Przemytnik dotrzymał danego drużynie słowa. Pierwszą przeszmuglował Lenaię, zawiniętą w bogato zdobiony dywan z Cormyru. Imoen przejechała w skrzyni wśród innych pakunków z Neverwinter, Kivan jako ochrona karawany z Tethyru, Viconia wśród egzotycznych kurtyzan z przewoźnego burdelu, a Yeslick w beczce śledzi. Zapłacili sporo, ale po przejściu przez bramę wtopili się sprawnie w tłum, a po kilku godzinach wszyscy spotkali się na piętrze Elfiej Pieśni. Lenaia zapytała Vincenza o Corana, ale ten pokręcił głową, dziwnie unikając jej wzroku.

"Nie widziałem go od dwóch dni. Nagle zabrał wszystkie swoje rzeczy i zniknął."

"Tak po prostu?"

"Nie pytałem, co planuje. Czasem lepiej nie wiedzieć."

Lenaia zgodziła się z nim w duchu i wróciła do reszty przyjaciół. Dręczył ją niepokój, nie potrafiła jednak określić jego źródła. Pomyślała o Coranie. Jego zniknięcie było niespodziewane, czarodziejka jednak miała niejasne przeczucie, gdzie mógł się podziać. Nie była to pocieszająca myśl.

Nie zdążyli dobrze się rozgościć, a rozległo się głośne pukanie do drzwi. Gdy Lenaia wyjrzała na zewnątrz, przed drzwiami stał karczmarz, ze spuszczoną głową.

"Wybaczcie. Karczmę obstawiła straż. Domagają się waszego wyjścia."

"Ty im doniosłeś?" Zapytała elfka, czując narastającą złość. Vincenzo pokręcił głową. "Od dwóch dni obserwują wszystkie karczmy. Moja nie jest wyjątkiem."

"Mogłeś nas uprzedzić."

Jeszcze bardziej spuścił wzrok, wyraźnie zakłopotany.

"Naraziłem się już straży wcześniej. Nie mogę ryzykować, inaczej zamkną karczmę. Przykro mi."

Kivan wyjrzał przez okno.

"Co najmniej trzech strażników na zewnątrz, pewnie dwa razy tyle w środku." Powiedział spokojnie, patrząc na resztę. "Możemy się przebić, ale będą ofiary."

Yeslick przełożył topór z jednej ręki do drugiej.

"Niech przyjdą. Łatwo się nie damy."

Lenaia spojrzała na Viconię. Drowka pokręciła głową.

"Odłóżcie broń." Powiedziała Lenaia, mając nadzieję, że nie będzie żałować tej decyzji.

Gdy zeszli na dół, podeszło do nich pięciu strażników. Nie widzieli ich wcześniej.

"Mamy rozkaz was aresztować i odprowadzić do kwatery głównej Płomiennej Pięści. Jesteście oskarżeni o zabójstwo. Chodźcie z nami albo zostaniecie zabici na miejscu. Wybór należy do was."

"Nie jesteśmy mordercami!" Krzyknęła, nie mogąc się powstrzymać, Imoen.

"Nie nam to osądzać. O tym zdecyduje komendant."

"Dobrze więc." Na dźwięk słowa "komendant" Lenaia uspokoiła się nieco. Najbardziej bała się, że nikt nie dopuści ich do Scara. "Prowadźcie do komendanta."

Poprowadzili ich przez miasto. Ich mały orszak przyciągnął sporą liczbę gapiów i gromadę biegnących za nimi dzieciaków. Ludzie szeptali między sobą i wskazywali ich palcami. Viconia wymruczała pod nosem kilka obelg w ich kierunku.

Gdy weszli do kwatery Płomiennej Pięści otoczyła ich gromada strażników. Wśród nich nie było ani jednej znajomej twarzy. Wyglądali też inaczej. Mundury mieli zabrudzone, ich twarze nosiły liczne blizny, miny też mieli niezbyt zachęcające. Ich broń też była różnej maści, zamiast służbowych halabard mieli zwykłe miecze, a niektórzy nawet topory i młoty bardziej pasujące do bandytów czy barbarzyńców z północy niż strażników. Rozstąpili się nagle i spomiędzy nich wyszedł szczupły mężczyzna w sile wieku, o wschodnich rysach twarzy. Uśmiechnął się szeroko na ich widok.

"A oto i niesławni mordercy w końcu stanęli przed obliczem sprawiedliwości. Jestem Angelo Dosan, dowódca Płomiennej Pięści. Będę waszym sędzią, wyrocznią i katem. Wybaczcie to banalne stwierdzenie…"

"Nie zrobiliśmy niczego złego!" Zawołała Imoen.

"Chcemy rozmawiać ze Scarem albo z księciem Eltanem." Powiedziała Lenaia, czując, że ogarnia ją zimna furia.

"Są niedostępni." Odpowiedział Angelo, uśmiechając się jeszcze szerzej.

Elfka zrobiła krok w jego kierunku, na co stojący najbliżej strażnik wyciągnął broń i przystawił do jej piersi. Oparła się lekko i poczuła jak ostrze kłuje jej delikatną skórę. Zmierzyła obecnego komendanta wzrokiem, starając się wyczuć jego intencje.

"Pracujesz dla Sarevoka, prawda?" Powiedziała w końcu cicho. "Wypuść nas, a zapłacimy ci więcej niż on."

Angelo roześmiał się głośno.

"Odwołujecie się do mojej chciwości, sprytne, ale skazane na porażkę. Nie jestem na tyle głupi, aby zadzierać z kimś takim, jak Sarevok, zostawiam to takim jak wy."

Viconia zmierzyła go złym wzrokiem.

"Napawaj się teraz, iblith, ale już niedługo zetrę ci ten uśmiech z twarzy." Syknęła. Najbliższy strażnik zwinął dłoń w pięść i uderzył ją w twarz tak, że zatoczyła się do tyłu i upadłaby, gdyby nie wpadła na drugiego strażnika. Ten szarpnął ją za ubranie, zrywając z niej krótką tunikę, którą nosiła. Yeslick i Kivan rzucili się na niego, ale pozostali strażnicy zdawali się tylko na to czekać. Na elfa i krasnoluda spadł taki grad ciosów, że obaj po chwili upadli na ziemię, chroniąc co wrażliwsze części ciała.

"Powstrzymaj ich." Zawołała do Angela błagalnie Lenaia, przytrzymywana przez jednego ze strażników. Komendant przyglądał się całej scenie z zainteresowaniem, ale spojrzał na elfkę, uśmiechnął się lekko i powiedział krótko.

"Dość!"

Strażnicy posłuchali go natychmiast.

"Podnieście ich!"

Wkrótce wszyscy stali na nogach, Kivan i Yeslick dość chwiejnie. Kapłanowi z nosa kapała krew, elf miał opuchnięte oko tak, że nic przez nie nie widział.

Angelo ponownie zwrócił się do Lenai:

"No to skoro wszystkie formalności mamy już za sobą, pozostaje mi tylko wydać wyrok. Dość długo nad tym myślałem. Ogłaszam więc, że skazuję was na śmierć przez powieszenie za morderstwo, kradzież, gwałt, podpalenie i wiele innych zbrodni. Wyrok będzie wykonany na bazarze, aby każdy mógł przekonać się, jak pod nowymi rządami traktuje się morderców."

"Jesteś prawdziwym nikczemnikiem, komendancie." Kivan splunął mu pod nogi krwią z rozbitej wargi. Angelo spojrzał na niego z zainteresowaniem.

"Prawdziwie interesująca z was gromadka. W innych okolicznościach mogłoby być mi nawet was szkoda." Powiedział w końcu.

Lenai przyszła do głowy jeszcze jedna myśl.

"Chcę w takim razie zobaczyć się z Sarevokiem." Angelo zastanowił się przez chwilę.

"Chyba wypada mi spełnić wasze ostatnie życzenie, w dodatku padające z ust tak pięknej kobiety." Mrugnął do niej. Obiecuję, że spotkacie się z nim przed waszą śmiercią.

Kiwnął do strażników. Ci chwycili ich brutalnie i powlekli w kierunku przejścia do więzienia. Uderzona Imoen upadła na posadzkę. Lenaia zaklęła głośno po elficku.

"Nie uszkodźcie ich za bardzo, niech na egzekucję dojdą o własnych siłach!" Zawołał za nimi Angelo. "I kobiety zostawcie w spokoju, to rozkaz Sarevoka."