Nie zdecydowali się na dalsze ukrywanie w Głębokich Piwnicach. Narobili tam zbyt wiele hałasu, co kilkukrotnie wypomniała im Madame Ariela, szefowa tego przybytku. Zatrzymali się w małej, niepozornej karczmie w centralnej części miasta, gdzie szansa, że zostaną zauważeni przez Płomienną Pięść, była mała. Wynajęli całe najwyższe piętro, upewniając się, że można z niego uciec więcej niż jedną drogą. Lenaia poprosiła karczmarza o dużą balię z wodą. Za każdym razem po wizycie w Głębokich Piwnicach miała ochotę się wyszorować od stóp do głów, nawet jeśli miało ją to słono kosztować.
"Myślisz Len, że pozostali książęta są już bezpieczni?" Zapytała Imoen.
Elfka wzruszyła ramionami.
"Dopóki Żelazny Tron działa, nie będą bezpieczni. Ale jest szansa, że choć trochę pokrzyżowaliśmy ich plany."
"Trzeba złożyć im znowu wizytę, abbil." Viconia siedziała w bali i polewała sobie plecy wodą. Białe włosy przykleiły się jej do twarzy i piersi. Ciężko było oderwać od niej oczy. Lenaia z całych sił próbowała się nie wpatrywać. Drowka prychnęła drwiąco.
"Jeśli oczywiście uznasz, że warto posłuchać twojej informatorki. Na twoim miejscu nie byłabym jednak taka ufna."
"Dotychczas jej rady tylko nam się przysłużyły." Wtrąciła Imoen.
"Musisz się jeszcze wiele nauczyć o życiu, dziecko."
"Nie jestem dzieckiem!"
Viconia znowu prychnęła i, nie odpowiedziawszy, zsunęła się pod wodę. Uwielbiała kąpiele. W jej opinii naziemcy kąpali się zdecydowanie zbyt rzadko.
"Musimy spróbować zdobyć dowody na zdradę Sarevoka." Poparła siostrę Lenaia. "To, co mamy, nie wystarczy, aby nam uwierzono."
"Przyciśnięcie jego kochanki może przynieść nowe informacje." Zgodziła się kapłanka. "O ile kobieta będzie chętna się nimi podzielić."
"Nie damy jej wyboru." Mruknęła elfka.
Drowka pokiwała z uznaniem głową.
"Wiele się nauczyłaś, abbil. Kto wie, może nawet uda ci się to wszystko przeżyć. Jeszcze niedawno nie dawałabym ci wielkiej szansy."
"To dlaczego do nas dołączyłaś?"
"Lepsza niewielka szansa, niż żadna." Odparła spokojnie Viconia.
"Chcesz wejść do Tronu całą grupą?" Zapytała Imoen.
Lenaia zawahała się.
"To chyba nie jest dobry pomysł. Może wykorzystamy stroje, które dostaliśmy przed poprzednią wizytą?"
"I znowu sami wejdziecie do paszczy smoka? Nie podoba mi się to, siostrzyczko." Pokręciła głową rudowłosa złodziejka.
"Yeslick może wejść z wami." Zaproponowała drowka. "Są niespokojne czasy, nikogo nie zdziwi widok uzbrojonego krasnoludzkiego ochroniarza. A po wydarzeniach w Candlekeep ilość osób, które mogłyby go rozpoznać, istotnie zmalała."
"A wy?"
"A ja z Imoen znikniemy w tłumie. Masz jeszcze te mikstury, prawda Imoen?"
Dziewczyna pokiwała głową.
"Dobrze, wolę to, niż czekać i niepokoić się, czy was aby nie schwytano." Odpowiedziała.
"No to chyba mamy plan." Szepnęła Lenaia. Imoen przyglądała jej się badawczo.
"Martwisz się czymś jeszcze, prawa Len?" Zapytała. "I nie zaprzeczaj, przecież widzę, że myślami jesteś zupełnie gdzie indziej." Dodała szybko, widząc, że elfka próbuje protestować. Czarodziejka westchnęła.
"Myślę o obietnicy, którą złożyłam tej dziewczynie."
"Tej, żeby nie zabijać Sarevoka?"
Elfka pokiwała głową.
"Boisz się, że możesz jej nie dotrzymać?" Zapytała Imoen.
"Boję się, że on nie da mi innego wyboru, niż walka."
"I dobrze." Odpowiedziała rudowłosa dziewczyna z nietypową dla siebie złością w głosie. "Należy mu się, za Goriona i za nas. I pamiętaj, że może i dzielicie jakieś boskie hokus pokus, ale on nie jest twoim bratem."
"Wiem o tym." Lenaia zawahała się, sama do końca nie wiedząc, co ją dręczy. Ale wiedziała, że myśl o zabiciu Sarevoka wcale nie napawa jej radością. I nie ze względu na tamtą kobietę.
"Ale on wie bardzo dużo o naszym pochodzeniu. Wie bardzo dużo o proroctwach nas dotyczących. Myślę, że mógłby odpowiedzieć mi na bardzo wiele pytań."
"No i ktoś, kto potrafi wzbudzać w kobietach takie uczucia, musi być fascynującym mężczyzną." Dodała rozmarzonym tonem Viconia.
Imoen spojrzała na nią z obrzydzeniem wypisanym na jej uroczej twarzy.
"Jesteś najbardziej zdeprawowaną osobą, jaką spotkałam." Wyrzuciła z siebie.
"Zapewne masz rację." Odparła mroczna elfka z zadowoleniem i podniosła się w balii, stając w całej okazałości. Prowokacyjnie oparła rękę na biodrze. Lenaia rzuciła jej ręcznik, który drowka przewiesiła sobie przez ramię, ani myśląc, aby się zasłonić.
Piegowatą twarz Imoen pokrył lekki rumieniec.
"Jesteś nie do zniesienia!" Podniosła się i wychodząc z pokoju, trzasnęła drzwiami. Śmiech Viconii niósł się za nią, gdy zbiegała po schodach.
Kapłanka zaczęła się wycierać, przyglądając się elfce.
"A ty, abbil, widzisz coś, co ci się podoba?"
Lenaia nie dała się tym razem sprowokować.
"Dobrze wiesz, że jesteś bardzo piękna. Ale mimo wszystko wolę mężczyzn."
"Twoja strata." Viconia mrugnęła do niej porozumiewawczo. "Ale przynajmniej poszłaś po rozum do głowy i pogoniłaś tego twojego jaluka."
"Coran wciąż jest w drużynie." Przypomniała jej czarodziejka.
"Ale ty znowu śpisz z nami."
"Po prostu… są pewne rzeczy, które… Ech, nie chcę o tym rozmawiać." Żachnęła się.
"Jak sobie życzysz." Odpowiedziała drowka i zaczęła się ubierać.
"W sumie nigdy cię o to nie pytałam, Viconio." Powiedziała po chwili dłuższego milczenia Lenaia, myśląc o dniu, kiedy pierwszy raz spotkała kapłankę. "Dlaczego Płomienna Pięść cię ścigała? Tego dnia, kiedy wpadliśmy na siebie po raz pierwszy?"
"Przecież wiesz, że oskarżyli mnie o morderstwo." Odparła spokojnie mroczna elfka.
"A kogo rzekomo miałaś zabić?"
"Pewnego farmera i jego dwóch synów. I nie rzekomo. Wszyscy zginęli z mojej ręki." Głos kapłanki przepełniało zadowolenie.
Lenaia przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć. W rozmowie z mroczną elfką zdarzało jej się to nader często.
"Czyżbyś mnie osądzała za czyjąś śmierć, abbil?" Szyderczo zapytała drowka. "A ile ciał ty pozostawiłaś za sobą?"
"Zwykle nie miałam wyboru." Odzyskała głos elfka.
"Ci głupcy dostali to, na co zasłużyli. Nie będę się przed tobą tłumaczyć."
Lenaia zastanawiała się przez chwilę.
"Nie chcę, abyś się tłumaczyła." Powiedziała w końcu. "Znam cię wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że zrobiłaś, co musiałaś."
Kapłanka prychnęła pogardliwie.
"Wciąż jednak jesteś naiwna. Ich życie nie znaczyło dla mnie nic. Nie musiałam ich zabijać."
"Co się więc wydarzyło?"
Viconia zastanawiała się przez chwilę. W końcu westchnęła.
"Niech ci będzie, abbil. Zaspokoję twoją ciekawość. Opowiadałam ci, że gdy uciekłam z Podmroku, jakiś czas wędrowałam z karawaną kupiecką?"
"Mhm." Zaczerwieniła się elfka. Już kilka razy słyszała opowieść Viconii o kupcu, którego uwiodła i któremu za bezpieczeństwo i możliwość przyłączenia się do karawany i nauki języka naziemców płaciła seksem. Drowka, z niezrozumiałych dla Lenai powodów, lubiła tę opowieść przedstawiać ze wszystkimi szczegółami.
"Gdy zostałam zmuszona do odejścia z karawany, miałam wystarczająco dużo pieniędzy, żeby ukryć się przed wzrokiem Lolth i tymi, którzy chcieli mnie obarczyć winą za śmierć tamtego kupca. A wierz mi, było ich wielu. Uciekłam więc na północ, aż dotarłam do Beregostu. Tam udało mi się nabyć kawałek ziemi z małym domkiem na północny wschód od miasta. Pomógł mi w tym pewien farmer, Roran Midfallow, którego nie odstręczyło moje pochodzenie. Pomagał mi potem kilkukrotnie, dostarczając zapasy, których nie mogłam sama zdobyć. Utworzyła się między nami dziwna przyjaźń. On nie wypytywał mnie o nic, a ja zdobyłam się na pewien rodzaj zaufania wobec niego. Pewnego dnia zaprosił mnie na swoją farmę, gdzie jego najstarszy syn, Jiscanan, urządzał przyjęcie z okazji dopełnienia jakiejś korzystnej finansowo transakcji. Razem udaliśmy się do jego gospodarstwa. Z daleka widziałam jego młodszego syna, Funnarda, jak uwijał się w obejściu. Gdy podeszłam bliżej, poznałam ich prawdziwe intencje. Ktoś uderzył mnie w tył głowy i upadłam na ziemię. Zdążyłam usłyszeć jak rechotali i gratulowali sobie łatwej zdobyczy, zanim straciłam przytomność."
Viconia pociągnęła łyk wina ze stojącej karafki i kontynuowała.
"Obudziłam się, czując przejmujący ból. Gdy byłam nieprzytomna, zgwałcili mnie i pobili. A potem próbowali pogrzebać swoje grzechy wraz ze mną. Pochowali mnie żywcem. Ich błąd, że mnie wtedy nie zabili... Ci głupcy znali tylko słowo "drow", nie mieli pojęcia o sile mojego ludu. Nie wiedzieli, że ból towarzyszy nam całe życie, ich tortury trącały amatorszczyzną w porównaniu z tym, czego doświadczamy w Podmroku. Wygrzebałam się na powierzchnię, ból nie mógł mnie spowolnić… żadna słabość nie mogła powstrzymać mnie przed dokonaniem zemsty."
"I co było dalej?" Zapytała niemal szeptem Lenaia. Jak zahipnotyzowana słuchała opowieści drowki.
"Widziałam, jak w oparach alkoholu świętują swój triumf. Widziałam i czekałam. Starszy syn w pewnym momencie poszedł po wodę do studni, podczas gdy młodszy wszedł do małego domku robiącego za wychodek. Zablokowałam wejście i podpaliłam go. Gdy Roran wybiegł z domu na pomoc synowi, owinęłam garotę wokół jego szyi. Szepnęłam mu do ucha, że popełnił błąd, nie doceniając drowa, i że ja popełniłam błąd, że mu głupio zaufałam. Gdy Jiscanan wrócił z wodą ze studni, zastał leżące ciało ojca i dogasające zwłoki brata. Gdy upadł na kolana, widząc co się stało, bez problemu rozłupałam mu głowę górniczym kilofem."
"A więc dopełniłaś swojej zemsty. Czy… czy było warto?"
Viconia skrzywiła się.
"Była gorzka, przyznaję. Ale dlatego, że to moja głupota zmusiła mnie do niej. Uśpiłam swoją czujność, za co zapłaciłam."
"To straszna historia, Viconio. Ja… przepraszam, jeśli wywołałam na powrót te wspomnienia."
"Wy, naziemcy, nic nie wiecie o cierpieniu. I niech ta historia będzie dla ciebie nauczką, czym kończy się bezmyślna ufność."
Ponownie zapadła cisza, przerywana jedynie przez szelest zasłon poruszanych wiatrem, wpadającym do dusznego pokoju przez otwarte okno.
"A co ty myślisz, Viconio, o Sarevoku? I nie pytam o twoje nocne fantazje."
"Nie udawaj Lenaia, że to tylko moje fantazje." Odpowiedziała ironicznie drowka. "Znam ciebie już wystarczająco, żeby wiedzieć, że nie jesteś taka niewinna, jak deklarujesz. I widziałam, jak na niego patrzyłaś, wtedy, w bibliotece."
"Pytam poważnie."
"Niech ci będzie. Też myślę, że on nie da ci wyboru i będziesz musiała go zabić. Albo ty jego, albo on ciebie. Wybór wydaje się prosty."
"Ale jeśli koniecznie chcesz go ocalić." Dodała kapłanka po chwili. "To powinno być nas stać na jeden zwój wskrzeszenia. Myślę, że z błogosławieństwem Shar potrafiłabym go użyć. Bo na waszych kapłanów raczej bym nie liczyła."
"To doskonały pomysł, dziękuję ci Viconio." Ucieszyła się elfka.
Drowka przyglądała jej się przez chwilę.
"Jesteś dziwna, abbil." Rzekła w końcu. "Ale może w tym tkwi twoja siła."
