Rozdział 125: Spotkanie z mamusią
Greg był bardzo zdenerwowany spotkaniem z rodzicami Mycrofta. Nie miał pojęcia, czego się spodziewać, ponieważ ta para była powodem istnienia zarówno polityka, jak i Sherlocka, a byli po prostu tak wyjątkowi, niesamowicie inteligentni i… Cóż, Greg był trochę przerażony. Wyobraził sobie ich jako parę z wyglądem i zachowaniem braci Holmes. Zastanawiał się, jak szybko zaczną potępiać wszystko czym był.
Cóż… tak się nie stało. Greg musiał fizycznie powstrzymać szczękę przed opadnięciem na podłogę, kiedy spotkał pana i panią Holmes. Byli tacy… zwyczajni. Mamusia Holmes przyciągnęła go do siebie i przytuliła niemalże na progu, po czym zajęła się ich bagażami, nakłaniając pana Holmesa do zaniesienia ich rzeczy do środka. Zaproponowała im herbatkę i ciastka oraz zapytała Grega, czy miał jakieś alergie, a także jakie były jego ulubione potrawy.
— Najwyższy czas, żebyś go przyprowadził, Mikey — skarciła swojego najstarszego syna.
Greg starał się zakryć usta tak dyskretnie, jak to było tylko możliwe, aby stłumić śmiech. Mycroft jednak tego nie przegapił i rzucił swojemu partnerowi szybkie, surowe spojrzenie.
— Och, Greg, kochanie, jesteś taki przystojny! — wykrzyknęła, zwracając się z powrotem do niego. Sięgnęła, żeby ująć jego policzku i poklepała je z promiennym uśmiechem. — Tak się cieszę, że tu jesteś. Uszczęśliwiasz naszego Mikeya. Jesteś dla niego taki dobry.
— Drogi panie, mamusiu, czy mogłabyś użyć mojego pełnego imienia i nazwiska, skoro sama mi je nadałaś? — zapytał Mycroft z irytacją i to nie po raz pierwszy.
Spojrzenie, która posłała kobieta, dało jasno do zrozumienia Gregowi, że była to rozmowa, która prawdopodobnie miała miejsce, wiele razy wcześniej.
Pili herbatę, a mamusia Holmes troszczyła się o nich obu w bardzo słodki sposób, aż w końcu Mycroft odciągnął Grega do pokoju, z którego korzystali podczas pobytu w domu rodzinnym Holmesów. Zamykając za sobą drzwi, młodszy mężczyzna westchnął. Jego ramiona opadły w zmęczeniu, gdy ściskał grzbiet swojego nosa.
— Myc, twoi rodzicie… — zaczął Greg, kładąc torbę obok łóżka.
— Są bardzo męczący, wiem — mruknął Mycroft, sprawdzając komórkę i podchodząc na drugą stronę łóżka, żeby usiąść.
— Nie — zaśmiał się pogodnie Greg. — Chciałem powiedzieć, że są uroczy. Są tacy… zwyczajni. Zupełnie się tego nie spodziewałem.
— Tak, to okropne — westchnął Mycroft. — Coś z czym niestety Sherlock i ja mamy do czynienia każdego dnia.
— Ał, nie mów tak. To twoi rodzice i wyraźnie cię kochają.
— Mówiłem ci, że nie masz się o co martwić — powiedział, ignorując komentarz Grega.
Uśmiechając się delikatnie, starszy mężczyzna przeszedł przez pokój i stanął przed Mycroftem, pochylając się, by pocałować go w policzek.
— No dalej, kochanie. To będzie miła wizyta. Tylko ja miałem się stresować i martwić, nie ty. Zrelaksuj się, okej? — wyszeptał, przeczesując palcami włosy Mycrofta.
— Przepraszam. Sprawiają, że tak się czuję.
Mycroft wzruszył ramionami, ale skinął głową. Rozpakowanie zajęło im kilka minut, po czym wrócili na dół, gdzie Mycroft został wciągnięty do kuchni. To pozostawiło Grega sam na sam z ojcem jego partnera, który zachowywał dystans.
Ta cicha passa skończyła się, gdy usiedli przed kominkiem z małymi szklankami szkockiej. Pan Holmes zaczął rozmawiać z Gregiem. To była bardzo przyjemna rozmowa. Greg dużo nauczył się o mamusi Holmes i obu dzieciach, które odziedziczyły po niej inteligencję, a także poznał wiele historii z dzieciństwa Mycrofta i Sherlocka. Przeskakiwali z jednej opowieści do drugiej, czasami bez żadnego powiązania między nimi i chociaż Greg zgubił się kilka razy, ogólnie słuchanie tego było niesamowite. Było to jednak dziwne, kiedy pan Holmes po chwili zaczął nucić.
— Ojcze, przestań nucić — zawołał Mycroft, wchodząc do salonu.
— Och, czy znowu to robi? — Z kuchni dobiegł głos mamusi Holmes. — Po prostu go uderz, Greg. Nic mu nie będzie.
Greg tylko mrugnął. Jakby w ogóle mógł to rozważać! Jednak komentarz Mycrofta wyciągnął pana Holmesa z dziwnego transu, w który wpadł.
— Och, Mycroftcie. Dobrze, że do nas dołączyłeś — powiedział, spoglądając na swojego starszego syna. — Właśnie miałem zacząć opowiadać Gregorowi o eksperymentach Sherlocka nad jeziorem i twojej pomocy w tym.
Mycroft stał się jaskrowo czerwony, co spowodowało u Grega wielkie zdumienie.
— Ojcze, to nie jest konieczne. Proszę, nie zanudzaj Grega takimi bezmyślnymi szczegółami z mojego dzieciństwa — sapnął Mycroft, wyraźnie nie patrząc swojemu partnerowi w oczy.
Gregowi opadła szczęka. O Mój Boże, Mycroft był zawstydzony. Wręcz palił się we wstydu.
— Nie, panie Holmes, proszę mi o tym opowiedzieć — powiedział po chwili, czując się nieco podekscytowany, a uśmiech zaczął pojawiać się na jego twarzy. — O co chodzi z eksperymentami nad jeziorem?
Kiedy pan Holmes zaczął opowiadać, Mycroft faktycznie jęknął i odwrócił się, by schować twarz w poduszce na kanapie. O tak, Greg już pokochał tę wizytę.
