Rozdział 13: To twoje imię
— Zachowuj się, Myc. — Mamusia Holmes fuknęła ze zmęczeniem, gdy oboje wymienili ze sobą dość napięte słowa. W każdym razie, tak było w przypadku Mycrofta.
— Mycroft to imię, które mi dałaś i mogłabyś postarać się go używać —– warknął, a na jego twarzy pojawił się sarkastyczny uśmiech. Jego mama nie wyglądała na szczególnie obrażoną, bardziej na zirytowaną i dezaprobującą, ale nic na to nie odpowiedziała. Greg przyglądał się tej wymianie w milczeniu, a kiedy mamusia Holmes poszła zanieść kosz do salonu, również wstał. Jego poruszenie przyciągnęło spojrzenie młodszego mężczyzny, który uniósł brew. — Gregory?
— Możemy wyjść? — zapytał cicho.
Nie czekając na odpowiedź wyszedł na zewnątrz i wyciągnął papierosy, po czym jednego z nich zapalił. Po chwili, Mycroft dołączył do niego, a Greg wyjął kolejnego papierosa, aby mu go dać. Jego partner mrugnął z aprobatą i zapalił.
— Nie musiałeś być dla niej taki nieuprzejmy — powiedział po chwili Greg. — Twoja mama jest cudowną kobietą.
Rodzice Mycrofta nie byli tacy, jak się spodziewał, kiedy się z nimi spotkał i wciąż był lekko zdumiony. Z rozbawieniem uznał, że nie miał pojęcia, jak rodzeństwo Holmes okazali się tacy, a nie inni z rodzicami, którzy byli tak samo zwyczajni jak jego.
— Jest nieznośna — westchnął Mycroft, zaciągając się mocno papierosem. Greg przewrócił oczami i uśmiechnął się. Przypuszczał, że każdy rodzic był taki.
— Jeśli tak bardzo nie znosisz zdrobnienia Myc, to dlaczego pozwalasz, abym go używał? — zapytał z ciekawością.
To, jak rzucił się na swoją matkę z tego powodu, wyjaśniało nieco bardziej, dlaczego nalegał na to, by nazywać go Gregorym. Pełne imię, bez żadnych zdrobnień. Minęło trochę czasu, zanim otrzymał odpowiedź na swoje pytanie.
— Jesteś kimś innym.
Również nie tego oczekiwał. Greg spojrzał na niego z rozbawieniem.
— Jestem kimś innym?
— Oczywiście, że jesteś Gregory. — Teraz został nagrodzony zbolałym spojrzeniem Mycrofta Holmesa. — Jesteś kimś innym dla mnie. Jesteś moim wyjątkiem. To brzmi jak banał, ale tak jest.
— To nie brzmi jak banał — odparł cicho Greg.
Przysunął się bliżej, by owinąć ramię wokół talii Mycrofta i położył głowę na jego ramieniu, gdy palili w ciszy. Naprawdę był kimś innym dla Mycrofta i nie miał nic przeciwko temu. Właściwie czuł się dobrze. Był wyjątkiem od wszystkiego, co polityk zbudował wokół swojego życia. W przeciwnym razie, nie byli by tacy, jak teraz.
— Czyli naprawdę nie przeszkadza ci, że nazywam cię Myc? — zapytał po chwili.
Mycroft upuścił papierosa na ziemię i zgasił go obcasem, śmiejąc się.
— To tylko imię, Gregory — powiedział cicho, uśmiechając się z delikatnością.
— Ale to twoje imię — odparł Greg, prostując się. Spojrzał na młodszego mężczyznę. — I jest to dla mnie ważne, dobrze?
Mycroft nic nie powiedział. Zamiast tego przyłożył smukłą dłoń do policzka Grega i pochyliwszy się, pocałował go delikatnie. Obaj smakowali mentolem. Lestrade przesunął się nieco bliżej, owijając obie ręce wokół ciała partnera. Czas mijał, kiedy się całowali, a Gregowi szumiało w głowie jak nigdy dotąd.
— Chłopcy, już prawie czas na lunch! — Usłyszeli wołanie mamusi Holmes z wnętrza domu. — Dobrze by było również, gdybyście przestali dawać sąsiadom darmowe przedstawienie!
Na ten komentarz, Greg osunął się czerwony niczym burak. Odchrząknął nerwowo. Mycroft wyglądał na rozbawionego.
— Cóż… — zaczął, rozglądając się wokół, by sprawdzić, czy rzeczywiście ktoś ich obserwował.
Wydawało się, że nie. Chociaż biorąc pod uwagę, że inne domy w rzeczywistości nie znajdowały się w pobliżu domostwa państwa Holmes szanse na to były i tak niewielkie. Mycroft wyciągnął dłoń i przeciągnął delikatnie paznokciami po głowie Grega.
— Bawi się z tobą, kochanie. Mówiłem ci, że jest nieznośna.
— Cóż, myślę, że jest cudowna, Myc.
Mycroft przewrócił oczami, ale nie przestał się uśmiechać.
— Jestem tego świadom.
