Rozdział 60: Randka

Mycroft nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz miał tak relaksujący dzień z Gregory'm. Żaden z nich nie miał do zrobienia w domu niczego związanego z pracą, więc po raz pierwszy od jakiegoś czasu postanowili mieć randkowy dzień (określenie Gregory'ego, nie jego). Wylegiwali się w łóżku kilka godzin dłużej, niż zazwyczaj, co Mycroft musiał przyznać, było dość dziwne i sprawiało, że czuł się trochę niespokojnie. Ich odpoczynek przybierał jednak bardziej intymny obrót, więc wkrótce o tym zapomniał.

Po wspólnym prysznicu i lekkim śniadaniu, ubrali się i pojechali do największej dzielnicy handlowej w Londynie. Nigdzie nie musieli być, nie mieli żadnego celu podróży, więc po prostu spędzili większość czasu na spacerze i wpatrywaniu się w witryny sklepów. Od czasu do czasu wchodzili do tego, który ich zaintrygował, ale po dokonaniu kilku drobnych zakupów, nigdy nie pozostawali w nich zbyt długo.

Po jakimś czasie poczuli głód i weszli do małej piekarni, aby odpocząć i zaspokoić swoją potrzebę jedzenia. Rozmawiali cicho nad kanapkami i herbatą. W pewnym momencie Gregory położył dłoń na stole w połowie odległości do drugiego mężczyzny. Nie okazywali sobie zbyt często uczuć w miejscach publicznych. Musieli zachowywać się profesjonalnie i tak dalej. Jednak Mycroft, w miarę postępu ich związku, uznał że staje się coraz bardziej temu przychylny, więc delikatnie uścisnął dłoń Grega i trzymał ją, aż nie skończyli posiłku.

Po lunchu zdecydowali się na kolejny spacer, zmierzając w kierunku parku. Gdy szli, zbliżyli się do siebie, tak że delikatnie ocierali się ramionami. To był naprawdę idealny dzień na odpoczynek. Słońce świeciło, było ciepło, ale delikatna bryza sprawiała, że nie było za gorąco. Gregory wpatrywał się z czułością w bawiące się rodziny, śmiejące i biegające dookoła dzieci. Mycroft również się uśmiechał. Gregory był niesamowitym ojcem, wiedział o tym, ponieważ miał przyjemność widzieć go z jego dwoma córkami, które miał ze swoją byłą żoną. Nie mógł ich zbyt często widzieć właśnie z powodu umowy rozwodowej.

— Tęsknisz za nimi — cicho oznajmił wynik swojej obserwacji, zwracając tym uwagę starszego mężczyzny.

Razem podeszli do ławki i usiedli. Ich uda dotykały się. Gregory spojrzał na dzieci, po czym skinął lekko głową.

— Tak, tęsknię za nimi — przyznał po chwili Gregory.

Rozłożył ramiona, kładąc je na oparciu ławki i delikatnie przesunął palcami po przedramieniu Mycrofta. Polityk w odpowiedzi uśmiechnął się i przesunął się nieco bliżej, tak że opierali się o siebie.

— Posiadanie rodziny, bycie ojcem, pasuje ci. Zawsze tak było — kontynuował Mycroft. To było coś, o czym myślał przez jakiś czas. Zastanawiał się…

— Czemu o tym wspominasz? — zapytał cicho Gregory, odwracając się, aby poświęcić partnerowi całą swoją uwagę.

Mycroft zaczął się denerwować, gdy ich spojrzenia się spotkały. Oblizał dolną wargę, gdy decydował, jak ma to zrobić. Mycroft nigdy nie wyrażał własnych pragnień. Jak miałby to powiedzieć, aby nie zabrzmieć samolubnie?

— Zastanawiałem się — na chwilę odwrócił wzrok od tych brązowych oczu i spojrzał na dzieci. Pomyślał o Elizabeth i Abby, córkach Gregory'ego. Pomyślał o czasach, kiedy przychodziły do ich domu i zostawały na dłużej. — Jesteśmy razem od kilku lat. Chciałbym… Chciałbym rozważyć nasze możliwości założenia własnej rodziny.

Gregory wpatrywał się w niego. Wpatrywał i milczał. Mycroft zaczął się trochę bardziej denerwować. Zrozumiał, że zaczął analizować siebie i przesunął się nerwowo na ławce. Czy źle zrozumiał sytuację? Był znacznie lepszy w sprawach społecznych niż jego niedorzeczny młodszy brat, ale stwierdził, że jeśli chodziło o jego partnera, to nie był tego do końca pewny.

— Chcesz… mieć dziecko? — zapytał w końcu po chwili, wciąż mrugając.

Mycroft zacisnął wargi i odwrócił wzrok.

— Nie musimy mieć, tylko myślałem… — zaczął, sapiąc lekko.

Zamilkł jednak, gdy Gregory chwycił go za podbródek i zmusił go, by znów na niego spojrzał. Ich usta natychmiast połączyły się wypełnionym miłością pocałunku. Mycroft wydał z siebie zaskoczony pomruk zanim również go pocałował.

— Bardzo bym chciał — wyszeptał Gregory po tym, jak skończyli się całować. Jego oczy były szeroko otwarte i błyszczące, a Mycroft poczuł, że serce mu przyspiesza. — Możemy… Możemy zapytać moją siostrę. Sprawdzić, czy nie miałaby nic przeciwko temu, aby „nosić" nasze dziecko.

— Myślałem o adopcji, ale… — zaczął Mycroft, przerywając i rozważając to. Czuł się głupcem, że wcześniej o tym nie pomyślał. To była najbardziej logiczna opcja, która zapewni, że dziecko będzie miało geny ich obu. Oczywiście, jeśli droga Emily zgodzi się urodzić ich dziecko. Uśmiechnął się. — Ale to byłoby cudowne.

Połączyli się w kolejnym pocałunku. Mycroft był podekscytowany tą perspektywą. Po chwili opuścili park i kontynuowali relaksowanie się, wędrując po Londynie, zanim wrócili do domu. Ich rozmowy dotyczyły jednak bardzo konkretnego tematu. Mieli mieć razem dziecko. Mycroft nie miał doświadczenia z prawdziwymi małymi dziećmi oprócz swojego dorastania z Sherlockiem, ale wciąż był chętny doświadczyć tego. To zmieni ich życie w niesamowity sposób.

Nie mógł się doczekać.