Rozdział 64: Blizny

— Ta pochodzi od mężczyzny, który porwał Sherlocka? — zapytał cicho Mycroft.

Greg leżał na plecach, z zamkniętymi oczami, kiedy relaksowali się wspólnie na łóżku. Odpoczywali po stosunku, pozwalając by ekstaza wynikająca z orgazmu powoli opuszczała ich ciała.

— Hmm? — mruknął, podnosząc nieco głowę. Czuł, jak opuszki palców Mycrofta lekko przesuwają się po jego żebrach i nagle go oświeciło. — Tak. Od noża, który miał przy sobie.

Mycroft nie odpowiedział. Zamiast tego jego palce przesuwały się nad blizną, która znaczyła opaloną skórę inspektora. Greg wciąż bardzo dobrze pamiętał tamtą noc. Porywacz Sherlocka był szybki. Znalazł się w przestrzeni Lestrade'a, zanim ten zdążył zareagować, wymachując ząbkowanym nożem, dźgając go. Wylądował przez to na niemal tydzień w szpitalu, gdzie założono mu szwy, a jego skóra została mocno oznaczona. To nie było przyjemne doświadczenie.

Po chwili Mycroft trącił go w ramię. Spełniając niewypowiedzianą prośbę, Greg przewrócił się, by położyć się na plecach. Patrzył, jak młodszy mężczyzna przyglądał się jego torsowi, podążając palcami do blizny na jego bicepsie.

— Ślad po postrzale — mruknął.

Greg skinął głową, patrząc jak jego kochanek i tę bliznę prześledził palcami. Otrzymał ją w trakcie jednej ze swoich pierwszych poważniejszych spraw, podczas której skończył goniąc za przestępcą, który ukrywał broń. Zauważył ją w ostatniej chwili i zeskoczył z linii strzału na tyle, że kula drasnęła go w biceps, a nie uderzyła w klatkę piersiową. Mycroft zwrócił wzrok na kolejną bliznę.

— A ta? — zapytał, marszcząc brwi, gdy przesuwał palcami po białej linii, znajdującej się tuż nad brwiami inspektora.

Greg nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

— Z meczu rugby, gdy miałem siedemnaście lat. Mój najlepszy kumpel był beznadziejny w celowaniu, a ja byłem w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. — Przewrócił oczami. To zdecydowanie był najbardziej absurdalny powód, przez który miał jedną ze swoich blizn.

Mycroft delikatnie badał i dotykał kolejnych dwóch blizn, które były rezultatem ran postrzałowych: jednej na udzie, drugiej na brzuchu. Następne było znamię na dłoni. Pochodziło ono z czasów, gdy inspektora opanował gniew i roztrzaskał szklankę, uderzając nią zbyt mocno o blat biurka.

Greg milczał, nie licząc małych wyjaśnień, które towarzyszyły każdej bliźnie, uważnie obserwując wyraz twarzy młodszego mężczyzny.

— Co jest nie tak? — zapytał w końcu, przechylając głowę na bok.

Mycroft westchnął nosowo.

— Ludzkie ciało jest wyjątkowo kruche — skomentował, nie całkiem odpowiadając na pytanie.

Głaszcząc klatkę piersiową Grega, opuścił głowę na poduszkę, lekko się krzywiąc. Inspektor poruszył się nieco, tak aby byli zwróceni ku sobie i objął swojego partnera.

— Być może. Ale mam również niewiarygodne szczęście — stwierdził, uśmiechając się.

Zaskoczyło go, jak bardzo Mycroft martwił się jego bliznami.

— Oczywiście i jestem za to wdzięczny — powiedział Mycroft. — Nie zmienia to jednak faktu, że są to oznaki więcej niż jednego razu, kiedy mogłem cię stracić. Niektóre powstały przed tym, zanim zdążyłem cię poznać.

Spojrzenie Grega mocno złagodniało. Czyli to faktycznie niepokoiło jego partnera. Delikatnie potarł plecy Mycrofta, pochylając się, by pocałować go w czoło.

— Nie straciłeś mnie jednak — wyszeptał. — Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.

Mycroft zamknął oczy. Objął Grega w talii, gdy zwinął się u jego boku.

— To głupi i bezcelowy ciąg myśli. Ponieważ tak jak mówisz, jesteś tutaj. Przepraszam, że zniszczyłem nastrój.

Greg przytulił mocno swojego kochanka, muskając ustami jego włosy. Uśmiechnął się.

— Nie zrobiłeś tego — uspokoił Mycrofta. — Nie ma za co przepraszać. Zachowałbym się podobnie, gdyby znajdowały się na twoim ciele. Dzieje się tak, gdy jesteś zakochany.

— Byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś już nie nabywał ich więcej, Gregory — powiedział cicho Mycroft, niemalże krucho.

To było bardzo nietypowe dla niego i było czymś, co zdarzało się tylko, gdy byli ze sobą tak jak teraz.

— Również nie chciałbym mieć ich więcej — zgodził się Greg, głaszcząc włosy Mycrofta. — Nie martw się. Zrobię, co w mojej mocy, aby nie skończyć z kolejną blizną.

Nie mógł obiecać, że już żadne znamię nie pojawi się na jego ciele. Był inspektorem, więc istniała szansa, że znajdzie się w niebezpiecznej sytuacji. Przynajmniej teraz miał jeszcze większą motywację, by nie dać się zranić.