- Zasnęła. – Mruknęła, kiedy zamknęła cicho drzwi od starego pokoju Ginny. Stali w ciszy w przedsionku, nadal w piżamach.
- Powinienem się zbierać. – Mruknął, patrząc na nią na tyle intensywnie, że poczuła ciarki na rękach.
- Coś się stało. – Bardziej stwierdziła niż zapytała. Na jego twarzy widać było wyraz zamyślenia, jakby zapadł się myślami w sobie. Pokręcił głową.
- Nie ważne. Pomóc ci w sprzątaniu czy…
- Nie, idź się szykuj. – Przerwała mu. Spojrzała szybko na zegarek. – Masz niecałe pół godziny do spotkania, lepiej się sprężaj.
- Nie martw się. – Przekręcił oczami, na co ona parsknęła.
- Nie martwię, Snape. Po prostu nie chcę, żeby było jak zwykle na kobietę. – Przeszła do salonu, słysząc, że mężczyzna zamyka się u niej w pokoju.
Westchnęła, zbierając naczynia ze stołu. Ginny nic nie powiedziała, tylko szlochała popijając od czasu do czasu herbatę. To Hermiona poprowadziła ją do łóżka, żeby się położyła.
Gdzieś w tle Severus przeszedł do łazienki.
To, co zostało schowała do lodówki, a chleb do odpowiedniej szuflady. Naczynia myła ręcznie – jak zawsze gdy chciała pomyśleć. Co się mogło stać, że się rozstali? Idealna para, bohater i wiecznie zakochana w nim dziewczyna. Przecież nawet przetrwali czas, kiedy Harry miał wszystko gdzieś i chciał się zestarzeć w Norze.
Wytarła ręce w szmatkę, którą rzuciła na blat i złapała za różdżkę, która leżała obok ścierki. Musiała natychmiast porozmawiać z Harrym.
- Expecto Patronum. – Wyszeptała, skupiając się na wspomnieniach. List z Hogwartu, wieczory z Harrym i Ronem, upadający Voldemort, Severus u niej w domu na święta, ich taniec na balu, jego deklaracja związku, on stojący w tarczy zachodzącego słońca.
Srebrna mgiełka wirowała na wysokości jej oczu, żeby obrać ostateczny kształt. Syknęła zaskoczona, cofając się od dwa kroki. Zamiast wydry, jej kochanej wydry, latał dookoła niej srebrzysty kruk. Pobladła i przełknęła przerażona ślinę.
Kliknęły drzwi łazienki, a ona w panice rozpędziła zaklęcie. Jej serce waliło jak oszalałe, kiedy ostatnie srebrzyste przebłyski zniknęły. Nie mogła uwierzyć jak bardzo wdepnęła w gówno.
- Wychodzę. – Zakomunikował, a ona się otrząsnęła. Pokręciła głową, klepiąc się po policzkach. Odłożyła różdżkę i ruszyła do przedsionka.
- Wracasz dzisiaj do siebie, czy tutaj? – Spytała, opierając się bokiem o ścianę. Spojrzał na nią przelotnie, zakładając równocześnie buty.
- Raczej do siebie. – Znacząco skierował wzrok na drzwi od pokoju Ginny. Kiwnęła głową, ignorując bolesny ścisk.
- Jasne, daj znać jak wrócisz. – Przymknęła oczy, kiedy powoli ją pocałował.
- A ty nigdzie nie wychodź. – Zastrzegł, na co przekręciła oczami. – Mówię poważnie, Hermiona.
- Postaram się. – Obiecała, choć nie wiązała się z tym postanowieniem bardzo mocno. Nie, że miała konkretne plany, ale nie miała zamiaru się ograniczać.
- Już to widzę. – Sarknął, chyba za dobrze ją znając. – Trzymaj się.
- Ty też, Snape. – Szepnęła za nim, kiedy wyszedł. Potarła ręką kark i po raz kolejny tego dnia, westchnęła.
Ginny obudziła się koło dwunastej, kiedy Hermiona czytała książkę. Rozczochrana, z zaczerwionymi oczami weszła do salonu i usiadła na kanapie, patrząc na siedzącą na fotelu starszą gryfonkę. Ta zamknęła powoli wolumin, zaznaczając wcześniej strony zakładką, i odwzajemniła spojrzenie.
- Ginevro Molly Weasley, mów mi w tej chwili, co się do cholery stało. – Wypaliła Hermiona, kiedy cisza się przeciągała. Spodziewała się, że znów polecą łzy, ale chyba już wszystkie wylała.
- Zdradził mnie, Herm. – Wychrypiała, a ona zesztywniała. Harry? TEN HARRY?
- Co… – Wyrwało się jej.
- Właśnie to. – Weasley wszczepiła w swoje rude włosy palce. – Zapomniał zasranego śniadania. Więc mu je zaniosłam. Cóż, postanowił zjeść migdały Natalie. – Wymamrotała z obrzydzeniem.
- Natalie? – Zmarszczyła brwi, bo coś jej to imię mówiło.
- Aurorka, która była ze mną na roczniku. Ślizgonka! – Wykrzyczała, a Granger wcisnęła się bardziej w fotel.
- On coś powiedział? – Jeśli myślała, że Gin przyszła z żalem w oczach, to teraz błysnęły oceanem rozczarowania i zgryzoty.
- Że chciał mi powiedzieć, ale nie mógł. Bo nadal mnie kocha, jednak ona też go uzupełnia i nie potrafił z niej zrezygnować, choć podobno chciał. – Potarła ramiona, a starsza gryfonki przesiadła się obok niej i przytuliła ją mocno. Nic nie mówiła, jedyne o czym myślała to obelgi dotyczące Harry'ego, jednak wiedziała, że to nic nie da. Drobne ramiona odwzajemniły uścisk. – Czemu to tak okropnie boli?
- Bo go kochasz. – Odpowiedziała samoistnie Hermiona. – Nie wiem, kochanie czy to minie. Ale wiem, że nauczysz się z tym żyć. – Tak jak ona nauczyła się funkcjonować przez te trzy tygodnie bez Severusa. – Jesteś silna.
- Przepraszam. – Szepnęła płaczliwie. – Przepraszam, że nazwałam cię egoistką. Byłam zła i rozgoryczona, że mi nie powiedziałaś o tym związku. Jakbyś… jakbyś mi nie ufała.
- To już nie ważne. – Przeczesała rude włosy przyjaciółki. – Ale pamiętaj, że tobie zawsze ufałam, Ginny. W pewnym sensie miałaś rację. Uznałam, że jeśli ja nie mogę sobie z czymś poradzić to się nie podzielę. To też nie było w stu procentach fair w stosunku do ciebie.
- To nadal twoje życie, więc to ty decydujesz co chcesz powiedzieć. – Uśmiechnęły się do siebie, choć żadnej nie było do śmiechu. Jednak znów były razem. I to im starczyło.
Kiedy Ginny poszła koło czternastej do redakcji, żeby odrobić zaległą pracę, Hermiona wyszła niedługo po niej. Ledwo wyszła z kamienicy, gdy teleportowała się do hallu ministerstwa. Zdecydowanym krokiem przeszłą przez atrium i weszła do windy, klikając odpowiedni guzik. Nie siliła się na uprzejmość co do pracowników, przybierając grobową minę. Bez słowa wyszła na swoim przystanku i przeszła przez szklane drzwi, nie zatrzymując się przy kontuarze.
- Halo?! Co pani sobie… – Hermiona nie siliła się, by się zatrzymać tylko rzuciła spojrzenie przez ramię. Kobieta się zatrzymała.
- Wie pani kim jestem, to po co to gówno. – Rzuciła i złapała za klamkę odpowiednich drzwi. Tak jak myślała, Harry był sam. Gin coś wspomniała, że Ron dzisiaj miał wolne, więc bez przeszkód mogła wparować do biura przyjaciela. Potter poderwał się na dźwięk otwieranych drzwi, ale jego ramiona opadły, gdy zobaczył kto wszedł.
- Co, myślałeś, że to Ginny? – Syknęła, zamykając pokój z odpowiednio dużą siłą. Policzki przyjaciela zaróżowiły się i zaczął uciekać wzrokiem. Hermiona zaczęła się zastanawiać, jak ruda nie zauważyła wcześniej. Harry nie umiał kłamać.
- Więc już wiesz. – Szepnął, a ona miała ochotę najpierw uderzyć swoje czoło, a potem jego.
- Tak, wiem. – Odparła chłodno. – Harry Jamsie Potterze, czy twój mózg umarł razem z horkruksem?! Co ty, do kurwy, wyrabiasz?! – Krzyknęła. – Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie zawiodłeś! Zdrada? Zdrada, Harry? Jeśli nie chciałeś z nią być, trzeba było z nią zerwać, a nie okłamywać! I nie mów mi, że to był przypadek, bo żeby to ukryć musiałeś się nagimnastykować. – Chłopak stał, z oczami wbitymi w podłogę, podczas gdy ona piorunowała go wzrokiem.
- Nie zerwałem, bo nie chciałem. Jest dla mnie ważna. – Szepnął, a ona prychnęła zaskoczona.
- Jest dla ciebie ważna?! – Złapała się pod boki. – Jakby była dla ciebie ważna, nie wymieniałbyś śliny z jakąś lafiryndą!
- Natalie, też jest dla mnie ważna. – Szepnął i jęknął głośno, gdy nie wytrzymała i walnęła go w ten głupi, kudłaty łeb. Opadł na krzesło i zwiesił głowę. Westchnęła, siadając na kanapie i poklepała miejsce obok siebie.
Kochała Ginny i brzydziła się tym, co zrobił Harry. Jednak to on był jej przyjacielem przez tyle lat i to z nim przeżyła tyle czasu. Musiała wyważyć co zrobić z całą tą sytuacją. Usiadł, nie podnosząc na nią wzroku.
- To z Natalie… nie wiem nawet kiedy się zaczęło. – Szepnął, patrząc na swoje dłonie. – Po prostu od kiedy skończyła szkolenie, gdzieś tam była przy mnie, naprawdę przypadkiem. I nie pytaj, które zaczęło tą… fizyczną stronę. – Odważył się na nią spojrzeć. – Bo tego też nie wiem. Po prostu… została ranna na jakiejś akcji, ja się przejąłem i poszedłem do niej do Munga… ugh. – Wplątał place we włosy. – Nie wiem jak skończyliśmy, tak jak skończyliśmy. Ale to miało być jednorazowe. Możesz o niej myśleć, co chcesz, ale ona też tego nie chciała.
- Ale wydarzyło się. – Przerwała mu Hermiona. – Harry, jesteście dorosłymi ludźmi, twoje tłumaczenia… nie są w ogóle tłumaczeniami. – Mimo swoich słów, położyła rękę na jego ramieniu. – Nic nie może usprawiedliwić, że zraniliście Ginny.
- Wiem, wiem! – Poderwał się. – Ale zrobiło się zbyt poważnie, nie wiedziałem jak to zakończyć.
- I co? Ten sposób okazał się najlepszy? – Palnęła i przetrwała zbolały błysk w zielonych oczach. – Nie patrz tak na mnie, to ty spierdoliłeś.
- Przyszłaś tutaj, żeby mnie dobić, czy co? – Burknął, a ona parsknęła niewesołym śmiechem.
- Nie, żeby cię pogłaskać po głowie. – Zaszydziła. – A jak myślisz, chłopcze-który-przeżył? – Dodała, by nie zostać źle zrozumiana. – Szczerze, Harry, nie wiem po co przyszłam. – Przyznała się po chwili ciszy. – Najpewniej do ostatniej chwili, łudziłam się, że wytłumaczysz, że to nie tak. A jak już się okazało… widzę, że cierpisz. Ale zdrada zbyt narusza moje własne zasady moralne, żebym mogła cię pocieszać.
- Nieważne, Hermiono. – Opadł znów na fotel. – Przecież wiem, że zasłużyłem. – Między nimi zapadła chwilowa cisza. – Ona mnie nienawidzi, prawda?
- Nie, Harry. – Szepnęła. – Ona cię kocha. I cierpi. – Chłopak skulił się w sobie. Westchnęła, klapnęła dłońmi o kolana i wstała. – Zastanów się, czego chcesz Harry. Bo mimo wszystko… nie jesteś obłudną osobą. A prawda należy się tobie, Ginny i nawet Natalie. Chociaż teraz, zachowaj się niczym gryfon.
Już się odwróciła i łapała za klamkę, jednak zawahała się.
- A i Harry. – Spojrzała na niego przez ramię, zapożyczając jedno ze spojrzeń Severusa. – Nie zbliżaj się do niej. Bo ona nawet nie będzie musiała mieć różdżki w pobliżu. Ja cię przeklnę. – I wyszła, uznając, że to koniec rozmowy. Harry nie pożegnał jej ani jednym słowem, a ona spokojnie zamknęła drzwi, spokojnie idąc do wyjścia.
Kobieta za kontuarem spojrzała na nią ze złością, ale Hermiona ją zignorowała, mając głowę pełną myśli. Podróż z biura aurorów do punktu aportacyjnego minęła jej jak przez mgłę. Dlatego, zawróciła na pięcie i po krótkim dystansie stanęła w kolejce do kominka. Teleportacja w obecnym stanie mogłaby się skończyć obrzydliwym rozszczepieniem, czego jednak wolała uniknąć, a spacer z dziurawego kotła dobrze jej zrobi.
Upewniła się, że ma różdżkę i uśmiechnęła się do czarownicy w brązowych szatach, która przypatrywała jej się z kolejki obok. Sama Granger musiała przyznać, że dość mocno wyróżnia się wśród czarodziejów w szatach czy garsonkach i garniturach. Miała najzwyklejsze w świecie starte jeansy, krótką bluzkę i na to narzucony kardigan. Mocniej opatuliła się swetrem, czując się naprawdę niestosownie. Gdy szła do Harry'ego mało ją interesowało. A teraz żałowała, że nie założyła przynajmniej butów na obcasie zamiast, kiedyś białych, trampek. W cholerę by to. Do tego włosy, które latały we wszystkie strony, mimo, że związała jej w kucyka. Próbowała je przygładzić dłonią, kiedy nadeszła jej kolej.
- Dziurawy kocioł. – Rzuciła proszkiem i po chwili otrzepywała się z sadzy w barze. Pomachała do Hanny, która jak zwykle stała za barem i wyszła na mugolski Londyn.
Znów obtoczyła się swetrem. Jak to Londyn ma w zwyczaju zrobiło się nagle chłodniej. I wilgotniej. Pomyślała z rozpaczą o swoich włosach. Jak to jest, że jako rodowita angielka z jednej strony, ma włosy aż tak podatne na wilgoć. Chwilami, rozumiała czemu jej ojciec ścina krótko włosy. Wpadła na jakiegoś mężczyznę, co wyrwało ją z rozmyślań.
- Przepraszam! – Zawołała, ale on tylko machnął ręką i poszedł dalej. – Brawo Hermiono, zaraz wpadniesz do Tamizy. – Mruknęła pod nosem, idąc dalej.
Mimo, że była dopiero piętnasta, na ulicach zaczęło wyłazić co raz to więcej ludzi. W autobusach, które ją widziały co raz to większe tłoki, a na psach kłębiło się o wiele więcej głów niż zwykle. Aspekt Londynu, którego nigdy nie lubiła. W Farley Hill, za dzieciaka miała dużo ciszy i nie było dużo ludzi, chyba że w godzinach szczytu na rynku. Kiedy już rodzice zabierali ją do stolicy to raczej przy okazji sympozjów, które odbywały się w dni powszednie, przez co ograniczali spotkanie z innymi turystami. Tęsknota za domem ścisnęła mocno za jej serce.
Nie wiedziała, czy to przez to, że jeszcze nie ta godzina, czy przez to, że nie było w pobliżu biurowców, bo nigdy się tym nie interesowała, ale Caring Ln było puste. Ledwo weszła na ulicę, odwracając się plecami do Tamizy, gdy poczuła nieprzyjemne mrowienie na karku. Nie zmieniając tempa, mocniej opatulając się swetrem, jakby było jej zimniej, a co pozwoliło jej zgarnąć różdżkę zza paska spodni.
Jak gdyby nigdy nic, skręciła w uliczkę za teatrem i przywarła plecami do ściany, mając w pogotowiu różdżkę. Jednak nikt nie nadszedł. Zmarszczyła brwi i wychyliła się delikatnie zza róg. Ulica nadal była pusta, a gdzieś w tle, za pasem zieleni błyszczała błękitna Tamiza.
- Obsesja chłopaków się u mnie odzywa. – Mruknęła zrezygnowana i ruszyła w stronę wejścia na Temidę.
Młoda Weasley wróciła z całą torbą pergaminów, które rzuciła na stół, zarzekając, że lepiej jej się pracuje tutaj, niż samej w pokoju. Siedziała przy redakcji jakiś artykułów, podczas gdy Hermiona czytała książkę, rozwalona na kanapie. Rozpaliły swój kominek i cieszyły się cichym, spokojnym wieczorem.
- Snape z tobą nie mieszka? – Wypaliła nagle Ginny. Rzuciła rudej przeciągłe spojrzenie przez cały pokój i wróciła do książki.
- Nie, ma przecież swoje mieszkanie. – Przewróciła kartkę.
- Ale śniadanie jadł tutaj.
- Tak, bo nocujemy czasem po sobie. – Z westchnieniem zamknęła książkę, tą samą co popołudniu. – Do czego pijesz, Gin? – Spytała prosto z mostu, a młodsza dziewczyna przestała sprawiać pozory, że skupia się na pracy i przeszła przez cały pokój, by usiąść obok niej na kanapie.
- Chce wiedzieć jak to wygląda. – Odparła prosto. – Ron tylko powiedział, że „bzykaliście się wcześniej, a ty jak głupia do niego wróciłaś", coś w tym tonie. – Wzruszyła ramionami. – Potem ogarnął temperament i nabrał wody w usta.
- Czyli przyszłaś tutaj, zrobiłaś mi awanturę, a nie wiedziałaś nawet połowy? – Zmarszczyła brwi, a policzki Ginny zaróżowiły się.
- Cóż, to chyba ten sławny temperament Weasley'ów? – Spytała niewinnie, stykając czubki palców.
- Rudy pomiot. – Mimo srogiego spojrzenia, które rzuciła przyjaciółce, cieszyła się. Taka Ginny jest lepsza od zrozpaczonej wersji którą gościła dzisiaj rano i po południu.
Ginny nie była jej przyjaciółką tylko dlatego, że była młodszą siostrą Rona czy późniejszą dziewczyną Harry'ego. Na dużej ilości płaszczyzn miały podobne charaktery, przez co potrafiły się zrozumieć. A tam, gdzie nie były podobne stanowiły dobre uzupełnienie. Obie były zaradne, ale podczas gdy Hermiona panowała nad sytuacją logiką, Ginny wkraczała emocjonalnie. W obecnym przypadku, doskonale zdawała sobie sprawę, że Weasley nie chce myśleć o Harrym, dlatego łapie się każdego, możliwego tematu i pracy umysłowej. Czyż Hermiona nie zrobiła tego samego, gdy pewien mistrz eliksirów zażądał cofnięcia deklaracji miłości?
- Chcesz wina? – Wypaliła nagle. – Powinnam jeszcze mieć. – Brązowe oczy przyjaciółki zabłysły figlarsko, mimo czającego się w nich smutku.
- Skoro proponujesz. – Zachichotała i patrzyła jak Hermiona wstaje i przechodzi do kuchni. – Możesz także zacząć opowiadać. – Zachęciła melodyjnie. Granger pokręciła ze zrezygnowaniem głową.
- Nigdy się nie podda. – Sarknęła. – O czym tu opowiadać, Ginny. Przyszłam do niego, by błagać go na kolanach o przyjęcie na praktyki, a byłam na tyle zdesperowana, że wyjechałam z długiem życia. – Spojrzała na nią znacząco, otwierając białe wino, które znalazła w szafkach. – Na co on, w glorii swojego charakteru, uświadomił mnie, że dawno go już spłacił, a równocześnie zaproponował inny układ, który dla każdego z nas miał byś korzystny. – Odstawiła butelkę na blat, po nalaniu do obydwu kieliszków. – Mieliśmy być partnerami do łóżka, no początkowo stwierdził, że to ja mam być jego… – Zacmokała, nie będąc w stanie wybrać odpowiedniego słowa.
- Podległą? – Zaproponowała przyjaciółka, odbierając szkło. Kiwnęła wdzięczna głową.
- Dokładnie. – Opadła na swoje poprzednie miejsce, odstawiając butelkę na stolik nocny. – Ale znasz mnie i raczej się domyślasz, że się nie udało. – Uśmiechnęła się porozumiewawczo. Powoli wiła opowieść. Ginny tylko kilka razy wcięła się z komentarzami. Lub śmiechem, kiedy opowiedziała jej jak skończyło się zapoznanie Severusa z jej ojcem.
- Jak to się stało? – Spytała nagle ruda, zlewając ostatnie krople z butelki. Opowieść o roku ich układu zajęła im wypicie całego kieliszka i właśnie napełniały drugą partię. – O co się pokłóciliście na ten czas, kiedy byłaś zombie. – Hermiona poczuła skurcz w żołądku, kiedy znów odtwarzała w głowie tamte chwile.
- Zakochałam się. – Wzruszyła ramionami, siląc się na nonszalancję. – Po odebraniu dyplomów wylądowaliśmy u niego. Zaczęliśmy się o coś sprzeczać, a ja oczywiście w moim temperamencie walnęłam mu tekstem, że go kocham. – Spojrzała na rozmówczynię, gdy tamta parsknęła śmiechem.
- Przepraszam, mów dalej, proszę. – Przekręciła oczami, ale wznowiła opowieść.
- Cóż, średnio jest co opowiadać. – Wzruszyła ramionami. – Kazał mi cofnąć wyznanie, stwierdzając, że nie mogę go kochać.
- Ale buc.
- Buc, nie buc, ostrzegał mnie przed tym. A moje głupiutkie serce nie posłuchało. – Zacisnęła usta w cienką linię. – Po prostu wyszłam wtedy od niego. Stwierdziłam, że nie jestem w stanie udawać nie-zakochanej.
- To co się zmieniło? – Spojrzała poważnie w trochę bledszy odcień brązu, niż jej własny.
- Kiedy pojechałam na ten zjazd mistrzów eliksirów. – Szepnęła, zaczynając. – Wyznał, że żałuje, że nie było go w ciągu tych trzech tygodni. A jak wracaliśmy, zaproponował związek, przyznając, że przywiązał się do mnie. A ja… – Ścisnęła mocniej kieliszek. – A ja jak głupia, zakochana, dziewczynka zgodziłam się na to. Ba, ja jestem, głupią zakochaną dziewczynką. – Jej głos był pełen goryczy. Poczuła drobne dłonie na swoich i spojrzała na Ginny.
- Nie jesteś głupia. – Pogłaskała ją po głowie. – To po prostu zakochanie. – Hermiona ufnie wtuliła się w wyczekujące ramiona przyjaciółki. – I z tego co widzę, też nie jesteś mu obojętna, Herm. Ale to facet, potrzebuje więcej czasu, żeby to ogarnąć.
- Jestem niepoprawna. – Odsunęła się od niej, na odległość ramion. – To ja powinnam pocieszać ciebie!
- Nie chce o tym myśleć. – Ucięła stanowczo. – Kiedyś przyjdzie czas się z tym zmierzyć, ale na tą chwilę, nie chce. – Kiwnęła głową, szanując jej decyzję.
- To kończymy to i idziemy spać, jutro mam dyżur w labie.
- Jasne, ale Herm… mogę z tobą spać?
Siedziała przy blacie, nachylając się prawdopodobnie nad raportami. Niedaleko od niej stał kociołek, który parował. Nie zdążył się odezwać, gdy podeszła do eliksiru i sapnęła ze zniecierpliwienia.
- Myślałem, że nauczyłem cię cierpliwości przy eliksirach. – Zauważył chłodno. Bambi podskoczyła przestraszona i spojrzała na niego tymi niewinnymi oczami.
- Myślałam, że wytłumaczyłam jak bardzo nie lubię być straszona. – Może jej głos cokolwiek by zrobił, gdyby nie wesołe iskierki w jej oczach. Powoli zaczął do niej podchodzić, dalej czując się średnio komfortowo pod jej czujnym spojrzeniem.
- Dobrze, jutro wyczaruje cały orszak trąb. – Sarknął i pochylił się, żeby ją pocałować.
- Co ty tu w ogóle robisz? – Spytała, kiedy już się wyprostował i jak gdyby nigdy nic, usiadł na jednym ze stołków przy barze. Rzucił jej srogie spojrzenie.
- Przyszedłem po ciebie, to chyba jasne. – Kiedy nadal na niego patrzyła, westchnął. – Chyba przestanę cię uważać za inteligentną. – Mruknął. – Seryjny morderca? Ludzie, dosłownie, rozwaleni w zaułkach?
- Przeżyłam wojnę bez ciebie. – Wypomniała cierpko, wracając do testu.
- Poprawka, przeżyłaś wojnę z moją pomocą o której nie wiedziałaś. – Wzruszył ramionami, uśmiechając się z wyższością.
- Och, idź się utop. – Machnęła na jego ręką, a on znów wstał i za nią.
- Nie tęskniłabyś? – Zaczął jeździć swoim nosem po jej szyi, a ręce zacisnął na biodrach. Mruknęła, odchylając głowę na bok, ułatwiając mu dostęp.
- Może trochę. – Zacisnęła dłonie na blacie, na co się uśmiechnął.
- Tylko trochę. – Zakpił, bawiąc się jej guzikiem od spodni.
- Może i bardzo. – Poddała się, by następnie odwrócić się do niego i złapać jego ręce. – I bardzo chciałabym, żebyś kontynuował, ale mam na głowie Erella. – Wskazała głową na kociołek, a on opuścił ramiona. Tez test, jeśli nawet o pół minuty się spóźnisz, będzie niemiarodajny.
- No proszę, jak zawsze przykładna panna Granger. – Ale odsunął się, na co spojrzała na niego z nową chęcią mordu.
- A idź się utop.
- Powtarzasz się, Bambi.
Po raz kolejny poprawiła się na kanapie i upiła łyk wina, wiedząc, że bardziej potrzebuje wiadra, niż kieliszek.
Severus z Ginny siedzieli naprzeciw siebie i prowadzili chyba niemą walkę na spojrzenia. Ich zawieszenie broni, które można było wyczuć, kiedy ruda przyszła wczoraj rano uleciało. Ona była nieufna co do niego, on z kolei był tak samo spięty, jakby właśnie wyszli z klasy eliksirów. Odczekała jeszcze minutę, zanim wybuchła.
- Nie rozmawiajcie tak zawzięcie, bo wam języki odpadną. – Sarknęła, znów biorąc łyka alkoholu, mając nadzieję, że pozwoli to przetrwać ten wieczór.
- Cóż, starsi czarodzieje mają pierwszeństwo w rozpoczęciu rozmowy. – Zauważyła niewinnie Weasley.
- Może starszy czarodziej nie chce z tobą rozmawiać, bo wysnujesz wnioski i mnie wyzwiesz. – Odparował bez wahania, a ona znów westchnęła.
Kiedy powiedziała Severusowi jaka jest sytuacja z Ginny, zaszydził i wydaje się, że jeszcze mocniej zawiesił się na jej przyjaciółkę.
- Słuchajcie, nie musicie się kochać. – Zaczęła powoli, jak do pierwszorocznych, kiedy była jeszcze prefektem. Mordujące spojrzenie Severusa było wystarczające, by stwierdzić, że to wyczuł. – Ale chociaż żebyście się tolerowali. Ty Ginny możesz mu zaufać, ja to robię. A ty Severus, nie masz prawa być zły o coś, co już zostało przeze mnie wybaczone. – Przeskakiwała wzrokiem od jednego co do drugiego. Ginny pierwsza skapitulowała, spuszczając napięcie z ramion. – Severus.
- Bambi. – Choć głos miał szorstki, uśmiechnęła się, bo wiedziała, że wygrała. Dopiero po chwili ciszy także odrobinę się zrelaksował. – Jesteś niezwykle upierdliwa.
- Wiem, wiem, ale i tak przy mnie jesteś. – Wywróciła oczami, nie przejmując się jego słowami.
- Zachowujecie się jak stare małżeństwo. – Zauważyła ruda, za co dostała jadowite spojrzenie pary z kanapy. – Tylko mówię. – Mruknęła melodyjnie, samej biorąc w końcu łyka wina.
- Ty za to zachowujesz się jak zestarzała panna z kotem. – Wymownie spojrzał na Krzywołapa, który przypałętał się do nóg fotela na którym siedziała. Hermiona już chciała go opieprzyć, że nie wypada tak mówić, ale błysk w oczach Ginny ją powstrzymał.
Pierwszy raz, zaczęła się bać co się stanie, jeśli ta dwójka się dogada.
Zamknęli cicho drzwi, a ona zachichotała w jego usta, cofając się do tyłu, aż nie poczuła ramy łóżka. Runęła do tyłu, a on za nią, opierając ciężar na przedramionach. Zjechał ustami na jej gładką szyję, a jedna z dłoni wjechała pod bluzkę, wędrując co raz to wyżej. Nie musiał długo czekać, aż podniosła się odrobinę do góry i ściągnęła górę, zostając tylko w staniku. Uśmiechnął się zwycięsko i pochylił się do jej piersi, zamykając jeden sutek w ustach. Jęknęła, a jej ręce powędrowały do jego paska. Odpięła go, podobnie jak on jej spodnie. Wsadził dłoń do jej bielizny, a ona rzuciła się w spazmie kiedy dotknął jej łechtaczki. Sama ściągnęła swoje spodnie z bielizną, dając mu lepszy dostęp. Wrócił ustami do jej ust, kiedy poczuł, że dobiera się do jego spodni. Oderwał od niej rękę, na co głośno zaprotestowała i odsunął się od niej. Opuścił do końca spodnie, wychodząc z nich i odrzucając na bok. Ściągnął też koszulę i znów się nad nią nachylił.
- Csii. – Mruknął. – Bo obudzisz swoją koleżaneczkę. – Zagroził z uśmiechem i znów głęboko ją pocałował, równocześnie wchodząc w nią głęboko. Jęknęła, jednak jego usta to zagłuszyły. Nie ruszał się przez chwilę. Przerwał pocałunek i spojrzał na nią.
Jej włosy były rozsypane na łóżku, a brązowe oczy błyszczały z podniecenia.
Była piękna.
I była jego.
Zaczął się szybko poruszać, nakręcony tymi myślami. Całował ją, zagłuszając jej jęki i przygryzał wargi. Oplotła ręce dookoła jego karku i wszczepiła je we włosy, drapiąc jej skórę. Warknął, kiedy doszła, zaciskając się na jego przyrodzeniu. Po kilku ruchach i on doszedł i opadł na nią.
Oddychali w ciszy, która została przerwana tylko przez krótki mlask, kiedy z niej wyszedł i położył się obok.
- Chodź, popraw się. – Mruknął, ciągnąc ją na górę, zanim zaśnie. Ułożyli się pod kołdrą, a Bambi była już ledwo przytomna, więc nie zdziwił się, że zasnęła całkowicie, kiedy dotknęła poduszki.
Półleżał w ciemnym pokoju, rozpamiętując ten wieczór. Cóż musiał przyznać, że młoda Weasley była lepszym kompanem niżby się spodziewał, zwłaszcza po jej haniebnym zachowaniu tydzień temu. Finalnie musiał uznać wieczór za udany, zwłaszcza z takim finałem.
- Kocham cię. – Zesztywniał i spojrzał na brązowowłosą, która z mrukiem przekręciła się i opadła tym samym na jego klatkę piersiową. Oddychał głęboko, ale z każdą kolejną chwilą, patrzenia na jej spokojną twarz, odprężał się.
Nie wiedział, czemu taka dziewczyna zakochała się w takim człowieku jak on. To nie miało dla niego najmniejszego sensu. Podobnie jak to, jakim cudem jest w stanie znieść jej dotyk na jego klacie. I co gorsza, podoba mu się to. Samoistnie zaczął przeczesywać jej włosy, zastanawiając się nad istotą jego relacji z Hermioną.
Nie dotrwał do świtu. Zasnął wtulony w jej ciepłe, miękkie ciało.
