Rozdział 39: Przerwana randka

— Gdzie idziesz? — jęknął Greg, gdy Sherlock starał się mu umknąć. Było to nietypowe dla detektywa doradczego, aby przerwać swoją dedukcję i rozproszyć się, tak jak przed chwilą.

— Muszę… jedynie… porozmawiać o czynszu — odpowiedział Sherlock, wyraźnie starając się znaleźć usprawiedliwienie dla swojego odejścia. Greg nie był jednak głupi.

— Nadal mam pytania do ciebie — zaczął narzekać, podążając za Sherlockiem, gdy ten próbował odejść.

— Och, teraz? Spójrz, jestem w szoku. Mam koc. — Młody mężczyzna uniósł róg niesamowicie pomarańczowego koca, aby podkreślić swoje słowa.

— Sherlock! — krzyknął Greg, krzyżując ramiona, będąc z każdą minutą coraz bardziej zdenerwowany. To, co miało być świetną nocą, zmieniło się dość szybko w koszmar, a ten cholerny detektyw w ogóle nie poprawiał jego nastroju.

— I właśnie złapałem dla ciebie seryjnego mordercę — Sherlock nadal protestował. Zatrzymał się na chwilę, zerkając na bok. — Mniej więcej.

Greg milczał przez chwilę, unosząc brodę i wpatrując się w Sherlocka. Coś przed nim ukrywał, było to oczywiste. Znał detektywa wystarczająco długo, aby wiedzieć kiedy ten kręcił. Spojrzał na niego, biorąc pod uwagę to, że jego pozycja była prawidłowa, zanim w końcu skinął głową.

— W porządku. Jutro wydobędę z ciebie wszystkie informacje, a teraz idź — westchnął pokonany.

W końcu po wielu latach pracy z Sherlockiem wiedział, kiedy wybierać swoje bitwy. Patrzył, jak mężczyzna schylił się i przeszedł pod policyjną taśmą. Zbliżył się do Johna Watsona, który najwyraźniej był wystarczająco odważny, by zostać jego współlokatorem. Greg westchnął, gdy podszedł do niego policjant i zaczął informować go o sytuacji.

Słuchał połowiczne tego, co się działo, odpowiadając, kiedy było trzeba. Nie tak chciał spędzić tę noc. Miał plany. Dziś wieczór miał mieć swoją pierwszą randkę z Mycroftem Holmesem. Już tydzień temu ustalili termin. Wreszcie miał nadejść wieczór, gdzie zjedliby kolację, podczas której Sherlock nie byłby tematem ich rozmów ani przyczyną ich spotkania. To miała być ich wspólna noc, poświęcona na poznaniu się, sprawdzeniu, czy wzajemna atrakcja, jaką do siebie odczuwali, może skończyć się czymś więcej. Cudowna randka, którą przerwał Sherlock…. Wydawało się, że większość planów w życiu Grega były przerwane przez młodszego z braci Holmes.

Zagłębił się w rozmowie z Sally Donovan, starając się nie dąsać zbyt wyraźnie, gdy zauważył coś na skraju widzenia. Odwracając głowę, praktycznie gapił się na rozgrywaną scenę po drugiej stronie ulicy. Sherlocka i Johna zatrzymał aż nadto znany czarny samochód i… Mycroft. Gregowi oddech uwiązł w gardle. Przestał zadawać sobie trud, by zwracać uwagę na to, co mówił jego sierżant. Podnosząc rękę, chwycił ją delikatnie za biceps, a ostatecznie zwrócił się do niej przodem.

— Zaraz wrócę, okej? Zajmij się porządkowaniem.

Odszedł, zanim Sally zdążyła wyrazić jakiekolwiek obawy lub protesty, schylając się pod taśmą policyjną i idąc przez chodnik. Przyśpieszył kroku, starając się zbliżyć, zanim polityk wróci do swojego samochodu.

— Mycroft! — zawołał, powodując, że mężczyzna zatrzymał się i obrócił się w jego stronę. Greg uśmiechnął się szeroko, kiedy w końcu go dogonił i stanął przed nim.

— Dobry wieczór, inspektorze — Mycroft przywitał go jak zawsze profesjonalnie.

— Proszę, mów mi Greg. Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Przepraszam, że… musiałem anulować nasze spotkanie. Sherlock…

— Nie mam tego za złe. Jestem świadomy wyzwań, jakie mój drogi brat może postawić każdemu, kto jest z nim wystarczająco blisko.

Greg przeczesał palcami włosy, przestępując z nogi na nogę.

— Przyszedłeś go sprawdzić? — zapytał z zaciekawieniem, unosząc brwi.

Tak zakładał, chociaż potajemnie miał nadzieję, że Mycroft pojawił się również z jego powodu. Polityk mruknął, uśmiechając się delikatnie.

— Oczywiście. John Watson jest ciekawym człowiekiem, który trzyma się blisko niego — powiedział wyższy mężczyzna, przekładając parasol z jednej dłoni do drugiej.

— Czy byłbyś przeciwny napiciu się kawy? — zapytał wreszcie Greg, gromadząc odwagę podczas tych kilku chwil milczenia.

Było już za późno na zaplanowaną kolację, ale jeśli nadal mogli spędzić ze sobą trochę czasu, mógłby to uznać za zwycięstwo.

— Nie byłbym. Uważam, że to dobry pomysł — zgodził się Mycroft, kiwając głową, uśmiechając się przy tym nieco bardziej… szczerze, jeśli Greg mógłby to stwierdzić. Polityk wskazał na otwarte drzwi do czarnego samochodu stojącego obok. – Po tobie, Gregory.