Sarevok powiódł oczami po całej sali. Wypełniał ją tłum ludzi, niecierpliwie czekających na chwilę, która miała stać się jego triumfem. Krokiem, który przybliżał go do spełnienia swoich planów. Śmiać mu się chciało, jak ci głupcy patrzyli na niego z nadzieją, licząc, że ochroni ich bogactwo przed wojenną zawieruchą. Ich małe, miałkie, często szemrane interesy, z ich żałosnym poczuciem wyższości, kiczowato zdobionymi domami, wykupczonym za pieniądze szlachectwem i całą mieszczańsko-arystokratyczną bufonadą. Szkoda, że nie wiecie, jak wami wszystkimi gardzę. Myślał, uśmiechając się i odpowiadając ukłonami na kolejne powitania. To był teatr, spektakl, w którym znajdował się całkiem dobrze, ale który go drażnił, bo tylko odwlekał to, co czekało go później. To, co Semaj i Angelo przygotowywali w dawno zapomnianych ruinach ukrytych głęboko pod miastem, o których dowiedział się od Winskiego. Winskiego, który stał teraz obok niego z kamienną twarzą, wyglądając bardziej na sekretarza albo poborcę podatków, niż maga. Cóż, przebranie do spektaklu obowiązywało wszystkich. Tamoko również została odesłana do podziemi. Zasłużyła, by być świadkiem jego chwały.

Obok Sarevoka stało pozostałych dwóch Wielkich Książąt - Belt i Liia. Belt, wysoki i postawny człowiek o pobrużdżonej delikatnymi zmarszczkami twarzy, nie zdradzał żadnych oznak niepokoju. Księżna jednak była wyraźnie zdenerwowana i co jakiś czas rzucała ukradkowe spojrzenia na stojących wokół sali strażników. Sarevok wiedział, co było powodem jej niepokoju. Liia była czarodziejką, musiała wyczuwać delikatną, ale jednak nienaturalną aurę wmieszanych w tłum sobowtórniaków i zapewne, jak większość osób parających się magią, nie do końca potrafiła zidentyfikować tę aurę, nigdy wcześniej nie mając do czynienia z tymi stworami. Sarevok nie martwił się tym jednak. Gdy księżna wreszcie odkryje źródło swojego niepokoju, będzie już za późno. Odruchowo poprawił miecz wiszący u pasa. Nie zamierzał oddawać Kizsce całej zabawy.

Z zamyślenia wyrwała go nagła cisza. Książę Belt dał ręką znak, że Rada będzie przemawiać.

"Ponieważ wszyscy goście już przybyli, możemy rozpocząć ceremonię, na którą wszyscy czekacie." Powiedział donośnym głosem i gestem zaprosił Liię do kontynuowania. Księżna nerwowo wygładziła poły sukni.

"Jak wszyscy wiecie, to bardzo szczególna okazja dla Wrót Baldura." Uśmiechnęła się smutno. "Już czas, żeby kolejna osoba została Wielkim Księciem. Nie chciałabym umniejszać naszego smutku po stracie Entara Srebrnej Tarczy, ale dziś będzie czas na świętowanie."

"Właściciele ziemscy oddali głosy." Ciągnął przemowę Belt. "Wynik był prawie jednomyślny."

Szmer przebiegł po sali.

"A co z księciem Eltanem?" Zapytał jeden ze szlachciców. "Czy jego zdrowie uległo poprawie? I kto go zastąpi, jeśli umrze?"

"A co możecie powiedzieć o plotkach, jakoby Amn szykowało się do wojny?" Krzyknął drugi. "I dlaczego u nas nie widać żadnych przygotowań?"

Kilka osób wydało pomruk aprobaty. Szlachcic zachęcony kontynuował.

"Przy naszym niedostatku surowców jak mamy się broni? Kto nam da potrzebne żelazo?"

"A co z Zentharimami? Słyszałem, że są to w jakoś zamieszani!" Hałas na sali robił się coraz większy.

"Czy to prawda, że Eltan został otruty przez członków Złodziei Cienia?" Zapytał ten pierwszy.

Belt podniósł dłoń, żeby ich uciszyć.

"Na wszystkie pytania odpowiem we właściwym czasie. Nie ma powodów do niepokoju."

"To dla mnie oczywiste, że Entar też musiał zostać zabity przez Złodziei Cienia. To jawny dowód na to, że Amn chce wojny!"

"Nie będziemy teraz rozważać winnych czy niewinnych śmierci Entara." Belt stanowczo uciął dyskusję. "Dzisiaj zebraliśmy się tutaj, żeby powitać naszego nowego Wielkiego Księcia. Proponuję na tym się skupić." Skupił swój wzrok na najbardziej wygadanym z szlachciców. Tamten skulił się nieco pod jego spojrzeniem.

"A więc dobrze." Kontynuował książę. "Przedstawiam wam Sarevoka Ancheva, nowego Wielkiego Księcia." Belt wskazał na stojącego wojownika i kiwnął głową, oddając mu głos. Zerwała się burza oklasków. Sarevok odczekał, aż przetoczy się po sali, zrobił krok do przodu i ukłonił się lekko.

"Jestem zaszczycony, że mogę przemawiać przed tak czcigodnym zgromadzeniem szlachty. Przyjmuję moje nowe stanowisko z całą świadomością, że wraz z nim spoczywać będzie na mnie wielka odpowiedzialność."

Uśmiechnął się i wyprostował. Wszyscy wpatrywali się w niego uważnie, licząc, że powie coś, co uspokoi ich lęki.

"Przede wszystkim chciałbym odpowiedzieć na wiele pytań, które tu padły. Zarówno plotki o amnijskiej mobilizacji, jak i o zentharimskich kohortach są prawdziwe. Nie martwcie się jednak, nie jesteśmy bezbronni. Pomimo że Zentharimowie trochę nas osłabili, próbując pozbawić żelaza, tak cennego w czasie zmagań wojennych surowca, to jednak wciąż możemy się bronić. Po śmierci mojego ojca przejąłem kontrolę nad zachodnią gałęzią Żelaznego Tronu. Mamy wystarczająco dużo żelaza, żeby zaspokoić nasze potrzeby. A ja podaruję to żelazo miastu."

Sarevok odczekał znowu, aż ucichną oklaski.

"Niestety nasz wspaniały przywódca, książę Eltan, leży na łożu śmierci, więc, aby zapewnić odpowiednie dowództwo Płomiennej Pięści, sam przejmę władzę nad ich oddziałami."

Na twarzach pozostałych członków Rady odmalowało się bezbrzeżne zdumienie.

"Poczekaj!" Powiedział Belt. "Nie tobie o tym decydować." Ale jego ostatnie słowa zginęły w okrzykach aprobaty, dobiegających z sali.

"Dajcie mówić Sarevokowi!"

"Tak, tak jest!"

"Brawa dla nowego Wielkiego Księcia."

"Co więcej." Mówił dalej Sarevok, podnosząc głos, aby przekrzyczeć rozochocony tłum. "Zamiast czekać, my zrobimy to pierwsi. Przy pomocy Płomiennej Pięści łatwo zdobędziemy Nashkel, a potem zbudujemy umocnienia na szlaku wiodącym przez Chmurne Szczyty…" Gwar w tyle sali zrobił się na tyle głośny, że niemal zagłuszał całkowicie jego słowa.

"Co do…" Urwał, gdy zobaczył grupkę osób przeciskających się przez tłum, który rozstępował się przed nimi. Grupa elfów, ruda dziewczyna i jeden krasnolud stanęli wreszcie przed Radą Miasta. Sarevok przyglądał się im, mrużąc złowrogo oczy. Czuł ogarniającą go wściekłość, którą starał się opanować ze wszystkich sił. Nie chciał, aby jego boska skaza objawiła się w najmniej pożądanym momencie. Czarnowłosa elfka, którą widział już wielokrotnie zarówno na jawie, jak i w snach, zrobiła krok do przodu, wysuwając się przed towarzyszy. Wyglądała inaczej, niż ją zapamiętał z Candlekeep. Urody przysparzała jej piękna, szaro-niebieska suknia z głębokim dekoltem, częściowo zakrytym przez fale długich, ciemnych włosów. Podkreślone makijażem oczy nie sprawiały już wrażenia zmęczonych i podkrążonych. Jej towarzysze również przeszli metamorfozę. Nie przypominali już zwykłych poszukiwaczy przygód, ubrani i przystrojeni stosownie do okoliczności i otoczenia. Stojący wokół ludzie przyglądali się im bardziej z życzliwą ciekawością, niż niechęcią. Elfka ukłoniła się nisko przed Liią i Beltem, rzuciła szybkie spojrzenie w kierunku Sarevoka i zwróciła się do księcia.

"Wybaczcie, czcigodni, że przerywamy tak doniosłą uroczystość nagłym wtargnięciem." Powiedziała Lenaia. "Kierujemy się jednak troską o dobro mieszkańców tego miasta i chcemy uchronić was przed ogromnym zagrożeniem, którego możecie paść ofiarą. Nazywam się Lenaia z Candlekeep i przynoszę dowody, że Sarevok, którego tutaj widzicie, stoi za śmiercią Entara Srebrnej Tarczy, próbą zamordowania księcia Eltana i podżegania do wojny z Amn, która może zakończyć się tragicznie dla wielu z nas..."

Hałas, jaki wybuchł po tych słowach zagłuszył zarówno dalsze słowa elfki, jak i odpowiedź Belta.

"Cisza!" Jak grzmot głos księcia przetoczył się po sali, uciszając wszystkich. Surowe spojrzenie skierował w stronę czarodziejki.

"To poważne oskarżenia, pani. Mam nadzieję, że masz jakiś dowód na poparcie swoich słów. Ostrzegam cię bowiem, że konsekwencje takich pochopnych wniosków będą surowe."

"Chwila." Warknął Sarevok. "Oni są poszukiwani za wielokrotne morderstwa! Zabić ich!"

Strażnicy wymienili między sobą niezdecydowane spojrzenia.

"Niech nikt się nie waży ich tknąć, zanim nie wydam takiego rozkazu!" Belt rzucił rozzłoszczone spojrzenie w kierunku Sarevoka.

"Mów, pani, i to mów szybko!" Zwrócił się ponownie do Lenai.

"O prawdziwości naszych słów zaświadczy sam Wielki Książę Eltan." Odrzekła spokojnie Lenaia. "Nie jest bowiem umierający, jak próbuje was przekonać Sarevok, a ukrywa się przed mordercami Żelaznego Tronu, którzy czyhają na jego życie. Spójrz również na te dokumenty. Pierwszy z nich, to podpisane przez Sarevoka zlecenie na zabicie księcia Entara. Drugie, to list morderców, którzy potwierdzają w nim, że działali na polecenie waszego nowego Wielkiego Księcia." Mówiąc to, wyciągnęła dłoń, w której trzymała zwinięte listy, w stronę Belta.

Sarevok, widząc to, wysunął miecz z pochwy. Najwyższy czas.

"Kizska, teraz!" Krzyknął w tłum i zamachnął się na księcia, którego przez ciosem potężnego miecza ochroniła szybka interwencja samej Wielkiej Księżnej, stojącej obok, która musiała mieć w zanadrzu gotowy magiczny dweomer, bowiem ją samą, Belta i Lenaię natychmiast otoczyła niebieskawa kopuła magii. Miecz odbił się od magicznej tarczy w fioletowych błyskach magii. Sarevok ryknął, rozwścieczony, a z tłumu odpowiedział mu jeżący włosy krzyk. Zakotłowało się. Przerażeni ludzie rzucili się w kierunku wyjścia, potrącając się i tratując wzajemnie. Pojawiające się w tłumie stwory wywoływały prawdziwą panikę. Dwóch strażników z Płomiennej Pięści zginęło niemal natychmiast, rozdartych szponami zmiennokształtnych. Pozostali szybko otrząsnęli się z szoku i uformowali ochronny mur wokół książąt i Lenai, oddzielając ją od przyjaciół. Sarevok zabił kolejnego, rozcinając go prawie na pół swoim wielkim mieczem. Wzrok miał utkwiony w elfce. Gdy napotkał jej spojrzenie, czuł jak skaza Bhaala wydobywa się na powierzchnię. Nie udało jej się ukryć grymasu przestrachu, domyślił się więc, że oczy go zdradziły. Rozdawał ciosy na prawo i lewo, starając się przebić do dziewczyny, ale strażnicy otoczyli go tak gęsto, że nie był w stanie ruszyć się w jej stronę o krok. Słyszał świst strzał i skrzek stworów, domyślił się więc, że towarzyszące dziewczynie elfy robiły użytek ze swoich śmiercionośnych łuków. Tu i ówdzie widział błyski magii. Nad wszystkim unosił się napełniający go prawdziwą euforią wrzask mordowanych ludzi. Czuł, jak krew ojca napędza jego dłonie, jak przyspiesza jego ruchy, które stawały się coraz bardziej precyzyjne, coraz silniejsze, coraz bardziej mordercze. Pierwszy szereg strażników załamał się pod jego naporem. Ale przez drzwi zaczęli wpadać kolejni. Dwukrotnie nad jego głową przeleciał wystrzelony z kuszy bełt. Sarevok parł jednak dalej, chcąc dopaść tych, którzy tchórzliwie cofali się przed jego furią. Wzrok lekko mu się zamazał, wszystko wokół przybrało nagle odcień czerwieni. Słyszał gdzieś obok twardy, stanowczy głos Winskiego. Nagle poczuł, jak coś z całej siły ciągnie go do tyłu. Próbował z tym walczyć, ale moc była tak silna, że niemal wessała go do przywołanego przez jego nauczyciela portalu i rzuciła w wir szaleńczej magii. Przestał słyszeć i widzieć cokolwiek.