Rozdział 27: Bezsenność

Mycroft powstrzymał jęk ulgi, gdy przekroczył próg domu. Odłożył walizkę i parasol. Właśnie wrócił z tygodniowej podróży służbowej, która wymagała od niego całkowitego skupienia i zaangażowania. Polityk nie spał ponad 36 godzin. Było za dużo do zrobienia, by spać. I chociaż udało mu się zignorować zmęczenie, żeby móc wykonać swoją pracę, teraz, gdy znalazł się w domu, był padnięty.

Gregory jeszcze nie wrócił, więc oprócz niego w domu nie było nikogo. Tak przynajmniej zakładał. Z lekkim grymasem poszedł do sypialni, by rozpakować zawartość walizki i przebrać się w wygodną piżamę. Wszystko było odpowiednio powieszone lub rzucone do kosza do prania, zanim pozwolił sobie na chwilę przerwy. Zakładając szlafrok, wrócił do kuchni, by przygotować herbatę.

Kiedy kończył pić, drzwi frontowe otworzyły się i zamknęły, ogłaszając przybycie jego partnera. Mycroft zakrył usta, gdy owładnęło go intensywne ziewnięcie, i poszedł przywitać starszego mężczyznę.

— Myc, witaj w domu. — Gregory uśmiechnął się słodko, przyciągając go do siebie. — I jak było?

— Jestem wyczerpany — mruknął zirytowany Mycroft.

Spojrzenie tych cudownych, brązowych oczu, które tak bardzo kochał, złagodniało. Holmes westchnął, kolejny raz ziewając szeroko.

— Chodźmy do łóżka, okej? — spróbował go nakłonić Lestrade, jednocześnie nie pytając, kiedy polityk ostatni raz spał.

Mycroft skinął jedynie głową, podążając bez słowa za swoim partnerem do sypialni. Na miejscu wyminął Gregory'ego i wczołgał się do łóżka, podczas gdy inspektor przebierał się w piżamę, by później do niego dołączyć.

Można by założyć, że leżenie we własnym łóżku, z ciepłem bijącym od leżącego obok partnera, bez potrzeby wykonania jakiekolwiek pracy wiszącej nad głową, pozwoliłoby mu z łatwością zasnąć. Jednak Mycroft leżał na materacu, wpatrując się w sufit z szeroko otwartymi oczami. Był wyczerpany i nie mógł zasnąć. Westchnął. Obok niego materac poruszył się, gdy Gregory obrócił się na bok i spojrzał na niego.

— Nie możesz zasnąć? — zapytał.

Mycroft westchnął raz jeszcze i spojrzał na starszego mężczyznę.

— To powinno być dość oczywiste — powiedział trochę bardziej szorstko, niż planował.

To musiało być zmęczenie, które sprawiało, że się denerwował. Gregory jednak nie wydawał się tym zaniepokojony. Zamiast tego owinął ramiona wokół polityka i, przyciągając go blisko siebie, złożył pocałunek na jego głowie. Mycroft zwinął się naprzeciwko niego, przyciskając twarz do jego obojczyka.

Gregory zaczął przeczesywać rude włosy Mycrofta, przesuwając palcami w dół na jego szyję i powtarzając ruch później cały ruch. Potem, po kilku chwilach ciszy, zaczął nucić. Mycroft nie rozpoznał melodii. Unosząc brew, odsunął się na tyle, by móc spojrzeć na Gregory'ego.

— Co robisz? — zapytał cicho, patrząc na mężczyznę zmęczonym spojrzeniem.

— Kiedyś śpiewałem to dziewczynkom, gdy nie mogły zasnąć — odpowiedział Gregory.

Mycroft zamrugał.

— Nie jestem dzieckiem, Gregory — mruknął, marszcząc lekko brwi.

— Jestem tego świadomy. Zaufaj mi, Myc.

Mycroft nie odpowiedział, ale po chwili skinął głową i zamrugał ponownie. Lestrade wznowił nucenie. W słabo oświetlonym pokoju Mycroft skupił się na tych dźwiękach i poczuciu obejmujących go ramion oraz na spokojnym oddechu. Pozwolił, by powieki mu się zamknęły, gdy cieszył się tymi wrażeniami.

Nie mógł stwierdzić, kiedy zasnął. Zdecydowanie nie minęło więcej niż dziesięć minut od rozpoczęcia nucenia. Sen, w który zapadł, był głęboki i spokojny, pozbawiony wszelkich zmartwień. Tylko on i Gregory. Tak powinno być.