Rozdział 116: Przestraszony narkotykami
Życie Grega było naprawdę dziwne odkąd Sherlock Holmes wkroczył w jego życie. Chociaż przypuszczał, że bardziej stosowne byłoby stwierdzenie, że wpadł w jego życie i na miejsce zbrodni całkowicie na haju. Jednak gdy podszedł, aby go usunąć, ten młody człowiek rozwikłał wszystko, co dotyczyło miejsca przestępstwa, a kilka dni później, kiedy sprawa została zamknięta i rozwiązana, okazało się, że miał rację we wszystkim.
Następnego dnia Greg został porwany i zabrany do magazynu. Przypuszczał, że porwanie było trochę nudne. Jednak nie tak, że miał wybór w sprawie wsiadania do tego czarnego samochodu. Tutaj sprawy stały się znacznie bardziej skomplikowane i interesujące.
Interesującą stroną tego okazał się starszy brat tego dzieciaka; Mycroft Holmes. Czy w tej rodzinie nie było nikogo o normalnym imieniu? Greg był zirytowany, kiedy poproszono go o szpiegowanie Sherlocka, co było dziwne, ponieważ znał go dopiero od tygodnia i był narkomanem, który nie dbał o autorytet i zasady, ale… Było w nim coś, co Greg podziwiał. Widział w nim potencjał, gdyby tylko jeszcze nie był uzależniony od tej kokainy…
Zdeterminowany, zaczął pracować nad tym, by Sherlock rzucił narkotyki. Dopuszczenie go do miejsca zbrodni, kiedy był czysty, wydawało się najlepszym sposobem perswazji. Poza tym (mimo że zdecydowanie złamał kilka zasad mieszając do tego cywila) zaczęli rozwiązywać niektóre z bardziej szalonych i zadziwiających spraw. To była wygrana. Poza tym Greg kontynuował współpracę z Mycroftem. Starszy brat wydawał się pod wrażeniem jego wysiłków i spotykali się co tydzień, żeby omówić sprawy związane z Sherlockiem i po prostu… porozmawiać. Ich przyjaźń rozwinęła się zaskakująco szybko.
Bardziej zaskakujące było, gdy wkrótce potem rozwinęły się uczucia. Mycroft wcale nie był facetem w typie Grega, ale… Czuł pociąg do tego mężczyzny. Była tam moc, a jednak… była też delikatna strona, którą, jak przypuszczał Greg, niewiele ludzi kiedykolwiek w nim widziało. Więc tak, może czuł do niego pociąg. Może rozwinął uczucia. Może wyszli kilka razy razem. Oczywiście, to nie było nic zobowiązującego. Nie miał dość odwagi, by zaprosić mężczyznę na prawdziwą randkę lub zrobić coś romantycznego, chociaż w głębi duszy wiedział, że gdyby to zaproponował, to Mycroft zgodziłby się.
Kiedy zamyślony, niezbyt uważnie oglądał mecz piłki nożnej i pił piwo, rozległo się pukanie do drzwi, które zwróciło jego uwagę. Mrugając, odstawił alkohol i wstał, nieco ściszając telewizor, a potem skierował się do drzwi.
— Tak? — zapytał, otwierając je.
Zamarł na widok stojącego przed nim Mycrofta, który ściskał mocno bezwładnego, brudnego i mamroczącego Sherlocka.
— Przepraszam, Gregory — powiedział Mycroft, przerywając pełną oszołomienia ciszę i poprawiając nieco swój chwyt na bracie. — Nie byłem pewien, gdzie jeszcze mógłbym pójść.
To nie było coś, do czego Mycroft kiedykolwiek by się przyznał. Zawsze miał dokąd pójść, ludzi, do których mógł zadzwonić. A jednak byli tutaj… Sherlock najwyraźniej coś wziął. Sprawiło to, że ramiona Grega opadły w porażce. Nie widział chłopca od dwóch tygodni, co było normalne, ponieważ nie zawsze był w pobliżu, ale… Najwyraźniej znów wpadł w ciąg narkotykowy. Jeszcze raz. A tak dobrze sobie radzili…
— Wejdź — zaprosił, cofając się o krok i gestykulując. — Połóż go na kanapie.
Mycroft nic więcej nie powiedział i prawie wniósł Sherlocka do mieszkania. Natychmiast skierował się w stronę kanapy i opuścił Sherlocka na nią, powodując, że młodszy Holmes chrząknął i rozejrzał się gwałtownie. Nadal nie wydawał się zbyt świadomy swojego otoczenia. Greg zamknął drzwi i stanął obok Mycrofta.
— To była raczej duża dawka — skomentował Mycroft.
Greg skinął głową. To było dość oczywiste i niesamowite, że Sherlock nie przedawkował. Chociaż przypuszczał, że taka możliwość wciąż istnieje.
— Przyniosę mu wodę — powiedział, odwracając się, kierując swoje kroki w stronę kuchni.
Wyciągnął butelkę wody i poszukał szmatki, którą mógł zmoczyć pod kranem. Kiedy wszystko było przygotowane, wrócił do salonu i użył materiału do oczyszczenia twarzy Sherlocka, który zaczął dedukować jego spożycie alkoholu i coś o byłej żonie i jej zwyczajach związanych ze zdradzaniem go. Zignorował to. Nie trwało jednak długo, aby bełkoczący mężczyzna praktycznie stracił przytomność na kanapie. Greg wstał i spojrzał na miejsce, w którym wciąż stał Mycroft. Biedak wyglądał na wyczerpanego i prawie przerażonego. Nigdy publicznie nie wyglądał w ten sposób, ale z jakiegoś powodu pozwolił sobie mieć taki wyraz twarzy w towarzystwie Grega. To był największy komplement w historii.
— Nic mu nie będzie. — Greg próbował go uspokoić. Podszedł i delikatnie ścisnął biceps Mycrofta. — Nie martw się. Może tu zostać. Będę mieć go na oku.
Spojrzenie bladych oczu przeniosło się z Sherlocka na Grega. Dreszcz przeszedł po kręgosłupie inspektora, ale nie przerwał kontaktu wzrokowego.
— Gregory, ja… — zaczął Mycroft. Greg potrząsnął głową.
— W porządku. Zajmę się tym. Obiecuję.
Więcej ciszy. Mycroft patrzył na niego, nie, gapił się na niego. Najprawdopodobniej wydedukował z niego wszystko. Greg przełknął ślinę i poruszył się lekko, ale nic nie powiedział ani nie zrobił.
Wtedy wydarzyło się nieoczekiwane. W jednej chwili zajmowali się odurzonym Sherlockiem, w następnej wpatrywali się w siebie. Potem, zanim Greg zorientował się, co się działo, usta Mycrofta odnalazły jego usta. Smukłe ręce mocno ściskały rękawy jego zestawu Arsenalu. Greg wydał z siebie zaskoczony dźwięk, ale po chwili wykonał równie śmiały ruch, odwzajemniając pocałunek.
Pocałunek był namiętny, chętny i desperacki. Był to również najlepszy pocałunek, jakiego Greg kiedykolwiek doświadczył. To sprawiło, że osłabły mu kolana. W końcu rozdzielili się z jękiem, a Mycroft wyglądał na prawie przerażonego.
— Najszczersze przeprosiny, nie… nigdy…
Był zdenerwowany. Wielki Mycroft Holmes nie mógł znaleźć słów. Greg uważał, że była to najsłodsza rzecz na świecie. Nic nie mówiąc ujął policzek Mycrofta, powodując natychmiastowe zatrzymanie jąkania.
— W porządku, Mycrofcie — powiedział Greg. — Po prostu… zróbmy to jeszcze raz.
Odgłos zaskoczenia pochodził tym razem od Mycrofta, kiedy Greg podniósł się na palcach i zainicjował ich drugi pocałunek. To był początek czegoś, czego żaden z nich nie musiał kwestionować ani próbować wyjaśnić. Nagle, to było o nich.
