Sarevok uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze. Nie miał, jak Angelo, w zwyczaju godzinami dobierać stroju, prawdę mówiąc, najlepiej czuł się w zwykłym ubraniu podróżnym lub w swojej wspaniałej, magicznej zbroi, jednak musiał przyznać sam przed sobą, że w książęcym odzieniu wygląda imponująco. Dobrego humoru nie psuło mu nawet niezadowolenie ostentacyjnie okazywane przez stojącą obok Cythandrię.
"Nie rozumiem, dlaczego nie mogę pójść z tobą na zaprzysiężenie." Powiedziała nadąsana.
"Bo nie jesteś mi tam potrzebna." Mruknął w odpowiedzi.
"Czy Angelo, Semaj i Tamoko będą tam z tobą?"
"Mam dla nich inne zadanie. Ale Winski będzie w pałacu."
"Mam zostać tu sama?"
"Pilnuj kwatery. Nie chcę ryzykować, że ktoś wykorzysta moją nieobecność i spróbuje zakwestionować moje przywództwo nad Żelaznym Tronem."
Prychnęła pogardliwie.
"Niby kto miałby się na to poważyć?"
"Może ci, w których interesy handlowe uderzyły moje ostatnie decyzje?" Zapytał ironicznie. "Konsorcja, z którymi rozwiązaliśmy umowy? Centrala organizacji w Sembii? Głupcy wysłali nawet swoich posłów."
"Gdzie ci posłowie teraz są?" Zapytała niepotrzebnie, bo znała odpowiedź.
"Nie twoja sprawa." Odpowiedział po raz kolejny tego wieczora, odwracając się do niej plecami i ostentacyjnie ignorując jej wściekłość.
"Nie powinieneś iść na zaprzysiężenie sam, bez ochrony."
Sarevok na te słowa odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem.
"I myślisz, kobieto, że ty możesz stanowić moją ochronę?" Wykrztusił, jak już przestał rechotać. "Poza tym nie idę tam sam. Będzie ze mną Kizska i jego stwory."
"Po co ci te wynaturzenia?" Cythandria była tak zdziwiona, że zapomniała o złości.
"Są moim argumentem za wojną z Amn." Odparł z chytrym uśmiechem.
Czarodziejka zastanawiała się przez chwilę.
"Ty… ty chcesz ich zabić, prawda? Pozostałych dwóch członków Rady?" Wyszeptała. "Wtedy nikt nie zniweczy twoich wojennych planów." Dodała po chwili z podziwem.
Mierzył ją przez chwilę wzrokiem. Wytrzymała jego spojrzenie.
"Trzymaj się od tego z daleka i nie wyściubiaj nosa z kwatery. Przyślę po ciebie, gdy będziesz mi potrzebna." Odpowiedział w końcu. Skinęła głową, z trudem opanowując podniecenie.
"W końcu osiągniesz to, do czego zostałeś stworzony. A ja stanę u twego boku."
Zanim Sarevok zdążył odpowiedzieć, rozległo się ciche pukanie do drzwi. Cythandria podeszła do drzwi. Stał za nimi najemnik w barwach Płomiennej Pięści.
"Czego chcesz?" Zapytała kobieta.
Mężczyzna skulił się pod jej spojrzeniem.
"Mam wiadomość od komendanta. Dla Sarevoka Ancheva."
"Daj mi ją."
"Ale…" Urwał w pół słowa, widząc podchodzącego Sarevoka. Ten wyciągnął rękę i najemnik czym prędzej podał mu zamknięty list, po czym, odprawiony machnięciem ręki, z ulgą malującą się na twarzy, opuścił czym prędzej pomieszczenie.
Sarevok przebiegł wzrokiem wiadomość i uśmiechnął się.
"Dobre wieści?" Zapytała czarodziejka.
"Tak." Odpowiedział głosem pełnym zadowolenia. "W końcu wpadli w moje ręce."
"Poszukiwacze przygód, za którymi słałeś listy gończe? Czemu są dla ciebie tacy ważni?"
"Są kolejnym elementem przybliżającym mnie do celu."
"Opowiedz mi, proszę." Poprosiła, trzepocząc uwodzicielsko rzęsami.
Sarevok rzucił na Cythadrię długie spojrzenie. Wiedział, że kobieta próbuje nim manipulować, ale póki mu to odpowiadało, nie zamierzał jej powstrzymywać.
"Dziewczyna też jest dzieckiem Bhaala."
"Dziewczyna? To ta elfka, o której opowiadał Winski?"
"Mhm."
"Angelo ich pojmał?"
"Czekają w celach na śmierć."
"Dziewczyna jest czarodziejką."
Sarevok uśmiechnął się.
"Dla czarodziejów są specjalne cele."
"I co z nią zrobisz?"
"Najpierw… porozmawiam. A potem ją zabiję. Ale nie na rynku, na oczach ludzi, jak chce Angelo. Nie wypada, aby przyszły Wielki Książę brudził sobie ręce ku uciesze motłochu."
"Czujesz różnicę? Gdy ich zabijasz? To prawda, że każda ich śmierć czyni cię potężniejszym?" Zapytała z ciekawością.
Kiwnął głową.
"Wraz ze śmiercią każdego z nich przejmuję ich boską moc."
"Czyli każde dziecko Bhaala ma zginąć z twojej ręki? Czy ich nie są setki?"
"Nie wszystkie mają równą moc. Tylko niektóre warte są tego, bym osobiście się nimi zajął."
"Czyli uważasz ją za wartą twojego zainteresowania?" W głosie Cythandrii było słychać irytację. Sarevok spojrzał na nią z rozbawieniem.
"Ty i Tamoko macie jednak wiele wspólnego." Powiedział, obserwując z przyjemnością, jak piękną twarz kobiety wykrzywia grymas wściekłości na wspomnienie rywalki.
"Ona cię zdradzi." Syknęła. "Myślisz, że mówię to z zazdrości? Widziałam to. I ostrzegam cię przed nią. Wiesz, że mam dar."
Cały dobry nastrój Sarevoka prysnął jak za dotknięciem różdżki maga. Oczy zaczęły świecić mu żółtawym, złowrogim blaskiem.
"Nie igraj ze mną, Cythandrio." Warknął.
"Wiesz, że jedyne, czego pragnę, to byś ziścił swoje plany. Nie chcę, by ktokolwiek stanął ci na drodze."
"I na pewno tylko to tobą kieruje?" Zapytał z pogardą.
"Czyż nie dałam ci wystarczająco dużo dowodów swojej lojalności?" Odpowiedziała gniewnie. "Nie jestem na każde twoje skinienie, na każde twoje polecenie? Jesteś ślepy, jeśli tego nie widzisz. Mam nadzieję, że kiedy zostaniesz bogiem, przejrzysz na oczy i będziesz wiedział, kto ci był wierny, a kto nie." Powiedziawszy to, odwróciła się, zamiotła suknią i wyszła z komnaty.
