Rozdział 62: Lekcje tańca

To było raczej zawstydzające. Greg był tak niepewny, że nawet postanowił poradzić się Sherlocka w tej sprawie. Ale gdy miało do tego dojść, bał się pojechać na Baker Street i przeprowadzić tę rozmowę. Zaczął odkładać to tak długo, jak tylko mógł, ale w końcu musiał się z tym zmierzyć.

W ten sposób znalazł się w salonie na Baker Street w środku dnia, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą, podczas gdy Sherlock przesuwał meble, by zapewnić im większą przestrzeń. John był w klinice, więc na szczęście byli sami. To samo w sobie będzie dość dziwaczne.

— Nadal tego nie rozumiem — przyznał Sherlock, zerkając na niego z zaciekawieniem. — Byłeś już wcześniej żonaty, więc jak to możliwe, że nie umiesz tańczyć?

— To nie był… zbyt dobry taniec — prychnął Greg, krzyżując obronnie ramiona i wpatrując się w stojącą na półce czaszkę.

Był w tym beznadziejny, a jego żona cały czas prowadziła. Wiedział, że ludzie nie dokuczali mu z tego powodu, ponieważ to było jego wesele.

— Szczerze mówiąc, nie jest to trudne — powiedział Sherlock, kończąc przesuwanie stolika, a następnie podszedł do miejsca, gdzie na biurku ustawił iPoda. Greg był trochę zdziwiony, że nie obchodziła go ta sytuacja. Ale wiedział, że detektyw naprawdę uwielbiał tańczyć, więc… Być może dlatego. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz bardziej niż teraz docenił nieocenione wyznania Johna. — Zdejmij buty i podejdź tutaj.

Greg przytaknął, zdejmując obuwie i podchodząc do Sherlocka. Wyprostował się i pozwolił młodszemu mężczyźnie złapać się za ramiona i odpowiednio ustawić. Jedno ramię owinięte wokół tułowia Sherlocka, a drugie w jego dłoni. Za nimi iPod zaczął odtwarzać wolną piosenkę, a Sherlock skinął lekko głową, zanim zaczął się poruszać.

Ćwiczyli kroki, a Greg potknął się kilka razy, ale ogólnie nie była to wielka katastrofa. Sherlock mamrotał coś niemal nieprzerwanie, instruując go w ten i inny sposób. Robili to przez całą piosenkę, aż ta się skończyła.

— Teraz ty będziesz prowadzić — stwierdził Sherlock, chcąc ponownie uruchomić utwór. — Najprawdopodobniej mój brat będzie prowadził, ponieważ jest takim maniakiem kontroli, ale na wszelki wypadek musimy sprawić, żebyś był w tym przynajmniej przeciętny.

Greg otworzył usta, by zacząć narzekać na przypadkową zniewagę Sherlocka, ale wiedział, że miał rację, więc milczał. Zamiast tego skinął tylko głową. Tym razem jego ręka została przesunięta w dół, aby spocząć na talii Sherlocka, a ich dłonie zmieniły położenie, zanim znów się połączyły. Rozległa się muzyka. Sherlock mruknął do niego, by zrobił pierwszy krok i po chwili wahania zrobił to.

Zatańczyli kilka razy, zmieniając prowadzącego i po pewnym czasie Greg poczuł się znacznie lepiej z całą tą sytuacją. Czuł się bardziej swobodnie poruszając się, wykonał nawet kilka prostych figur (niektóre były całkiem fajne, inne sprawiły, że Sherlock przybierał swój normalny wyraz twarzy oznaczający: „nie możesz być poważny" i próbował kilku nowych rzeczy według sugestii młodszego mężczyzny. To było zaskakująco zabawne. Dostrzegł również nową fascynującą stronę Sherlocka. John miał rację, kiedy powiedział, że detektyw lubi tańczyć. W rzeczywistości śmiali się wspólnie, a rzadko widywał Sherlocka tak radosnego, gdy Johna nie było w pobliżu (a nawet wtedy było to rzadkie).

Właśnie w tej chwili Sherlock usłyszał kroki na schodach. Spojrzał przez ramię Grega, a jego uśmiech zniknął niemal natychmiast, gdy zatrzymał ich taniec. Greg zamrugał zmieszany i odwrócił się, by zobaczyć Mycrofta stojącego za nim z kopertą w dłoni. Polityk stał sztywno wyprostowany, z niemalże pustym wyrazem twarzy, ale Greg coś dostrzegł, coś co sprawiło, że odsunął się od młodszego Holmesa, otwierając usta, by wytłumaczyć się.

— Przepraszam za przerwanie wam — powiedział lodowato Mycroft. — Przyszedłem, żeby przekazać ci informację na temat sprawy, Sherlock. Zostawię to w kuchni i wyjdę.

Mycroft obrócił się na pięcie i poszedł do kuchni, głośno opuścił teczkę, a potem wyszedł. Sherlock prychnął. Wyłączył muzykę i opadł na krzesło. Greg westchnął.

— Mycroft — zawołał Greg, idąc za ukochanym.

Nie miało znaczenia, że nie miał na sobie butów, gdy zaczął schodzić ze schodów. Ledwo złapał łokieć drugiego mężczyzny, zanim ten wyszedł na ulicę i pociągnął go z powrotem do środka.

— Gregory, muszę wrócić do pracy. Puść mnie — rozkazał, nie odwracając się.

Greg westchnął i zrobił krok do przodu, by przycisnąć się do niego, obejmując talię wyższego mężczyzny.

— Przestań być śmieszny — wyszeptał, przytulając go mocno. — To co widziałeś, nie jest tym co podejrzewasz.

— Widziałem, jak tańczysz z moim bratem.

Wzdychając, Greg złapał Mycrofta i odwrócił go, tak aby stali naprzeciw siebie. Wyciągnął dłoń, ujmując policzek mężczyzny i spojrzał mu w oczy.

— Uczył mnie tańczyć — przyznał, czując, jak palą go policzki.

Mycroft zamrugał, zaczynając o tym myśleć spokojnie. Greg widział, jak w jego oczach pojawiło się zrozumienie.

— Tak. — Greg skinął głową z uśmiechem. — Jestem głupkiem, który nie umie tańczyć. Chciałem się tego nauczyć, zanim… Cóż, chciałem być w czymś dobry.

— Jesteś dobry w wielu sprawach — wyszeptał Mycroft, jego głos stracił chłodne brzmienie i stał się bardzo czułe. Pochylił się i połączył ich usta w krótkim pocałunku. — Przepraszam za zrobienie sceny.

— Nie zrobiłeś sceny. — zaśmiał się Greg. Chwycił Mycrofta za rękę, splatając ich palce i ściskając ją. — Masz czas, by zjeść lunch, zanim wrócisz do biura?

— Tak, myślę, że mogę znaleźć chwilę. — Mycroft uśmiechnął się, całując go ponownie.

Greg pobiegł z powrotem na górę po buty, a potem razem wyszli na zewnątrz.