Rozdział 10: Odrobina uwielbienia

— Powinieneś częściej nosić szorty.

Mycroft otworzył oczy i spojrzał obok, gdzie Gregory leżał z uroczym, zaraźliwym uśmiechem. Prychnął, spoglądając na niego z zaciekawieniem.

— I jaki miałby być tego powód, Gregory? — zapytał cicho, przysuwając się nieco bliżej do ciepłego ciała będącego tuż obok.

Jego kochanek mówił naprawdę kilka najdziwniejszych rzeczy, w czasie gdy dochodzili do siebie po intymnych zajęciach. Obserwował, jak starszy mężczyzna oparł się na łokciach, by móc na niego spojrzeć.

— Twoje nogi, Myc — odpowiedział, a jego spojrzenie przesunęło się w dół na dany przedmiot. Mycroft poczuł ukłucie samoświadomości, a jego policzki zarumieniły się z zażenowania.

— Naprawdę, Gregory. Nie w takim rodzaju pracy jak moja.

Nie było mowy, żeby ktoś przyłapał go na noszeniu czegokolwiek innego niż dopasowany garnitur. Nawet jego „domowa" odzież była bardziej elegancka niż to, co większość osób posiadała.

— W takim razie tutaj — powiedział Greg niemal skamląc.

— Nie rozumiem dlaczego… — zaczął, ale zamilkł, gdy kochanek zmienił pozycję.

Patrzył, jak Greg przesuwał się w dół łóżka i usiadł między jego nogami. Natychmiast podniósł się i uniósł pytająco brwi.

Zamiast rozpocząć kolejną rundę seksu, co jak Mycroft sądził, że chce zrobić starszy mężczyzna (co normalnie byłoby śmieszne, ale wydawało się, że jak na dwóch starszych panów, mają dość aktywne libido), Gregory złapał delikatnie jedną z jego nóg i uniósł ją, by móc położyć jego kostkę na swoim ramieniu. Później Lestrade obrócił głowę i przycisnął swoje usta do łydki kochanka. Pocałunki były powolne i czułe, najwyraźniej inspektor nie śpieszył się podczas tych pieszczot. Mycroft czuł na swojej skórze każdą krzywiznę tych cudownych ust. Nie mógł tego zrozumieć. Patrzył, próbując zrozumieć tę obsesję. Jego nogi nie były niczym specjalnym. W rzeczywistości były raczej chude, blade i owłosione. Mycroft szczerze nienawidził ich bardziej niż swojego brzucha. Jednak drugi mężczyzna wydawał się nimi oczarowany.

— Są wspaniałe — szepnął Gregory naprzeciw jego skóry, przesuwając dłonią po zewnętrznej stronie nogi tuż nad kostką do jego uda.

Mycroft nie mógł powstrzymać się od westchnięcia przyjemności, które mu uciekło. Położył się z powrotem na materacu. Musiał przyznać, że to wszystko było bardzo kojące.

— Nie masz pojęcia, Myc. Nie wiesz, jakie są piękne.

— Mmmmm… zaczynam rozumieć — mruknął w odpowiedzi, czując trzepotanie w piersi. — Ale nie krępuj się przed dalszym udowadnianiem tego.

Tylko przy Gregorym tak się czuł. Jakby był pod opieką i kochany. Czuł się tak tylko z tym konkretnym inspektorem. Nie było tutaj żadnych ukrytych motywów, żadnej ostatecznej rozgrywki i kłamstw.

Niemal zaprotestował cicho, kiedy jego noga zastała opuszczona z powrotem na łóżko, ale protest zmienił się w uśmiech, gdy Gregory po prostu przeniósł swoje zainteresowanie na drugą nogę. Rozpoczął tę samą, powolną ścieżkę pocałunków jak na pierwszej, a Mycroft westchnął z radości. Tak, pozwoliłby Gregory'emu chwalić swoje nogi, robić wszystko co chciał, gdyby miał się czuć w ten sposób.

Pocałunki dodarły do jego kolana, idąc dalej niż na pierwszej, powodując, że pocieszające uczycie zmieniło się na nieco bardziej podniecające. Mycroft otworzył oczy i spojrzał przenikliwie na mężczyznę przed sobą. Ich spojrzenia spotkały się w bezgłośnej rozmowie i ten zaraźliwy, psotny uśmiech powrócił na twarz Gregory'ego. Mycroft odwzajemnił się tym samym.

— Co? — zapytał niemal beztrosko. Jego tętno wzrosło. Gregory zaśmiał się.

— Nic, kochanie.

Wyprostował się, kontynuując dalej pocałunki na nodze, a także delikatnie masował napięte mięśnie. Mycroft pozwolił, by jego powieki zatrzepotały, kiedy cieszył się wrażeniami. Gdyby chciał nadać temu nazwę, powiedziałby, że Gregory wydawał się czcić odrobinę jego nogi. To było miłe. Modlił się, żeby nigdy nie chciał przestać tego robić.