Rozdział 85: Muszę cię zobaczyć

Czy mogę przyjść? G.

Greg nacisnął kciukiem na ekran swojego telefonu komórkowego, z prawie zapomnianym kieliszek szampana w ręku, gdy opierał się o blat kuchni w mieszkaniu 221B. Wymknął się tutaj, aby być przez chwilę sam, po tym jak Sherlock tak uprzejmie poinformował go, że jego żona znowu go zdradza. I to z nauczycielem wychowania fizycznego. Oczywiście to był cholerny nauczyciel wychowania fizycznego.

Nie powinien być zaskoczony. Od jakiego czasu jego związek z Christyną był trudny i nie był to pierwszy raz, gdy coś takiego się stało. Oczywiście nie rozstali się ze względu na dzieci. Gdyby nie jego dwie córeczki, to Greg już dawno złożyłby pozew o rozwód. Teraz znów był nieszczęśliwy i potrzebował…

Jego telefon zadzwonił, powodując, że prawie podskoczył.

Jesteś na przyjęciu bożonarodzeniowym mojego brata. Z pewnością nie musisz wychodzić, by mnie zobaczyć. MH.

Greg westchnął, marszcząc brwi, gdy wpatrywał się na słowa na ekranie. Z pewnością jego związek z Mycroftem Holmesem był osobliwy. Zaczął się jako ściśle profesjonalny, zanim przemienił się w wygodną przyjaźń, a potem… Poszli ze sobą do łóżka po długiej nocy spędzonej przy szkockiej, kiedy Christina po raz pierwszy go zdradziła. Przynajmniej to był pierwszy raz, kiedy się o tym dowiedział. Chociaż dopiero oświecono go o oszustwie, ich problemy zaczęły się dużo wcześniej. Był wyczerpany, zraniony i zanim się zorientował, usta Mycrofta wyglądały niesamowicie pociągająco, a jego kolana wyglądały jeszcze bardziej zachęcająco… a potem było po wszystkim. Część niego czuła się winna, ale to poczucie winny go rozgniewało. Dlaczego miałby się tak czuć, skoro to on dawno temu został rogaczem?

Czy mogę przyjść? Naprawdę muszę cię zobaczyć? G.

Nalegał. Musiał zobaczyć Mycrofta. Miał ochotę zakręcić się wokół Molly Hooper. Była mądra, wspaniała i słodka, ale… Po pierwsze, była szalenie zakochana w Sherlocku, a po drugie, takie połączenie między nimi… nie istniało. Kiedy myślał o związku, myślami kierował się ku Mycrofcie. Miał to być korzystny układ dla obu stron i nic więcej, ale zakochał się w młodszym mężczyźnie. Nie można było temu zaprzeczyć.

Minęły wieki, zanim w końcu nadeszła odpowiedź. Do tego czasu stracił nadzieję, że Mycroft się zgodzi. Jednak kiedy kończył drinka i był w trakcie pomagania Johnowi w sprzątaniu, podczas gdy Sherlock grał na skrzypcach pani Hudson, jego telefon wydał z siebie dźwięk oznajmujący przyjście smsa.

W porządku. MH.

— Greg przepraszam za Sherlocka — powiedział niespodziewanie John, myjąc kilka kubków. Greg podniósł wzrok znad swojej komórki i mrugnąwszy spojrzał na niego. — Wiesz, jaki on jest.

— To… w porządku, stary. — Próbował to zlekceważyć.

To nie było w porządku, nie do końca. Czuł się teraz dość kruchy emocjonalnie. John w pewnym sensie to widział. Greg zdawał sobie z tego sprawę.

— Posłuchaj, jeśli czegoś potrzebujesz… Nawet jeśli to zwykła wycieczka do baru, tylko ty i ja, to po prostu daj mi znać, okej? — zaoferował John. Greg uśmiechnął się.

— W porządku, John. Naprawdę. Z pewnością skorzystam z twojej pomocy. — Klepnął doktora w ramię. Obaj stali się dobrymi przyjaciółmi i doceniał dzielący ich związek. Następnie podniósł komórkę i skinął na nią głową. — Ale musze lecieć. Zobaczymy się później?

— Tak, na pewno. — John uśmiechnął się uprzejmie.

Greg pożegnał się, wymownie ignorując spojrzenie, którym obdarzył go Scherlock, gdy wychodził. To było to cholerne spojrzenie, które mówiło, że mężczyzna dokładnie wiedział, co się działo. Oczywiście, że wiedział. Zawsze wiedział. Przestał o tym myśleć, zakładając płaszcz. Schodząc ze schodów, zmierzał do swojego samochodu, żeby pojechać do Mycrofta.

Nie mógł się przyzwyczaić do wspaniałego uczucia, które czuł w domu starszego z braci Holmes. Oczywiście pasował on do polityka, więc Greg nie był ani trochę zaskoczony, jak wyglądał, ale jednak. To na pewno nie był jego świat. Biorąc głęboki oddech, podszedł prosto do drzwi i zapukał. Minęła tylko chwila, zanim zamek został odblokowany, a drzwi otworzyły się, ukazując Mycrofta. Greg poczuł, jak coś w jego postanowieniu słabnie, kiedy przekraczał próg domu. Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, owinął ramiona wokół szyi wyższego mężczyzny i wpiął się na palce, by móc go namiętnie pocałować.

Mycroft odwzajemnił pocałunek z pasją, która pasowała do jego. To była jedna z wielu rzeczy, które szczerze zaskoczyły Grega, kiedy zaczęły się ich intymne stosunki. Mycroft całował cholernie dobrze. Nie tylko to… Robił niesamowite rzeczy swoimi ustami. Greg poczuł dreszcz przebiegający po jego kręgosłupie, gdy przycisnął się do Mycrofta, całując go zaciekle i wydał z siebie cichy dźwięk rozczarowania, gdy chwilę potem pocałunek został przerwany.

— Gregory — mruknął Mycroft, a jego bladoniebieskie spojrzenie wpatrywały się w jego ciemnobrązowe oczy.

Miał to spojrzenie, które wskazywało, że układał elementy układanki, wydedukują wydarzenia, które doprowadziły do tego moment. Żaden z braci nigdy tego nie usłyszy, ale to było raczej zdumiewające, jak bardzo byli do siebie podobni, kiedy to robili.

— Śmiało — westchnął cicho Greg.

Mycroft wyciągnął rękę i przeczesał smukłymi palcami po srebrzystych włosach.

— Nauczyciel wychowania fizycznego — mruknął Mycroft.

Greg nie mógł powstrzymać się od reakcji po usłyszeniu tego. Odwrócił wzrok i zmarszczył brwi.

— Tak… — potwierdził, nie żeby musiał. Jeśli Sherlock wiedział, to oczywiście Mycroft również. — Po prostu… Musiałem cię zobaczyć.

Milcząc Mycroft złożył pocałunek na czole Grega. Lestrade wzdychając, zamknął oczy i skupił się na miękkości tych warg.

— Czy mogę zostać na noc? — zapytał, wiedząc, jak krucho brzmiał jego głos. To było trochę żenujące, ale tak naprawdę go to nie obchodziło.

— Nie… — Mycroft zawahał się. — Nie wierzę, że byłaby to mądra decyzja.

— Wiem, ale… Proszę.

Cofnął się o krok i spojrzał na Mycrofta błagalnym spojrzeniem. Nie mógł wrócić do domu. Nie dzisiejszej nocy. Nie mógł wrócić do tej niewiernej kobiety, która o nic nie dbała. Potrzebował… Musiał czuć się kochany. Pod opieką. Tutaj miałby to.

— Gregory… — westchnął Mycroft, nadal głaszcząc go po włosach. Mógł zaprotestować, ale Greg wiedział, że mu nie odmówi. Grali już wcześniej w tę grę. Greg zaczynał aż za dobrze rozumieć Mycrofta. To go uspokajało. — W porządku. Masz ochotę na herbatę?

— Nie — powiedział Greg, kręcąc głową. — Dziękuję, ale wolałbym, żebyś zabrał mnie do łóżka.

Mycroft zamrugał, wpatrując się w niego przez chwilę. Greg skorzystał z okazji, by zainicjować kolejny pocałunek. Ten był znacznie bardziej zawzięty, żądający. Chwycił dolną wargę Mycrofta swoimi ustami i zaczął ją ssać. Ten akty wywołał cichy jęk ze strony młodszego mężczyzny, który sprawił, że spodnie Grega stały się ciasne. Potrzebował tego. Chciał tego.

Wkrótce potem, bo zerwaniu z siebie ubrań, obaj mężczyźni leżeli na dużym łóżku Mycrofta, dysząc ciężko, gdy kołysali biodrami, a Mycroft wchodził i wychodził z Grega. Zwykle nie był na dole, ale bez żadnych słów, zdecydowali się na to. To niesamowite, jak Mycroft dokładnie wiedział, czego chciał starszy mężczyzna. Był niesamowitym, uważnym kochankiem, a Greg wyginął się przeciwko niemu i jęcząc, błagał i więcej. Chwytał za blade ciało Mycrofta, jakby od tego zależało jego życie, praktycznie wykrzykując imię kochanka, gdy doszedł. Nawet gdy obaj skończyli i opadli na łóżko, dysząc spoceni, Mycroft nie wyszedł z niego od razu.

— Dziękuję… — wymamrotał sennie Greg, zamykając oczy, gdy znowu głaskano go po głowie. Mycroft złożył pocałunek na czubku jego nosa.

— Za każdym razem, Gregory — odszepnął, opuszczając głowę w zagłębienie szyi Grega.

Greg owinął ramiona wokół tali Mycrofta, przytulając go mocno i wzdychając z radością.

Zaczęło się to jako nic nieznaczący seks. Układ korzystny dla obu stron. Greg czuł jednak, że to zmienia się w coś więcej. Coś trwałego i znaczącego. Nie dążył do tego, jeszcze nie, kiedy Christina wciąż była obecna w jego życiu. Miał jednak przeczucie, że Mycroft pozostanie przy jego boku jeszcze długo po jej odejściu. W każdym razie miał taką nadzieję. Było za wcześnie, by wyznać miłość lub cokolwiek w tym rodzaju, ale na pewno coś było między nimi. Łączyło ich i przemawiało do nich obojga, gdy spoglądali w sobie w oczy.

Nie musieli tego mówić na głos. Wiedzieli o tym za każdym razem, gdy byli połączenie w ten sposób.