Lenaia obeszła ciało strażnika, uważając, by nie wdepnąć w krew, powoli krzepnącą na posadzce. Wciąż czuła lekką euforię. Walka była krótka, ale brutalna. Z pomocą wiernych Scarowi strażników szybko przejęli kontrolę nad dolnym piętrem kwatery Płomiennej Pięści. Przydały się też nowe zaklęcia, których elfka niedawno się nauczyła. Nie splatała ich tak instynktownie, jak tych, które znała od dawna, ale powoli nabierała w nich wprawy. Potrząsnęła dłonią, aby pozbyć się dziwnego mrowienia, które pozostawiał czar kamiennej skóry. Gdyby nie on, elfka niemal na pewno znajdowałaby się wśród rannych, których opatrywali właśnie Viconia i Yeslick. Strażnicy zdawali się dobrze wiedzieć, kto dowodzi drużyną. Albo po prostu chcieli jak najszybciej wyeliminować z walki wrogiego czarodzieja. Imoen najwyraźniej myślała tak samo, bo powiedziała nagle:
"Dobrze, że masz te nowe zaklęcia, Len. Inaczej różnie mogłoby być." Wzdrygnęła się zauważalnie.
"Co ma być, to będzie." Mruknęła filozoficznie elfka. "Co teraz?" Zwróciła się do Fergusa, który właśnie owijał sobie kawałkiem nasączonej dziwnym specyfikiem szmaty zranione przedramię, mrucząc pod nosem przekleństwa. Zacisnął opatrunek i zachwiał się z bólu tak, że upadłby, gdyby elfka nie pospieszyła mu z pomocą.
"Musicie znaleźć księcia." Wymamrotał niewyraźnie. "Znasz drogę."
Elfka kiwnęła głową. Przywołała swoich towarzyszy i ruszyli schodami na górę do gabinetu, w którym książę Eltan udzielał im audiencji. Gabinet był pusty, jeśli nie liczyć porozrzucanych wszędzie dokumentów. Lenaia skupiła się przez chwilę, po czym skinęła głową w stronę znajdujących się na przeciwległej ścianie drzwi. Gdy wpadli do środka, pochylający się nad łóżkiem człowiek gwałtownie odskoczył. Na łóżku ledwo rozpoznali leżącego księcia Eltana. Był straszliwie blady i wychudzony, miał pokrytą dziwnymi plamami twarz i niemal zupełnie siwe włosy. Nie przypominał ani trochę charyzmatycznego wojownika, jakiego widzieli wcześniej. Oddychał ciężko przez otwarte usta. Człowiek z emblematem medyka na szacie skrzywił się na ich widok.
"Czego tu szukacie? Nie widzicie, że książę jest chory?"
"Odsuń się od łóżka." Warknęła Lenaia. Na podkreślenie wagi jej słów Coran i Kivan wyciągnęli miecze w stronę nieznajomego. Ten syknął i rzucił się do ucieczki. Nie ścigali go. Yeslick pochylił się nad leżącym księciem i przytknął mu do ust butelkę z miksturą.
"Dzię… dziękuję." Wychrypiał słabo książę. Widać było, że magiczny płyn przyniósł mu ulgę. Oddech stał się spokojniejszy, a skóra nabrała bardziej naturalnego koloru.
"Zbyt długo ta bestia trzymała mnie bez sił. Może gdyby nie to, mógłbym zapobiec śmierci Scara." Skrzywił się na te słowa, albo może wciąż odczuwał ból. Zakaszlał.
"Oszczędzaj siły, książę." Powiedziała Lenaia, podczas gdy Yeslick i Viconia szeptali zaklęcia leczące, które im zostały.
"Len, co teraz zrobimy?" Zapytała Imoen. "Nie możemy go tu zostawić."
"Zabierzcie mnie do budynku zarządcy portu." Szepnął książę. "To mój dobry przyjaciel, pomoże mi ukryć się. Angelo nie będzie zadowolony, gdy dowie się, że wciąż jestem wśród żywych."
Wymienili powątpiewające spojrzenia. Czym innym było krycie się za tarczami żołnierzy, a czym innym targanie półprzytomnego księcia przez pół miasta i to tak, by nikt się nie zorientował, gdzie się udają. Książę musiał spostrzec ich wątpliwości.
"W piwnicy jest przejście do kanałów, wskażę wam je. Ale w kanałach musicie zorientować się sami. Nie bywałem tam zbyt często." Książę próbował roześmiać się z własnego kiepskiego żartu, ale śmiech szybko przeszedł w napad kaszlu.
Lenaia wzruszyła ramionami. Byli ostatnio w kanałach tak często, że zrobiły się prawie przyjazne i znajome.
Do dzielnicy portowej dotarli zaskakująco szybko, głównie dzięki Coranowi, który tę część kanałów znał całkiem nieźle. Budynek kapitanatu na szczęście dla nich nie był strzeżony, więc szybko bocznym wejściem przedostali się do środka. Pomogło również to, że książę był w stanie sam zrobić kilka kroków i nie musieli wnosić do go środka, co z pewnością przykułoby czyjąś uwagę. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, książę osunął się na ziemię. Zarządca szczęśliwie był na miejscu. Zdumiał się niemiłosiernie na ich widok, ale gdy tylko otrząsnął się z zaskoczenia, szybko przejął od nich księcia i obiecał ukryć go w bezpiecznym miejscu. Nie musieli wiedzieć, gdzie.
"Zdobądźcie dowody, że to Sarevok za wszystkim stoi." Wyszeptał Eltan, gdy odzyskał przytomność. "Pokażcie je Beltowi. Pałacu wciąż strzegą wierni nam ludzie, wpuszczą was, gdy pokażecie im ten sygnet." Po czym niezdarnie zsunął z dłoni pierścień i podał Lenai. Elfka wsunęła go na palec.
"Zrobimy, co w naszej mocy." Powiedziała i ukłoniła się krótko. Wymknęli się z budynku. Było ciemno. Gdy spojrzeli na niebo, ocenili, że jest koło północy.
"Len, gdzie teraz?" Zapytała siostrę Imoen.
"Do Głębokich Piwnic. Odpowiedziała stanowczo elfka. Jeśli wcześniej miała wątpliwości, czy zaufać tajemniczej nieznajomej przy Hali Cudów, to teraz rozwiały się one prawie zupełnie.
Pod osłoną nocy szybko dotarli do Spłonionej Syreny. Ochroniarz przed wejściem do lochów nie chciał co prawda wpuścić ich po znajomości, ale parę monet otworzyło im drzwi. Na powrót uderzył ich ciężki zapach kadzideł. Tu i ówdzie słychać było stłumione jęki udających rozkosz dziewcząt, a czasem i chłopców. Ruszyli szybkim krokiem znajomym korytarzem, starając się zbytnio nie rozpraszać atakującymi ich wszystkie zmysły bodźcami. Lenaia zauważyła znajomą twarz.
"Quenash." Zawołała cicho dziewczynę. Ta podeszła, kołysząc uwodzicielsko biodrami.
"Stęskniłaś się za mną?" Zaśmiała się cicho.
"Szukamy Slythe'a i Kristin." Powiedziała elfka krótko. "Wiesz, gdzie są?"
Uśmiech zniknął z twarzy dziewczyny tak samo szybko, jak się pojawił. Rzuciła za siebie przestraszone spojrzenie.
"Ciszej!" Szepnęła. "Nigdy nie wymawiaj głośno ich imion."
"Kim oni są?"
"Nie wiem nic, poza tym, że to mąż i żona, a przynajmniej tak siebie nazywają. Ale często tu przychodzą. Mówi się…" Kurtyzana przełknęła głośno ślinę. "że czasem płacą krocie za dziewczynę lub chłopaka, który potem znika i nikt go więcej nie widzi."
"Są tutaj teraz?"
Quenash zbliżyła usta do ucha elfki.
"Najbliższy korytarz w lewo, ostatnie drzwi po prawej stronie. Ale nie wiecie tego ode mnie." Wyszeptała, po czym odwróciła się i odeszła szybkim krokiem.
Ruszyli we wskazanym kierunku. Gdy stanęli przed drzwiami, Lenaia zawahała się.
"Może najpierw z nimi porozmawiam. Może powiedzą coś, co będzie miało jakąś wartość."
"Wątpię, aby dali ci tę szansę, abbil." Odpowiedziała Viconia. "Wejdźmy we dwie. Niech reszta ruszy na naszą komendę."
Czarodziejka kiwnęła głową i otworzyła drzwi. Obie elfki weszły do środka. Na ich widok dwie postacie poderwały się z obszernego łoża. Trzecią była naga dziewczyna przywiązana do niego i zakneblowana, która skierowała na nich przerażone spojrzenie. Na piersi i udach miała liczne rany. Mężczyzna i kobieta, którzy chwilę temu pochylali się nad nią, skierowali identyczne, złośliwe spojrzenia na elfki.
Mężczyzna był człowiekiem, miał szczupłą, bladą twarz i wąskie, złe usta. Kobieta była półelfką. Kiedyś była ładna, ale teraz całą urodę zabrała jej paskudna blizna biegnąca nad prawym okiem, zniekształcająca brew i policzek.
"Patrz Krystin, kto zdecydował się dołączyć do zabawy." Rzekł mężczyzna tonem, na dźwięk którego włosy jeżyły się na karku.
"Śliczne jesteście. Zapraszamy serdecznie." Zachichotała kobieta słodkim głosem, który zupełnie nie pasował do jej złowrogiego wyglądu.
"Masz serce ze złota, kochanie." Slythe uśmiechem mógłby ciąć powietrze.
"Czekaj, czekaj, mężu. Czy my ich skądś nie znamy?"
"Czy to nie Lenaia, znana ze słabości do Wielkich Książąt? Pewnie tęsknicie za Entarem?"
"A więc przyznajecie się do zamordowania go?" Lenaia zdziwiła się, że poszło tak łatwo.
Oboje zabójców zachichotało jednocześnie. Zsunęli się z łóżka i stanęli po dwóch stronach wcale niemałego jak na burdel pokoju. W dłoniach trzymali sztylety.
"Jeden załatwiony i dwóch w drodze. Czy nie byłoby lepiej, jakby wszyscy umarli razem?"
"Z nami nie pójdzie wam tak łatwo, rivvin." Rzekła ostrzegawczo Viconia.
"Na to liczymy." Odparła swoim słodkim głosem Krystin.
"Oj Krystin." Mruknął Slythe. "Nie można tak wszystkiego od razu zdradzać. Teraz musimy zabić te ślicznotki."
"Dobrze." Mruknęła pod nosem jego żona. "Bo mam dość już tej zabawy w kotka i myszkę." Nie skończyła mówić, gdy oboje błyskawicznie rzucili się na dziewczyny. Ale one były już na to przygotowane. Nóż Slythe'a ześliznął się z powłoki kamiennej skóry, którą przygotowała wcześniej Lenaia. Viconia zwinnie uniknęła ciosu Krystin. Do alkowy wpadła reszta drużyny. Widząc ich Krystin szybko wypiła miksturę i zniknęła im z oczu. Viconia spodziewała się tego. Wypowiedziała inkantację, po czym wskazała Lenai kierunek. Elfka wypuściła w tę stronę strumień ognia. Usłyszeli krzyk i Krystin pojawiła się ponownie, przetaczając po łóżku, aby ugasić płomienie, którymi zajęły się jej ubrania. Przywiązana do łóżka dziewczyna próbowała krzyczeć mimo knebla, gdy płomienie musnęły jej nagą skórę. Slythe ponownie zaatakował elfkę, ale jego sztylet odbił Coran. Dwaj mężczyźni zwarli się w szybkiej wymianie ciosów. Zabójca był szybki, ale elf był jeszcze szybszy. I nie był sam. Gdy odbił z impetem cios Slythe'a, ten odsłonił się na chwilę, co wykorzystała Imoen, wbijając mu swój sztylet prosto w szyję. Mężczyzna upadł, brocząc obficie krwią. Widząc to, Krystin zawyła i rzuciła się na dziewczynę. Lenaia nie zdecydowała się, aby ponownie potraktować ją ogniem. Nie musiała. Viconia cięła zabójczynię przez plecy. Ta z jękiem upadła na ciało męża i nie ruszyła się więcej.
"No to tyle byłoby z przesłuchania." Viconia była wyraźnie rozbawiona.
"Trochę nam powiedzieli." Mruknęła w odpowiedzi elfka, odwracając ciała. Imoen zaczęła przeszukiwać ich kieszenie. Znalazła dwa listy i podała siostrze. Czarodziejka przebiegła je wzrokiem.
"Coś przydatnego?" Zapytał Yeslick.
"Na pierwszym jest napisane "Entar Srebrna Tarcza" i podpisane "S". Nic więcej. Drugi to zaproszenie na uroczystość koronacji nowego Wielkiego Księcia."
"S jak Sarevok." Mruknął krasnolud.
"To chyba nie wystarczy, co myślicie?" Imoen wyraziła na głos wątpliwości.
"Kiedy jest ta uroczystość?" Zapytała drowka.
"Za dwa dni. Trzeba będzie znowu złożyć wizytę w Żelaznym Tronie." Powiedziała spokojnie Lenaia.
