Rozdział 124: Rodzinna wycieczka

— O rany! — zawołał głośno Greg, szczerząc się mocno. — No to ruszamy! Grają moją piosenkę!

Starszy mężczyzna pogłośnił radio, gdy rozpoczęła się piosenka i zaczął nucić jej początek. Abby siedząca za nim na tylnym siedzeniu samochodu jęknęła dramatycznie i naciągnęła na dłonie swoje różowo-czarne rękawy, aby zakryć twarz.

— Tatusiuuuuu — narzekała, wiedząc dokładnie, co się zaraz wydarzy. — Powiedziałeś, że nie będziesz śpiewać.

— Ale Abby, to Africa — sprzeciwił się Greg. — Zawsze stanowi wyjątek od reguły.

Abby znów jęknęła, naciągając teraz na uszy swój kapelusz Arsenalu (który obecnie przejął inny kształt) obracając go i ściągając w dół, aby zakryć oczy. Obok cierpiącej dziewczynki, jej starsza nastoletnia siostra Elizabeth powstrzymywała się od komentarza, z nosem schowanym w komórce, gdy czekała na swoją kolej w rundzie Scrabble, w który grała z Mycroftem siedzącym na przednim siedzeniu pasażera.

— IT'S GONNA TAKE A LOT TO DRAG ME AWAAAAY FROM YOOOOOOOU! — Greg bardzo głośno zaśpiewał refren, uśmiechając się i uderzając dłońmi o kierownicę w rytm bębnów.

Mycroft uniósł brew, ale będąc w trakcie gry, wciąż ignorował swojego ukochanego męża.

— Myc, nie ma takiego słowa! — powiedziała Elizabeth, pochylając się do przodu, żeby jej ojczym mógł ją usłyszeć.

Mycroft zaśmiał się cicho.

— Moja droga, gdyby nie istniało, to nie byłbym w stanie go utworzyć — odpowiedział rozbawiony.

— Tatusiu, zamierzam rzucić w ciebie moją czapką, jeśli nie przestaniesz — ostrzegła Abby, sapiąc i opadając głębiej na swoim miejscu.

— Zrób to, a już ci jej nie oddam. — Greg uśmiechnął się. — Darmowa czapka! Założę ją na następnym meczu!

Kontynuowali jazdę, a Greg nadal śpiewał. Z biegiem czasu piosenki stawały się coraz bardziej entuzjastyczne, a śpiewał nawet przy keybordowej solówce. Nie można było wyjaśnić, jak dokładnie tego dokonał, ale z pewnością to zrobił. Gdy piosenka dobiegła końca, ku uldze wszystkich innych, Greg zamilkł.

— Ta droga nie wygląda znajomo — mruknął.

Mycroft ponownie uniósł brew i odwrócił głowę, by na niego spojrzeć.

— Cóż, może gdybyś tak namiętnie nie wykonywał dla nas serenady, to nie przegapiłbyś zjazdu — skomentował.

Greg prychnął i machnął lekceważąco dłonią.

— To nic wielkiego, zaraz będziemy na dobrej drodze — odparł.

Jednak po pewnym czasie nadal nie znajdowali się na dobrej drodze i nigdzie w pobliżu miejsca, w którym musieli być.

— Tatusiu, po prostu zatrzymaj się i spytaj kogoś o drogę — powiedziała Elizabeth, odkładając telefon na bok, gdy jej gra z Mycroftem dobiegła końca.

— Nie, wiem, gdzie jadę, Lizzi. — Greg wzruszył ramionami. — Znam te drogi jak własną kieszeń, nie są skomplikowane.

— Nigdy nie dojedziemy do babci — oznajmiła dramatycznie Abby. — Zostaniemy zagubieni na zawsze.

— Nie zgubiliśmy się na zawsze, Abs — zaśmiał się Greg.

— Nieprawda. Aby przetrwać, będziemy musieli się uciec do kanibalizmu.

— Nie jesteśmy zagubieni! — odpowiedział z szokiem Greg. — Miej wiarę w swojego staruszka, okej?

Jęk, który otrzymał w odpowiedzi, pokazywał, że najwyraźniej w niego nie wierzyła. Greg jednak się nie martwił. Musiał tylko skręcić za kilka mil w prawo. Był tego pewien… Jakieś piętnaście minut później zauważył ruch w środkowych lusterku, gdy Abby przysunęła się bliżej do swojej starszej siostry z zamiarem chwycenia jej za ramię.

— NIKT NIKOGO NIE ZJE! — krzyknął Greg, powodując, że Abby zamarła.

Młodsza córka Lestrade'a parsknęła, ale usiadła na swoim miejscu.

Przez całe to szaleństwo Mycroft milczał, czytając książkę, którą zabrał ze sobą w podróż. Po minięciu jakiegoś czasu, gdy najwyraźniej nadal nie znajdowali się na właściwej drodze, odłożył powieść i ponownie podniósł telefon. Abby po raz kolejny wtrąciła uwagę o kanibalizmie, a Elizabeth drażniła się z Gregiem, mówiąc mu, że to on zostanie zjedzony pierwszy, ponieważ to była jego wina, że się zgubili.

— Za dziesięć mil skręć w prawo — rozległ się głos z komórki Mycrofta.

Polityk oparł ją na desce rozdzielczej samochodu. Greg uniósł brwi.

— GPS? — zapytał, spoglądając na moment na Mycrofta, który powrócił do swojej książki. Młodszy mężczyzna mruknął coś niezrozumiale.

— To najbardziej oczywiste rozwiązanie — powiedział po chwili. — W końcu najwyraźniej nie zamierzasz pytać o drogę, kochanie, o ile cię znam, a ponadto… wolałbym nie być zjedzony przez jedną z twoich najdroższych córek.

Greg roześmiał się, nie mogąc się powstrzymać, bo bardzo zabawnie było słyszeć, jak jego ukochany mąż tak od niechcenia komentuje komentarz Abby na temat stania się kanibalem. Abby zaśmiała się i klasnęła z radością, że w końcu mają wskazówki, które doprowadzą ich do celu.

— W porządku — westchnął Greg. — Ale ktokolwiek z was powie o tym mojemu ojcu, to już nie żyje.