Rozdział 109: Przepracowany
To był tydzień z piekła rodem. Greg nie zajmował się tak trudną sprawą od czasu bałaganu z bombami, w który wciągnęli ich Sherlock i Moriarty. Detektyw był, oczywiście, jak dzieciak w sklepie ze słodyczami, bawiąc się świetnie. Greg czuł się tak, jakby tracił lata z życia, które mu zostały. Nie spał od trzech dni, żywiąc się kawą, kanapkami i adrenaliną.
Ciąg morderstw stawał się bardziej złożony i makabryczny, gdy sprawa się przeciągała. Złożony… To było dobre określenie. Jak się okazało, były one czymś więcej niż zwykłym ciągiem morderstw. Nie było tylko motywu zabójstw, ale powoli odkrywali polityczny związek między nimi wszystkimi. Trudno było go znaleźć, a nawet sam Sherlock nie widział tego przez jakiś czas, ale kiedy już to zrobili, było to jasne jak słońce. To był również czas, w którym Mycroft musiał się zaangażować.
Ich zawodowe aktywności rzadko się tak nakładały. Wcześniej, w czasach, kiedy się to zdarzało, Mycroft zabierał sprawę spod jurysdykcji Grega i pracował nad nią znacznie bardziej prywatnie. Starszy Holmes nie był w stanie zrobić tego teraz, ponieważ był już zbyt zaangażowany w sprawę i nie była ona tak łatwa do opanowania, więc znaleźli się w tej sytuacji.
Ich kanapa zwykle była używana do przytulania się i picia, a także do całowania, teraz jednak była używana również do pracy. Siedzieli obok siebie, Mycroft z nosem w telefonie, a Greg pochylający się nad papierami porozrzucanymi na stole. Miał w ręku kubek świeżej kawy, którą sączył cicho ziewając.
— Musisz odpocząć — stwierdził Mycroft, obejmując dłonią talię Grega.
Starszy mężczyzna obrócił się, by na niego spojrzeć. Mycroft oderwał spojrzenie od telefonu, na wystarczająco długi moment, by Lestrade mógł zauważyć, że wpatruje się w długopis wystający z ust partnera. Greg zamrugał i wyciągnął go z ust. Nie zdawał sobie sprawy, że go przygryzał. To był nawyk, do którego wciąż miał skłonność w wyniku rzucenia palenia, gdy był w sytuacjach silnego stresu. Przyjrzał się swojemu kochankowi: jego piżama i czerwony szlafrok były jak zawsze w nienagannym stanie, ale włosy miał lekko rozczochrane, a pod oczami były widoczne sińce.
— Przyganiał kocioł garnkowi — skomentował Greg, rzucając długopis na leżącą na stole teczkę, popijając kawę. Mycroft uniósł brew, mruknąwszy, ale kontynuował czytanie i pisanie. — Wyglądasz, jakbyś miał zaraz zemdleć.
— Być może, Gregory, ale jestem przyzwyczajony do intensywnych, długich godzin. W końcu jestem Holmesem i poznałeś mojego brata.
— Mówisz tak… — zaczął Greg, zmuszony do zatrzymania się, kiedy ziewnął potężnie —...jakbym też nie był przyzwyczajony. Wiesz, że to dla mnie normalne, kochanie.
Mycroft ponownie uniósł wzrok znad swojej komórki i spojrzał na Grega siedzącego w koszulce zespołu punkowego, z potarganymi srebrnymi włosami i równie pogrążonymi oczami jak jego. Pogłaskał bok starszego mężczyzny, gdzie spoczywała jego ręka, a na jego wargach pojawił się lekki uśmiech.
— Chodź tutaj, Gregory — zażądał, przechylając głowę.
Uśmiechając się, Greg odstawił kubek z kawą i zebrał akta sprawy. Następnie wykonał polecenie, układając się wygodniej na kanapie i opierając się o bok młodszego mężczyzny. Od czasu do czasu rozmawiali, omawiając dowody, gdy jeden z nich coś znalazł. Greg popierał teorie Mycrofta i choć raz pracowanie z drugim bratem Holmes było odświeżające.
Nawet przy współpracy Mycrofta rozwiązanie sprawy nadal szło powoli. Greg zapisywał notatki i wysyłał wiadomości do Sherlocka. Między nimi wciąż panowała cisza. Pochylali się wspólnie i westchnąwszy jednocześnie, całowali się, zanim kontynuowali pracę.
W miarę upływu czasu obaj mężczyźni przysnęli, co było im bardzo potrzebne. Jasne, żaden z nich się na to nie zdecydował, ale zanim się zorientowali, obie pary oczu były zamknięte, a zarówno telefon komórkowy Mycrofta, jak i akta Grega wysunęły się z ich palców i opadły im na kolana. Mało prawdopodobne, żeby spali dłużej niż godzinę lub dwie, ale przynajmniej było to coś.
