Rozdział 92: Ekscytujące śniadanie
Greg nienawidził tego banana. Nienawidził i kochał w tym samym czasie. Był cholernie zazdrosny o tego banana. Odchylił się na krześle i oblizał wargi, trzymając kawę przy piersi, podziwiając widok przed sobą. Mycroft jadł ostatnio mniejsze śniadania. Zwykłe tosty lub jakieś owoce, a w weekendy miskę płatków owsianych. Próbował jeść zdrowiej i chociaż Greg zwykle do niego nie dołączał, był niezmiernie zadowolony z dzisiejszego śniadania.
Czy Mycroft zdawał sobie sprawę, że był niezwykle seksualny z bananem, którego właśnie trzymał. Nie pomagało, że był to bardzo faliczny owoc, a Greg nie mógł powstrzymać się od myślenia o partnerze przesuwającym językiem po czymś innym. Poruszył się na swoim miejscu, spoglądając ponad brzeg kubka z kawę, rozchylając lekko nogi, gdy jego spodnie zrobiły się ciaśniejsze niż zwykle.
— Jezu — westchnął, kiedy Mycroft zaczął wsuwać banana do ust.
Nie był jednak tak cichy, jak próbował być, ponieważ Mycroft spojrzał na niego.
— Wszystko w porządku, Gregory? — zapytał, unosząc brwi w swój normalny, subtelny sposób.
— T… tak — powiedział Greg, przenosząc wzrok na swój kubek z kawą, lekko kaszląc.
Czuł, jak jego policzki płoną od rumieńca. Ponownie podniósł głowę, kiedy zobaczył, że Mycroft odsunął banana od ust i przesuwał językiem po dolnej wardze.
Dla Grega było to prawie za dużo. Przygryzł wargę, starając się nie jęczeć, a potem przez minutę spoglądał na zegar stojący na ich blacie kuchennym. Żaden mężczyzna nie musiał nigdzie być przez co najmniej pół godzinny, a Greg nie mógł już się powstrzymać. Postawił kubek na stole i odsunął krzesło, sprawiając, że Mycroft znów spojrzał na niego zaskoczony.
— Gregory? — zapytał, a jego jasnoniebieskie oczy rozszerzyły się, gdy Greg podszedł do niego i odsunął stół.
Greg wyciągnął rękę i wyrwał mu banana, który odrzucił na blat, a następnie wczołgał się na kolana Mycrofta. Jego źrenice były rozszerzone, przez co normalnie brązowe oczy były znacznie ciemniejsze. Mycroft zamrugał, gdy złożył dwa do dwóch.
— Nie możesz oczekiwać, że będziesz siedzieć i robił takie rzeczy, a ja nic z tym nie zrobię — warknął Greg, pochylając się, by go pocałować i lekko ugryźć szczękę młodszego mężczyzny.
Oddech Mycrofta uwiązł mu w gardle. Ręka drgnęła, by delikatnie chwycić biodra Grega.
— Gre… Gregory — zaczął, instynktownie odchylając głowę do tyłu, żeby jego partner miał większy dostęp do jego bladej szyi. Odchrząknął, poprawiając się na krześle. — Gregory, muszę wkrótce wyjść.
— Nie tak wkrótce — szepnął Greg w jego szyję. — Poza tym, jak masz odejść, skoro musisz mi pomóc coś z tym zrobić?
Aby podkreślić o czym mówił, opuścił biodra, stykając je ze sobą, tworząc między nimi najwspanialszy rodzaj tarcia. Mycroft jęknął cicho, wyginając się naprzeciwko niego.
— To jest prawdziwy problem. — Nie mógł powstrzymać się od komentarza. Greg uśmiechnął się szeroko.
— Na pewno jest, dlaczego więc nie rozwiążesz mojego problemu?
— Jesteś taki nieokrzesany — zaśmiał się Mycroft, ale nawet gdy się śmiał, jego ręka wślizgnęła się pod podkoszulek Grega.
Przesunął ją po gładkich plecach i przesunął na przód, muskając czubkami palców sutki Grega. Były wrażliwe. Greg dyszał oraz dygotał.
— Myc — sapnął, ponownie kołysząc biodrami. — Jesteś cholernie seksowny.
Obaj mężczyźni dyszeli cicho, szarpiąc się nawzajem za koszule, gdy ogarnęło ich lekkie poczucie pośpiechu. Zaczęli się brutalnie całować, ssać i przygryzać swoje usta na tyle mocno, że ich oddech były urywane, gdy przytulali się do siebie.
— Gregory… — sapnął Mycroft, przesuwając dłońmi po klatce piersiowej mężczyzny, by majstrować przy guzikach spodni Grega.
Greg przerwał ich pocałunek i odchylił się do tyłu na tyle, aby zacząć robić to samo, aż obaj rozpięli spodnie, aby móc rozsunąć je na tyle, by Geg był w stanie wziąć ich erekcje w dłoń. Mycroft jęknął, wyginając się w łuk, tworząc między nimi więcej tarcia, sprawiając, że obaj zadrżeli.
Szarpali się nawzajem, ciężko dysząc i jęcząc. Greg pocałował głęboko Mycrofta, wsuwając swój język, drażniąc język drugiego mężczyzny, szturchając go i ssąc. Kontynuowali, a ich ruchy stawały się bardziej nieregularne, a ich oddechy coraz cięższe i płytsze. Greg przesunął kciukiem po główkach penisów, drgając z powodu nadwrażliwości. Zaskomlał.
— Gregory, jestem… — Mycroft sapnął naprzeciw jego ust.
— Ja… również.
Greg skinął głową, dysząc i wtulając twarz w szyję Mycrofta, by lizać i skubać wzdłuż jego tętna. Po krótkiej chwili, Mycroft będąc na tyle zapobiegawczy, sięgnął i wyciągnął serwetkę, by wcisnąć ją między nich, jęcząc i zamierając, gdy ogarnął go orgazm. Greg prawie natychmiast po tym również doszedł. Dwóch mężczyzn ściskało się desperacko. Po chwili Greg zaczął się śmiać. Mycroft zamrugał, ale zaczął się uśmiechać, aż w końcu także wybuchnął śmiechem.
— To… było spontaniczne — zdecydował Mycroft, po czym znów zachichotał.
Słuchanie jego chichotu było urocze. Greg wystawił język, po czym pochylił się, żeby otrzeć ich nosy o siebie.
— To jest to co dostajesz za jedzenie banana w ten sposób — sapnął ponownie, zanim pochylił się, by delikatnie go pocałować.
— Powinniśmy już przygotowywać się do wyjścia — wyszeptał po chwili Mycroft, wyciągając rękę, by przeczesać smukłymi palcami srebrzyste włosy Grega.
Lestrade przymknął oczy i zanucił.
— Tak, jestem teraz zdecydowanie gotowy, by rozpocząć dzień — wyszczerzył się.
