Rozdział 35: Ubierz moje
— Cholera, spóźnię się — jęknął Greg, miotając się tam i z powrotem po pokoju, podnosząc ubrania, które były porozrzucane dookoła.
Nadal był na wpół nagi i nie mógł znaleźć swojego krawata, a ślub Johna miał zacząć za niecałą godzinę. Mycroft najwyraźniej uznał jego zachowanie za zabawne. Młodszy mężczyzna leżał na łóżku, wciąż zupełnie nagi, z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy, podczas gdy jego kochanek biegał po pokoju jak kurczak z obciętą głową.
— Możesz się spóźnić. W każdym razie przyjęcie weselne jest zwykle ważniejsze niż ceremonia ślubna — zawołał za nim polityk, gdy Greg po raz dziesiąty wyszedł z sypialni, zapinając koszulę.
Gdzie był ten przeklęty krawat? - zastanawiał się inspektor.
— Albo mógłbyś pójść ze mną — prychnął Greg, co było często poruszane w zeszłym tygodniu.
Mycroft odmawiał przyjścia i nie mógł zrozumieć dlaczego. Jego obecność byłoby mile widziana.
— Nie pójdę, Gregory. Tak będzie dla wszystkich lepiej. — To była taka sama odpowiedź, jaką Greg słyszał za każdym razem, gdy o tym wspominał.
— Po prostu nie — wymamrotał do siebie. Mycroft uniósł brew, a Greg westchnął — Widziałeś mój krawat?
Mycroft pokręcił głową, a ramiona Grega opadły w rezygnacji. Oczywiście, że nie. Przypuszczał, że mógłby obyć się bez krawata, ale po prostu nie wyglądało to zbyt dobrze. Właśnie, gdy zaczynał się przekonywać, aby się tym nie przejmować, Mycroft w końcu wstał z łóżka. Z nieskazitelną gracją podszedł do swojej szafy. Greg obserwował co z zaciekawieniem.
— Tutaj — powiedział Mycroft, podchodząc do niego z granatowym krawatem ze srebrnymi kropkami w dłoni. Greg spojrzał na niego z zainteresowaniem. — Ubierz jeden z moich.
Zanim Greg zdążył sięgnąć po krawat, Mycroft owinął go wokół jego szyi i zawiązał z niezwykłą umiejętnością. Greg tylko spojrzał na niego, wyciągając dłoń i kładąc ją na nagim biodrze kochanka. Kiedy krawat został zawiązany, patrzyli na siebie, oddychając wspólnym powietrzem. Potem, bez ostrzeżenia, Mycroft chwycił krawat, przyciągając gwałtownie Grega do namiętnego pocałunku.
Każda sztuka odzienia, które Lestrade narzucił na siebie w pośpiechu, zastała również szybko zdjęta. Pozostał tylko krawat, gdy opadli wspólnie na łóżko, całując się, wijąc i jęcząc. Ostatecznie krawat został usunięty, aby związać nim nadgarstki Grega. Wcześniej nie myślał o użyciu go w ten sposób, ale ponieważ mieli szorstki, oszałamiający seks, szybko zmienił swój stosunek do tej konkretnej części garderoby.
Wykrztusił imię Mycrofta, ale słowa szybko zaginęły w jego ustach. Oboje kwilili, kiedy doszli, spoceni i zdyszani. Było doskonale/idealnie.
I Greg oczywiście spóźnił się na ceremonię ślubną.
Sherlock jak inaczej zwrócił na to uwagę, gdy spojrzał na krawat, wiedząc dokładnie, skąd ten pochodził.
— Och, dobry Boże, ubierasz teraz jego krawaty? — zapytał zduszonym głosem.
Greg zarumienił się, wpatrując się w niego, spetryfikowany na swoim miejscu, wstrzymując kolejkę ludzi idących w stronę przyjęcia weselnego.
— Zamknij się — mruknął, piorunując go wzrokiem, próbując stłumić swoje zakłopotanie.
Pogratuluj nowożeńcom, powiedział sobie. Wejdź tam i napij się swojego cholernego drinka.
Jeśli Sherlock zerkał na niego więcej niż raz podczas swojej krótkiej rozmowy telefonicznej, to Greg udawał, że tego nie zauważył.
