Rozdział 41: Wszystkiego najlepszego
Greg był podenerwowany. To były pierwsze urodziny Mycrofta, odkąd stali się parą i chciał coś dla niego przygotować. Co prawda, Mycroft nie przywiązywał uwagi do tego wydarzenia. Najwyraźniej w ich rodzinie dzień urodzin nie stanowił żadnej specjalnej okazji, co sprawiało, że zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek celebrowali czyjeś urodziny. To było to, albo próbowali i dwaj inteligentni chłopcy Holmes nie mogli tego znieść. Jeszcze się nie dowiedział, jaka była prawda.
Właśnie dla tego nie planował żadnych wielkich atrakcji, ale wciąż chciał coś dla niego zrobić. W końcu go kochał i to był jeden ze sposobów, aby każdego roku mu to pokazać. Stał więc w mieszkaniu Mycrofta z małym pudełkiem w dłoni, przystępując z nogi na nogę, biorąc głęboki oddech na uspokojenie.
Nie był pewien, czym się denerwuje. Oczywiście Mycroftowi spodoba się, to co zaplanował. Zawsze tak było, bez względu na to, jak niekonwencjonalne to było dla młodszego mężczyzny. To był jeden ze sposobów, w jaki starszy z braci Holmes pokazywał mu, że również go kochał. W końcu, prychając cicho, uniósł rękę, by zapukać do drzwi, które się właśnie otworzyły.
— Ach, Gregory. — Mycroft uśmiechnął się, uprzejmie udając, że był zaskoczony jego widokiem.
Greg nie mógł powstrzymać uśmiechu. Mycroft prawdopodobnie wiedział, że przez cały ten czas tam stał. Kiwając głową, Greg wyciągnął przed siebie pudełko. Mycroft uniósł brwi z bardziej autentycznym zaskoczeniem, wpatrując się w prezent, jakby nie wiedział, co z tym zrobić.
— Więc? Weźmiesz go? — zapytał, śmiejąc się cicho. Wyciągnął dłoń z pudełkiem. — To jest dla ciebie.
Usta Mycrofta uchyliły się w cichym „och" i skinął głową, wyciągając rękę, by w końcu odebrać swój prezent. Cofnął się o krok, gestem zapraszając Grega do wejścia. Weszli razem do salonu i usiedli na kanapie. Greg podwinął pod siebie nogi, odwracając się do młodszego mężczyzny, czekając cierpliwie, aż ten otworzy prezent.
— Czy powinienem zaczekać? — zapytał niepewnie Mycroft. Greg potrząsnął głową.
— Nie, śmiało otwórz go! — nalegał, machając dłonią.
Kiwając głową, Mycroft zajął się otwieraniem pudełka, z dziwną fascynacją widniejącą na twarzy. Pierwszą rzeczą, którą wyciągnął, była tubka ze lubrykantem, przez co rzucił Gregowi zirytowane spojrzenie. Inspektor zaśmiał się, po czym wystawił język, mamrocząc o tym, że jego już prawie skończyli, ale to nieważne i niech kontynuuje rozpakowywanie. Następną rzeczą, jaką wyciągnął Mycroft z pudełka, było kolejne pudełeczko, małe i smukłe. Gdy je otworzył, znalazł elegancki długopis. Mycroft otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
— Gregory — powiedział cicho, zdejmując skuwkę, by przyjrzeć się końcówce. — Jest cudowny. To jest dokładnie ta marka, która preferuję. Skąd….?
— Hej, chłopak powinien wiedzieć takie rzeczy. — Greg uśmiechnął się.
W pudełku było jeszcze kilka innych rzeczy: srebrna spinka do krawata, dobrej jakości pasta nabłyszczająca do rączki parasola oraz dowód tożsamości, który Sherlock jakoś ukradł swojemu bratu jakiś czas temu. Mycroft roześmiał się, widząc ostatnią rzecz, co sprawiło, że Grega roznosiło podniecenie. Młodszy mężczyzna, objął dłonią policzek inspektora i przyciągnął go do siebie, by móc go pocałować.
— Dziękuję — powiedział, lekko się odsuwając. Greg mruknął niewyraźnie. — Każda z tych rzeczy jest wspaniała. I zaskakująco praktyczna.
— Czy spodziewałeś się, że przyniosę ci coś śmiesznego, co umieścisz gdzieś i nigdy więcej na to nie spojrzysz? — zapytał z rozbawieniem.
Mycroft uśmiechnął się złośliwie.
— Nie. Nie sądziłem, że przyniesiesz mi coś takiego. — Pochylił się i zainicjował kolejny pocałunek. — Naprawdę ci dziękuję, Gregory.
— Nie ma za co, kochanie. — Greg uśmiechnął się czule, przeczesując dłonią jego włosy. Potarł czubki ich nosów, po czym odsuwając się, poklepał polityka po kolanie. —Teraz zjemy obiad. A potem będziemy mieli niesamowity urodzinowy seks.
— Och, brzmi to wspaniale — powiedział Mycroft, a jego uśmieszek stał się szerszy.
Wstali, trzymając się za ręce i wyszli razem z mieszkania, aby zjeść obiad w restauracji.
