Rozdział 57: Irytująco nerwowy
— Mogę pójść do gabinetu. Zawsze jest coś do zrobienia — powiedział cicho Mycroft, stojąc przed oknem sypialni, wpatrując się w niebo.
Za nim na wpół ubrany Greg westchnął cicho. Podszedł do młodszego mężczyzny i objął go w talii, przyciągając do siebie. Oparł czoło o tył jego ramienia.
— Mógłbyś, ale chodzi o to, że nie chcę abyś to robił, Myc — powiedział wyraźnie Greg. — Jesteś dla mnie bardzo ważny. Tak samo jak one. Jesteś teraz częścią mojego życia.
Mycroft westchnął przez nos. Nigdy wcześniej nie był tak bardzo zdenerwowany. Miał ochotę uciec i to było dziwne. Dzisiaj wieczorem córki Grega przyjdą na kolację i to będzie pierwszy raz, kiedy się z nim spotkają. Z nowym chłopakiem taty. Mycroft nie miał doświadczenia z dziećmi w swoim dorosłym życiu. Oczywiście, w zasadzie wychował Sherlocka, gdy razem dorastali, ale to było dawno temu i całkowicie inna historia.
Mycroft nie był uczuciowym mężczyzną. Nigdy nie chciał taki być. Lubił swoje życie i sposób, jak wszystko w nim przebiegało. Dzieci jednak… Były niezwykle nieprzewidywalnymi istotami. Ale to nie tylko to. To były pociechy jego partnera. Greg był wspaniałym ojcem, a dziewczynki były jego światem, więc to spotkanie było bardzo ważne. Musiało pójść dobrze, bo inaczej sprawy przyjęłyby niemiły obrót. Ale żeby dziesięcioletnia i szesnastoletnia dziewczyna przyszły…
— Dalej, kochanie. Niedługo tu będą.
Greg delikatnie poklepał go po bicepsie, wyrywając z transu. Usta Mycrofta zacisnęły się w cienką linię i niemal niechętnie odwrócił się, by podążyć za starszym mężczyzną do kuchni. Miał silną potrzebę nalania sobie szklanki szkockiej. Być może uda mu się wymknąć do swojego gabinetu.
— Myc? — Po chwili Mycroft usłyszał głęboki głos Grega, odrywając go od jego myśli. Zamrugał i odwrócił się do inspektora, unosząc lekko brwi.
— Tak, Gregory? — zapytał spokojnie.
Greg patrzył na niego z ciekawością. W ten sposób patrzył na Mycrofta, kiedy mógł stwierdzić, że coś było nie tak. To było prawie frustrujące. Mycroft za punkt swojego życia postawił, żeby nikt nie mógł go odczytać, poza Sherlockiem (a czasami nawet jego młodszy brat miał z tym problem, w końcu Mycroft był mądrzejszy). Ale tutaj był praktycznie otwartą księgą dla Grega. Oczywiście inspektor znał go w sposób, w jaki żadna inna osoba go nie poznała, więc przypuszczał, że było to normalne.
— To naprawdę nie jest coś, w czym czujesz się komfortowo — zauważył z irytującą dokładnością. Mycroft tylko westchnął, bo tak naprawdę nie było sensu zaprzeczać. Drugi mężczyzna podszedł do niego, wpatrując się w jego twarz z całym uwielbieniem i cierpliwością świata. — Będę cię kochał mimo wszystko. Wiesz o tym. Po prostu bądź sobą, a oczarujesz je. Tak jak i mnie.
— Jeśli sobie dobrze przypominam, gdy próbowałem cię lekko oczarować — odparł Mycroft – to byłeś raczej zły.
— Ponieważ porwałeś mnie, gdy prowadziłem śledztwo — zaśmiał się Greg. — Ale później mnie oczarowałeś. Poza tym dzisiejszego wieczoru nie ma w planach żadnego porwania. Po prostu Elizabeth i Abby przychodzą, by spotkać wielką miłość swojego ojca. Cieszę się, że w końcu cię poznają. Nie rozumiem, co mogłoby pójść źle.
— Istnieje wiele sposobów, na które to może się źle skończyć, Gregory… — zaczął Mycroft, sapiąc. Został jednak uciszony, gdy Greg podszedł i zmiażdżył ich usta w namiętnym pocałunku. Minęła chwila, zanim młodszy mężczyzna zareagował, ale w końcu to zrobił. Uniósł dłoń i przeczesał srebrzyste włosy kochanka. Przytulili się do siebie, całując się, dopóki nie stracili tchu, dopiero wtedy się odsunęli. Greg uśmiechnął się do niego w sposób, który sprawił, że wnętrzności Mycrofta wywróciły się.
— Dalej. Musimy zacząć szykować kolację. Przyjdą…
Rozległo się pukanie do drzwi. Mycroft zamarł, a Greg uśmiechnął się.
— Teraz, jak się wydaje.
— Och, Drogi Panie — westchnął Mycroft, czując się wyjątkowo zdenerwowany i nienawidząc każdej sekundy.
— Wszystko. Będzie. Dobrze — powiedział wyraźnie Greg. — Idziemy. Po drugiej stronie drzwi znajdują się dwie dziewczynki, które umierają, by cię poznać i zakochać się jak ich ojciec.
Mycroft prychnął, wygładzając kamizelkę i prostując się. Przypuszczał, że nie było odwrotu. Nadszedł ten czas.
