Rozdział 40: Porwanie
Kiedy Mycroft obudził się, zarejestrował jedynie ból. Zmarszczył brwi, ale powstrzymał się od stękania, gdy zaczął się orientować w sytuacji. Wszystko, co się wydarzyło, szybko do niego wróciło. Zdawał sobie sprawę z zagrożeń związanych ze swoją pracą. Nawet jeśli prawie nie miał żadnych zadań w terenie, to i tak żadne szkolenie nie było tak naprawdę w stanie przygotować osoby na chwilę, gdy zostanie porwana i przetrzymywana jako zakładnik. Wiedział jednak, że trzeba było zachować trzeźwy umysł, a on potrafił to zrobić, niezależnie od sytuacji.
Nie miał zasłoniętych oczu, co nieco go zaskoczyło. Albo jego porywacze nie byli zbyt bystrzy, albo byli na tyle pewni, że nie dożyje do końca ich rozgrywki. Pierwsza opcja była nieco bardziej pocieszająca niż druga. Biorąc głęboki oddech przez nos, rozejrzał się z uwagą po pokoju. Dwóch mężczyzn oprócz niego było przywiązanych do krzeseł. Mieli poszarpane i zakrwawione garnitury. Obaj wydawali się wciąż nieprzytomni. Szybkie spojrzenie na siebie potwierdziło, że jego strój również był w nieładzie, ale nie znalazł żadnych śladów krwi. Ciekawe.
Do pokoju wtargnął mężczyzna, niosący w ręku duży nóż. Zauważył, że Mycroft jest przytomny i podszedł do niego, mówiąc wściekle po rosyjsku. Mycroft obserwował go, rozumiejąc oczywiście każde słowo, ale nic nie powiedział. Kiedy mężczyzna zaczął wymachiwać nożem i żądać informacji wywiadowczych, grożąc mu śmiercią, Mycroft nie odezwał się.
Nie wydał żadnego dźwięku, dopóki ostrze nie przecięło jego skóry, powodując, że krzyknął z palącego bólu.
Jego przesłuchanie/tortury trwały przez kilka godzin. Milczał, dopóki ból nie stawał się zbyt duży, aby móc go znieść, dopiero wtedy znów krzyczał. Kiedy mężczyzna wreszcie skończył, Mycroft dyszał z trudem, będąc pokryty własną krwią, potem i łzami. Nie myślał jasno, a skoncentrowanie się było nieco trudniejsze. Nie był w stanie dokładnie oszacować obrażeń, chociaż najwyraźniej stracił za dużo krwi.
Godziny, jak zakładał, zmieniły się w dni. Był stale przesłuchiwany, a następnie torturowany, gdy nie ujawnił żadnych z pożądanych przez nich informacji. Naprawdę byli amatorami, jeśli uważali, że tak łatwo ofiarowałby cenne dane. Niestety nie widział wyjścia z tej sytuacji. Zaczął wątpić w pozytywny scenariusz, myśląc, że jedynym sposobem, aby uciec, było opuszczenie pomieszczenia w torbie na ciało. Jednak nie pozwalał sobie na zastanawianie się nad tym. Bez względu na okoliczności, na wszystko inne, na to jak źle się czuł, jak bardzo cierpiał, jedna myśl unieważniała to wszystko.
Gregory go uratuje.
Jego ukochany partner był inteligentnym i najlepszym inspektorem, jakiego New Scotland Yard miał szczęście posiadać. Podczas gdy zawsze był spychany na boczny tor, przez drogiego młodszego brata Mycrofta, to Gregory nie był kimś, kogo można było lekceważyć. Nikt nie pracowałby ciężej, dłużej, ani lepiej, aby znaleźć lokalizację tego budynku niż Lestrade. Nawet gdyby nie byliby w romantycznym związku i bliskimi znajomymi od prawie dwóch lat, nie byłoby inaczej. Na szczęście jedyną zmianą, jaką można byłoby wprowadzić, było to, że Gregory pracowałby jeszcze ciężej i szybciej, aby zabrać go z powrotem do domu i zapewnić komfort w swoich ramionach.
Pewnego dnia, o nie określonej porze, coraz trudniej było mu utrzymać świadomość. Utrata krwi była znacząca i nawet jeśli nie umarłby z rąk porywaczy, to z pewnością umrze przez wykrwawienie. Bolał go każdy centymetr ciała, a jeśli nie odczuwał gdzieś bólu, to w ogóle nie czuł tej części ciała. Mimo tego, że powtarzał sobie, że Gregory idzie po niego, pewna część niego chciała zaakceptować, że najprawdopodobniej tutaj umrze. Wszystkie fakty się zgadzały i przypuszczał, że było to nieuniknione.
Gdy te myśli wkradły się do jego umysłu, usłyszał dziwne hałasy na górze. Zmarszczył brwi w zmieszaniu. Nastąpił trzask i kilka krzyków. Co się…
Drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie. Mycroft podskoczył instynktownie. Próbował zmusić się do otwarcia oczu, ale gdy w końcu udało mu się i rozejrzał dookoła, jego wzrok był bardzo niewyraźny. Ktoś wchodził do pokoju. Chudszy niż jego porywacz. Podszedł do niego. Dotykał jego twarzy. Mówił? Próbował się jeszcze bardziej skoncentrować i wreszcie wszystko zaczęło się rejestrować w jego umyśle.
— Gre… Gregory — wychrypiał słabo, próbując się odezwać.
Ledwo mógł się poruszyć, ale tak bardzo chciał dotknąć swojego kochanka.
— Mam cię, Myc. — Usłyszał ten szorstki głos. — Zabieram cię stąd. Zabieram cię do domu. Wszystko jest teraz w porządku.
Wiedział o tym. Nie musiał słyszeć tych słów, żeby wiedzieć, że będzie dobrze. Gregory był tutaj. Jednak usłyszenie tego sprawiło, że poczuł się trochę lepiej. Jego partner rozwiązał krępujący go sznur i przyciągnął go w swoje ramiona. Mycroft obrócił głowę, chowając twarz w znanej, opalonej szyi. Pachniał tak dobrze… Westchnął, mówiąc sobie, że później przeprosi za zabrudzenie go krwią.
Mycroft stwierdził, że nie był już w stanie utrzymać świadomości. Był wyczerpany. Ale było dobrze. Gregory go znalazł. Wszystko będzie w porządku.
