Rozdział 126: Nieunikniona rozmowa

Minęły dwa miesiące, odkąd Greg w końcu okazał widoczne zainteresowanie Mycroftem. Miesiąc, odkąd zaczęli chodzić na niezobowiązujące randki, kiedy spotkali się i nie rozmawiali o pracy czy o Sherlocku. W końcu tydzień wcześniej zaprosił Mycrofta na prawdziwą randkę.

Spotykali się. To było surrealistyczne, ale tak było. Byli dla siebie chłopakami z powodu braku lepszego określenia. Nie, żeby Mycroft powiedział to na głos, ale to było w porządku. Byli tym, czym byli i to było niesamowite. Greg nie mógł sobie przypomnieć, kiedy był tak szczęśliwy. Przynajmniej w ten sposób. Dwukrotne zostanie ojcem to zupełnie inna sytuacja niż znalezienie partnera.

Mycroft był absolutnie czuły, coś co ukrywał pod tą lodowatą powierzchnią. Nie, naprawdę nie był tak zimny. Był ciepły, opiekuńczy i niesamowity, a Greg w końcu to dostrzegł. Podejrzewał to i wiedział, że istniał potencjał. Teraz w pełni tego doświadczał. Czuł to w sposobie, w jaki dotykali się palcami. W tym, w jaki sposób Mycroft na niego patrzył. Widocznej trosce i uwielbieniu w tych jasnoniebieskich oczach. Wiedział to po tym, jak się całowali w ten elektryzujący, spragniony, doskonały oraz słuszny sposób.

Więc tak, był szczęśliwy jak diabli. Co więcej, miał głowę w obłokach. Musiał się do tego przyznać. Oczywiście, w tym stanie, ledwo zauważył czarny samochód podjeżdżający do niego, gdy szedł chodnikiem, dopóki nie zbliżył się zbyt blisko. Greg rozpoznał w nim jeden z tych, których często używał Mycroft. Młodszy mężczyzna jednak nie wysłał mu sms'a i chociaż miał zwyczaj pojawiać się niespodziewanie, zwykle dawał jakiś znak przed tym, odkąd byli ze sobą.

Jego zmieszanie stało się jeszcze bardziej intensywne, gdy po otwarciu drzwi zobaczył w środku jedynie Antheę. Pochylił się i spojrzał na asystentkę Mycrofta, unosząc brew.

— Anthea? — zapytał z zaciekawieniem.

To nie było jej prawdziwe imię, wiedział to na pewno. Według Mycrofta często je zmieniała, ale był to jej ulubione i którego używała, gdy była z nim. A więc była Antheą, Grega w rzeczywistości to nie obchodziło.

— Wsiadaj do samochodu, inspektorze.

To był rozkaz, a nie prośba. W jej głosie nie było nacisku, ale jednak coś w jej tonie dawało do zrozumienia, że lepiej było nie odmawiać.

— W porządku? — zgodził się, rozglądając się, aby upewnić się, że żaden oficer nie poszedł za nim ze Scotland Yardu z jakiegokolwiek powodu.

Poprawiając chwyt na teczce, ponownie pochylił się i wsiadł do samochodu. Zatrzasnął drzwi i ledwo zapiął pasy, zanim auto ruszyło.

W środku zapadła cisza. Greg cierpliwie czekał, gdy w międzyczasie Anthea dalej stukała na swoim Blackberry. Tak naprawdę robiła to cały czas, dlatego zobaczenie, jak wyłącza urządzenie i odkłada chwilę później był momentem, kiedy szok naprawdę zaczął pojawiać się u inspektora. Greg zamrugał mocno zdziwiony.

— Jest coś, co ja i ty musimy omówić — powiedziała Anthea, wbijając w niego wzrok i krzyżując nogi.

Greg ponownie zamrugał.

— Jasne — powiedział, kiwając głową. — O co chodzi?

— Jesteś w romantycznej relacji z panem Holmesem — skomentowała wyraźnie do czegoś dążąc. Nie tylko ot tak obserwowała ich życie osobiste. — Darzy cię uczuciem od jakiegoś czasu. Jestem pewna, że wspomniał o tym.

— Tak jakby — zgodził się Greg.

Rozmawiali o tym zeszłej nocy. Jak obaj dawno temu rozwinęli uczucia do drugiego i jak żaden z nich nie przypuszczał, że mogą działać zgodnie z nimi. To było naprawdę niesamowite, jak mogli czuć dokładnie to samo i było to również lekko frustrujące, ponieważ mogli być już ze sobą wcześniej. Oczywiście lepiej późno niż wcale.

— To wielka sprawa dla pana Holmesa. Zakładam, że dla ciebie również. Jednak jesteś jedyną osobą, której zdecydował się zaufać tak mocno i tak bardzo.

Greg uśmiechnął się. Tak, to była prawda. Nadal nie był pewien, dlaczego Anthea mówiła to wszystko, ale i tak było miło to usłyszeć.

— Oczywiście wiesz o tym wszystkim — skomentowała Anthea. Wciąż wpatrywała się w niego z powagą i po chwili zaczęła pochylać się w jego stronę. — Wspominam o tym, ponieważ muszę podkreślić wagę tego, jak możesz go skrzywdzić.

Greg otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Skrzywdzić go? Dlaczego miałby kiedykolwiek…

— Ma pan wspaniałe intencje, panie Lestrade. Jestem tego świadoma — kontynuowała Anthea, zanim zdążył otworzyć usta, jakby wiedząc, o czym myślał. — Ale musisz zrozumieć, że przy tak wielkiej sprawie, jak ta, jeśli ten związek nie jest dla ciebie tak ważny, jak dla niego, to możesz mu złamać serce. A jeśli to zrobisz…

Jej oczy zwęziły się niebezpiecznie, a Greg poczuł, jak lodowaty dreszcz przeszył jego plecy.

— Nie jestem w stanie wymienić wszystkich sposobów, na które mogłabym cię zniszczyć. Rozumiesz mnie?

Greg zamarł. Anthea prowadziła rozmowę na temat tego, co mu zrobi, jeśli złamie serce Mycrofta. To faktycznie się działo. Znów zapadła między nimi cisza. Żadne z nich nie zerwało kontaktu wzrokowego, aż w końcu Greg przytaknął.

— Nie zrobię mu tego — powiedział Greg słabo, ale całkowicie szczerze.

Anthea nadal się w niego wpatrywała, po czym skinęła głową i znów podniosła swój Blackberry.

— Cieszę się, że się zrozumieliśmy.

To była ostatnia rzecz, jaką powiedziała. Minutę później zatrzymali się przed jego mieszkaniem, gdzie wysiadł. Cóż, to co zdarzyło się z Antheą było cholernie przerażające, ale… nie mógł nic z tym zrobić i postanowił to potraktować, jako dobry znak.