmiech pełen zadowolenia. W powietrzu unosił się orzeźwiający zapach soli, a ciepłe morskie powietrze przynosiło ukojenie po trzech dniach wdychania pyłu, kurzu i pleśni, zalegających w podziemiach. Pora dnia im sprzyjała, w ciemnościach łatwiej skryć było się przez niepożądanym wzrokiem, a musieli zakładać, że strażnicy z Candlekeep mogli ich szukać po okolicy. Dla Len i Imoen, nieźle znających przylegające do twierdzy lasy, ciemność nie była żadną przeszkodą. Elfka poprowadziła ich w kierunku jaskini, którą kiedyś zamieszkiwał ukrywający się przed ścigającymi go paladynami wampir. Weszli niechętnie do ciasnego wnętrza, potrzebowali jednak odpoczynku, a rozbijanie obozu na otwartej przestrzeni mogło przyciągnąć czyjąś uwagę. W głębi jaskini znajdowało się niewielkie jeziorko z chłodną, słodką wodą, mogli więc napić się i opłukać z pokrywającego ich obficie brudu.
"Czo teras srobimy?" Zapytała Imoen, z ustami pełnymi kawałków czerstwego chleba.
"Musimy spotkać się z księciem." Odpowiedziała Lenaia, zajęta próbą naprawienia swojego zniszczonego ubrania. Po chwili odrzuciła nitkę ze złością. Nigdy nie miała cierpliwości do robót domowych. Yeslick wyjął jej z dłoni kawałek tkaniny i z zadziwiającą zręcznością zabrał się za szycie. Wzruszył ramionami, gdy napotkał jej pytające spojrzenie.
"A jeśli do księcia dojdą wieści o tym, co stało się w Candlekeep?"
"Przecież nie zrobiliśmy niczego złego. Ani książę, ani Scar nie wyglądali na ludzi, których łatwo zwieść podobnymi oskarżeniami. Myślę, że pozwolą nam na wyjaśnienia."
"Zgadzam się." Powiedział głośno Yeslick. "Wracajmy do Wrót Baldura i rozmówmy się ze Scarem, on przekaże naszą wersję wydarzeń księciu."
Viconia prychnęła głośno. Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę.
"Po pierwsze, najpierw musimy przedostać się do miasta, a to może nie być takie łatwe." Rzekła spokojnie kapłanka, z lekką nutą wyższości w głosie. "Po drugie, myślę, że twój brat zrobi wszystko, aby twoje słowa nie dotarły do uszu księcia. Będzie miał na to aż nadto czasu i środków."
"Czyli uważasz, że powinniśmy się ukrywać w nieskończoność?" Zapytała Imoen.
"Czemu nie." Odpowiedziała Viconia. "I dobrze zrobicie, jak mnie posłuchacie, bo w snuciu intryg nienarodzony drow byłby lepszy od was."
"Nie możemy się ukrywać." Pokręciła głową Leiana. "Im dłużej będziemy zwlekać, tym kłamstwo bardziej wbije się w świadomość ludzi. Kilka dni więcej i ciężko będzie kogoś przekonać o naszej niewinności."
"Jak ktoś będzie chciał w nią uwierzyć, to uwierzy. A jak wygodniej mu będzie myśleć, że jesteśmy winni, to tak będzie myślał."
"Coś jest w tym, co mówisz, drowko." Mruknął Yeslick. "Ale zgadzam się z Len. Nie możemy zwlekać. Nie wiemy, co Sarevok planuje. Czas działa na jego korzyść, nie naszą."
"Możemy dostać się do miasta niepostrzeżenie?" Zapytała krasnoluda Lenaia. Pokręcił głową.
"Bez twojego chłoptasia nigdy nie znajdziemy odpowiedniego przejścia kanałami. A o innych drogach nie słyszałem."
Lenaia pomyślała o Coranie, który został w mieście i nagle poczuła ogromną tęsknotę. I wyrzuty sumienia, gdy uświadomiła sobie, że od dobrych dwóch dni nie pomyślała o nim ani razu. Yeslick dostrzegł zmianę wyrazu jej twarzy i zinterpretował ją po swojemu.
"Nie martw się, dziewczyno, na pewno nic mu nie jest. Jest zbyt cwany, aby dał się złapać."
"Może moglibyśmy wysłać mu wiadomość?" Zapytała Imoen, odganiając nietoperza, który, najwyraźniej zbudzony ich rozmową ze snu, przeleciał jej nad głową, zirytowany obecnością intruzów w swoim legowisku.
"Nie prościej po prostu w przypadku zatrzymania przez strażników zażądać widzenia z komendantem? Ktoś na pewno widział nas u księcia i potwierdzi nasze słowa. Nikt nie zaryzykuje gniewu Scara czy Eltana."
Yeslick podrapał się po głowie.
"Może to i dobry plan, sam nie wiem. Chyba i tak nie mamy wyjścia."
Lenaia wypowiedziała formułę zaklęcia i stosik drewna ułożony pieczołowicie przez Kivana zapłonął niewielkim ogniem. W głębi jaskini było zimno. Imoen przysunęła się go ogniska i wyciągnęła dłonie.
"Się porobiło." Mruknęła cicho.
"Ano." Ogień na chwilę przygasł, więc Lenaia wsunęła pomiędzy żarzące się kawałki drewna kij i poruszała nim lekko. W górę buchnęły iskry, co zmusiło Imoen do błyskawicznego schowania rąk. Rudowłosa dziewczyna spojrzała wrogo na siostrę. Elfka uśmiechnęła się lekko.
"To był Sarevok, prawda?" Zapytała po chwili Imoen.
Lenaia spojrzała na nią pytająco.
"Ten, kto zabił Goriona. Po tym, co powiedział wam w bibliotece… to musiał być on, prawda?"
"Tak myślę." Odpowiedziała elfka, pocierając skronie dłońmi. Była zmęczona.
"Dlaczego? Jeśli chodziło mu o ciebie, to w Candlekeep miał więcej niż jedną okazję, by cię dostać."
"Może teraz byliśmy mu potrzebni do oskarżenia nas o zabójstwo Rieltara."
"Czyli myślisz, że on zabił również swojego ojca? Dlaczego?"
"Jeśli on też jest…" Lenaia przełknęła głośno ślinę. "Jeśli też jest dzieckiem Bhaala, to Rieltar nie jest jego prawdziwym ojcem."
"Z tego co opowiadał Yeslick, ten rivvin raczej nie wygląda na kochającego opiekuna." Dodała Viconia. "Twój brat mógł mieć bardzo wiele powodów."
"Nie jest moim bratem. Nie wiem, ile razy mam wam to powtarzać."
"Zaprzeczanie rzeczywistości niewiele w naszej sytuacji pomoże." Odrzekła szyderczo kapłanka. "Pogódź się z tym wreszcie i wykorzystaj dla własnej korzyści."
"Mam powołać się na więzy rodzinne i zaproponować wspólną herbatkę i ciastka? Czy wspólne wyrzynanie wiosek?"
"Każesz Len dogadać się z mordercą jej ojca? Ty, drow?" Zapytała zdumiona Imoen. Viconia spojrzała na nią pogardliwie.
"Naucz się wreszcie, Imoen, że cel można osiągnąć różnymi sposobami. To kwestia przetrwania. A takie uczucia stanowią tylko o twojej słabości."
Kivan rzucił kapłance wrogie spojrzenie, ale tym razem nic nie powiedział. Po ich ostatniej sprzeczce Lenaia myślała, że drużyna rozpadnie się na dobre, ale na szczęście szybka interwencja przyjaciół zażegnała kryzys. Elfka nie miała ochoty na powtórkę.
"Myślę, że wszyscy powinniśmy się przespać." Powiedziała szybko. "Jutro czeka nas długi dzień."
Ruszyli z samego rana. Główny trakt omijali z daleka, znali już jednak na tyle dobrze teren, że nie sprawiło im to żadnego problemu. Na kolejny nocleg zatrzymali się w małym, leszczynowym zagajniku. Nie palili już ognia, byli tak blisko miasta, że na pewno zwróciliby na siebie czyjąś uwagę. Rankiem obudziły ich głosy rybaków, zarzucających sieci w rzece płynącej obok twierdzy. Gdy tylko opuścili zagajnik, podszedł do nich jakiś niepozornie wyglądający mężczyzna. Rozejrzał się wokół czujnie i uśmiechnął się.
"Wiedziałem, że na was tu natrafię." Gdy zobaczył ich dłonie położone na broni, potrząsnął szybko głową. "Nie mam wobec was złych zamiarów. Wręcz przeciwnie, chciałbym wam pomóc."
"Kim jesteś?" Zapytała Lenaia, mierząc go złym spojrzeniem.
"Jestem człowiekiem interesu. Zajmuję się przemycaniem towarów z Amnu do Wrót Baldura."
"I czego przemytnik chce od nas?"
"Wokół miasta kręcą się najemnicy i wypytują o was. Strażnicy również mają rozkaz was wypatrywać. Ponoć będziecie chcieli wedrzeć się do miasta." Spojrzał na nich chytrze. "Chciałbym wam w tym pomóc."
"A skąd ta chęć pomocy z twojej strony?"
"Czy to nie oczywiste?" Prychnął. "Liczę na zapłatę."
"A jaką mamy gwarancję, że nie sprzedasz nas strażnikom?" Zapytała Imoen.
Przemytnik spojrzał na nią urażony.
"Nie utrzymałbym się długo w tym interesie, jakbym tak łatwo łamał dane klientowi słowo."
"Daj nam porozmawiać."
Lenaia spojrzała pytająco na przyjaciół.
Viconia wzruszyła ramionami, Kivan nie powiedział nic, a Yeslick rzekł:
"To może być nasza szansa, dziewczyno. Jakkolwiek mierzi mnie konieczność zadawania się z jemu podobnymi, to jednak nie chciałbym ponownie znaleźć się w lochach Żelaznego Tronu."
"Dobrze więc." Zwróciła się elfka do przemytnika. "Rób, co uważasz za stosowne."
Mężczyzna uśmiechnął się promiennie na te słowa.
"Nie pożałujecie. Czekajcie w zagajniku. Do wieczora wszyscy będziecie w mieście."
