Wkrótce wszyscy udali się na spoczynek. Dobrze wiedzieli, że regeneracja sił i leczenie ran zajmą im znacznie więcej niż jeden dzień. Coran poszedł zabrać ich rzeczy z Elfiej Pieśni, nie wracał jednak długo, tak długo, że Lenaia zaczęła niepokoić się, czy aby nie wpadł w tarapaty. Pojawił się jednak wieczorem wraz z resztą ich ekwipunku. Podszedł do Lenai i przytulił ją mocno. Elfka objęła go, ale po chwili odepchnęła lekko. Spojrzał na nią pytająco.

„Nie było ciebie w Elfiej Pieśni, gdy wróciliśmy." Powiedziała cicho, nie patrząc na niego. Nie odpowiedział, tylko zbliżył się do niej ponownie. Odsunęła się.

„Wciąż pachniesz jej perfumami, wiesz?" Zamrugała mocno, ze wszystkich sił starając się nie rozpłakać. Coran odwrócił się. „W sumie nie powinnam być zdziwiona. Od samego początku wiedziałam, kim jesteś, a ty nigdy tego nie ukrywałeś." Elfka mówiła teraz bardziej do samej siebie niż do niego. „Cieszę się, że cię widzę i jestem ci wdzięczna za to, co zrobiłeś, ale teraz chyba wolałabym, abyś odszedł."

Coran znowu podszedł do niej i chwycił ją za rękę.

„Nie potrafię się zmienić i nie wiem w ogóle, czy bym tego chciał." Powiedział powoli. „Ale zależy mi na tobie bardzo i nie zostawię cię w takim położeniu, w jakim teraz jesteś. Można o mnie wiele rzeczy powiedzieć, ale na pewno nie jestem tchórzem." Uścisnął jej dłoń. Uśmiechnęła się blado.

„Nie chcę, aby twoja córka została bez ojca. Żadne dziecko nie powinno wychowywać się bez ojca." Pojedyncza łza stoczyła jej się po policzku. Coran wierzchem dłoni delikatnie starł słony płyn.

„Moja córka cały czas wychowywała się bez ojca, więc przeżyje bez niego jeszcze trochę, a ja nie zamierzam ginąć."

„Poza tym..." Dodał po chwili. „Briel nie jest tobą, a ja nie jestem Gorionem. Nie wiem, czy nadaję się na ojca."

„Na to już za późno."

„Może i tak. Ale wbrew temu, co myśli o mnie krasnolud, umiem wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. A przynajmniej mogę spróbować."

„Mam nadzieję, że ci się uda. A teraz odejdź proszę i zostaw mnie samą."

Coran zrobił krok w stronę wyjścia, ale zawahał się i odwrócił do niej znowu.

„Wiesz, że to, co zrobiłem, nie ma nic wspólnego z twoim pochodzeniem?"

Lenaia spojrzała na niego i pokręciła głową.

„Od początku czułem, że jest w tobie coś więcej niż w innych." Mówił dalej elf. „Ty to nazywasz skazą, ale krew boga w twoich żyłach daje ci możliwości, które możesz wykorzystać w dowolny sposób. Nie musi to być nic złego."

„Bhaal był bogiem morderców. Nie chcę mieć nic wspólnego z możliwościami, jakie mi jego krew daje."

„Nie mamy wpływu na to, kim jesteśmy. Mamy wpływ jedynie na to, jak postępujemy. Tylko ty decydujesz, jak się zachować."

„Mam nadzieję, że masz rację. Naprawdę bym tego chciała."

Elf kiwnął głową i wyszedł z pokoju.

20 Eleasis, 1369

Wrota Baldura

Alatos i jego złodzieje, jak się niedługo później okazało, zrobili dla nas jeszcze jedną rzecz, a tym samym nasz dług wobec nich jeszcze bardziej się powiększył. Skontaktowali nas z Fergusem, jednym z ludzi Scara, który od kilku dni poszukiwał z nami kontaktu. Spotkaliśmy się z nim na zapleczu „Spłonionej Syreny", bowiem do Głębokich Ścieżek, gdzie ukryli nas złodzieje, członkowie Płomiennej Pięści nie mieli dostępu. A przynajmniej tak nam powiedziano. Fergus nie wierzył w oficjalną wersję śmierci Scara, tak samo jak nie mógł znieść, że dowodzi nimi teraz Angelo Dosan, którego uważał za winnego wszelkiego dziejącego się obecnie zła. Zapytał nas, czy popełniliśmy zbrodnię, o którą nas oskarżono, a gdy zapewniłam go, że to tylko pomówienia, odetchnął z wyraźną ulgą.

Wiem, że Scar wam ufał, zresztą nie mam do kogo się zwrócić. Mam wrażenie, że ludzie Angela obserwują każdy mój krok." Z tymi słowami obejrzał się lękliwie wokół, jednak tawerna, w której się znajdowaliśmy, miała tyle bezpiecznych zakamarków, że podsłuchiwanie było niemal niemożliwe. Tak, jakby ktoś specjalnie zbudował ją w celu knucia spisków.

Książę Eltan wciąż jest w swoich komnatach w kwaterze Płomiennej Pięści. Mówią, że jest chory i nie opuszcza swoich pokoi. Pilnuje go na okrągło jego lekarz i strażnicy zwerbowani przez nowego komendanta."

Szybko uknuliśmy plan wydobycia księcia z łap Angela Dosana. Rozpaczliwie potrzebowaliśmy sojuszników, zwłaszcza takich, którzy nie musieli ukrywać się w cieniach i mogli jawnie stanąć w naszej obronie. I nad których motywami działania nie musieliśmy się zastanawiać. Szturm na kwaterę Płonącej Pięści nie brzmiał może jak najlepszy z planów, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Kilku strażników wiernych Scarowi miało stanąć po naszej stronie i wpuścić nas do środka. A potem? Nie obejdzie się rozlewu krwi, bo wątpię, aby ludzie Angela chcieli z nami współpracować, zwłaszcza, jeśli mieli rozkaz nie dopuszczać nikogo do księcia. Kiepski sposób, aby dowieść swojej niewinności, jak przytomnie zwrócił uwagę Yeslick, ale nieunikniony. Na pocieszenie stwierdziłam, że spróbuję ponegocjować, co Viconia skwitowała pogardliwym prychnięciem. Wieczór miał pokazać, jak wszystko się potoczy dalej.

Gdy zaszło słońce, przygotowaliśmy skrzętnie swój ekwipunek. Za resztę naszych pieniędzy Coran zakupił od złodziei kilka mikstur leczących i kołczan różnych strzał, którymi ostrożnie podzielił się z Kivanem. Łowca obejrzał je dokładnie z dziwnym wyrazem twarzy, co kazałoby mi w innych okolicznościach zastanowić się nad ich przeznaczeniem, teraz jednak nie mieliśmy na to czasu. Brak czasu na rozmyślania był dla mnie zbawienny, bo wszystkie zdarzenia wokół nas skutecznie odwracały moją uwagę od ostatnich bolesnych przeżyć oraz o rozmyślaniu nad moim przeznaczeniem.

Do kwatery Płomiennej Pięści ruszyliśmy kanałami. Już zaczęłam się do nich przyzwyczajać, a zważywszy na to, że byliśmy poszukiwani przez strażników, przejście nimi było znacznie bezpieczniejsze niż wędrowanie ulicami miasta. Tym razem mieliśmy przewodniczkę w osobie Czarnej Lilii z Gildii Złodziei, co pozwoliło nam w miarę suchą nogą przejść większość drogi. Gdy wyszliśmy z kanałów, poczuliśmy na twarzach drobne krople ciepłego, letniego deszczu.

Tutaj się pożegnamy." Powiedziała Lilia i zniknęła w mroku pobliskiego zaułka. Przeszliśmy może kilkadziesiąt kroków, gdy podbiegła do mnie mała dziewczynka i wcisnęła mi w dłoń kawałek papieru. „Wieczorem. Hala Cudów. Nie pożałujesz. Bądź sama." Głosiła wiadomość.

Pół godziny później Lenaia stała w cieniu wysokich, smukłych kolumn otaczających Halę Cudów. Na szczęście budynek znajdował się niedaleko kwatery Płomiennej Pięści, więc po krótkiej, choć gwałtownej wymianie zdań, w miarę niepostrzeżenie udało im się prześliznąć do umówionego punktu. Towarzysze elfki ukryli się w pobliżu, podczas gdy ona sama weszła na kamienne stopnie prowadzące do głównego wejścia. Lenaia oparła się o kolumnę, mając głęboką nadzieję, że nie popełniła kolejnego głupiego błędu, które jej się ostatnio tak często zdarzały. Ale nie mogli sobie pozwolić na przeoczenie żadnej możliwej pomocy. Po kwadransie oczekiwania Lenaia usłyszała cichy szelest i spomiędzy kolumn wyszła niewysoka, niewątpliwie kobieca postać. Podeszła do elfki i zdjęła kaptur. Ruchy miała zwinne, miękkie, niemal kocie, a rysy twarzy urodziwe, bez wątpienia pochodziła z Kara-Tur.

„Cieszę się, że zdecydowałaś się ze mną spotkać." Powiedziała do elfki.

„Kim jesteś?" Zapytała Lenaia, mierząc kobietę spojrzeniem, w którym nie zdołała ukryć swojej ciekawości.

„To nieistotne." Odpowiedziała kobieta krótko, po czym dodała: „Są pewne rzeczy, które musimy sobie wyjaśnić. Zanim jednak zaczniemy rozmawiać, chcę, abyś obiecała, że spełnisz moja prośbę."

„A co to za prośba?"

„Po prostu obiecaj. Nie zaszkodzi ci moja obietnica, daję ci moje słowo. Na tym, co ci powiem, możesz tylko skorzystać."

Lenaia wahała się tylko przez chwilę.

„Dobrze, obiecuję, że zrobię o co prosisz."

„Dziękuję." Nieznajoma uśmiechnęła się pięknie, choć smutno. „Moja prośba może ci się wydać dziwna. Chciałabym, abyś przeciwstawiła się Sarevokowi. To on odpowiada za wszystkie twoje utrapienia. Przeszkodź jego planom i pozbaw wiary w sukces. Ale obiecaj mi, że zostawisz go przy życiu. Ja zaś... pomogę mu przejść przez życie jak mężczyźnie... a nie jak bogu, za którego się uważa."

„Nie wiem, jak miałabym tego dokonać. Poza tym... to on chce mnie zniszczyć, nie ja jego. Ja staram się głównie przeżyć."

„On chce zniszczyć wszystkich, nie tylko ciebie. Ty go interesujesz, bo dzielisz z nim dziedzictwo i pochodzenie. Jesteście jednej krwi..." Kobieta umilkła na chwilę i spojrzała uważnie na Lenaię. „Widzę, że cię to nie zaskoczyło." Powiedziała po chwili, gdy elfka milczała. W wyrazie twarzy czarodziejki musiała jednak wyczytać więcej, bo dodała:

„Niepokoi cię to? Nie powinno. Potwory są nam często bliższe niż bylibyśmy skłonni przyznać. Jesteście rodzeństwem i ścieżki którymi podąża on, otwarte są i dla ciebie. Choć on swoimi podąża od wczesnego dzieciństwa. Ty miałaś Goriona, który cię wychował... Sarevok zaś nie miał nikogo. Czerpie siłę ze swej nienawiści, z myśli, żeby wznieść się ponad innych. Jego boska krew popycha go ku podbojom. Ale myślę, że służy innemu, choć nic o tym nie wie."

„Służy innemu? Co masz na myśli?"

„Dziecko staje się ojcem... lub takie jest jego pobożne życzenie. Krew wzywa i domaga się swoich praw. Mędrzec Alaundo przepowiedział przez wiekami, że Pan Zbrodni zginie, a z jego zguby zrodzą się jego śmiertelni dziedzice. Z ich powodu rozpęta się chaos, ale co z niego wyniknie? Czujesz głód władzy i słyszysz jej podszepty? Sarevok wierzy, że to prawda. Pragnie rozpętać bezsensowną wojnę. Myśli, że dzięki przelanej krwi, stanie się... kim? Może to i prawda, nie mogę go jednak stracić dla takiego przeznaczenia."

Zapadła cisza. Przez głowę elfki przetoczyło się z tuzin pytań, które mogłaby zadać tej kobiecie, która w oczywisty sposób wiedziała o niej bardzo dużo. Zapytała jednak:

„Kochasz go, prawda?" Kobieta uśmiechnęła się do niej.

„Pozostanę z nim, aż do mojej śmierci, jeśli będę miała w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia. Więcej nie musisz nic wiedzieć. Uratuję człowieka przed bestią, jaką chce zostać, bo nie wierzę, że on przeżyje realizację swoich planów. On uważa, że jest wybrańcem i stanie się kimś... większym niż jest. Nie podzielam jego wiary. Bogowie nie dzielą się swoją władzą, zwłaszcza tacy, którzy umieli przewidzieć swoją śmierć."

„Co mogę zrobić?"

„Spełnisz moją obietnicę?"

„Przysięgam na Seldarine, że zrobię wszystko, aby pozostawić go przy życiu." Powiedziała Lenaia.

„Dziękuję ci. Wyjawię ci kilka sekretów, aby ci pomóc. Księcia Eltana można jeszcze uratować, ale myślę, że o tym wiesz. Entara jednak zabito i nie da się nic na to poradzić. Mordercy działali skrycie, ale wiem, kim są i gdzie można ich znaleźć. Musisz udać się do Głębokich Piwnic, wnioskuję, że ty albo twoi towarzysze wiedzą, gdzie to jest. Tam znajdziesz Slythe'a i Krystin, dwa bydlęta w ludzkiej postaci, uwielbiające gwałty, na jakie pozwala im Sarevok. Zmuś ich do mówienia, a dowiesz się wiele o ich planach."

„Odszukam ich."

„Jest jeszcze ktoś... Na trzecim piętrze siedziby Żelaznego Tronu znajdziesz kobietę, której wpływy zatruły duszę Sarevoka. Nazywa się Cythandria, ale uważaj, bo ma wielką moc. Też stara się o względy Sarevoka, choć rada jest z jego dążenia do samozniszczenia, dopóki czerpie z niego korzyść. Idź tam podczas uczty koronacyjnej, bo większość z nas będzie wtedy w Pałacu Książęcym. Teraz muszę już iść, zanim ktoś nas zobaczy. On nie może się dowiedzieć, że ci pomogłam. Nie wydaj mnie." Z tymi słowami zniknęła w cieniu kolumn otaczających wejście do Hali Cudów.