Rozdział 43: Mycroft jest nim zbulwersowany
Dopiero po tym, jak Mycroft z irytacją wyszedł z budynku 221B i wskoczył do samochodu, poczuł ból. Syknął przez zęby, marszcząc brwi. Z westchnieniem spojrzał na bolące ramię. Biorąc pod uwagę doznania i brak ruchu, to jeśli prowadził dobrą dedukcję, to wyglądało to na to, że... Jego drogi, bardzo na haju, brat właśnie złamał mu rękę.
Fantastycznie.
Życie codzienne było niezwykle trudne, gdy miało się ramię w gipsie i w chuście. Mycroft na początku był uparty, odmawiając pomocy od każdego, kto ją zaoferował lub chociaż przybrał litościwy wyraz twarzy, gdy polityk próbował kontynuować pracę, jakby nie był ranny. Lodowate spojrzenie, jakie ten ktoś otrzymywał w zamian, zwykle sprawiało, że patrzył w drugą stronę, a Mycroft starał się kontynuować codzienną rutynę.
To było trudne. Robił rzeczy o wiele wolniej, gdy nie wykorzystywał w pełni swoich obu ramion. Był jednak Mycroftem Holmesem i nadal potrafił wykonać właściwie wszystkie codzienne zadania. Nawet jeśli spał mniej, bo potrzebował więcej czasu do wykonania czynności podczas dnia. Nawet jeśli jego złamane ramię nadal pulsowało bólem, gdy przekraczał granice tego, co mógł zrobić.
— Chryste, Myc, przestań.
Jego partner, Gregory, westchnął pewnego ranka, gdy Mycroft próbował się ubrać. Na pewno był to najgorszy początek dnia. Zakładanie kamizelki i zawiązanie krawata zdecydowanie było jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie mógł sobie wyobrazić. Zamrugał ze zdziwieniem, stojąc nieruchomo, trzymając kamizelkę ręką, która nie była poszkodowana. Zerknął na starszego mężczyznę, który wciąż leżał na łóżku.
— Przepraszam, Gregory. Idź spać.
Jego chrząknięcia musiały obudzić inspektora… Mycroft zmarszczył brwi. Gregory potrząsnął głową i zszedł z łóżka, by podejść do miejsca, gdzie stał Holmes (będąc całkowicie nagi, ponieważ w przeciwieństwie do polityka, nigdy nie spał w piżamie).
— Nie. Pomogę ci, a ty do cholery zaakceptujesz to — wyrzucił z siebie, głębokim, szorstkim od snu głosem.
Spojrzenie jego brązowych oczu było bardzo skupione, kiedy wziął kamizelkę i nałożył ją na Mycrofta, delikatnie dotykając jego ramion. Następnie podniósł krawat i owinął go wokół szyi kochanka. Podszedł bliżej, gdy jego opalone dłonie pracowały nad poprawnym węzłem.
— Nie powinieneś… — Mycroft sapnął cicho, zaciskając usta, gdy stał bezradnie.
To było śmieszne, nie mógł się nawet normalnie ubrać. Gregory tylko ponownie pokręcił głową, po czym pocałował go i poklepał po piersi, kiedy był już ubrany.
— Myc, kochanie. Jak dobrym byłbym chłopakiem, gdybym pozwolił ci dalej z tym walczyć? — zapytał, patrząc mu w oczy z łagodnym uśmiechem. — Poza tym, jeśli będziesz się tak forsował, to wyleczenie potrwa dłużej. Proszę, pozwól, że ci pomogę, dobrze?
Mycroft oczywiście nie chciał tego zrobić. Nigdy nie potrzebował pomocy, nawet gdy był młodym chłopcem. Wiedział jednak, że jego ręka odmawia współpracy, więc niechętnie się zgodził. Oczywiście, kontynuował swoją pracę najlepiej jak mógł, ale kiedy wracał do domu, jego partner przejmował całą odpowiedzialność. Starszy mężczyzna w zasadzie popychał go w stronę salonu i sadzał na sofę, przez co Mycroft był przez pewien czas nie w humorze.
— Naprawdę, Gregory. Mam złamaną jedną rękę. Nie jestem inwalidą — warknął pewnego wieczoru.
Nie tyle był poirytowany swoim partnerem, o ile całą sytuacją i tym, jak długo potrwa zrośnięcie kości. Próbował spojrzeć na Grega gniewnie, kiedy przyniósł mu herbatę, ale i tak przyjął napój.
— Mycroft — powiedział cicho Gregory, spoglądając na niego tymi uroczymi brązowymi oczami. Mycroft mrugnął. — Zdaję sobie z tego sprawę, ale daje mi to szansę zrobienia czegoś dla ciebie. Coś, czego nie jestem często w stanie zrobić. Wiem, jak bardzo to boli, miałem już dość złamanych kości w swoim życiu, i chcę ci tylko pomóc. Dobrze?
Mycroft zamrugał, marszcząc brwi, gdy spoglądał na swoją herbatę. Westchnął cicho i skinął głową. Podejrzewał, że rozumiał postawę swojego chłopaka. To była ta sama mentalność, kiedy Gregory był chory, a Mycroft nalegał, żeby się nim opiekować.
— Wybacz mi. Jestem po prostu wyczerpany radzeniem sobie z tym — przyznał, popijając gorący napój.
Z uśmiechem, jego ukochany Gregory, usiadł na kanapie obok i przyciągnął go do bardzo komfortowego uścisku. Mycroft westchnął. Jego mięśnie rozluźniły się, gdy jego ciało opadło w ramiona drugiego mężczyzny. Gregory zaczął składać delikatne pocałunki na jego głowie.
— Wiem, kochanie — wyszeptał, kładąc policzek na czubku głowy Mycrofta. Polityk zamknął oczy i ponownie westchnął. — W porządku. Po prostu napij się herbaty. Potem skończę pranie i przygotuję ci kąpiel. Jak to brzmi?
Mycroft westchnął.
— Brzmi wspaniale. Dziękuję, Gregory.
