Rozdział 52: Sussex
— Boże, mógłbym tu zostać na zawsze — westchnął Greg, wyciągając nogi przed siebie i ręce za głową.
Zamknął oczy i opuścił głowę, ciesząc się ciepłem promieni słońca wznoszącego się nad wzgórzem, zmieszanym ze spokojnym wiatrem, który powstrzymywał go przed nadmiernym nagrzaniem. Mycroft mruknął w zgodzie obok niego, siedząc ze skrzyżowanymi nogami i książką w ręku.
To było niesamowite, jak ucieczka z Londynu mogła zapewnić im tak piękną pogodę. Dwaj mężczyźni spędzali mini wakacje w małej rodzinnej posiadłości Holmes w Sussex. W każdym razie małej, jak na standardy Holmesów. To miejsce było cholernie wielkie w opinii Grega. Wyglądało jednak na to, że Mycroftowi się to podobało, ponieważ miejsce było utrzymane w dobrym stanie i udekorowane. Było jasne, że używał go znacznie częściej niż Sherlock (jeśli w ogóle detektyw je odwiedzał).
— Moglibyśmy, wiesz? — odezwał się po chwili Mycroft.
Minęło już tyle czasu, że Greg musiał zastanowić się przez sekundę, nim uświadomił sobie, o czym mężczyzna mówił.
— Och? — powiedział pytająco, zdejmując okulary przeciwsłoneczne, aby móc lepiej patrzeć na swojego partnera.
Mycroft przerwał czytanie, by odwzajemnić jego spojrzenie, uśmiechając się delikatnie.
— W rzeczy samej. To moja posiadłość, Gregory. To z kolei czyni ją twoją. Przyjeżdżaj tu, kiedy zechcesz.
Greg zszokowany zamrugał. Przerwał ich kontakt wzrokowy, żeby znów spojrzeć na podwórko, na którym się znajdowali. Odpoczywali na patio wyposażonym w komplet mebli ogrodowych i wannę z hydromasażem. Drzewa na podwórku musiały być bardzo stare i dawały idealny cień. Widział nawet oczami wyobraźni, jak jego dziewczynki wspinałyby się po wielkich gałęziach, jeśliby ich odwiedziły. Dom był duży, ale bez przesady i niepusty. Znajdował się tam pokój zabaw, siłownia, kilka sypialni nie licząc tej głównej, oraz wiele innych pokoi, które mogły być gabinetami lub bibliotekami, albo czymkolwiek, czym chcieliby, żeby były. Kuchnia była wspaniała. Mogła sprawić, żeby szef kuchni skakałby z radości na myśl o jej użyciu. Wzdychając, Greg przeczesał ręką włosy i uśmiechnął się.
— Nie drocz się ze mną, Myc. Czy mówisz poważnie?
— Naturalnie. Dlaczego miałbym żartować z czegoś takiego? — zapytał Mycroft, unosząc brew w charakterystyczny dla siebie sposób.
Greg poczuł lekkie zawroty głowy. Przez cały ich związek zawsze był tym, który wyobrażał sobie ich dwóch przez całe życie, ale tak naprawdę nigdy nie rozmawiali o tym. Taka rozmowa, nawet jeśli wydawała się pozbawiona sensu, była dla niego wielką sprawą. Nagle potrzebował się poruszać. Zerwał się z krzesła i zaczął spacerować spokojnie przez patio.
— Moglibyśmy się tutaj przenieść na emeryturze — powiedział z roztargnieniem, a jego umysł pędził możliwościami. Były one nieskończone. — Kiedy odejdę z policji, a twoja pozycja stanie się mniej uzależniona od biura. Możemy przenieść się tu na emeryturę. Wynieść się z Londynu. Możesz zająć się ogrodnictwem albo…
— Zawsze myślałem, by zająć się tym w swoim wolnym czasie — wtrącił się Mycroft.
Zamykając książkę, polityk wstał i dołączył do starszego mężczyzny, obejmując go w pasie i opierając brodę na ramieniu.
— Masz to swoje drzewko bonsai — zauważył Greg, odwracając się, by pocałować Mycrofta w głowę. Uśmiechnął się.
— Oczywiście i nadal bym się nim zajmował. Ale potencjał tego podwórka jest prawie oszałamiający, Gregory.
Greg był bardzo zaskoczony, gdy dowiedział się o smykałce Mycrofta do hodowli roślin, ale uwielbiał to. Pasowało to politykowi. Tak samo jak pasowało do niego spędzanie czasu w naprawdę zadbanym ogrodzie. Greg uśmiechnął się szeroko, czując się znacznie młodszym, niż był w rzeczywistości.
— Byłoby… — zaczął, przykładając głowę do głowy Mycrofta i przymykając oczy. — Byłoby cudownie.
— Tak będzie — poprawił go z pewnością siebie Mycroft. — Nie ma sensu rozmawiać hipotetycznie nad czymś, co jest tak łatwe to urzeczywistnienia, kochanie. A teraz chodźmy. Wejdźmy do środka. Ucieszyłbym się ze wspólnej kąpieli.
Greg przytaknął, pozwalając młodszemu mężczyźnie na wzięcie go za rękę i poprowadzenie go z powrotem do domu. Zacisnął ich dłonie, wpatrując się w plecy Mycrofta, po czym ponownie spojrzał na podwórko, zanim weszli do środka. Tak… Naprawdę pokochał to miejsce.
