Rozdział 48: Ryba z frytkami
— Po prostu nie rozumiem, jak możesz to jeść — westchnął Mycroft, uważnie wpatrując się w talerz Grega.
Starszy mężczyzna spojrzał na niego, a później, wciąż trzymając frytkę w dłoni, wzruszył ramionami.
— Ryba z frytkami jest przepyszna, Myc. Zrozumiałbyś to, gdybyś rzeczywiście ją spróbował — odparł, wskazując frytką na polityka, po czym włożył ją do ust i zaczął przeżuwać.
Mycroft potrząsnął głową, podnosząc filiżankę herbaty i popijając ją delikatnie. Obaj byli w stanie odejść od swoich biurek, aby zjeść wspólnie lunch. Poszli do małej knajpki w pobliżu New Scotland Yardu, który miał najlepszą rybę z frytkami w całej okolicy. Greg zamawiał to za każdym razem, kiedy tu przychodzili. Nic dziwnego, że Mycroft prosił jedynie o herbatę i nic więcej.
— Mówiłem ci, że nie musisz się odchudzać — powiedział po chwili Greg, odchylając się na swoim krześle. — Nie jesz.
— Nie prawda — odpowiedział Mycroft, obracając filiżankę w dłoniach, obserwując ją z roztargnieniem. Westchnął cicho. — Chciałem tylko cieszyć się twoim towarzystwem. Nie jestem głodny.
— Nie oznacza to, że nie powinieneś spróbować czegoś zjeść. Co do licha jest z wami Holmesami? Przecież wiesz, że jedzenie nie jest wrogiem dla waszych ciał.
— Nie jestem, aż tak ekstremalny jak Sherlock — zaśmiał się lekko Mycroft. — Po prostu nie jestem głodny.
Greg potrząsnął głową i westchnął. Zjadł jeszcze kilka frytek, a następnie kawałek ryby. Obaj cieszyli się swoim towarzystwem w wygodnej ciszy. Było to coś, co mogli robić dość często, czy to gdzieś na mieście, kiedy jedli czy to w domu leżąc na kanapie. Po pewnym czasie Greg postanowił wrócić jednak do omawianego tematu.
— Mówiłem poważnie o zamówieniu czegoś dla ciebie — powiedział, wskazując na swoje jedzenie.
Mycroft westchnął.
— Nawet gdybym był głodny, najdroższy Gregory, to nie mam ochoty jeść ryby z frytkami — powiedział, rzucając mu przeszywające spojrzenie.
Greg był jednak upartym mężczyzną. Wstał i zrobił to, czym mu groził. Zamówił kolejną porcję ryby z frytkami dla swojego partnera. Nigdy wcześniej nie udało mu się nakłonić Mycrofta do jedzenia, ale to nie było tak obrzydliwe, jak polityk sądził. Greg jadł to przez całe życie i nie zaszkodziło mu. W końcu nadszedł ten dzień. Był zdeterminowany nakarmić Mycrofta rybą z frytkami. Chciał, żeby ją zjadł.
Usiadł i położył talerz przed Mycroftem, który ostrożnie przyjrzał się jego zawartości.
— Dalej — powiedział Greg, machając w stronę talerza, gdy młodszy mężczyzna wciąż wpatrywał się w jedzenie, jakby miało go otruć. Skrzyżował ręce na piersi i w geście upartości przechylił brodę. — Nie pozwolę ci odejść, dopóki nie spróbujesz, Myc. Daj spokój. Zrobisz to dla mnie? To naprawdę nie jest takie złe, jak uważasz.
Mycroft spojrzał na swojego partnera, tylko po to, by zagubić się w tych dużych brązowych oczach, którym zawsze było tak ciężko odmówić. Z pewnością była to diabelska taktyka. Z westchnieniem, ramiona Mycrofta opadły, a sam mężczyzna skinął głową. Greg wyszczerzył zęby w uśmiechu, patrząc, jak polityk sięgnął po leżące obok sztućce. Jego uśmiech nieznacznie zachwiał się i zamrugał.
— Co… robisz? — zapytał, gdy Mycroft podniósł widelec.
— To o co poprosiłeś — powiedział Mycroft, patrząc na niego.
— Tym? — kontynuował Greg, wpatrując się w widelec w jego dłoni. Mycroft również spojrzał na sztućce.
— Oczywiście — powiedział z wahanie. — Czym jeszcze miałbym jeść?
Greg podniósł rękę, by zakryć usta. Po chwili jednak nie mógł się powstrzymać i zaczął się śmiać. Mycroft westchnął, wyraźnie zirytowany starszym mężczyzną i mocno odstawił widelec na stół.
— Myc, kochanie, nie. To się je rękoma, kochanie — powiedział między napadami śmiechu.
— Rękoma? Dobry Panie, nie. Nie te tłuste rzeczy.
— Mówię ci, to nie jest takie złe. Zwłaszcza tutaj. Teraz proszę, odłóż widelec i po prostu zjedz.
Mycroft był wyraźnie zirytowany. Gdyby był kotem, to nastroszyłby futro, wpatrując się w niego przez całą tę sytuację. Ostatecznie jednak odłożył widelec i oparł nadgarstki na stole przed sobą, gdy znów wpatrywał się w jedzenie. Greg opanował śmiech i czekał cierpliwie.
W końcu Mycroft wyciągnął rękę i złapał kawałek ryby. Uniósł go, nadal badając go przeszywającym wzrokiem, zanim wreszcie go ugryzł. Jego twarz była pusta i nie wydał żadnego dźwięku, żując, jeszcze raz gryząc, a potem wkładając do ust końcówkę porcji. Potem zrobił to samo z frytką.
— I? — zapytał po chwili Greg. Mycroft sięgnął po serwetkę i wytarł nią dłoń, wzdychając.
— To… nie było takie straszne — przyznał, zaciskając usta w cienką linię. Greg uśmiechnął się.
— Mówiłem.
