Lenaia zdusiła przekleństwo. Głupia, głupia, po trzykroć głupia. Wprowadziła swoich przyjaciół prosto w paszczę smoka. Chciało jej się płakać ze złości. W dodatku, nie wiadomo dlaczego, kręciło jej się dziwnie w głowie. Może miało to coś wspólnego z zapachem stęchlizny, kału, wymiocin i starych szmat. Gdzieś z sąsiedniej celi dobiegł cichy, znajomy jęk.

„Imoen!" Krzyknęła bezsilnie.

„Cicho tam!" Przed kratami jej celi pojawiło się światło pochodni, które chwilowo oślepiło elfkę. Po chwili dostrzegła strażnika stojącego przed kratą. Trzymał w dłoni długi kij. Lenaia cofnęła się pod przeciwległą ścianę, gdy rozpoznała w nim jednego z ludzi nowego komendanta.

„Jeśli usłyszę choć jeden dźwięk dobiegający stąd, wyrwę język tobie i wszystkim twoim wspólnikom jeszcze przed egzekucją." Warknął.

Elfka nie odpowiedziała. Strażnik odczekał chwilę, ale nie doczekawszy się żadnej reakcji, sapnął z zadowoleniem i odszedł. Znowu zapadła ciemność. Gdy ucichły jego kroki, Lenaia wymruczała pod nosem zaklęcie. Chybotliwe światło pojawiło się nad jej głową, zamigotało i zgasło, a jej samej zakręciło się w głowie tak, że by upadła, gdyby nie złapała się zwisającego ze ściany łańcucha. Zrobiło jej się nagle niedobrze, aż chwyciła się za brzuch, zgięła w pół i zwymiotowała. Otarła usta, gdy zza pleców dobiegł ją cichy chichot. Odwróciła się ze strachem, bo nie zauważyła dotychczas nikogo. Coś, co wcześniej uznała na stos starych szmat robiących za posłanie, poruszyło się, przeciągnęło i wyprostowało.

„Nie działa tu magia, nie działa, he, he, he." Zachichotało ponownie stworzenie, który okazało się być dość odrażającym z wyglądu gnomem. „Kagańcem magów zwą te cele."

„Jesteś magiem?" Zapytała Leiana.

„Neb magiem? He, he, he." Chichot stworzenia mocno drażnił już i tak wystarczająco zszargane nerwy elfki. „Nie. Neb zna tylko kilka sztuczek. Ale widział tu tobie podobnych. Szybko pokornieli i robili, co tylko strażnicy chcieli. Takie ładne dziewczyny jak ty szczególnie długo w tej celi siedziały, razem z Nebem, he he he."

Lenaię ponownie zemdliło. Opanowała się jednak.

„Wiesz, co się dzieje w mieście?" Zapytała.

Gnom pokiwał głową wyraźnie zadowolony z jej pytania, prezentując przy okazji szereg zepsutych zębów. Do Lenai dobiegł słodki zapach zgnilizny. Dziewczyna w myślach przeklęła czułe, elfie zmysły.

„Książę Eltan jest chory, he, he, he. To dlatego Angelo teraz dowodzi. To powinien być Scar, ale dał się zabić."

„Scar nie żyje?" Krzyknęła cicho elfka, zapominając się. Ostrzegawczy syk gnoma sprawił jednak, że szybko zniżyła głos. „Jesteś pewien?"

„Neb słyszał i widział. Od tego czasu inni strażnicy pilnują Neba. Tamci tyle nie bili." Gnom zacharczał i splunął pod nogi. Po chwili spojrzał z ciekawością na elfkę.

„To was szukali za potrójne morderstwo? Nie próbuj zaprzeczać, wiem, że to wy."

„Skąd możesz to wiedzieć?" Zapytała z nieukrywaną złością elfka.

„Morderca zawsze rozpozna mordercę, a potwór potwora. He, he, he. Ty i Neb, jesteśmy tacy sami, he, he, he."

Lenaia spojrzała ze zgrozą na gnoma.

„Ty kogoś zabiłeś?" Zapytała, ale natychmiast przyszło jej do głowy, że wolałaby nie znać odpowiedzi.

„He, he. Zabiłem kilka dzieciaków, pętających się po ulicach. Tyle tego świństwa łazi po mieście, nie?"

Elfka chwyciła się dłońmi za głowę, Neb jednak tego nie zauważył.

„Krzyczą też dobrze, zwłaszcza małe dziewczynki."

Niech on przestanie mówić.

"Takie małe, takie słodziutkie."

Niech tylko przestanie mówić.

Dziewczyna przykryła dłońmi uszy. Niepotrzebnie. Neb zaczął mamrotać niewyraźnie do siebie i ponownie zwinął się w kłębek na prowizorycznym posłaniu. Po chwili dobiegło stamtąd wyraźne sapanie i postękiwanie. Lenaia z trudem powstrzymała się od zwymiotowania. Odsunęła się od niego jak najdalej mogła, nie zważając już, czy znajdzie się w zasięgu broni strażników i skuliła się na zimnej podłodze.

Gorączkowo zaczęła zastanawiać się nad wyjściem z tej sytuacji, opcji jednak mieli niewiele. Ludzie Angela mieli czekać z egzekucją na przybycie Sarevoka, ale elfka wątpiła, aby zmieniło to ich położenie na lepsze. Sarevok. Jej brat. Syn jej ojca? Gorion był moim ojcem i nikt inny. Poczuła ponownie głęboki żal do niego. Wiedział całe moje życie, kim jestem. Przywołało to wyrzuty sumienia, więc zamknęła oczy i znowu pomyślała o Sarevoku. Przypomniała sobie o ich spotkaniu w bibliotece. Nie wiedziała kim był, wydał jej się jednak znajomy. Patrzył na nią dziwnie, trochę tak, jak zwykle patrzyli na nią mężczyźni, którzy jej pragnęli, ale jego spojrzenie było inne, bardziej intensywne, jak drapieżnika, który widzi upatrzoną ofiarę. Zastanowiła się przez chwilę, czy rzeczywiście chce jej śmierci, ale po chwili doszła do ponurego wniosku, że tak. Oszczędził ich tylko chwilowo, bo byli mu potrzebni, aby wziąć na siebie jego winę. Lenaia nie wątpiła, że to on stoi za śmiercią Rieltara, choć nie znała jego motywów. Zabiłeś mojego i swojego ojca. Jakim potworem trzeba być, aby tego dokonać? Spojrzała w przeciwległy kąt celi, na chrapiący obecnie stos szmat. Potwór zawsze rozpozna potwora. Ukryła twarz w dłoniach.

Ocknęła się nagle. Bok i rękę miała całe zdrętwiałe od zimnej podłogi. Gdy otworzyła oczy, zakręciło jej się w głowie. Ściany celi musiały być pokryte runami lub zaklęciami wysysającymi magię. Wiedziała, że choć pewnie normalnie magowie mogli długo wytrzymać w takim więzieniu, nie ona. Magia ze Splotu była jej potrzebna do życia prawie jak oddech. Jeśli pobędzie tutaj kilka dni, będzie bardzo, bardzo chora.

Jakby w odpowiedzi usłyszała cichy chrobot, docierający z korytarza prowadzącego dalej w głąb więzienia.

„Hej, weal, chodź tu!" Dobiegł do niej cichy okrzyk Viconii. Zaczęła nasłuchiwać z nadzieją. Po chwili rozległy się głośne kroki strażnika. Minął szybko jej celę.

„Teraz się doigrałaś, ty elfia kur..." Głos strażnika nagle ucichł i Lenaia usłyszała ciche rzężenie. Po chwili z kracie ujrzała twarz, której nie spodziewała się już zobaczyć więcej.

„Witaj, skarbie." Uśmiechnął się jak zwykle.

„Coran!"

Wyciągnął ręce i przytulił ją na tyle, na ile pozwalały kraty. Po chwili odsunęła się niechętnie, a elf wyciągnął pęk kluczy i otworzył zamek. Chwiejąc się, wytoczyła się z celi. Upadłaby, gdyby jej nie złapał.

„Dobrze się czujesz?" Zapytał ją z troską.

„Niespecjalnie. Uwolnij proszę pozostałych."

Zrobił, jak prosiła i po chwili wszyscy stali w ciemnym korytarzu. Imoen miała ciemny ślad po uderzeniu na twarzy, Viconia wyglądała na równi wyczerpaną jak Lenaia, a Kivan i Yeslick poruszali się z trudem. Lenaia z trudem opanowała wściekłość, gdy przypomniała sobie ciosy strażników, które spadły na jej przyjaciół.

„Dobrze cię widzieć, elfie, muszę to ci przyznać." Mruknął Yeslick. „Mam tylko nadzieję, że nie proponujesz wychodzenia frontowymi drzwiami po trupach strażników. Normalnie nie miałbym nic przeciwko, ale teraz nie jesteśmy w najlepszej formie."

Coran potrząsnął głową.

„Jest ukryte przejście w dolnych korytarzach."

„A strażnicy?"

„Nie staną nam tam na drodze."

Ruszyli za elfem. Lenaia po drodze omal nie potknęła się o leżącego strażnika, tego, który groził jej wyrwaniem języka. Leżał twarzą do ziemi, w kałuży krwi. Nie jest mi go żal. Pomyślała.

Po chwili zaczęli ostrożnie schodzić w głębsze korytarze lochu. Tutaj było jeszcze chłodniej, ale zapach był mniej dotkliwy, a wiszące tu i ówdzie pajęczyny sugerowały mniejszą częstotliwość użytkowania tej części więzienia. Natknęli się na zwłoki kolejnego strażnika. Coran prowadził ich pewnie, aż doszli do odległej celi z wyłamanymi drzwiami. Z cienia wyłoniła się smukła postać. Coran szepnął jej coś do ucha, postać kiwnęła głową i zniknęła w ciemności. Coran wskazał głową na ścianę.

„Tu jest zamaskowane iluzją przejście, w tej chwili otwarte. Trzeba po prostu przejść przez kamienie, tak, jakby ich nie było."

„Kto to był?" Zapytała elfa Lenaia.

„Nasi sojusznicy." Mruknął tajemniczo w odpowiedzi i ruszył przed siebie.

Zrobili jak kazał i po chwili szli już wąskim, niskim, najwyraźniej wydrążonym w ziemi tunelem, który prowadził prosto, aż wreszcie ich oczom ukazał się znajomy widok. I zapach.

„Bueeeee." Jęknęła Imoen. „Znowu kanały."

Lenaia zachwiała się na nogach ponownie. Zacisnęła jednak zęby, gotowa iść jak najdalej się da od przeżyć tej nocy. Od widma egzekucji i od odrażającego gnoma. Gdy pomyślała o nim, znowu złapała się za głowę.

„Neb." Jęknęła.

„Co?" Coran odwrócił się do niej.

„Neb. Gnom. Siedział ze mną w celi. Mówił... mówił, że zabił wiele dzieci. A my zostawiliśmy drzwi do celi otwarte."

„Przejście do tuneli jest zamaskowane. Inaczej nie wyjdzie."

Lenaia pokiwała głową, bardzo chcąc wierzyć, że tak będzie istotnie.

„Musimy gdzieś odpocząć." Powiedziała po chwili.

„Jeszcze trochę cierpliwości, skarbie."

Po godzinie wędrówki kanałami, ledwo trzymali się na nogach. Coran prowadził pewnie, nie mieli innego wyjścia niż podążać za nim. Nikt nie chciał spędzać reszty nocy w kanałach. Musiało już świtać, jednak do wypełnionych szlamem i plugastwem tuneli, którymi się przedzierali, nie docierały żadne promienie słońca. Lenaia już dawno zgubiła drogę, była zresztą zbyt zmęczona, żeby zwracać na nią uwagę. Wiedziała jednak, że jeśli jeszcze spędzą odrobinę więcej czasu bez odpoczynku, to przyjdzie jej się czołgać. Na szczęście Coran zatrzymał się po chwili przed wąskim przejściem i zaczął nasłuchiwać. Powiedział parę słów w ciemność i kiwnął na nich, aby podążyli za nim. W przejściu znajdowały się drzwi, obecnie szeroko otwarte. Minęli stojącą przed nimi szczupłą, ubraną na czarno dziewczynę, która otaksowała ich badawczym spojrzeniem i znaleźli się w nagle zupełnie odmiennym otoczeniu. Sklepienie w pomieszczeniu było niskie, ale ściany ozdobione były jaskrawo barwionymi tkaninami, a pod ich stopami pysznił się gruby dywan. Podeszła do nich skąpo ubrana kobieta, uśmiechnęła się promiennie, objęła Kivana i pocałowała go w policzek. Elf był zbyt zmęczony i poturbowany, żeby nawet próbować protestować.

„Witajcie w Głębokich Piwnicach." Powiedziała słodkim głosem i pociągnęła elfa w stronę otwartych drzwi. Znaleźli się w obszernej komnacie, której centralny punkt stanowiło ogromne, zakryte stosem poduszek łóżko, tak obszerne, że na oko Lenai zmieściłaby się na nim cała ich drużyna, wliczając Yeslicka. Dziewczyna, która ich tu przyprowadziła, wzięła Kivana za rękę i powiedziała:

„Jestem Quenash, do waszej dyspozycji. Proszę, tu macie ubrania na zmianę." Wskazała ręką na leżący na jednym z foteli stos barwnych szat." Rozgośćcie się, zaraz przyniosę coś do jedzenia i picia." Po czym wyszła z pokoju. Coran również zniknął na chwilę, ale wrócił zaraz taszcząc ogromny pakunek, w którym rozpoznali swoją pozostawioną w Elfiej Pieśni broń.

Przebrali się szybko, szczęśliwi, że mogą zrzucić uwalaną brudem i nieczystościami z kanałów odzież. Nowe ubrania, zwłaszcza kobiece, przypominały nieco mocno skąpe wdzianko Quenash, były jednak czyste, a w komnacie było bardzo gorąco. Lenaia osunęła się na ogromny, wymoszczony poduszkami fotel z westchnieniem ulgi. Viconia rozglądała się ciekawie dookoła.

„Przyprowadziłeś nas do burdelu, jaluk." Powiedziała z wyraźną aprobatą w głosie.

„Gdzie my jesteśmy, Coranie?" Zapytała Imoen.

„To eee... rzeczywiście przybytek różnych uciech. Jesteśmy pod Spłonioną Syreną."

„Jest tu bezpiecznie?"

Elf kiwnął głową.

„Nie każdy może tu wejść."

„Rozumiem, że nie powinniśmy się dziwić, że ty akurat dostąpiłeś tego zaszczytu?" Mruknął pod nosem Yeslick i spojrzał surowo na elfa.

„Daj spokój brodaczu, uratował nas." Imoen niespodziewanie stanęła w obronie Corana, spoglądając jednocześnie niepewnie w kierunku Lenai.

„Jakim cudem udało ci się wydobyć nas z więzienia?" Zapytała elfka. Była to w tym momencie znacznie ważniejsza kwestia od upodobań elfa.

„Słyszałem o waszym pojmaniu i czekającej was egzekucji. Poprosiłem o pomoc Gildię Złodziei. To oni rządzą tym przybytkiem."

„Ich pomoc będzie nas kosztować bardzo dużo, jaluk." Powiedziała po chwili Viconia, podczas gdy Lenaia powoli trawiła tę informację.

„Nie miałem innego wyjścia. Tylko oni posiadali środki niezbędne do wydobycia was z więzienia."

„Uratował nas wszystkich, drowko." Warknął Kivan. „Choć raz mogłabyś okazać wdzięczność."

„Co im obiecałeś, Coranie?" Przerwała tę wymianę zdań Lenaia.

„Jesteśmy im winni przysługę."

„Jakąś konkretną?"

„Nie. Po prostu zgłoszą się do nas, jak będą potrzebowali naszych usług."

„Pewnie mogło być gorzej." Mruknęła Lenaia bardziej do siebie niż do innych. Mieli pilniejsze sprawy na głowie.

„Co teraz, Len?" Zapytała Imoen.

„To prawda, że Scar nie żyje?" Odrzekła w odpowiedzi elfka, zwracając się do Corana.

Ten kiwnął głową zasępiony.

„Oficjalna wersja mówi, że zabili go Złodzieje Cienia – coś ala tutejsza Gildia Złodziei, ale z Amnu. Ale to nieprawda. Alatos utrzymuje z nimi kontakty i twierdzi, że to nie oni."

„Więc kto?"

Elf wzruszył ramionami.

„Sporo rzeczy się wydarzyło, jak was nie było. Entar Srebrna Tarcza również nie żyje."

„I też nie wiadomo, kto go zabił?"

„Oficjalna wersja mówi, że jakiś bard, kochanek jego córki, gdy zakazał jej go widywać. Ale..."

„A książę Eltan? Gnom mówił, że jest chory."

„Tak powiadają. Nikt nie widział go od kilku dni."

„Podsumowując, jeśli dobrze wszystko rozumiem, Sarevok zabija Rieltara i przejmuje władzę w Żelaznym Tronie, ginie Scar i dowodzenie nad Płonącą Pięścią spada na robaka o imieniu Angelo, pomagiera Sarevoka, książę Entar umiera i zwalnia miejsce w Radzie Książąt, a jedyna osoba, która przejrzała zamiary Żelaznego Tronu i mogłaby ich powstrzymać, jest co najmniej chora, a może i martwa, tak?"

Yeslick zazgrzytał zębami ze złością.

„Pamiętajcie, że Żelazny Tron kontroluje handel bronią w całym regionie, a nad Wrotami Baldura wisi zupełnie realna szansa na wojnę. Coś mi się wydaje, że wystarczy chwilę poczekać, aż pozostali książęta będą błagać Sarevoka, aby zajął miejsce Entara i obronił ich przed Amnem."

„Jeśli tak się stanie, mellonamin." Powiedział spokojnie Kivan. „Nasze życie nie będzie wiele warte."

„Już teraz wiele nie jest, elfie." Odrzekł Yeslick, szarpiąc ze złością za rękaw nieco przydługiej na niego koszuli.

„Czego by nie powiedzieć o twoim bracie, abbil, zaplanował to bardzo mądrze." Stwierdziła z podziwem Viconia.

„Bracie?" Zapytał głośno Coran i spojrzał na Lenaię. Zapadła głęboka cisza.