Rozdział 53: Zakradając się
Uwagi: AU Nastolatki
Determinacja była kluczowa. Tak powiedział sobie Greg, stojąc na podwórku posiadłości Holmes, wpatrując się w balkon, który jak wiedział, prowadził do pokoju Mycrofta. Skąd wiedział, że to odpowiedni balkon? Nie mógł do końca powiedzieć, ale tak było i miał zamiar pokonać tę ścianę. Do diabła, miał osiemnaście lat i był zwinnym wspinaczem.
Wspiął się na tę ścianę. Pokonawszy ją, niemal przewrócił się na balkonie. Ruszył do przodu, by zapukać w przesuwane drzwi balkonowe. Czekał przez chwilę, ale nie było odpowiedzi, więc zapukał raz jeszcze. W końcu młodszy chłopiec, którego tak chętnie widywał, wyjrzał i otworzył drzwi. Miał oczy szeroko otwarte w szoku.
— Co tutaj robisz? — wyszeptał surowo Mycroft, patrząc na drugiego nastolatka, jakby urosła mu druga głowa.
— Tęskniłem za tobą. — Greg wzruszył od niechcenia ramionami. Jego chłopak zniknął z Londynu na dwa tygodnie z powodu rodzinnej podróży służbowej i dopiero wrócił dzisiaj wieczorem. Przez cały ten czas się nie widzieli. Rozmawiali przez telefon każdej nocy, ale to nie było to samo, co spotkanie w cztery oczy. — Czy mogę wejść?
— Jeśli moi rodzice cię tu znajdą, to mnie zabiją — westchnął Mycroft, ale i tak otworzył drzwi i cofnął się.
To było zaproszenie, którego potrzebował Greg. Wślizgnął się do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
Bez słowa podszedł do Mycrofta i owinął ramiona wokół jego talii, pochylając się, by go pocałować. Jego chłopak zareagował natychmiast, unosząc ręce, aby objąć jego kark i przyciągnąć do bliżej. Jedna z jego rąk wsunęła się w czarne włosy Grega, chwytając je mocno.
— Jak minęła ci podróż? — zapytał Greg, muskając usta Mycrofta, gdy się lekko rozdzielili.
— Było nudno. Ojciec zabrał mnie ze sobą, żebym zobaczył, jak przebiegają spotkania i jak to działa, ale… po prostu dużo siedziałem. Było to bardzo nudne. Wolałbym być tutaj, gdzie mógłbym cię widywać.
Odsuwając się, Mycroft chwycił go za rękę i przyciągnął Grega do swojego dużego łóżka. Wspięli się na nie, zwijając się w kłębek. Mycroft wtulił się w opaloną szyję Grega, który uśmiechał się.
— Jak było tutaj? — zapytał, a jego oddech owiał skórę Grega.
To było miłe uczucie. Pocieszające.
— Tak samo jak zawsze. Szkoła nie była ekscytująca. Ćwiczę z zespołem na zbliżający się koncert. Przyjdziesz? — zapytał Greg, przesuwając dłońmi, po ciemnych, lekko rudawych włosach młodszego chłopca.
— Chciałbym. Pamiętaj, aby podać mi datę i godzinę.
Greg uśmiechnął się i skinął głową. Jego zespół nie grał takiej muzyki, jakiej Mycroft normalnie słuchał, ale chłopak zaczął interesować się nią odrobinę więcej, po tym jak zaczęli się spotykać. Od jakiegoś czasu Greg chciał go zabrać na jeden z ich koncertów, który był tak mały i nieważny jak w rzeczywistości był ich zespół, i wydawało się, że w końcu mu się to uda.
Wciąż leżeli na łóżku, całując się i rozmawiając cicho, całkowicie zrelaksowani w swojej obecności. To znaczy, dopóki nie rozległo się pukanie do drzwi. Zamierając, Mycroft otworzył szeroko oczy i zaczął odpychać Grega.
— Wejdź pod kołdrę i połóż się na plecach, Gregory — wyszeptał, usiłując ukryć starszego nastolatka przed tym, jak drzwi się otworzą.
— Mycroft, kochanie, obiad zostanie wkrótce podany — powiedziała starsza kobieta, wsuwając głowę do pokoju.
Mycroft usiadł przed miejscem, w którym Greg próbował się ukryć. Pokiwał głową.
— Dziękuję, mamusiu. Za niedługo zejdę na dół.
— I przyprowadź swojego brata.
— Oczywiście, mamusiu.
Milczeli przez chwilę, wymieniając uśmiechy, a potem kobieta wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Mycroft odetchnął, rozluźniając się, gdy Greg odciągnął kołdrę i wysunął na zewnątrz głowę.
— Ufff, było blisko — prychnął, uśmiechając się, a później śmiejąc się.
Mycroft spojrzał na niego przez ramię i zaczął bić go poduszką.
