Rozdział 108: Trudne rodzicielstwo
— Pan Lestrade? Dzień dobry, pańska córka Abigail wdała się dzisiaj popołudniu w bójkę w szkole. Musi pan przyjść po nią.
Kiedy Greg odebrał telefon, ledwo mógł uwierzyć, że naprawdę się to działo. Jego Abby i walka? Została odesłana do domu na pozostałą część tygodni? Jego Abby? Zadawał sobie te pytania, opuszczając Yard i jadąc na spotkanie z pracownikami szkoły, aby odebrać swoją córeczkę. Bardzo mało wyjaśnili, a Abby siedziała na krześle, wpatrując się przez cały czas w podłogę, zaciskając dłonie na materiale spodni. Greg był uprzejmy, przeprosił, a potem wyszli.
Zatrzymał się w pustym korytarzu i przykucnął, trzymając Abby za ramiona i patrząc jej w oczy. Nie płakała, ale była zdenerwowana. Jego spojrzenie na nią było miękkie i pełne cierpliwości.
— Dobrze, chcesz mi powiedzieć, co się stało? — zapytał cicho.
Abby sapnęła.
— Eric powiedział… — zaczęła, a jej głos drżał od łez, które jak Greg wiedział, nie zostaną uwolnione. — Nazwał cię obrzydliwym. Powiedział, że… powiedział, że powinnam się wstydzić, że mam teraz dwóch tatusiów. Że ty, że my jesteśmy… nie naturalni.
Było oczywiste, że była tym wszystkim bardzo zdenerwowana. Greg westchnął nosowo. Nie mógł jej winić. Zrobiłby to samo. Ponownie ścisnął delikatnie jej ramiona i pochylił się, by złożyć pocałunek na jej czole.
— W porządku, kochanie — powiedział cicho. — Przykro mi, że musiałaś usłyszeć coś takiego. Ty…
— Nie! Tato, nie przepraszaj. Kocham ciebie i Myca. Uwielbiam mieć was jako tatusiów.
Teraz jej oczy zaczęły lśnić od łez. Mocno ścisnęła jego koszulę, a on skinął głową, chowając jej włosy za ucho.
— Wiem, kochanie. W porządku. Niektórzy ludzie są ignorantami, ale dobrą rzeczą jest to, że ich ignorancja nie zaszkodzi naszemu życiu, prawda? — Abby skinęła głową. Greg uśmiechnął się i wstał. — A teraz chodź. Ktoś na nas czeka.
Abby rozweseliła się, ponieważ dokładnie wiedziało, kim był ten ktoś. Praktycznie rzuciła się sprintem, a Greg nie próbował jej powstrzymać. Uśmiechnął się delikatnie, obserwując ją. Po prostu… nie mógł zmusić się do ukarania jej. Musiała zrozumieć, że uderzenie dzieciaka nie było w pierwszej kolejności najlepszym wyborem, ale… Rozumiał, dlaczego to zrobiła. Nie wstydziła się jego ani tego, kogo poślubił. To doprowadzało go niemal do płaczu. Nie było nic ważniejszego niż akceptacja jego dzieci, więc fakt, że jego najmłodsza latorośl, wybiła dziecku szczękę za zniesławienie, sprawiał, że był szczerze dumny.
Powie jej to. Kiedy zrozumie już, że naprawdę nie powinna robić ponownie czegoś takiego.
— Myc! — Abby krzyknęła, kiedy wyszli na zewnątrz i ujrzała mężczyznę z parasolem stojącego obok znajomego, czarnego pojazdu.
Mycroft trochę przykucnął, gdy się zbliżyła z idącym za nią Gregiem.
— Dzień dobry, Abigail — przywitał się, a potem zerknął na męża z delikatnym uśmiechem.
We trójkę weszli do samochodu i odjechali. Greg założył, że jeden z pracowników Mycrofta odprowadził jego samochód z powrotem do domu. Zwykle to robili.
— Mycroft wie już tak dobrze jak ja, że twój pobyt w domu to nie będzie tylko zabawą i relaksem — zauważył po chwili Greg.
Mimo wszystko nadal musiał być ojcem. Po prostu… nie surowym ojcem.
— Oczywiście — przytaknął Mycroft jeszcze bardziej podkreślając punkt widzenia Grega. — Chociaż nie jestem jeszcze w pełni świadomy szczegółów tego incydentu, to uciekanie się do przemocy fizycznej nie zawsze jest najlepszym wyborem, moja droga pani.
Abby skinęła głową, wpatrując się w podłogę.
— Wiem, przepraszam… — westchnęła. — Ja tylko…
— W porządku, Abby. — Greg upewniał się, żeby nie poczuła się z tego powodu zbyt okropnie. Dziewczynka zamrugała i uniosła wzrok. — Rozumiem, kochanie. Naprawdę. Musisz tylko uważać, dobrze? Jeśli coś takiego znowu będzie miało miejsce, możesz zrobić dwie rzeczy, które będą lepsze niż uderzenie tego chłopca.
— Jakie? — zapytała, lekko przechylając głowę.
— Zignorowanie i odejście, to pierwsza rzecz — powiedział Greg, unosząc jeden palec. Następnie dodał do niego drugi. — Albo zgłoś to nauczycielowi i pozwól mu wymierzyć bardziej odpowiednią karę.
Abby skinęła głową, bawiąc się nieco rąbkiem koszuli.
— Dobrze — mruknęła.
— Nie martw się, Abigail — uspokoił ją Mycroft. — Na razie to zakończona sprawa.
— Po prostu nie lubię, gdy ludzie mówią, że to obrzydliwe — jęknęła, sapiąc. Powoli Greg przesunął dłonią po plecach Mycrofta i przytulił go. Mężczyzna zwrócił na niego swoje jasnoniebieskie oczy. Abby zobaczyła to i uśmiechnęła się. — Ponieważ, widzicie? Wasza miłość jest piękna. Jesteście moimi tatusiami i to sprawia, że jestem szczęśliwa i dumna z tego powodu.
