Siedział spokojnie na fotelu i huśtał końcówką ognistej Whisky w szklance z rżniętego kryształu. Wpatrywał się w płomienie w kominku i nie odwrócił od nich głowy, nawet kiedy w pomieszczeniu rozbrzmiały kroki.
- Znowu mnie przerażasz. – Mruknęła kobieta, która opadła z westchnięciem na fotel naprzeciw. – Może nalałbyś damie drinka? – Prychnęła.
- Masz jeszcze różdżkę, użyj jej. – Burknął i dopił resztkę alkoholu.
- Haruje dla ciebie przez większość nocy w miesiącu, mógłbyś mi nalać przynajmniej drinka. – W odpowiedzi usłyszała tylko prychnięcie. W końcu mężczyzna wstał, przeciągnął się i zawisł nad dziewczyną.
- Harujesz, bo inaczej wylądujesz w zakichanym Azkabanie. – Szepnął. – A nawet jeśli i tak nie nalałbym ci tego pieprzonego drinka za to, co spieprzyłaś ostatnio.
- Ja spieprzyłam? – Wstała gwałtownie i spojrzała w górę w oczy górującego nad nią mężczyzny. – To ty zadziałałeś w złym momencie. To twój chory pomysł i to ty odpowiadasz za jego realizację. Ja tylko zapewniam zaplecze. – Silna męska dłoń złapała za jej policzki i boleśnie ścisnęła.
- Nie zapominaj, gówniaro, z kim rozmawiasz. – Syknął, na co z oburzeniem uderzyła go w ręce.
- Z dziedzicem upadłego rodu? – Zironizowała.
- Z kimś, kto dokończy to, czego Voldemort nie dokonał, przez tego zakichanego bękarta.
Wyskoczyła z zielonych płomieni i tylko zaczesała nieujarzmioną grzywę do tylu. Pierwsze co usłyszała to łomot. Po chwili poczuła ciepło płomieni i tuż obok niej stanął Severus.
- Ginny?! – Zawołała, a do salonu wleciała zapłakana ruda.
- Hermiona! – Rzuciła się na szyję przyjaciółki.
- Co z Harrym? – Spytała spanikowana, odrywając ją od siebie. Kątem oka zobaczyła jak mężczyzna przechodzi przez salon. – Czy coś mu się stało? – Zapłakana twarz Weasley wygięła się w grymasie.
- Nie co z nim. Tylko co on zrobił…
- Hermiona! – Wypowiedź młodszej dziewczyny przerwał podniesiony głos Snape'a. Obie pobiegły do przedsionka, gdzie czarnowłosy pochylał się nad czarnoskórym chłopakiem.
- Blaise? – Przykucnęła przy znajomym i zbadała pobieżnie wzrokiem. – Kto go przeklnął?
- Ha…Harry. – Załkała jej przyjaciółka, która opadła obok niej na kolana.
- Czym? – Spytała rzeczowo, ale usłyszała tylko łkanie. – Ginny! Skup się! Czym dostał.
- Chyba… chyba oszałamiaczem. – Wymamrotała, a Hermiona odetchnęła.
- Severus, przeniesiesz go na kanapę? – W momencie, kiedy Snape kiwnął głową, kominek w salonie się aktywował i wparował rudowłosy chłopak.
- Ginny? Ginny! – Ron wleciał do nich do przedsionka i uklęknął przy siostrze, oceniając czy nic jej nie jest.
Hermiona już połączyła fakty. I podjęła decyzję.
- Gin, musisz się opanować. – Rozkazała. – Severus, zajmij się Blaisem, Ginny idź z nim i pomóż na tyle ile umiesz, bylebyś nie przeszkadzała. – Mężczyzna, jakby wyczuwając, że bez sensu jest się z nią kłócić wstał z chłopakiem na rękach i ruszył do salonu. Ona także wstała i powtrzymała Rona, który już chciał iść za siostrą. – Ty zostań. Trzeba to wszystko skończyć. Teraz. – Spojrzała w błękitne oczy, w których zabłysło zrozumienie. Kiwnął niepewnie głową. – Severus, zajmij się nimi, kiedy mnie nie będzie.
- Uważaj na siebie. – Odparł z salonu.
Podeszła z Weasleyem do drzwi, łapiąc go za rękę.
- Gotowy? – Szepnęła.
- Nie, ale masz rację. – Ścisnął jej dłoń. Westchnęła i odblokowała drzwi.
Zanim ziole oczy, pełne furii ich zauważyły, zanim dłoń, która miała uderzyć w drzwi ich uderzyła, Hermiona zanurkowała w stronę przyjaciela i złapała go za ramię. I cała trójka zniknęła z pyknięciem.
Ginny, kiedy usłyszała dźwięk teleportacji, poderwała głowę. Najpierw spojrzała na wejście do salonu, potem na Severusa, który akurat opadł na fotel.
- Gdzie oni…
- Muszą w końcu oczyścić atmosferę między nimi. – Wzruszył ramionami. – Plus podejrzewam, że Hermiona złoi Potterowi skórę.
- A co z…
- Zaraz powinien się obudzić. Nic mu nie jest.
- Czyli co? Mam się o nic nie martwić? – Opadła na fotel naprzeciw niego.
- Tego nie powiedziałem. – Rozsiadł się wygodnie. – Nie daje ci gwarancji, że tych dwóch półgłówków wróci z tego spotkania.
Impet, z którym wpadła na Harry'ego nie zniknął w momencie teleportacji. W efekcie wywalili się, kiedy tylko stali się materialni. Pierwszy poderwał się Potter i spiorunował ich wzrokiem. Zaraz po nim wstał Ron i stanął pomiędzy nią a przyjacielem. Hermionie się nie śpieszyło. Nawet więcej, ona po prostu nie chciała wstawać. Podniosła się do siadu i wygodnie ułożyła.
- Co to było?! – Krzyknął wybraniec. – Co tu się…
- Uspokój się i usiądź. – Przerwała mu stanowczo. – Ty też Ron. – Były chłopak spojrzał na nią z oburzeniem, ale widząc jej wyraz twarzy, posłuchał się jej i usiadł. Potter potrząsnął głową i zaczął chodzić w miejscu. Skorzystała z chwili ciszy zamykając ich w bańce antyteleportacyjnej, żeby chłopak nie mógł uciec. – Wiesz, gdzie jesteśmy? – Spytała spokojnie, chowając różdżkę.
- Na szczerym polu! Podczas gdy powinienem być gdzieś indziej! – Tupnął nogą, na co tylko pokręciła głową.
- Siedziałeś na moim miejscu, kiedy zobaczyłeś patronusa Severusa. – Wytłumaczyła, a owe słowa sprawiły, że czarnowłosy się zatrzymał, a spojrzenie Rona zabłysło zrozumieniem. – Nocowaliśmy w tym miejscu, kiedy Ron do nas wrócił. Ukrywaliśmy się tutaj i baliśmy o nasze własne życie, właśnie tutaj. – Nadal nie wstawała, a hardość jej spojrzenia nakazywała usiąść Potterowi. W końcu posłuchał.
- Co się z nami stało? – Szepnął Ron, podwijając kolana pod brodę. – Kiedyś… kiedyś byliśmy razem niezależnie od wszystkiego, a teraz mam wrażenie, że ledwo się znamy.
- Dorośliśmy. – Odparła prosto. – Wyjątkowo gównianie, jeśli mam być szczera. – Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu. – Dlaczego, Harry?
- Dlaczego dorośliśmy? Zgaduje, że taka naru… ała! – Podskoczył znów na proste nogi, kiedy uderzyła go zaklęciem żądlącym.
- Nie rób ze mnie idiotki, Harry Jamesie Potterze! – Syknęła, mrużąc oczy. Jego ramiona opadły, a zaraz po nich reszta ciała.
- Poszedłem do was, żeby porozmawiać. Wyjaśnić wszystko. – Podrapał się po potylicy. – Ale otworzył mi on i… Wiem, że jestem samolubny, ale świadomość, że Ginny…
- Ruszyła dalej? – Syknął Ron, a Hermiona postanowiła się w to nie wtrącać. Ginny to jej przyjaciółka, ale to Weasley jest jej bratem. – Do cholery, Harry! Czy ty zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś?! Zdradziłeś ją! Zachwiałeś jej zaufaniem, podczas gdy cię kochała! Nie masz prawa być zły, że ktoś u niej był! Straciłeś je. – Dokończył gorzko.
- Kurwa, rozumiem to. – Złapał się za włosy. – Ale nie poradzę, że to Gin… Wiem, że nie mam prawa. Wiem, że powinienem dać jej odejść, ale… Jakaś część mnie nie potrafi jej puścić. Żebyście mnie źle nie zrozumieli, kocham Natalie ale Ginny wydaje się ponad tym.
- Myślę, że gwoździem do trumny było łączenie się w związki. – Szepnęła. – Ja i Ron nie mogliśmy się zetrzeć i ruszyć dalej ze swoim życiem, podczas gdy ty i Gin żyliście w bańce, którą wam narzucono. – Zapatrzyła się na liść. – Nie mówię, że się nie kochaliście ale myślę, że jesteśmy zbyt blisko siebie. Kochamy się tak, jak rodzina siebie kocha. Dbamy o siebie jak rodzina o siebie dba. Myślę… myślę, że twoje uczucia do Ginny plus poczucie winy wynikające z kabały którą wywinąłeś sprawiają, że boisz się, że zostanie skrzywdzona. – Spojrzała na chłopców. Jej chłopców i westchnęła. – Odpuść, Harry, bo ty ani ona długo tak nie pociągniecie. Potrzebujecie się nawzajem, tak jak ja potrzebuje Rona czy ciebie.
- Myślisz, że to możliwe? – Szepnął.
- Trudne, ale możliwe. – Wzruszyła ramionami. – Ty też, Ron. Odpuść. Nie pozwól, żeby nieudany związek twojej siostry i przyjaciela przekreślił to co przeżyliśmy. To boli, ale to było ryzyko kiedy zaczęli się umawiać.
- Łatwo ci mówić, Miona. To moja siostra. – Prychnął.
- Wiem, że łatwo brzmi. – Skupiła na nim swoją uwagę. – Ale nie oszukasz mnie, mówiąc, że nie brakuje ci Harry'ego. – Zacisnął usta i opuścił głowę, pozwalając, żeby grzywka zasłoniła mu twarz. Westchnęła. – Ja też przepraszam. – Szepnęła, patrząc na swoje paznokcie. – Odcięłam się od was mając sekrety, które oddaliły nas od siebie.
- Czemu nic nam o tym nie mówiłaś? – Spytał Harry.
- Bo byście uznali to na nierozważne. Takie… nie moje. – Zaczesała nerwowo włosy. – Od jedenastego roku życia mam być tą poukładaną i nie mieliście nigdy oporów, żeby mi o tym przypominać. I podczas, gdy przez cały Hogwart nie miałam nic swojego – Nabrała nerwowo powietrza. – To Severus i to co między nami było moje, całkowicie. I samolubnie chciałam to zatrzymać. Przepraszam.
- Nie, Miona. – Szepnął czarnowłosy i podpełzł do niej siadając u jej boku, identycznie, tylko z drugiej strony, zrobił to Ron. – To my, ja, dałem ciała. Jesteście dla mnie rodziną, najbliższą jaką mam. – Położyła głowę na jego ramieniu.
- I jak w każdej rodzinie czasem wywala szambo. – Zachichotał Ron, oplatając swoją dużą dłoń jej palce.
- Ale jak w każdej rodzinie można dojść do porozumienia. – Szepnęła.
Siedzieli w salonie i cicho rozmawiali. Zabini przykładał sobie worek z lodem do guza, którego sobie nabił podczas upadku, podczas gdy Ginny piła zieloną herbatę, odzyskując spokój. On poczęstował się szklanką Whisky i ignorował ich rozmowę, zatopiony w myślach.
Nie wiedział w jakim stanie wrócą, a wiedział, że Bambi może zareagować w różnorodny sposób. Westchnięcie, które wydał sprawiło, że rozmowa zamilkła.
- Myślisz, że kiedy wrócą? – Spytała cicho. Spojrzał na nią uważniej i zacisnął usta.
- Nie wiem. – Pokręcił głową. – Ale albo wrócą i naprawią to co między nimi było albo totalnie to pogrzebią.
- Nigdy… Nigdy nie chciałam stawać na drodze ich przyjaźni.
- I nie stoisz. – Mruknął Blaise. – Muszą wyjaśnić różnice światopoglądowe, to wszystko.
Kiedy miał coś dopowiedzieć, do salonu wleciał orzeł i rozłożył skrzydła.
- Z chłopakami trochę nam się jeszcze zejdzie. Nie czekajcie na nas. Ja wrócę prosto do rodziców. – Rozpoznali głos Hermiony, a Severus się spiął.
Z Ginny opadło napięcie i przejechała dłońmi po twarzy.
- Dobra, ja idę spać. – Zdecydowała i wstała. W jej ślady poszedł Blaise.
- Ja też już uciekam. – Zapatrzył się na dziewczynę. – Dzięki za wieczór, był miły, mimo guza. Do zobaczenia, Severusie.
- Odprowadzę cię. – Zaoferowała Ginny i wyszła za nim z salonu.
Severus słyszał szeptaną rozmowę między nimi, ale nie przejmował się nią. W głowie miał tylko patronusa Bambi.
- Co się stało? – Spytała dziewczyna, kiedy wróciła do salonu.
- Czy wiesz… czy wiesz, od kiedy Hermiona ma takiego patronusa? – Spojrzał na nią, w końcu odrywając spojrzenie od jednego miejsca. Zapatrzyła się na niego z różdżką w dłoni, odsyłając brudne naczynia do kuchni.
- W sumie sama się zdziwiłam. – Wzruszyła ramionami. – Miała wydrę, ale podejrzewam, że jej uczucia tak diametralnie się zmieniły, że nie jest to aż tak szokujące. – Znów zamilkła, tylko patrząc. – Wiesz, że cię kocha, czemu to cię aż tak przeraża?
- Bo to wykracza poza zwykłe zakochanie. – Mruknął poważnie. – Dodatkowo, przerażą mnie widok orła. – W jego oczach pojawił się mroczny błysk. – Nie jest godłem tylko dla krukonów. Ale także dla Prince'ów.
Wyszła z kominka w salonie rodziców i otrzepała sweter. Nie zrobiła kilku kroków, kiedy lampka przy kanapie się zapaliła, a Severus podniósł się do pozycji siedzącej.
- Chce wiedzieć, gdzie byliście? – Mruknął przeciągając się. Podeszłą do niego z uśmiechem i przytuliła, kiedy wstał.
- To tu to tam. – Mruknęła, stając na palcach i całując go w usta. – Ale finalnie skończyliśmy w barze wylewając trochę mugolskiego alkoholu. – Odsunęła się, zgasiła lamkę i ruszyli do pokoju.
- Mam nadzieję, że to było radosne świętowanie. – Mruknął, wchodząc za nią do pokoju.
- Bardzo. – Usiadła na łóżku. – Między Harrym i Ronem jest jeszcze trochę napięcia, ale najgorsze minęło. – Uśmiechnęła się szeroko, by po chwili spoważnieć. – Severus, co do patronusa…
- Nie. – Uklęknął przed nią. – Nic nie mów, proszę. – Pogłaskał jej policzek. – Podejrzewam, co chcesz powiedzieć i wiem, że nie jestem na to gotowy.
- Cały czas tak będzie? Będziemy nie mówić o tym, że cię kocham i że ty nigdy nie pokochasz mnie? – Spytała gorzko.
- A tak nie jest lepiej? – Podniósł brew. – Nie chce ci przypominać… nie chce ci przypominać, że ty dajesz więcej.
- A daje? – Prychnęła i nachyliła się nad nim, całując go delikatnie w czoło. – Wszystko co ci daje oddajesz z nawiązką, tylko bez tego jednego uczucia, którego brakiem się pogodziłam. – Szepnęła. – Nie odsuwaj się ode mnie tylko dlatego, że mnie nie kochasz. Wiem o tym. I zgadzam się na to.
- To nie jest w porządku w stosunku do ciebie.
- Nie jest. – Pokręciła głową. – Ale mam to gdzieś.
Weekend u jej rodziców się skończył i musieli wrócić do szarej codzienności. Severus odwiózł ją do niej, pocałował na pożegnanie i odjechał do siebie. A kiedy wróciła do mieszkania bardzo długo rozmawiała z Ginny o wszystkim co wydarzyło się w ciągu kilku dni. Później wróciła rutyna.
Do środy było spokojnie, a nawet nudno. Siedziała cały czas w mieszkaniu, podczas gdy Ginny siedziała non stop w redakcji. Od czasu do czasu wpadał Ron, z wizytą, żeby nie zwariowała, oraz Arthur, który przynosił jej dokumentacje, żeby mogła na nie popatrzeć i spróbować wysnuć z niej jakiekolwiek wnioski. Sprawa mordercy stała w miejscu i biuro aurorskie chwytało się wszystkiego.
W środę stwierdziła, że ma wszystkiego dosyć. Ubrała się pośpiesznie i wyszła z mieszkania, doskonale zdając sobie sprawę z aurora wiecznie trzymającego się kilka kroków za nią.
- Idę na Pokątną. – Mruknęła do niego i wyciągnęła do niego rękę. – Nie utrudniajmy sobie pracy. – Wyjaśniła na jego zdziwiony wzrok. Chwycił ją za rękę i razem się aportowali.
Kiedy już była na ulicy ruszyła przed siebie. W końcu doszła do kamienicy, gdzie ponownie się odwróciła do aurora.
- Poczekaj na mnie, proszę. – I weszła, witając się z Kath, za kontuarem. – Jest sam?
- Tak, zapraszam. – Wskazała dłonią windy, ale Hermiona je zignorowała i ruszyła schodami. Dotarcie na najwyższe piętro zajęło jej więcej energii niżby sobie tego życzyła. Dlatego obiecała sobie powrót do porannych przebieżek.
Stojąc pod jego drzwiami westchnęła i zapukała po czym weszła.
- Sev… – Przystanęła w progu, kiedy o mało co nie weszła w rosłego mężczyznę. – Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz. – Mruknął Severus, wychylając się zza mężczyzny i wyciągając do niej rękę. Czując jego złość, wibrującą pod jego spokojnym tonem, złapała za dłoń i stanęła przy Severusie.
Jego gość był równie wysoki co on. Miał pociągłą twarz i smutne brązowe oczy, a czarne włosy były związane w eleganckiego kucyka. Kogoś jej przypominał ale nie mogła umiejscowić jego twarzy.
- Owszem, właśnie wychodziłem. – Nieznajomy uśmiechnął się wąskimi wargami, co wywołało u dziewczyny niepokój. – Coż, do zobaczenia. Odwrócił się na pięcie i ruszył do drzwi.
- Mam nadzieję, że za kolejne kilkadziesiąt lat. – Mrkunął Severus.
- Och, a ja mam nadzieję, że jednak szybciej. – Jego uśmiech się poszerzył, a po plecach dziewczyny przebiegły ciarki. – Bratanku.
