Rozdział 61: Tworząc rodzinę
Mycroft nigdy nie sądził, że zostanie ojcem. Kiedy był młodszy, miał duży udział w wychowaniu Sherlocka, ale to było coś zupełnie innego. Bycie ojcem… To było coś, co wydawało się nie do pomyślenia, dopóki pewnego dnia nie usiadł z Gregiem w parku i nie zaczęli tej rozmowy.
Postanowili poprosić młodszą siostrę Grega, Emily, aby była ich surogatką. Dawało to im możliwość posiadania dziecka, które miałoby zarówno DNA Lestrade'a jak i Holmesa. Mieli przy tym ogromne szczęście. Mycroft był świadom, że pary tej samej płci rzadko miały okazję, by przyszły potomek dzielił geny obu rodziców. Emily oczywiście bardzo chętnie zgodziła się im pomóc.
Okres ciąży szybko przeleciał i zanim Mycroft oraz Greg się obejrzeli, zostali obdarowani synem. Oliver Lucas Lestrade-Holmes został sprowadzony na świat i wkrótce stał się centrum wszechświata dla nich obu. Greg miał dwie córki z poprzedniego małżeństwa, więc posiadanie niemowlęcia w jego życiu nie było niczym nowym. Dla Mycrofta było to jednak przerażające. Przez tygodnie nie chciał nawet trzymać swojego syna. Nie z jakiegokolwiek okrutnego powodu lub z powodu oziębłości. Szczerze mówiąc było tak, ponieważ był bardzo zdenerwowany, mając do czynienia z tak małym człowiekiem. Jednak tej nocy, gdy Greg zignorował jego obawy i pomógł mu ułożyć ramiona oraz ręce w odpowiedniej pozycji, by trzymać Olivera, zdenerwowanie Mycrofta zniknęło.
Oliver szybko rósł. Greg znacznie zmniejszył swój udział w śledztwach (ku notorycznemu rozczarowaniu Sherlocka) i przez większość czasu pozostawał z nim w domu. Mycroft również brał na siebie mniej obowiązków, dzięki wielkiej pomocy Anthea'i, ale wciąż musiał chodzić do biura o wiele częściej niż jego partner. Rząd brytyjski, nawet jeśli chodziło o tak niewielką pozycję jaką posiadał, nie mógł tak łatwo znaleźć zastępców, którzy mogli wykonywać jego rodzaj pracy. Jednak Mycroft nie musiał już wyjeżdżać z kraju na dłuższy okres, a poza okazjonalnym weekendem przebywał w domu w soboty i niedziele. To była niesamowita zmiana nie tylko w ich rodzinie, ale także w intymnym życiu Grega. Wszystko szło ku lepszemu.
Gdy Mycroft wrócił wieczorem do domu, po długim dniu wyczerpującym dniu spotkań, zdziwił się, gdy mieszkanie okazała się… ciche. Nigdy nie było u nich cicho. W zaciekawieniu zamarł na chwilę, przy zdejmowaniu płaszcza. Greg zwykle go uprzedzał, kiedy miał wyjść, a poza tym jego samochód znajdował się na podjeździe, więc musieli tu być… Słyszał, że w salonie grał cicho telewizor. To było przynajmniej dobre miejsce na rozpoczęcie poszukiwań. Zawiesił płaszcz i odkładając teczkę, ruszył w tym kierunku.
Widok, który zastał po wejściu do salonu, sprawił, że zatrzymał się i po prostu patrzył. Dwaj najważniejsi mężczyźni w jego życiu, których uwielbiał bardziej niż cokolwiek innego, leżeli na kanapie i obaj byli… całkowicie padnięci. Greg leżał na plecach z luźno skrzyżowanymi nogami, gdy rozciągał się na całej długości kanapy. Miał na sobie czarne spodnie i koszulę. Jedno jego ramię zwisało z sofy, a dłoń opierała się na podłodze. Druga ręka spoczywała na plecach Olivera, który leżał na piersi ojca. Ośmiomiesięczny maluch spoczywał na brzuchu z policzkiem przyciśniętym do nagiej piersi Grega. Jego usteczka były rozchylone. Jedna z rączek była zaciśnięta w pięść i błyszczała od śliny, którą była pokryta. Było oczywiste, że dziecko zasnęło z pięścią w ustach, która została uwolniona, gdy zapadło w mocny sen.
Mycroft uśmiechnął się, będąc całkowicie oczarowany widokiem. Nie był w stanie oprzeć się chęci wyciągnięcia komórki i zrobienia zdjęcia, zanim cicho do nich podszedł. Drogi Oliver zaczął miesiąc temu ząbkować, przez co utrzymywał obu rodziców na nogach przez całą noc. Biedny chłopiec był niespokojny, nie chciał spać ani jeść z powodu bólu. Wydawało się jednak, że dzisiaj Grega i Olivera dogoniło wreszcie wyczerpanie.
Przykucnąwszy, wyciągnął rękę i przeczesał palcami srebrne włosy Grega. Starszy mężczyzna poruszył się lekko, marszcząc brwi z dezorientacją, a powieki zatrzepotały sennie. Uśmiechnął się, powstrzymując ziewanie, gdy ujrzał Mycrofta. Przesunął się bardzo ostrożnie.
— Hej — wyszeptał niechętnie. Mycroft uśmiechnął się do niego z uwielbieniem. — Ollie w końcu zasnął.
— Widzę — odpowiedział delikatnie, a jego wzrok skierował się na ich śpiącego syna, nie przestając przeczesywać włosów Grega.
— Nakłoniłem go, by zjadł trochę podczas lunchu — powiedział Greg, rozkładając dłoń na plecach Olivera, gdy chłopiec zaczął poruszać się we śnie.
Westchnął, wydając lekkie, nosowe mruknięcie, które trafiło prosto w serca obu mężczyzn. Mycroft nigdy nie poznał bardziej uroczego dziecka i nie miało znaczenia, że był nieco stronniczy.
— Dobrze. Za chwilę spróbujemy go nakłonić do zjedzenia obiadu. Być może tego wieczoru pójdzie spać najedzony.
— Można mieć nadzieję. — Greg prychnął, ziewając.
Ten ruch spowodował, że Oliver znów się poruszył, a jego czoło lekko zmarszczyło się. Otworzył dłoń i ponownie zacisnął ją w pięść. Mycroft schylił się, aby delikatnie odgarnąć kosmyk kruczoczarnych włosów z jego twarzy, a następnie potarł kciukiem pyzaty policzek syna.
— Na razie pozwolimy mu spać trochę dłużej.
Zwykle chcieliby, żeby Oliver nie spał za długo w dzień, aby mógł spać w nocy, ale przy tak małej ilości snu, jaką miał podczas ząbkowania, każdy czas, gdy spał był dobrym czasem. Mycroft pochylił się i pocałował z miłością czoło Grega, który uśmiechnął się i zanucił cicho.
— Miałeś dobry dzień? — zapytał starszy mężczyzna.
Mycroft westchnął.
— Był taki, jak oczekiwałem. Teraz jest lepiej, bo jestem w domu z tobą i Oliverem. Idę zrobić herbatę. Potem zobaczymy co z jego obiadem.
Jeszcze raz pocałował Grega w czoło, po czym wstał, czule wpatrując się w śpiące dziecko, i kierując się do kuchni.
